Szanse lubuszan w wyborach do europarlamentu

IP: *.gorzow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.05.04, 20:26
Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili wprowadził wczoraj swoje bezpośrednie
rządy w zbuntowanej prowincji Adżaria. Miejscowemu przywódcy Asłanowi
Abaszydze zaproponował wyjazd z kraju i zaniechanie ścigania go

Po rosnącym naciskiem prezydenta Gruzji oraz ulicznych protestów w adżarskiej
stolicy Batumi Abaszydze kazał wczoraj odbudować zburzone w niedzielę
graniczne mosty z Gruzją i ogłosił, że gotów jest do rozmowy, ale składać
dymisji nie zamierza. Saakaszwili odparł jednak, że rozmowiać może już tylko
o warunkach jego odejścia. "Abaszydze musi odejść. Może odejść jak
Szewardnadze, po dobroci, albo tak jak Nicolae Ceausescu" - zapowiedzieli w
środę ministrowie z gruzińskiego rządu.

Rewolucja róż, która jesienią zmiotła w Tbilisi prezydenta Eduarda
Szewardnadze i wyniosła do władzy Micheila Saakaszwilego, dotarła do Batumi,
stolicy zbuntowanej prowincji Adżaria. Tym razem na swoją ofiarę wybrała
sobie miejscowego wielmożę Asłana Abaszydzego. Wojna między Abaszydzem, 65-
letnim przewodniczącym adżarskiej rady najwyższej (sam panuje od 1991 r., ale
jego rodzina włada tym krajem od niepamiętnych czasów), zaczęła się nazajutrz
po przewrocie w Tbilisi. Postarzały postkomunista Szewardnadze ze
zrozumieniem odnosił się do zalatującego feudalizmem sobiepaństwa władcy,
który uczynił z Batumi udzielne księstwo zarabiające na turystyce i
kontrabandzie z Turcji. Młody, bo zaledwie 36-letni, wolny od komunistycznych
nawyków i wykształcony na Zachodzie Saakaszwili tylko gdy zasiadł się w
fotelu prezydenckim, zapowiedział, że ukróci samowolę Abaszydzego, którego
nazywał "komunistycznym wykopaliskiem".

Abaszydze zasłaniał się autonomią Adżarii gwarantowaną międzynarodowym paktem
podpisanym jeszcze w 1921 r. przez Atatürka i Lenina, straszył znajomościami
w Moskwie (jest jednym z ostatnich jawnie prorosyjskich polityków w Gruzji) i
dowództwie rosyjskiej bazy wojennej w Batumi, podważał prawowitość władzy
Saakaszwilego.

Długo się wzbraniał, zanim w styczniu zgodził się, by w Adżarii odbyły się
gruzińskie wybory prezydenckie, które Saakaszwili wygrał, zdobywając blisko
100 proc. głosów. Jeszcze bardziej sprzeciwiał się przeprowadzeniu w Adżarii
w marcu wyborów do gruzińskiego parlamentu. Za Szewardnadzego Abaszydze
wiedział, że podobnie jak Gruzin każde wybory wygra. Saakaszwili zaś wywrócił
wszystko do góry nogami, jego zwolennicy prowadzili w Adżarii prawdziwą
kampanię wyborczą, organizowali nigdy tu nieoglądane wiece, podburzali
przeciwko władcy posłusznych dotąd poddanych. Już wtedy omal nie doszło do
wojny, gdy żołnierze z prywatnej armii Abaszydzego nie wpuścili do Adżarii
Saakaszwilego, który zamierzał wystąpić na wyborczym wiecu. W końcu Abaszydze
przegrał głosowanie w wyborach do gruzińskiego parlamentu również w samej
Adżarii. W Batumi zaczęła działać opozycyjna partia Nasza Adżaria.

Po wyborach Saakaszwili zażądał, by Abaszydze rozbroił swoje milicje, wpuścił
do Batumi przysłanych mu z Tbilisi celników, poborców podatkowych i rewizorów
i podporządkował się gruzińskiemu rządowi. W odpowiedzi Abaszydze wprowadził
stan wyjątkowy, twierdząc, że Gruzin szykuje zbrojny zajazd na Batumi.
Saakaszwili dał Abaszydze czas do 12 maja na podporządkowanie się Tbilisi i
zagroził, że odmowę uzna za secesję.

Ufając w swoją szczęśliwą gwiazdę i znajomości z Rosjanami, Abaszydze kazał
wysadzić w powietrze mosty na granicy z Gruzją, a swojej milicji rozpędzać
każdą opozycyjną demonstrację. I - podobnie jak jesienią - Szewardnadze się
przeliczył.

Po każdym rozpędzonym opozycyjnym wiecu na następnym zbierało się coraz
więcej ludzi. W środę było ich już kilkanaście tysięcy. Powiewając białymi
chorągwiami z czerwonym krzyżem św. Jerzego, demonstranci żądali dymisji
Abaszydzego. Od wtorku do demonstrantów zaczęli przyłączać się policjanci, a
także dziennikarze z posłusznej dotąd władcy telewizji. Kilku posłów do
lokalnego parlamentu złożyło mandaty, do dymisji podali się szef policji i
wiceminister dyplomacji. Inni urzędnicy zaczęli się wymykać za granicę.

W obronie Abaszydzego - jak jesienią w przypadku Szewardnadzego - nie stanęli
Rosjanie, którym najwyraźniej bardziej odpowiada w Gruzji rząd życzliwy
Moskwie i niechętny czeczeńskim partyzantom niż popieranie prowincjonalnego
buntownika za cenę wrogości w Tbilisi. Dowództwo bazy wojennej w Batumi
zachowała neutralność, prezydent Władimir Putin konferował przez telefon z
Saakaszwilim, a do Batumi i Tbilisi wysłał sekretarza Rady Bezpieczeństwa
Igora Iwanowa, tego samego, który jeszcze jako szef dyplomacji jeździł
jesienią do Tbilisi, gdy Saakaszwili obalał Szewardnadzego.
    • 222xx WŁODZIMIERZ ORŁOW>BEZ ZNIECZULENIA DO MARKA< 06.05.04, 05:24
      >SURMACZA. Nie biedol tylko szykuj dużą kasę na swoją kampanie.Wynajmnij duży
      autobus ,zabuduj tak jak Bachalski i ruszaj poza Gorzów Wlp.,bo tutaj Ciebie
      znają.Wal na południe i w Zachodniopomorskie.Bez tego nie masz najmniejszych
      szans.Mogliście wczesniej wejśc w koalicje,ale jak zwylkle nie możecie się
      dogadać i łączycie się poprzez dzielenie.Marcinkiewicz kasy Ci nie da ,bo
      spłaca kredyty.Gdybyś wcześniej jeździł co dzień na kilka spotkań jak Lepper
      to byś teraz PIS na prostą wyprowadził.Macie teraz dobrą sytuację bo część
      elektoratu tych złodziei z SLD rozproszyła sie do wszystkich ugrupowań.
      Najlepiej weź udział w kampani bez wydawania kasy a potem zaapelujesz do swoich
      aby te głosy przenieśli na innego z PIS-u.Ty osobiście pilnuj interesy w Radzie
      Miasta,bo tam naprawdę jesteś potrzebny.Pozdrawiam i Życzę powodzenia:
      ~Włodzimierz Orłow
      PS. Gość wuja wpisał posta nie na temat.
    • Gość: mk Re: Szanse lubuszan w wyborach do europarlamentu IP: *.gorzow.enea.pl / *.gorzow.enea.pl 06.05.04, 07:41
      znowu podrzutki- desant z warszawy.
      • Gość: Gość Re: Szanse lubuszan w wyborach do europarlamentu IP: *.wp.mil.pl 08.05.04, 11:05
        Moimi kandydatami do PE są przedstawiciele Inicjatywy dla Polski.Partia jest
        nowa.Posiada dobry przemyślany program.Dlatego też jest tak ostro zwalczana
        przez rządzących i stare zgrane partie. Widzę tam kandydatów, ktorzy nie mają
        nic wspólnego z tym co nam zafundowano w ciągu ostatnich kilkunastu lat.Nie
        mogę czekać aż dotychczasowe elity same wybiorą się.
    • Gość: ten sam Re: Szanse lubuszan w wyborach do europarlamentu IP: *.gorzow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.05.04, 22:45
      Bombowy Woodstock?




      Leszek Kostrzewski 06-05-2004, ostatnia aktualizacja 06-05-2004 18:29

      - Jeśli saperzy znajdą niebezpieczne materiały na poligonie, na którym ma się
      odbyć Przystanek Woodstock, imprezę odwołamy - zapowiada burmistrz Kostrzyna.

      Przystanek Woodstock 2004 ma odbyć się 30 i 31 lipca w Kostrzynie nad Odrą.
      Jurek Owsiak postanowił przenieść tu imprezę z Żar po konflikcie z tamtejszymi
      handlarzami.

      Właśnie odbywają się przygotowania do Przystanku: trwa nabór zespołów, szkoli
      się 1,2 tys. członków patrolu pokojowego.

      Na miejsce festiwalu władze Kostrzyna wyznaczyły 100 ha dawnego poligonu przy
      drodze wylotowej, ok. 2 km od centrum miasta. Teren oglądali już technicy,
      którzy będą budować sceny i fachowcy od nagłośnienia i oświetlenia. Nie mieli
      zastrzeżeń. Zachwalali, że plac jest skanalizowany i że bez trudu z każdego
      miejsca będzie można podłączyć prąd. Również sam Owsiak zapewniał, że teren
      poza miastem, otoczony lasami i świetnie skomunikowany, idealnie nadaje się na
      imprezę.

      Nie do końca jednak wiadomo, czy festiwal w ogóle się odbędzie. Jak dowiedziała
      się "Gazeta", przedstawiciele Komedy Wojewódzkiej Policji oraz fundacji
      Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy chcą mieć pewność, że plac jest
      bezpieczny i nie ma na nim żadnych ładunków wybuchowych. W końcu jeszcze sześć
      lat temu ćwiczyli tam żołnierze. - Nie mogliśmy tego zagwarantować - przyznaje
      burmistrz Kostrzyna Andrzej Kunt. - Dlatego ogłosiłem przetarg na wybór firmy,
      która dokładnie zbada teren. Liczymy, że na polach festiwalu namioty rozłoży
      100 tys. osób, drugie tyle przyjedzie na koncerty. Teren musi mieć więc
      wszelkie certyfikaty bezpieczeństwa. Jeśli na poligonie pojawią się
      niebezpieczne ładunki, damy sobie spokój z organizacją festiwalu.

      Burmistrz dodaje, że teren poligonu wojsko badało już w 1998 r. i nic nie
      wykryło.

      Tymczasem do magistratu napływają oferty firm, które mają zbadać kostrzyński
      poligon. Za przeszukanie i oczyszczenie z ładunków metra kw. ziemi chcą od 50
      do 20 gr.

      Co z imprezą, jeśli okaże się, że poligon jest niebezpieczny i Kostrzyn wycofa
      się z organizacji? - To zwykłe gdybanie, będziemy się zastanawiać, jak będą
      znane wyniki - powiedział nam wczoraj Radek Mysłek, szef patrolu pokojowego,
      który dba o logistykę tegorocznego Woodstoku

Pełna wersja