Rawa: Stal, Stilon, a może coś więcej?

17.09.09, 14:38
Okazuje się, że w radzie mamy samych kibiców!!!! I do tego chyba troszke
szowinistów, bo jak rozumieć taki cytacik:
"To powinna być hala, która będzie lubuską świątynią sportu (oczywiście
powinniśmy przebić naszych przyjaciół z zaprzyjaźnionego miasta)"
Oj widać, że wybory idą:)
A stadionowa gawiedź musi mieć wbijane do głowy ...długo i prosto!
    • es.te Rawa: Stal, Stilon, a może coś więcej? 18.09.09, 10:11
      Światynia - w zielonej mają ołtarzyki w garażach, a my wybudujemy
      swiątynię...
      Niestety widac jak na dłoni, że nasi lokalni politycy nie mają
      zadnego powaznego pomysłu na miasto jak tylko podpinanie się pod
      sukcesy sportowców i lokalne waśnie
      • Gość: jasio Re: Rawa: Stal, Stilon, a może coś więcej? IP: *.gorzow.mm.pl 18.09.09, 15:33
        Nie dowierzam własnym oczom!!Pan Radny chwali okres PRL-u!!!A
        przecież według PIS-u i niektórych tu piszących była to czarna
        dziura w historii tego kraju.
        • Gość: t.grabowski Krótki wykład z najn. historii gorzowskiej piłki IP: *.tktelekom.pl 19.09.09, 12:48
          Urodziłem się, gdy Stilon awansował właśnie do II ligi, i rozgrywał
          w niej premierowe mecze. Pierwsze spotkania na Myśliborskiej, jakie
          pamiętam - choć przez mgłę - to pojedynki z sezonu 1986/87. Był to
          wtedy okres, kiedy wrócił do Gorzowa trener Ksol, wprowadzając
          wówczas Stilon ponownie na zaplecze ekstraklasy. Jako mały dzieciak,
          który "zaliczył" już telewizyjne transmisje z Mexico'86, nie bardzo
          jeszcze wiedziałem, co znaczy słowo beniaminek, a kiedy wygrywa się
          za 3 punkty. Wiedziałem jednak, w jakich strojach grają "nasi", a z
          drukowanych w gazetach sportowych skarbów kibica wiedziałem, że
          Stilon to ZKS, Bałtyk to SKS, Zawisza to WKS, Piast to GKS, Pogoń to
          MKS, Legia to CWKS itd.

          Poznawałem też po kolei pierwsze nazwiska. Burzawa, Dragon, Dudek,
          Twardygrosz, Rejman, potem Skrzyński, Dawidowicz, Osiecki, Dudziec,
          Skupień, Krauze, Ludniewski, Kowalewski ... Na tyle ZKS, Stilon (a
          byli jeszcze siatkarze z Bartuzim, Nowakiem, Romanem, Przeździeckim,
          koszykarki z Oziembłowską, Rutkowską, Cyfer, Wieczorek, Wierzbicką,
          Bartosz, Kielmel), niebiesko-białe barwy weszły mi w "krew", że już
          jako 11-latek bez problemu kojarzyłem całą kadrę zespołu, któy
          wygrywał z Arką Gdynia, Radomiakiem, Zagłębiem Lubin, Zagłębiem
          Wałbrzych, czy później, po festiwalu strzeleckim, w pamiętnych
          barażach z Bugiem Wyszków.

          ZKS Stilon miał wówczas ustaloną w Polsce markę. Nie chodzi tu o
          markę, o jaką bezskutecznie próbuje walczyć obecna "wierchuszka"
          Gorzowa. To było coś, czego nie można kupić. Kiedy na Myśliborską
          przyjeżdżał jakiś ligowy potentat, musiał nieźle się namęczyć, by
          zdobyć tu jakiś punkt. Owszem, zdarzały się wpadki, głównie w
          wyjazdowych pojedynkach na Śląsku, ale zespół był już na tyle
          zgrany, że zajmował miejsca w górnej połówce tabeli, i szykował się
          do ataku na I ligę.

          Sezony 1990/91 i 1991/92 do dziś chyba odbijają się czkawką dla
          gorzowskiego Stilonu. Było już momentami tak blisko (przez długi
          czas lider lub wicelider tabeli), lecz "jak zwykle" - czytaj jak w
          1981, 1982, 1987 gorzowski klub przestraszył się awansu. Moim
          skromnym zdaniem, przy całym szacunku dla armady z początku lat 80-
          tych, ekipa z lat 1990-92 była chyba najsilniejszą w historii klubu.
          W bramce stał Stróżyński, który rozegrał później ponad 150 meczów w
          Amice Wronki, nie licząc spotkań w Pucharze UEFA. Obrona była twarda
          jak ... stal, bo strzelić bramkę Stilonowi, zwłaszcza w Gorzowie,
          było niezwykle ciężko (jesienią 1990 r. udało się to rywalom tylko
          raz!). Jej trzon stanowili: Bisaga, Dragon, Dudziec, Filas (później
          ekstraklasowe Zagłębie Lubin), Krysiński, Ludniewski. Pomoc to
          Drożdż (też trafił do I ligi, tyle że do Stali Mielec), Janczylik,
          znakomity Kaniszczew (grał m. in. w warszawskiej Legii), bombardier
          Wiesław Osiecki, a atak to oczywiście późniejszy król strzelców I
          ligi Zenon Burzawa, i szybki, choć nie zawsze skuteczny, Robert
          Cieślewicz (też zasmakował ekstraklasy, tyle że w Śląsku i Rakowie).
          Sukcesywnie wchodzili młodzi: w połowie lat 80-tych Twardygrosz
          (wiele lat w I lidze), potem Kowalczyk, Borowy, Mariusz Osiecki,
          Andruszczak, Suwary. Dwaj ostatni także pograli wiele lat w I i II
          lidze, i to w renomowanych klubach.

          Niestety, właśnie tamte czasy do dziś odciskają piętno na
          gorzowskiej piłce, mimo że dziś wróciła ona na należne jej miejsce.
          Kto wie, gdzie bylibyśmy, gdyby działacze z nadania nazwijmy to
          partyjnego i postpartyjnego nie wywiesili piłkarzom znaku "stop"
          (wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi), tak jak dziś słychać to z ust
          niektórych ich "pobratymców", zarażonych jakąś śmiertelną odmianą
          homosowietyzmu połączonego z minimalizmem i przykazaniem "jedenaste:
          nie wychylaj się". Przecież taki pan Bukartyk na początku lat 90-
          tych, kiedy Stilon miał skład na awans (co potwierdzają późniejsze
          występy kilkunastu zawodników w najwyższej klasie rozgrywkowej), i
          był już jedną nogą w ekstraklasie, jako wiceprezes ds. piłki nożnej
          mówił: "piąte miejsce możemy uznać za sukces". Ten sam radny w (o
          zgrozo!) 2008 r. twierdził: "a co będzie, jak piłkarze awansują z
          III do I ligi, przecież my nie mamy stadionu?". Takich wypowiedzi
          możnaby przytaczać setki (choćby powiedzenie H.M. Woźniaka z
          początku lat 90-tych: "nie chodzę na piłkę, bo na boisku nic się nie
          dzieje"), i nie zmienią tego nastawienia nagłe przepoczwarzenia się
          radnych-kibiców Stali (bo Gorzów to żużel, a żużel to Gorzów ...) w
          sezonowych kibiców Stilonu bądź też "kibiców gorzowskiego sportu".

          O tym jakimi są kibicami, świadczą fakty i suche liczby. Żużel - 6-
          10 tys. widzów, 1-2 wychowanków, 5 trenujących zawodników, pieniądze
          wypływające z Gorzowa promem, promocja na przedostatniej stronie
          Przeglądu Sportowego - na stadion 11 mln się znajdzie, na rozbudowę
          stadionu 15 mln się znajdzie. Smaczku temu wszystkiego dodaje fakt,
          że gdy za prezesury J. Synowca klub zwracał się o pomoc,
          otrzymał "ochłap" w postaci 450 tysięcy na zakup tablicy świetlnej i
          bandy. Może tu chodzi bardziej o jakieś zażyłości partyjne pana
          oskarżonego Jędrzejczaka z byłym sekretarzem KW PZPR
          w "Przemysłówce", czyli pana Komarnickiego?

          Piłka nożna - 200-300 trenujących, promocja w TVP, TVP Sport,
          Przeglądzie Sportowym, i wielu innych mediach, pojedynki z
          renomowanymi zespołami - 800 tys. na sezon, 2 mln na stadion, 0 zł
          na "reaktywację" boiska na Warcie, 0 zł na jednorazowe
          zainstalowanie sztucznego oświetlenia (kosztuje to tyle, ile
          kosztowała wyżerka z okazji uroczystej sesji 750-lecia powstania
          miasta).

          Dla porównania - "promocja" miasta poprzez koncert Rubika to 1,2
          mln. A trzeba liczyć też koszty społeczne. Parę tysięcy widzów na
          Pogoni, Widzewie, Legii, to też jakieś odciążenie budżetu miasta. To
          parę tysięcy młodzieży dopingujących zespół, to zainteresowanie grą
          w piłkę, to mniej rozwalonych wiat, to mniej wybitych szyb, to
          jakieś zajęcie dla kilkunastolatków, których nierzadko sport ratuje
          przed pójściem na przysłowiową "ulicę".

          Nie piszę tego po to, by żalić się że radni mają piłkę w wiadomym
          miejscu. Bo Stilon sobie poradzi, tak jak wyszedł z bagna w 2002 r.,
          kiedy panów radnych na meczach jakoś nie widywałem. Piłka nożna,
          piłka ręczna, koszykówka, może w przyszłości siatkówka, to
          przyszłość sportu w Gorzowie. Żużel, jako sport, przyszłości już nie
          ma. Ten cyrk - 150 zawodników jeżdżących w 5 ligach,
          reprezentujących już nawet nie narodowości, czy kluby, lecz jedynie
          swój "team", skończy wkrótce jak naprawdę niszowy sport (1000 widzów
          na trybunach, czy to będzie Poole, Vojens, Terenzano, czy Gorzów).

          Kibice Stali pozostaną, lecz nie będą mieli klubu, bo drużyny nie
          mają już dziś.

          Kibice Stilonu też pozostaną, ale będą mieli klub, a przede
          wszystkim zespół. Klub wróci, prędzej czy później, do nazwy, którą
          każdy w Polsce kojarzy. Czy to będzie Gorzowski Klub Piłkarski
          Stilon, nie ma to znaczenia. Czy pan Tadeusz J. będzie nadal rządził
          w Gorzowie, czy może odsiadywał wyrok, nie ma to znaczenia. Czy
          grabarz Stilonu, pan Gramza będzie "ekspertem" ds. gospodarczych
          wyżej wymienionego, nie ma to znaczenia. Bo ci, którzy siedzieli w
          Stilonie - pomijając "społeczników" i może pana Sieradzkiego - przed
          2002 r., a zwłaszcza przed 1990 r., nie mają do Stilonu żadnych
          praw, w tym praw do decydowania o nazwie klubu, jak to niektórzy z
          nich czynią, twierdząc że są sponsorem klubu.

          Wyjąć z kieszeni gorzowian 800 tys. zł to żadna sztuka. Pomóc
          znaleźć sponsora na 800 tys. zł to jest sztuka (jakoś dla jednego
          klubu "załatwiono" a to Strabaga, a to Multimedię, grzmiąc, że to
          sprawa wręcz honoru Gorzowa).

          Sprzedać boiska za 2 mln, a pieniądze za nie "przejeść", i potem
          wycofać się z ligi, to też żadna sztuka. Przerobili to już w nie
          takich miastach jak Gorzów.
          • Gość: t.grabowski Krótki wykład z najn. historii ... c.d. IP: *.tktelekom.pl 19.09.09, 12:49
            Miejmy nadzieję, że era Guzendów, Goćwińskich, Woźniaków,
            Jędrzejczaków, Erdmannów, Bukartyków, Gramzów, Łazowskich, i innych
            pogrobowców starego systemu, plus tzw. prawicowców, przy
            najbliższych wyborach dobiegnie końca. Dopiero wtedy przestanie się
            dzielić miejską biedę na 35 sportów i 500 działaczy (tych z czasów
            towarzyszu wicie rozumicie), a postawi się na piłkę, na szkolenie
            młodzieży, na sport jako kształtowanie charakteru, a nie na sport
            jako na sposób na zdobycie głosów wyborczych.

            A Stilon będzie trwał, skoro przetrwał czasy stalinowskie i
            przymusową nazwę Włókniarz, skoro przetrwał niejeden spadek do 3 czy
            4 ligi, skoro przetrwał niektórych z podanych
            wyżej "działaczy", "prezesów" i "fachowców". Bo Stilon to my kibice,
            to setki piłkarzy, koszykarek, pływaków, hokeistów, piłkarek,
            siatkarzy, kilka pokoleń trenerskich, to "eska", to setki medali, to
            79 miejsce w tabeli wszechczasów I i II ligi piłkarskiej, a obecnie
            24 miejsce w Polsce na kilka tysięcy zarejestrowanych klubów. A
            byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie wojenka z Zieloną Górą, i
            wewnętrzna wojenka gorzowskia, dzięki której stilonowska piłka
            zawdzięcza to, że uciekło nam przez ostatnie lata kilkanaście
            talentów z regionu.
            • Gość: kibic Panie Rawa, skąd Pan jesteś?!! IP: *.gorzow.mm.pl 22.09.09, 15:31
              "Dzisiaj za sprawą znakomitej postawy piłkarzy i działaczy ożyły nadzieje na
              występy w pierwszej lidze,
              a może nawet ekstraklasie piłkarskiej naszej
              drużyny."

              Panie Rawa, widać, że z Pana maksymalny szopenfeldziarz: nie odżywają nadzieje
              na występy w 1.lidze, bo Stilon już JEST w 1.lidze.

              Chciał Pan błysnąć jak nigdy, a wyszło jak zawsze - że się Pan nie znasz.
Pełna wersja