Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : )

18.06.03, 20:20
Witajcie Mamy ,
Od dziewieciu lat jestem wegetarianka . Moj zyciowy partner smiletakze nie je
miesa i nasza 11-mies.coreczka Maja do tej pory rowniez . Niedawno robilam
Majce badania krwi i moczu ,wlasciwie wszystko bylo w normie oprocz zelaza-
dosc nisko ,ponizej normy .Moja babcia na taka wiesc zrobila malej "klopsiki
z cielecinki"i "zupke na miesku ",i z triumfem w oczach podrzucila mi obie
potrawy dzisiaj rano .Dalam coreczce klopsika na obiad .Jezeli jedzenie miesa
raz,dwa razy w tygodniu ma pomoc ,to niechetnie ,ale bede je dziecku podawac.
Powtarzam jednak ,bardzo niechetnie...Dodam ,ze Maja jest b.dobrze
rozwinietym dzieckiem .W 5-tym miesiacu siedziala ,w 6-tym raczkowala ,w 9-
tym zaczela chodzic , ma 8 zabkow ,poza tym moja prawie 11-miesieczna
coreczka jest bardzo muzykalna i pieknie tanczy smileJestem teraz w 19-stym tyg.
ciazy i podobnie jak w pierwszej zachowuje wegetarianizm i nie mam problemow
zdrowotych .Szukam Mam/Rodzicow wegetarianskich dzieci .Jak komponujecie
diete ? Podzielcie sie swoimi doswiadczeniami .pozdrawiam .
    • juliapoludniewska Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 18.06.03, 20:57
      Ja co prawda jeszcze nie jestem mama, ale ten temat bardzo mnie interesuje,
      gdyz jestem wegetarianka. I wszyscy mnie strasza (lacznie z lekarzem), ze w
      ciazy bede musiala jesc mieso, zeby nie zaszkodzic dziecku. A ja chcialabym
      pozostac wierna swojej wierze i chcialabym, zeby dziecko tez bylo
      wegetarianinem. Chetnie dowiem sie o innych rodzicach, ktorym sie to udalo.
      • esylwia Re: Rodzice-wegetarianie - do Julii 20.06.03, 11:48
        Witaj Julia

        Proponuję Ci - po prostu zmień lekarza. Ja, a po kilku latach moja siostra,
        trafiłyśmy do ordynatora oddziału położniczo-ginekologicznego, który uważał, że
        jeśli jemy wystarczajacą ilość różnorodnych produktów, to nie ma najmniejszych
        powodów do niepokoju. Mięso nie jest niezbędne do życia i z powodzeniem można
        je zastąpić innymi produktami. Zresztą córka pana dotora jest weganką, o czym
        chętnie opowiadał.
        Obie z siostrą od wielu lat nie jadamy mięsa. Moje dziecko (cztery lata) jada
        ryby, czasem (rzadko)dostaje również drób - głównie od babć. Synek siostry ma
        roczek i jest (prawie)wegetarianinem - czasem danie słoiczkowe z rybą. Dzieci
        rozwijają się i rosną świetnie.

        pozdrawiam

        esylwia
    • ania_rosa Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 18.06.03, 21:10
      Asiu, nie rozumiem jednego. Jesli zależy Ci na niejedzeniu przez córkę mięsa to
      dlaczego tak łatwo podałas jej te klopsy?
      Chciałabym poruszyć trzy kwestie:
      1. dzieci wegetariańskie powinny być pod opieką lekarza, ale nie szeregowego
      pediatry, tylko lekarza specjalisty. W IMiD jest specjalny zespół lekarzy
      pediatrów zajmujących się prowadzeniem dzieci wege i bilansujących im diety.
      jesli komuś zależy na takim stylu żywienia, to powinien brać się do tego z
      głową. Przepraszam za obcesowośc, ale taka jest prawda, bo odpowiedzialnośc za
      zdrowie wegedziecka jest o wiele większa niż dziecka jedzącego mięso. Normalny
      publiczny pediatra:
      A) nie musi posiadać wiedzy z dziedziny wegetarianizmu, komponowania posiłków,
      zastępowania jednych produktów drugimi
      B) nie musi umieć odpowiednio interpretowac rozwoju dziecka (dzieci wege są
      zazwyczaj drobniejsze od "Mięsnych" równieśników) i wyników badań (wyniki
      dzieci wege odczytuje się nieco inaczej- pewne składniki powinny być powyżej
      normy, inne poniżej, inne tak samo)
      C) często bywa zwyczajnie uprzedzony i nie potrafi służyć rozsądną radą
      rodzicowi, ktoremu na takim stylu jedzenia zależy. Dlatego często proponuje
      rozwiązanie najprostsze- podawanie mięsa zamiast wniknięcia w problem. A jest
      co najmniej kilka wyjść z podawaniem suplementów i reorganizacją diety włącznie.

      2. Akurat ja jestem przeciwniczką cielęciny. Gdyby moje dziecko zaczęło jeść
      mięso skłaniałabym się ku drobiowi. Dobrym i pośrednim wyjściem są ryby. Moje
      dziecko je ryby dwa razy w tygodniu, czasem częściej. Często w zupie, ostatnio
      w zapiekankach i tartach. Podaję solę, tuńczyka, karpia (rosoły na karpiu, to
      tłusta i wartościowa ryba) ew. dorsza lub mintaja. Jakość ryb łatwiej
      kontrolować kupując np, ryby z terenów za kołem polarnym (ja kupuję grenadiera)
      lub hodowlane (łosoś hodowany ekologicznie). Jak napisałam: rozwiązań jest
      masa, trzeba tylko umieć wybrać i bilansować posiłki. W moim przypadku jedzenie
      ryb nie jest koniecznością dietetyczną u dziecka, ale moim wyborem. Od 11 lat
      nie jem mięsa, ale uwzględniam w diecie ryby.
      3. Kiedy decydujemy się na taką dietę nalezy przede wszytskim zaopatrzyć się w
      dobre materiały. Polecam książkę dr. Ewy Pietkiewicz- Rok pt. "Miłośc od
      poczęcia". W tej książce jest wiele informacji na temat prowadzenia
      wegetariańskiego dziecka. Są też przykładowe jadłospisy. dalej- trzeba
      zorientować się w tabelach odżywczych szeregu produktów i ustalic podstawę
      jadłospisu (np. śniadanie: produkty zbożowe, obiad- warzywa+ strączkowce
      kolacja: nabiał. W takim tygodniowym jadłospisie powinny znaleźc się wszytskie
      ważne produkty tj. nabiał, kasze, strączkowe, orzechy, warzywa, owoce, produkty
      z fermentowanej soi (mleko sojowe, tofu) i ewentualnie ryby). Nalezy się
      również liczyć z tym, ze jest to styl życia i żywienia, który zawsze będzie
      mieć wielu przeciwników również wśród lekarzy. I to nalezy albo ignorować
      (wszelkie życzliwe uwagi) albo merytorycznie przygotowac sie do takich
      dyskusji. Obie metody są dobre, zależy jeszcze w stosunku do kogo.
      Jesli pomysł Babci (cielecina) spotkał się z Twoim nieskutecznym oporem to może
      znaczyć, ze nie Jesteś do końca przekonana co do słuszności takiego stylu
      odżywiania się. Jesli tak- to dałabym spokój dla Twojego dobrego samopoczucia.
      jeśli natomiast czujesz, ze jesteś w stanie udźwignąc taka odpowiedzialność za
      dziecko- to próbuj, ale konsultuj się z fachowcami (lekarze). Mojego syna
      prowadzi dr. Pietkiewicz-Rok i jestem zadowolona, ale ja się czuję dość pewnie
      jako wegetarianka testująca rozmaite style (weganizm, makrobiotyka). Mój syn ma
      dobre wyniki badan, więc to na pewno nie jest kwestią złej diety, ale złej
      organizacji diety. Na koniec chcę dodac, ze żywienie dziecka wegetariańskiego
      nie jest latwe, wymaga wzięcia na siebie naprawdę dużej odpowiedzialności i
      pracy nad układaniem jadłospisu. Dlatego przemyśl, czy jest to dla Ciebie na
      tyle wazne, aby o to walczyć (nie zawsze warto).
      pozdrawiam serdecznie
      Rosa
      • asiaasia1 Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 18.06.03, 23:52
        Dziekuje za odpowiedz Roso .
        Nie wiedzialam ,ze sa lekarze , ktorzy zajmuja sie dziecmi wege . Bardzo cenna
        informacja . Na pewno wkrotce wybiore sie do IMiD . Chcialabym kontynuowac
        diete wegetarianska dla Mojej Coreczki i Listopadowego Malucha . Nawet nie
        potrafie ugotowac miesa , nie potrafie odrozniac gatunkow miesa itd . To jest
        dla mnie zupelny kosmos , wogole sie na tym nie znam ! Maja pojutrze skonczy 11-
        miesiecy . Do 6-stego miesiaca byla karmiona wylacznia piersia, bez dopajania ,
        bez zadnych soczkow itp. Mimo ,ze jestem w drugiej ciazy nadal karmie coreczke
        piersia i wprowadzam do jej jadlospisu nowe potrawy . Przeczytalam kilka
        ksiazek dotyczacych zywienia wegetarianskich dzieci ( najczesciej
        anglojezycznych autorow dostepnych na naszym rynku )i staram sie czerpac z
        nich pomysly . Sama bardzo lubie ksiazke Anny Czelej pt."Piec przemian w kuchni
        wegetarianskiej ", ktora byla moim pierwszym przewodnikiem po wegetarianizmie i
        ktorej zasady do dzis mnie fascynuja .Przeszlam na wegetarianizm , dojrzewajac
        powoli do tej decyzji , ok. 9 lat temu , mniej wiecej na przelomie 7.i 8. klasy
        szkoly podstawowej .Moja mama traktowala to poczatkowo jako mlodzienczy bunt ,
        z czasem sama zaczela tak gotowac ...Diete w naszym domu uklada wlasciwie moj
        partner , poniewaz on najczesciej gotuje .Moj partner nie je wogole
        miesa ,nabialu ,jajek , ale toleruje ryby .Ja , z kolei , nie lubie ryb , nie
        jem miesa i jajek , ale toleruje nabial . Maja do tej pory okazjonalnie jadla
        ryby roznego rodzaju .
        On jest bardzo przekonanym wegetarianinem i na pewno tylko w ostatecznosci
        dalby Majce mieso do jedzenia , podobnie jak szczepionki ... Wydaje mi sie ,ze
        jego dieta nam wszystkim sluzy ,on sam dieta wyleczyl sie samodzielnie z
        anemii . Dwa miesiace po przyjezdzie do Polski zaczal bardzo krwawic , krwotok
        trwal okolo dwa tygodnie .Nie wiemy , jakie byly przyczyny , znamy tylko
        hipotezy .Na poczatku nie chcial widziec sie z zadnym lekarzem , potem
        oslabiony stracil rachube czasu i po prostu chcial byc sam , jednak dalej
        wypelnial domowe obowiazki. Ja bylam troche "nieprzytomna "- dwa tygodnie po
        porodzie . Przede wszystkim bylam b. przestraszona , ale on mowil ,ze wszystko
        jest pod kontrola, chodzil po zakupy , dzwigal wode oligocenska ze zrodla
        i ...wyproznial sie krwia. Moj partner nie mial jeszcze wtedy ubezpieczenia
        zdrowotnego w Polsce .Po dwoch tygodniach dal sobie wreszcie pobrac krew i
        okazalo sie, ze sytuacja jest dramatyczna . Silna anemia .Zaprzyjaznieni
        lekarze sugerowali nawet prztaczanie krwi , ewentualnie przyjmowanie preparatow
        hemoglobiny . Nie dalo sie jednak dobrac odpowiedniego preparatu, poniewaz moj
        partner nie chcial miec gastroskopii i nie udalo sie ustalic powodu silnego i
        dlugotrwalego krwotoku . Jedyne wyjscie,ktore pozostalo ,to wlasnie dieta. W
        ciagu trzech miesiecy przemyslanego odzywiania sie , bez zadnego "wspomagania"
        tabletkami czy zastrzykami zelaza moj partner stanal na nogi . Mial b.dobra
        morfologie .Jeszcze pamietam ,byl tak bardzo oslabiony ,ze lekarze
        mowili ,ze "ten czlowiek nie ma prawa chodzic itp." Miesiac temu wyjechal z
        Polski , teraz glownie ja gotuje i eksperymentuje .Chetnie spotkam sie z madrym
        lekarzem z IMiD , ktory mi doradzi ,jak zbalansowac diete Majki .Moja coreczka
        ma w zasadzie dobre wyniki , niestety zelazo ponizej normy ...Klopsika podalam
        Majce ,poniewaz skapitulowalam .Skapitulowalam przed dochadzacymi zewszad
        zarzutami ,ze chce skrzywdzic moje dziecko .Moja mama ,ktora nie je miesa i
        sceptycznie podchodzi do nabialu ,rowniez sugeruje ,ze powinnam dawac raz , dwa
        razy w tygodniu mieso coreczce , poniewaz ,kiedy ja bylam w jej wieku jadlam
        mieso ,chociaz grymasilam i dopiero jako nastolatka sama , swiadomie wybralam
        wegeterianizm .Maja zjadla klopsika wlasciwie w jednej czwartej , bardzo jej
        nie smakowal i wszystko wyplula na podloge .To chyba nie wrozy dobrze szybkiemu
        przyswojeniu sobie miesa .
        Jesli chodzi o wegetarianska ciaze ,w poprzedniej nie mialam problemow
        zdrowotnych ,nie jadlam nabialu ani miesa , wogole b. malo jadlam przez
        pierwsze trzy miesiace , poniewaz nie moglam niczego przelknac ( silne
        wymioty ).
        Teraz jestem w 19-stym tyg. wegetarianskiej ciazy ,niejem miesa , jem nabial ,
        na razie wszystko jest wporzadku .pozdrawiam .asia,


        • ania_rosa Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 19.06.03, 00:48
          jeszcze co�wink
          O ile akceptuję każdš dietę dorosłego człowieka, o tyle w stosunku do dzieci
          nie jestem aż tak tolerancyjna. przed wszystkim sšdzę, że weganizm jest bardzo
          ryzykowny. Wiem, ze wystarczy wej�ć na forum Gazety i zostać zasypanym dowodami
          na dobroczynno�ć tej diety, ale sama nigdy nie zdecydowałabym się na
          zaproponowanie jej dziecku. Skoro Mała je ryby- to dobrze. My�lę, ze nie należy
          stronić od nabiału i jaj. To jednak dziecko i nie powinno ponosić konsekwencji
          wyborów ideologicznych dorosłych (np. wykluczenie z diety Krisznaitów jaj
          osobi�cie mi nie przeszkadza, ale dyskusyjne jest pozbawianie tego �ródła
          białka dzieci).
          Teraz druga sprawa. Czytajšc Twój post domy�liłam się, że Twój mšż podchodzi do
          spraw diety zasadniczo i przemy�lanie. Prawdopodobnie jest przeciwnikiem
          dodatków do żywno�ci, słodyczy itp, dobrze my�lę?
          Tu moja sugestia: moje dziecko jest niejadkiem i większo�ć teorii na temat
          słodyczy w tym przypadku uległa naturalnemu rozbiciu. Pozwalam je�ć Kubie
          słodycze typu serki, jogurty itd. Wydaje mi się, ze chodzi tu bardziej o
          ustalenie priorytetu (mój: "chcę, zeby moje dziecko jadło rozmaite pokarmy.
          je�li Danonek zawiera wapń i cukier, to podaję go dla wapnia") którym powinien
          być interes dziecka, a nie rodzica. Oznacza to, ze zrezygnowałam z wielu
          rygorystycznych zasad. Mój wegetarianizm bardzo się uelastycznił- nie jem mięsa
          i tego bardzo przestrzegam, ale nie odmawiam sobie czekolady, białej mški itp.
          Wychodzę z założenia, ze lepiej podać dziecku placki z jabłkami z białej mški,
          które chcętnie zje niż gryczane placuszki, którymi pluje. Niezaleznie od
          wszystkiego my�lę, ze Powinna� zadbać o nasycenie diety dziecka tłuszczami
          zwierzęcymi (masło- wit.D i przyswajanie A), nabiałem (jednak wapń i
          przyswajalne białko_, jajami (coby nie mówić sa warto�ciowe- abstrahujšc od
          kwestii ideologicznych. Wybieraj jaja ekologiczne od wiejskich kur wink O jeden
          dylemat mniej, a sš zdrowsze) i rybami. Pozwoli Ci to przede wszystkim uspokoić
          samš siebie pod względem różnicowania diety Małej i uodporni na zarzuty
          otoczenia.
          Poza tym polecam IMID. Dysponuję namiarami na dr. Pietkiewicz -Rok
          (wegetarianka od kilkunastu lat, matka dwóch synów, zajmuje się ponadto
          homeopatiš)

          jeszcze raz pozdrawiam
          Rosa
          • asiaasia1 Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 19.06.03, 11:02
            Hej ,
            Chetnie wezme namiary na pania doktor . Z nasza pediatra , jakkolwiek jest ona
            dobra specjalistka , nie da sie normalnie porozmawiac o diecie
            wegetarianskiej : "Mieso jest konieczne do prawidlowego rozwoju malucha "i
            juz : )Moje dziecko rowniez jest niejadkiem . Jedynie banana zje zawsze i
            wszedzie , do reszty trzeba ja przekonywac .Tata Majki wyjechal teraz na
            dluzszy czas z Polski - bede mogla swobodnie eksperymentowac z nowymi
            produktami . Swobodnie , poniewaz czesto wybuchaja miedzy nami konflikty
            dotyczace spraw , ktore dla "normalnych " ludzi sa oczywiste , niepodlegajace
            dyskusji ...np. szczepionki ...Moj partner jest radykalnym ich przeciwnikiem .
            W jego rodzinie jest b. nieszczesliwy przypadek dziewczynki , ktora po podanej
            szczepionce MMRII zaczela miec powazne zaburzenia neurologiczne .Siostrzenica
            mojego partnera jest niestety do tej pory dzieckiem zachowujacym sie
            paraautystycznie .Sprawa zostala udowodniona przed sadem amerykanskim
            (mieszkaja w Stanach ) i dziewczynka dostaje teraz odszkodowanie ze specjalnego
            funduszu .
            Wracajac , do tematu , chetnie porozmawiam z kompetentna lekarka na temat
            diety wege u maluchow .Prosze o namiary .
            Dziekuje , asia .
    • ania_rosa Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 18.06.03, 21:13
      aha, jeszcze jedno- ciążę miałam wegetariańską. To żaden problem, jeśli tylko
      uprzedzi się lekarzy prowadzących. Jak pisalam wczesniej- odpowiedzialnośc jest
      większa i trzeba bardziej o siebie dbać (bilansowanie posiłków!) niż przed
      ciążą. Moja ciąza i połóg przebiegały bezproblemowo, laktację utrzymałam do
      ósmego miesiąca życia dziecka.
      pzdr
      Rosa
      ps. na Jedzeniu był kiedyś wątek poświęcony wegetarianizmowi u dzieci- Gonya i
      Ganga brały tam spory udział, myślę że warto odszukac ten wątek.
      • maak3 Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 19.06.03, 00:02
        wiem,że dzieciom alergicznym niejedzącym nabiału z wiadomych względów, a
        tolerujących jajka kurze albo przepiórcze lekarze zalecają je w ilościach
        sporych(ale musisz to sprawdzić w jakich) ze względu na dużą zawartość żelaza
        przyswajanie żelaza wspiera wit.c
        • majah76 Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 19.06.03, 10:17
          Rosa, przy okazji dyskusji mam pytanie... Gdzie kupuje się ryby hodowlane -
          ekologicznie. Pewnie nie w hipermarketach??

          A może ktoś wie, gdzie można kupić ryby dobre jakościowo w Krakowie? I
          ekologicznie hodowane? Ja mam ODWIECZNY z tym problem. W hipermarketach nie mam
          zaufania...

          Moja Ola jest takim "półwegetarianskim" dzieckiem, gdy jest u taty (z którym
          nie mieszkamy już razem) je mięso (drób), większość czasu nie je (u mnie).
          Niestety nie da się tego rozwiązać inaczej, gdyż tata Oli jest "mięsożerny" wink
          i nie pozwoli na to by córce mieska nie podawac. To dopiero był dramat dla
          mnie. No ale trudno. Dziecko nie jest moją własnością.
          Ola rozwija się bardzo dobrze. Nie ma anemii (choć miała, z innych powodów
          raczej niż dieta, żelazo było w "supernormie", hematokryt bardzo niski, do dziś
          w sumie trochę zagadka, podejrzenia - duże krwawienie przed porodem i cc
          dopiero po dobie, ach ci lekarze!). Teraz już wszystko jest dobrze.

          Ja mam tylko problem gdzie kupować rybki dla niej... Bo ryby jadamy. Ja od
          momentu gdy zaszłam w ciążę, a'propos - ciążę miałam bez żadnych problemów,
          morfologia i cała reszta świetna, lekarz mówił "książkowa ciąża", wyniki badań
          rewelacja, ale "mój" ginekolog nie wiedział, że jestem wegetarianką, ja zawsze
          miałam wokół siebie samych przeciwników, wolałam uniknąć strersów, a na
          prywatne regularne wizyty nie było mnie stać... Oczywiście do wszystkiego
          podeszłam "z głową" i bylo dobrze. I tak jest do dzisiaj. Oczywiście
          przeszkadza mi to, że Ola je mięso u taty, ale jak już pisałm nie mam na to
          wpływu. Jej tata nie da się przekonać. Teraz myślę o przedszkolu i
          przedszkolnej diecie. I znów na prywatne przedszkole mnie nie stać (parę stówek
          na pewno), a w publicznym dzieci jedzą mięso. Ten problem też spędza mi sen z
          powiek. Ola ma 26 mcy i chciałabym o mw października posłać ją na parę godzin
          do przedszkola...

          Asiaasia, jeśli jesteś przekonana do wegetarianizmu i wiesz sporo na ten temat
          to nie podawaj dziecku mięsa (ja nie raz zastanawiam się czy to podawanie Oli
          raz w tyg mięsa bardziej jej nie szkodzi niż służy). Oboje go nie jecie. I to
          duży plus. Możecie razem "odpierać ataki". Mi było trochę trudniej. No i jak
          pisałam - nie mam wyboru.
          Ale gdybym tylko mogła, nie dawałabym wcale.
          Ja też nie jem mięsa od ...chyba 12 lat. Nie choruję wcale (nawet nie jestem
          zapisana do żadnego lekarza tu gdzie teraz mieszkam, muszę wreszcie dopełnić
          formalności wink). Morfologię badam co jakiś czas i jest super. Nie wiem skąd u
          oli ta anemia była (lekarze też nie wiedzieli, wiedzie;li że karmię i nie jem
          miesa, ale to nie taka anemia była...może faktycznie ten poród...).

          Pozdrawiam cię serdecznie i trzymaj się tego co postanowiłaś. I koniecznie
          skontaktuj się z tymi lekarzami z IMID. Ja nie mam takiej mozliwości w
          Krakowie sad(((

          Majka

          Ps. Przepraszam że trochę chaotycznie, ale co chwilę przerywam, Ola bawi się
          obok...
    • odalie Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 19.06.03, 09:43
      Hej!

      Mój facet jest lakto-owo-wegetarianinem od lat dziesięciu czy jedenastu. Ja nie
      jestem wegetarianką, ale nie jestem też "mięsożercą" - najczęściej, gdy kto
      pyta, to używam starego słowa: "jarosz", ponieważ jem (sporadycznie) ryby i
      drób oraz (bardzo rzadko) wieprzowinę.

      Dla mojego faceta rzecz ma wymiar metafizyczny, dla mnie jest konsekwencją
      zamieszkania i bliskiego związku z nim, mojego światopoglądu także. Nie
      przepadam za mięsem, sposobami jego pozyskiwania, za kupowaniem i gotowaniem
      mięsa, ale z drugiej strony, jeśli znajduję się w sytuacji, gdy nie za bardzo
      mam wybór co jeść (np. w gościnie, gdy gospodarze nie byli zawczasu
      przygotowani), godzę się na to, co jest (o ile to nie wołowina). Skoro to forum
      emama smile na którym tradycyjnie można wyżalić się na męża smile)) to dodam, że
      dobre kilka lat zajęła facetowi nauka tolerancji w tym temacie - bywało, że
      zachowywał się wprost agresywnie atakując moje okazjonalne spożywanie takich
      pokarmów (chociaż ja szanuję jego wybór, rozumiem to i nigdy, ale to naprawdę
      nigdy nie narzucałam mu jedzenia mięsa - nie tak jak teściowa zresztą wink)))) ).

      Nie rozumiem, dlaczego jedzenie-niejedzenie mięsa ma być jak cnota - raz zjesz
      to tę cnotę stracisz. Może dla niektórych (więc niech nie jedzą), ale nie dla
      mnie (więc mnie zostawcie w spokoju). Proszę o więcej tolerancji! Ja nigdy nie
      oszukuję męża, nie dodaję mu składników mięsnych do potraw, dla siebie i
      dziecka jak muszę, to gotuję osobno. Mam swoje powody, aby czasami jeść takie
      potrawy i czy nie można zostawić mnie w spokoju? a często mój facet bardziej
      się nade mną pastwił z tego powodu, niż nad znajomymi którzy opychają się
      kebebami i tatarem.

      Mięso jadłam głównie podczas karmienia, gdy byłam na diecie eliminacyjnej, i
      okazało się, że wieprzowina nie uczula córeczki, a orzechy i wiele innych
      alternatyw na czele z soją - tak, i to bardzo. Sypcie się na mnie gromy smile)))
      ale wyznaję zasadę "umiarkowanej wszystkożerności", to znaczy dieta moja i
      córki obejmuje wszystkie typu produktów, z tym że mięso (i to głównie ryb) jemy
      sporadycznie, na pewno nie codziennie (raz-dwa razy w tygodniu, zależy,
      ostatnio rzadziej). Owszem, fajnie jest mieć pediatrę w Instutucie Matki i
      Dziecka, ale nie każdy jest Warszawiakiem smile)). Sypcie się gromy jeszcze
      rzęsistsze smile)))) ale jeśli od tylu setek tysięcy lat ludzie podjadali mięso,
      to nie będę ryzykować i w okresie wzrostu organizmu też mam zamiar dostarczać
      od czasu do czasu córce takiego pokarmu.

      Nie mam zielonego smile pojęcia, czy dobrze komponuję dietę. Gotuję według własnej
      inwencji i na wyczucie - przepisy z książek zawsze wydawały mi się zbyt
      skomplikowane i czasochłonne, owszem biorę wskazówki "książkowe" pod baczną
      uwagę, ale co potem gotuję może się nieco różnić. Podstawą u nas jest mleko i
      jego przetwory, jaja, soja i cieciorka, fasola, groszek, kukurydza i inne
      warzywa. Dodatkowo bierzemy witaminy z żelazem. A jakie córeczka ma wyniki,
      dowiem się jutro smile)) Raz miała anemię, ale to z powodu zbyt obfitego ssania
      cyca w stosunku do wieku (i ilości innych pokarmów).

      Aha, no i jak pójdzie do przedszkola, będzie tam jadła to co inne dzieci - tu
      nie Warszawa, i dobre przedszkole nie musi mieć opcji "wege".
      • ania_rosa Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 19.06.03, 14:22

        Witam


        >
        > Nie rozumiem, dlaczego jedzenie-niejedzenie mięsa ma być jak cnota - raz
        zjesz
        > to tę cnotę stracisz. Może dla niektórych (więc niech nie jedzą), ale nie dla
        > mnie (więc mnie zostawcie w spokoju). Proszę o więcej tolerancji! Ja nigdy
        nie
        > oszukuję męża, nie dodaję mu składników mięsnych do potraw, dla siebie i
        > dziecka jak muszę, to gotuję osobno. Mam swoje powody, aby czasami jeść takie
        > potrawy i czy nie można zostawić mnie w spokoju?

        Odalie- ja tez nie rozumiem, dlaczego ma to być cnotą, ale przede wszystkim nie
        rozumiem dlaczego uważasz, ze takie poglądy reprezentujemy. Wydaje mi się, ze
        projektujesz radykalizm żywieniowy swojego męża na resztę osób niejedzących
        mięsa. Mnie o tolerancję prosić nie musisz, bo uważam że jest to norma, a nie
        łaska. Do cudzych talerzy i łóżek nie zaglądam, chyba że ktoś pisze post na
        Emamie i umiem mu coś doradzić. Wtedy chętnie się dzielę wiedzą.


        >
        > "Mięso jadłam głównie podczas karmienia, gdy byłam na diecie eliminacyjnej, i
        > okazało się, że wieprzowina nie uczula córeczki, a orzechy i wiele innych
        > alternatyw na czele z soją - tak, i to bardzo. Sypcie się na mnie gromy smile)))
        > ale wyznaję zasadę "umiarkowanej wszystkożerności", to znaczy dieta moja i
        > córki obejmuje wszystkie typu produktów, z tym że mięso (i to głównie ryb)"

        Gromów sypać nie będę, bo wyjaśniłam swoje stanowisko wyżej.
        Co do wszystkożerności- z tym nie dyskutuję, bo od jakiś 9 lat uważam to za
        osobistą sprawę. Jeśli uważasz, ze jestesmy wszystkożerni- uważaj tak. Ja
        uważam tak samo, z tym że świadomie eliminuję mięso, bo mi nie służy, nie
        smakuje i umiem je zastępować. Jestem też przekonana, ze wegetarianizm nie jest
        dietą uniwersalną i są ludzie, którym ta dieta szkodzi. To wszystko jest
        bardziej kwestią woli i wyboru niż szeregu argumentów ("marchewka tez
        czuje" "wegetarianizm jest nienaturalny" "dostarczasz za mało białka"), które
        nie wiem kogo mają przekonać. Człowieka świadomego i odpowiedzialnego nie
        przekonają, bo wie co, dlaczego i jak robi. Przeciwnikom dostarczają
        wdzięcznej, acz absurdalnej broni ("marchewka tez czuje"- no comments)
        >
        " Owszem, fajnie jest mieć pediatrę w Instutucie Matki i
        > Dziecka, ale nie każdy jest Warszawiakiem

        Nie "miec pediatrę" a "korzystać z usług publicznej służby zdrowia, która
        wyszkoliła lekarzy zajmujących się prowadzeniem dzieci wegetariańskich". Mniej
        złośliwości, więcej rzetelności- i wydźwięk też inny, prawda? Nie każdy jest
        Warszawiakiem, ale każdy zainteresowany znajdzie w piśmie "Wegetariański świat"
        listę ogólnopolskich lekarzy życzliwych wegetarianom (jest tam również lista
        pediatrów). Większośc z tych lekarzy przyjmuje państwowo. Chyba ze masz Odalie
        zastrzeżenia co do mojego odpowiedzialnego podejścia do diety i prowadzenia jej
        pod kontrola lekarską.


        "Aha, no i jak pójdzie do przedszkola, będzie tam jadła to co inne dzieci - tu
        > nie Warszawa, i dobre przedszkole nie musi mieć opcji "wege"."

        Winszuję Ci więc tolerancji i braku uprzedzeń do 'warszawki". niestety mieszkam
        w tym mieście i zamierzam korzystać ze stołecznych mozliwości (lekarze i
        przedszkola). W Warszawie tez dobre przedszkole nie musi mieć opcji wege, bo
        ten rodzaj diety nie jest rodzajem snobizmu. Ale mnie akurat zalezy na takim
        żywinieu dziecka i zapewniam Cię, ze w publicznym przedszkolu integracyjnym
        (200zł/mies) do którego zapisałam syna- jest mozliwosć takiego zywienia.
        Nie jest to bowiem kwestią pretensji do oryginalnosci, ale zwykłej ludzkiej
        życzliwości, którą dysponują nawet warszawskie ( o zgrozo), państwowe
        przedszkolanki.
        pozdrawiam
        Rosa
        • odalie do ani_rosy, chociaż jej nie zaczepiałam :) 19.06.03, 16:59
          Hej!

          Aniu_roso, nie kierowałam mojego postu specjalnie do Ciebie. Poruszyłam ogólnie
          problem toleracncji, która jak w każdym wypadku, także i przy
          spożywaniu/unikaniu/niespożywaniu mięsa powinna iść w obie strony. Ale widać
          uderz w stół, a nożyce...

          > [...] ale przede wszystkim nie
          >
          > rozumiem dlaczego uważasz, ze takie poglądy reprezentujemy.

          Nigdzie nie napisałam (przecztaj uważnie!) że Ty czy inne dziewczyny z forum
          reprezentują akurat takie podejście. Naprawdę przeczytaj uważnie, a nie
          zacietrzewiaj się smile))

          > Wydaje mi się, ze
          > projektujesz radykalizm żywieniowy swojego męża na resztę osób niejedzących
          > mięsa.

          Wyraźnie za to napisałam, co też możesz przeczytać, że chcę się wyżalić na
          mojego faceta. Właśnie na niego i konktretnie na niego.

          > Mnie o tolerancję prosić nie musisz

          Złośliwość mode on: dobrze wiedzieć!

          Złośliwość mode off: ależ ja naprawdę, ale to naprawdę, nie kierowałam mojego
          postu akurat do Ciebie!

          Mam sygnał na privie smile że przynajmniej jedna tu osoba miała nieco podobne
          problemy co ja... tylko z tej drugiej strony właśnie. Było dla mnie bardzo
          ciekawym doświadczeniem przeczytać jej post - pomogło mi to jeszcze lepiej
          zrozumieć mojego faceta, za co wielkie dzięki nawiasem mówiąc smile

          Z całą pewnością czyta nas tu wiele różnych osób i być może czytają nasze posty
          także radykalne wegetarianki/wegetarianie. Forum jest medium otwartym,
          wypowiadałam się na temat konfliktów o talerz smile w moim związku nie tylko po
          to, aby sobie ulżyć, ale także aby ten anonimowy ktoś tam może się zastanowił,
          przemyślał to i owo. Jeśli się nie poczuwasz do pouczeń smile)) to super, widać
          nie potrzebne Tobie te pouczenia - a ja wcale nie sugerowałam, że jest inaczej.
          Mniej egocentryzmu wink (pouczyła smile))) Odalie)

          > Co do wszystkożerności- z tym nie dyskutuję, bo od jakiś 9 lat uważam to za
          > osobistą sprawę. Jeśli uważasz, ze jestesmy wszystkożerni- uważaj tak.

          Pisałam o moim karmieniu i o moich poglądach, po to, aby wyjaśnić że nie
          stawiam się facetowi okoniem z czystej złośliwości, ale że mam swoje
          przekonania do którch, jak sądzę, też mam prawo. Padają tu różne argumenty,
          czemu nie mam podać swoich? Nie wolno mi?

          > " Owszem, fajnie jest mieć pediatrę w Instutucie Matki i
          > > Dziecka, ale nie każdy jest Warszawiakiem
          >
          > Nie "miec pediatrę" a "korzystać z usług publicznej służby zdrowia, która
          > wyszkoliła lekarzy zajmujących się prowadzeniem dzieci wegetariańskich".

          Czy Ty aniu_roso naprawdę uważasz, że ja pisząc moje słowa miałam na
          myśli: "kupić sobie na wyłączność" albo nawet "leczyć się prywatnie poza
          rejonem/kolejką"?! No, daj spokój...

          > Chyba ze masz Odalie
          > zastrzeżenia co do mojego odpowiedzialnego podejścia do diety i prowadzenia
          jej
          >
          > pod kontrola lekarską.

          Wiesz co? Rzucę w ciemno: masz zły dzień, prawda? I musisz na kimś sobie
          pojechać? Gdzie jak napisałam, że mam do Ciebie jakieś zastrzeżenia?
          >
          >
          > "Aha, no i jak pójdzie do przedszkola, będzie tam jadła to co inne dzieci -
          tu
          > > nie Warszawa, i dobre przedszkole nie musi mieć opcji "wege"."
          >
          > Winszuję Ci więc tolerancji i braku uprzedzeń do 'warszawki".

          Aniu_roso, ja po prostu stwierdziłam fakt, a Ty zachowujesz się, jakbyś była
          przewrażliwona! Po prostu, taki jest stan faktyczny - u nas dobre przedszole
          nie musi mieć opcji dla dzieci wegetariańskich. Dlaczego? Prawdopodobnie zbyt
          małe zapotrzebowanie na takie usługi. To po prostu fakt. Warszawa jest
          największym, najprężniejszym miastem w kraju i wiele rzeczy wygląda u Was
          inaczej niż na prowincji. Np. nie ma u nas żadnego przedszkola Montessori
          (dobrze napisałam nazwę?). Czy gdybym napisała, że tu nie Warszawa i nie ma
          przedszkola Montessori, też byś się poczuła urażona? No, daj sobie spokój.

          > w publicznym przedszkolu integracyjnym
          > (200zł/mies) do którego zapisałam syna- jest mozliwosć takiego zywienia.

          I tym się właśnie różni prowincja od stolicy. W dobrych przedszkolach w
          odpowiedniej odległości (nie dysponuję samochodem, więc to ma dla nas
          znaczenie) nikt nie słyszał nawet o takiej opcji.

          Pozdrawiam!

        • odalie I jeszcze jedno 19.06.03, 17:05
          Aniu_roso, zauważ, że w moich postach pojawiają się znaczki takie jak smile albo wink

          To też trzeba brać pod uwagę.

          Miłego dnia!
          • ania_rosa Re: I jeszcze jedno 19.06.03, 17:16
            Twoje posty przeczytałam i przyjęłam.
            Zabrzmiały mi one personalnie i w takim tonie odpowiedziałam. jeśli pisane były
            ogólnie, a moja reakcja nieadekwatna- to przepraszam.
            Pozostaje faktem, ze jestem piąty dzień na diecie Cambridge i nosi mnie z
            nerwówwink))
            pozdrawiam
            Rosa
            • odalie Re: I jeszcze jedno 19.06.03, 17:27
              Hej, nie ma sprawy!!!

              Ja naprawdę nie jestem uprzedzona do mieszkańców Warszawy! Trudno, żebym była,
              skoro wielu z moich przyjaciół to Warszawiacy.

              .........................

              Dziś na spacerze kupiłam sobie rogalika z nadzieniem różanym sad i jestem sama
              na siebie zła. Jestem na diecie unikania słodyczy...
    • asiaasia1 Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 19.06.03, 15:30
      Nie mam zamiaru nikogo nawracac . Nic mi do tego kto, co spozywa smileWsrod
      znajomych / przyjaciol wegetarian rowniez nie znajduje fanatykow . Roso ,
      prosze o kontakt do pani doktor . Chcialabym porozmawiac z kompetentna
      lekarka , ktora pomoglaby mi ulozyc rozsadna diete wege dla 11- mies.
      dziewczynki . Dziekuje serdecznie , pozdrawiam . Asia.
    • ganga Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 20.06.03, 15:21
      Melduje sie mama dwojki dziewczynek od poczatku wychowywanych wegetariansko
      (Misia ma 3 lata, Adusia 1 rok). Sama nie jem miesa od ponad 12 lat (qrcze juz
      nie pamietam dokladnie...).
      Byc moze dlatego ze mieszkam we Francji zaden z lekarzy (moze inna mentalnosc,
      nie wiem ?!), ktorzy prowadzili moje ciaze czy mieli (maja) pod opieka moje
      dzieci nie roztaczal przede mna koszmarnych wizji, jak to moze byc, gdy ja lub
      dziewczynki nie beda spozywaly miesa. Licza sie fakty. Ciaze bezproblemowe (bez
      anemii), dziewczynki tez rozwijaja sie psycho-fizycznie doskonale, wyniki badan
      krwi tez ladne smile. Jestem zywym przykladem ze mozna zyc zdrowo i szczesliwie
      bedac wegetarianinem smile)) Trzeba tylko wlozyc troche wysilku by przyswoic
      sobie troche wiedzy na temat dobrego komponowania diety codziennej. I najlepiej
      gotowac samemu w domu z pelnowartosciowych, swiezych produktow. Dobrze jest tez
      miec kogos kto moze byc wsparciem, doradca czy natchnieniem w prowadzeniu
      zdrowej wege kuchni (jeszcze jakis czas temu mielimly taki maly "klubik" na pod
      forum "Wszsytko o jedzeniu)
      Dodam jeszcze ze zaden z moich lekarzy (czy ginekolog czy pediatra) nie byl/
      nie jest specjalista od wegetarian, ale jedynie bardzo zdrowo rozsadkowym,
      myslacym czlekiem wink Mysle ze to wystarczy, by nie wpedzac wegetarianskie mamy
      w niepotrzebne stresy....
    • dottyb Re: Rodzice-wegetarianie , dzieci -wegetarianie : 30.06.03, 13:01
      Dzieńdoberek wink
      Tutaj następna mama wegetarianka (obecnie nawet bardziej weganka ze względu na
      nietolerancję przez synka nabiału) wink Jestem nią od ponad 13 lat i dobrze mi z
      tym wink Mój mąż jest wege nawet nieco dłużej ode mnie, więc co się samo przez
      się rozumie nasz roczny Kubuś też jest małą wegetką wink
      Kuba rozwija się znakomicie, jest bardzo ruchliwym i pełnym energii dzieckiem i
      nie zamierzam do jego diety wprowadzać produktów "które miały oczy". Być może
      przyjdzie kiedyś taki moment, ze będzie chciał spróbować mieśka , ale wtedy
      będzie to jego suwerenna decyzja.
      Ponieważ mieszkamy w Warszawie Kuba jest pod opieką doktora Klemarczyka z
      Instytutu Matki i Dziecka, chociaż wyżej sobie cenię sporadyczne wizyty u pani
      doktor Pietkiewicz -Rok, która sam jest wegetarianką od dłuższego czasu i
      teorię ma popdpartą praktyką (co w przypadku dr Klemarczyka nie ma miejsca).
      Również mogę polecić książkę "Miłość od poczęcia" wymienioną wcześniej. Poza
      nią na rynku pojawiło się już sporo pozycji o wege dzieciach, jest także grupa
      dyskusyjna ircx.pl.polskavege, na której bywa sporo wege rodziców.
      Pozdrawiam
      Dotty & Kubuś
      Aha i zapraszam na stronę Kubusia: www.naszgugus.republika.pl/
Pełna wersja