j.c.maxwell
27.05.10, 10:54
W nawiązaniu do artykułu z GL pt. „Prezes nie ma wstydu” chciałbym
przedstawić w nieco szerszym świetle sprawę dotyczącą nie tylko
dziwnych rozstrzygnięć miejskich przetargów, czy dwuznacznych
powiązań.
Z notki biograficznej zamieszczonej w „Encyklopedii Gorzowa” Jerzego
Zysnarskiego dowiadujemy się, iż Władysław Komarnicki zaczynał pracę
jako frezer w ZM „Gorzów” i montażysta w ZWS „Stilon”, by w 1967
rozpocząć swoją karierę w GPBP, czyli popularnej „Przemysłówce”.
Warto tu dodać, iż W. Komarnicki często powtarza, iż „od ponad 40 lat
działa już w biznesie”, tak jakby był założycielem, niejako „ojcem”
tej firmy, która została powołana zarządzeniem Ministra Budownictwa 1
stycznia 1966 roku.
W. Komarnicki pracował tam, nie mając nawet średniego wykształcenia,
najpierw jako brygadzista, potem specjalista d/s pracowniczych, był
przewodniczącym Rady Zakładowej, zastępcą kierownika budowy na
Węgrzech, przez 6 lat pełnił nawet funkcję pełnomocnika ambasadora w
NRD d/s związkowych. Tuż przed tzw. „upadkiem komuny”, a więc w
końcówce lat 80-tych, kiedy to „Przemysłówka” nosiła już nazwę GPBP
„Gobex”, był już faktycznie jej prezesem, gdyż zasiadał na „fotelu” I
sekretarza Komitetu Zakładowego PZPR, będąc jednocześnie kierownikiem
Zakładu Eksportowego.
Gdy to państwowe przedsiębiorstwo, jak wiele innych, rozpoczęło drogę
tzw. prywatyzacji, dzieląc się na ponad 20 spółek, dość szybko, byli
ważni działacze „jedynie słusznej partii” zostali prezesami tych nowo
powstałych „prywatnych” firm. Współwłaścicielem Inter-Gobexu, oraz
zastępcą dyrektora d/s eksportu został właśnie W. Komarnicki,
dyrektorem Inter-Gobexu został Stanisław Guziewicz (w latach 80-tych
radny MRN; do końca istnienia PZPR „wierny” partii; w latach 90-tych
zakładał Polską Unię Socjaldemokratyczną), fotel dyrektora Metal-
Witold Głowania.
Dawny państwowy moloch został poszatkowany na wiele spółek, w tym PPU
Gobex Z. Marciniaka, Kaseton-Gobex J. Kaszycy, powstały także Baza-,
Cerbud-, Drew-, Elektro-, ITEB-, Ius-, Koles-, Relax-, Rembud-,
Sanbud-, ZUGK-, ZUST-, Arx-, Lindo-, Moto-Gobex i kilka innych.
Swoje miejsce w nowej rzeczywistości „znalazł” także Włodzimierz
Kiernożycki, w latach 1978-82 prezydent Gorzowa, w 1988-89 I
sekretarz KM PZPR w Gorzowie, od grudnia 1988 członek egzekutywy KW
PZPR, pracujący w „Gobexie” zaledwie od stycznia 1990 jako
specjalista d/s inwestycji. Jeszcze w tym samym roku był już
współwłaścicielem Gobex-Interservice, a w latach 90-tych
współwłaścicielem Przedsiębiorstwa Konsultingowego „Engineer”, które
m. in. nadzorowało budowę terminala w Świecku, które to z kolei
budował Interbud-West, pod przewodnictwem ... Władysława
Komarnickiego.
Ten ostatni, po odejściu S. Guziewicza ze „stołka” dyrektora Interbud-
zarządu (już Interbud-Westu), oraz od marca 2006 przewodniczącym Rady
Nadzorczej.
Od 1992 roku PBU Interbud-West sp. z o.o. realizowało wiele
inwestycji, w tym Collegium Polonicum, Collegium Europeanum w
Gnieźnie, terminale w Świecku i Kostrzynie, biurowiec Centrum
Dystrybucji Ruch S.A., ale zasłynęło głównie z realizowania
praktycznie 95 procent najważniejszych, i najbardziej prestiżowych
budów w Gorzowie.
Interbud wygrywał miejskie przetargi „od zawsze”, budował między
innymi Pocztę Główną, adaptował Wojewódzki Sąd Administracyjny po
budynku SP 8, realizował budowę części bulwaru przy Wildomie, czy też
przedszkola na Górczynie. A „w kolejce” czekają jeszcze druga część
bulwaru, stadion żużlowy, czy kontrakt na budowę mieszkań socjalnych.
Do tego dochodzą jeszcze wszystkie najważniejsze budowle inwestorów
„zewnętrznych”, takie jak: Qubus, Panorama, Park 111, Galeria Askana.
Jak więc widać, mając takiego „kompana” jak urzędujący prezydent,
firma Interbud-West, może śmiało rywalizować na tym „wolnym rynku”.
Nawet gdy będzie ciężko przędła, zawsze znajdzie się w mieście coś
do zbudowania. Prowadzenie biznesu, w sytuacji gdy wygrywa się
przetargi na miejskie inwestycje (tzw. pewny pieniądz), jest wtedy o
wiele łatwiejsze, niż gdy trzeba walczyć jak lew o każde zlecenie, a
jak wiemy w biznesie, zdarzają się nieuczciwi czy też niewypłacalni
kontrahenci.
Interbudowi to jednak nie grozi. Gdy wygrywa przetarg na budowę CEA
ofertą 60 mln zł, a następnie okazuje się, że koszty budowy „lekko”
wzrosły, i faktycznie firma na tym nie tylko nie zarobi, ale i
straci, „na ratunek” rusza miasto, w osobach Tadeusza Jędrzejczaka,
Urszuli Stolarskiej, i innych „miejskich” urzędników, którzy w sporze
miasto-firma prywatna trzymają stronę firmy prywatnej (sic!).
Umowa jest tak skonstruowana, że „na papierze” firmie za nie
wywiązanie się z umowy „grozi” kara, ale jak mieliśmy możność
obserwować to, żadne 6 mln zł do miasta nie wpłynęło, co więcej,
okazało się, że powinniśmy się „cieszyć”, gdyż faktycznie to miasto
mogło według tej umowy ponieść karę.
Kolejną bulwersującą sprawą był przetarg na remont ul. Wyszyńskiego.
Nie moją rolą jest oceniać, czy Strabag to dobry wykonawca, czy nie,
faktem jest jednak to, że gdy Interbud zaoferuje „najlepszą” cenę,
przetargów się nie odwołuje, gdy to „rywal” jest tańszy, zaczynają
się dla niego schody. Mur przyjaźni Jędrzejczaka i Komarnickiego jest
silniejszy niż uścisk Breżniewa z Gierkiem symbolizujący
nierozerwalny sojusz polsko-radziecki.
Nasuwa się tu kilka, jak nie kilkanaście pytań.
Czy czasem zaprzyjaźniony z prezydentem szef firmy budowlanej, nie
otrzymuje od swego kompana poufnych(!) informacji o innych ofertach,
które wpłynęły do magistratu? Bo skoro cena jest jedynym kryterium,
to wystarczy wiedzieć ile życzą sobie rywale, by potem podać cenę np.
o 1 mln niższą, i przetarg wygrany.
Później zawsze można odzyskać te „drobne”, podając różne powody, a to
„konieczność wykonania dodatkowych robót”, a to „błędy w mapach
geodezyjnych”, a to kryzys na rynku, a to konieczność użycia nowych
materiałów i inne nieprzewidziane przed przetargiem oczywiście
„trudności”.
Czy dwaj panowie koledzy, którzy praktycznie urządzają sobie folwark
za miejskie, czyli publiczne pieniądze, czują się naprawdę aż tak
bezkarni, że robią to praktycznie w jawny sposób? Gdzie Prokuratura,
NIK, RIO, i inne instytucje kontrolujące przepływ publicznej kasy,
który przepływa ciągle do jednej kieszeni?
Ile miasto Gorzów „pompuje” w prywatną (!) spółkę prowadzącą
działalność biznesowo-sportową, bo tak trzeba nazwać nie mającą nic
wspólnego z dawną Stalą, obecną SSA Caelum?
Ile pieniędzy z miejskiej kasy poszło na „szkolenie młodzieży” w
Gorzowie, co najmniej przez ostatnie 8-9 lat, a ile z tego wypłynęło
promem do Szwecji czy Danii?
Czy można opublikować listę radnych, którzy ulegli szantażowi
uzurpatora, faktycznego nadprezydenta Gorzowa, głosując za przyznaniem
na stadion 12 mln zł, kiedy dziś już wiemy, że „modernizacja”
wyniesie minimum 30 mln zł.
Jakiej etyki biznesu, i jakich zasad, można spodziewać się po byłym
towarzyszu i sekretarzu PZPR, który sam mówi o sobie: „jestem
niezależny, brzydzę się polityką, w parlamencie zasiadają miernoty”,
i który 35 lat młodszego od siebie prezesa klubu z Torunia nazywa w
telewizji idiotą?
Ten „niezależny” politycznie „biznesmen”, „guru” (Komarnicki
odchodzi, nie ma żużla, wie to w Gorzowie już każde dziecko), co
warto przypomnieć, po 1989 r. związany był politycznie z Polską Unią
Socjaldemokratyczną, KLD, potem Unią Wolności. Jeszcze w 2005 r. był
sympatykiem Partii Demokratycznej,