memphis90
13.02.09, 13:14
Słuchajcie, byłam wczoraj z małą na większych zakupach, przeciągnęło się, Lila
zgłodniała- trzeba było dziecia nakarmić w terenie. Miałam ze sobą kleik,
chciałam tylko dokupić do niego jakieś owoce w słoiczku. Jako że w PiP kolejki
kilometrowe, więc weszłam do puściutkiego sklepiku z żywnością ekologiczną,
bio i co tam jeszcze. Miałam do wyboru-jakiś mus z jabłek za 9zł lub słoiczek
jabłko+brzoskwinia za 7zł... Wzięłam słoiczek. Młoda wcinała jak oszalała,
widzać- zasmakowało. A że jetem reklamolubna (lubię sobie poczytać jakie to
rzekomo będę miała piękne włosy, gładką skórę, rozpieszczone smakiem zmysły
itd) więc zagłębiłam się w lekturę "słoiczka". A tam pierdylion certyfikatów,
wyliczeń czego nie ma (soi, barwników, konserwantów itd). Za to w składzie-
zaraz za jabłkiem i brzoskwinią cukier i kwas cytrynowy... No to, cholera,
płacę 7zł za mały słoiczek jabłek (rzekomo niepryskanych) nafaszerowanych
cukrem? A potem jeszcze dosmaczonych kwasem cytrynowym (pewnie trochę za dużo
cukru się producentowi sypnęło i trzeba było ratować produkt...)? I to ma być
takie super-ekstra-zdrowe-eko-bio dla 4 miesięcznego dziecka??? Nie po raz
pierwszy mam wrażenie, że producenci żywności ekologicznej robią nas w
wielkiego balona, chichocąc złośliwie za plecami i skrupulatnie licząc
wpływającą kasę...