dendruszek
05.06.08, 13:29
drogie mamy niejadków, mam pewien dylemat, w którego rozwiązaniu mam
nadzieję mi pomożecie.
otóż problem dotyczy mojego 1,7 latka, który jest baaardzo cięzki do
jedzenia. W domu udaje się nam go nakarmić tylko i wyłącznie w
krzesełku do karmienia i z pomocą przeróżnych akcesoróiw (np.
książeczki, zabawki, stare gazety itp.)
nie bylismy z małym jeszcze nigdzie daleko, dotychczasowe wyjazdy to
wypady kilkugodzinne w pobliskie okolice. W czasie tych wyjazdów
dawałam małemu przekąski typu jogurt, deser owocowy, chrupki
kukurydziane, które zjadał z wielkim bólem i przy maksymalnym
odwracaniu uwagi od jedzenia.
Kiedyś pojechaliśmy na pizze i próbowaliśmy dac synkowi jogurt.
Skonczyło się to porażką, mały uciekał na koniec sali przed nami...
No i teraz moje wątpliwości: chciałabym ogromnie wyjechać gdzieś na
kilka dni, ale bardzo się boję karmienia synka. Dodam jeszcze, że
mały nie je chleba w ogóle, tak więc na śniadanie pozostaje nam
jedynie kasza, za którą (mówiąc delikatnie) synek nie przepada.
Na obiad je (zamiennie) gotowaną pangę z ziemniakami, zupy albo
pierogi, innych dań nie toleruje, więc musiałbym mu chyba extra
gotować...
Obawiam się, że - wersja dla mnie optymalna - obiad w jakiejś
knajpce może nie wypalić, bo wystarczy, że danie ma nieco inny smak
i mały może odmówić jedzenia.
Nie wiem sama co robić.. czy macie może jakieś doświadczenia w
karmieniu niejadków poza domem?