Dekalog polskiej Lewicy (copyrightsbyStaryWiarus)

20.09.04, 18:04
"DEKALOG LEWICY

wydanie II, uzupelnione i poprawione,
na kredowym papierze w skorzanej oprawie
z wielobarwnym portretem Leszka Millera
i przedmowa Mieczyslawa F. Rakowskiego

ISBN 1944-1956-1968-1970-1976-1981- ?

1. PRL nigdy nie istniala.

2. Jesli nawet istniala, to jedynie jako ideal socjalistycznego
humanizmu, dobra i piekna, zas zadnych czynow paskudnych nigdy tam nie
dokonywano.

3. Jesli nawet ich dokonywano, to czyny takie dokonywaly sie same,
zas PZPR nie miala z nimi nic wspolnego. PZPR byla jedynie klubem
towarzysko-dyskusyjnym mysli lewicowej. (patrz PRZYPIS 1)

4. Jesli nawet PZPR miala z paskudnymi czynami cos wspolnego, to byly
to godne pozalowania bledy popelnione przez nie wiadomo kogo, pod
nie wiadomo czyim wplywem, na nie wiadomo czyje polecenie, natomiast
nikt z bylego tzw. scislego kierownictwa PZPR osobiscie za nic
takiego nie odpowiada.

5. Nikt z bylego scislego kierownictwa PZPR osobiscie za nic nie
odpowiada, bo w partii bylo, za jej szczytowego rozkwitu, ponad trzy
miliony osob. 3 000 000 to jest liczba magiczna, jak 7, 13 albo 666.
Magiczna liczba 3 000 000 ma byc, automatycznie i sama w sobie,
niewzruszona podstawa absolutnego, nienaruszalnego, dozywotniego
immunitetu prawnego i moralnego dla (tak na oko) 100-200 zyjacych do
dzis dygnitarzy PZPR, ktorzy w okresie 45 lat tzw. socjalizmu
realnego naprawde mieli cos do powiedzenia w sprawie rzadzenia PRL-em
(w przeciwienstwie do tzw. mas czlonkowskich PZPR, ktore mialy pelne
prawo wiwatowac na pochodach, uczeszczac na zebrania, placic skladki
i glosowac bez skreslen).

6. Jesli nawet ktokolwiek z bylego kierownictwa PZPR osobiscie za
cokolwiek odpowiada, to nie sposob juz dzis dojsc kto, no bo to
przeciez przeszlosc tak zamierzchla (dziesiec lat, jak przed
potopem!), ze trzeba by wolac archeologow, aby mozolnie odtworzyli ze
skorup, drzazg i hieroglifow, kto to mogl byc taki np. Rakowski,
Kiszczak albo Jaruzelski, co takiego oznaczaly zagadkowe akronimy
ZSMP, WRON, PRON, ZOMO, ORMO, GUKPPiW i FJN, albo do czego (poza
przeprowadzaniem staruszek przez ulice) sluzylo w PRL Ministerstwo
Spraw Wewnetrznych.

7. Jezeli nawet mozna by dojsc do tego, kto za co odpowiada, to nie
nalezy tego robic, bo w partii bylo ponad 3 000 000 osob, i
wszystkie 3 000 000 co do jednej sa wspolodpowiedzialne, a przeciez
jakze tu zamknac 3 000 000 ludzi ­ niesprawiedliwosc! Twierdzenie, ze
nikt nie chce zamykac trzech milionow, bo wystarczy KC, to belkot
malkontentow, lewica wie lepiej. (patrz
PRZYPIS 2)

8. Sojusz Lewicy Demokratycznej, dawniej Socjaldemokracja
Rzeczypospolitej Polskiej, nie ma nic, ale to nic wspolnego z PZPR
ani z PRL, zas wytykanie, ze SLD kieruja nadal ci sami ludzie, ktory
kierowali SdRP, PZPR i PRL, to belkot malkontentow. (patrz PRZYPIS 3)

9. Jesli nawet SLD i PZPR maja ze soba cokolwiek wspolnego, to bylo
dawno i nieprawda. Utrzymywanie jakoby bylo inaczej, to belkot
malkontentow.

10. Wobec czego lewicy slusznie sie nalezy rownoprawny z wszystkimi
innymi formacjami politycznymi spoleczny kredyt zaufania, zeby mogla
pokazac jak, jako nowoczesna europejska socjaldemokracja, zmieni
Polske w kraine wiecznej szczesliwosci (dajcie mi wladze, a ja was
urzadze, jak powiedzial swego czasu Benito Mussolini). Wytykanie, ze
juz raz probowali taka szczesliwosc zaprowadzic, to belkot
malkontentow.

Kto sie 10 powyzszym przykazaniom ma czelnosc sprzeciwiac, ten jest
wrog, prawicowy oszolom, okreslone kola, komu to sluzy, w wiadomym
celu i w ogole cala litania dobrze znanych z 'Trybuny Ludu' epitetow.
Jeszcze troche a mlodziez w koncu w te bzdury uwierzy. Polacy daja
sobie bez oporu wciskac surrealistyczne brednie:

- o komunistach milujacych pokoj i ojczyzne,

- o Jaruzelskim-patriocie zaslaniajacym wlasna piersia Polske przed
Moskwa (niechybnie za to wlasnie dostal od Rosjan Order Lenina),

- o tym, jak to rzekome reformatorskie skrzydlo PZPR rzekomo do
ostatniego tchu walczylo z partyjnym betonem i moskiewskim
bolszewizmem.

To czerwone pranie mozgow zle sie skonczy. Osoby potulnie kupujace
ten kit (za wlasne pieniadze), w koncu otrzymaja takie panstwo, na
jakie zasluguja. Zas ci, co pamietaja jak bylo naprawde, ale milcza,
beda sobie za to milczenie pluli w brode.


PRZYPISY i KOMENTARZE:

PRZYPIS 1:

Jak powszechnie wiadomo, w PRL:

ogien do tlumow otwierala czasami, sama z siebie,
unoszaca sie w powietrzu bron palna,
ktorej nikt nie trzymal;
bylo to tajemnicze zjawisko natury,
ktorego uczeni PRL nigdy nie wyjasnili do konca;


ksiazek nikt nie cenzurowal, bo nie bylo takiej potrzeby;
oburzona publicznosc i tak nie chciala czytac ani kupowac
dziel grafomanow znieslawiajacych powszechnie kochana wladze ludowa;


obywatele mieli ujmujacy zwyczaj przynoszenia sobie nawzajem
kwiatow i bombonier na 1 maja i 7 listopada,
oraz w rocznice urodzin Wlodzimierza Ijlicza Uljanowa;
w te dni murow nie bylo widac spod burzy czerwonych flag
spontanicznie wywieszanych w kazdym oknie;
uroku ulicy dodawaly niewielkie oltarzyki uliczne z portretami
przywodcow, przed ktorymi zawsze lezaly swieze kwiaty i palily sie
kadzidelka oraz niewielkie, zwiniete w rulonik, karteczki z
zyczeniami i marzeniami; te zyczenia i marzenia wladza w miare
moznosci spelniala;


obywatele pochodzenia zydowskiego
ochotniczo, masowo i entuzjastycznie emigrowali,
by zadoscuczynic swej ciekawosci swiata,
a przy okazji ulzyc budzetowi panstwa;
co tydzien na Dworcu Gdanskim w Warszawie odbywaly sie
wesole festyny wyjezdzajacych;


nieliczni przeciwnicy polityczni sami gremialnie zglaszali sie
do wiezien i komend Milicji Obywatelskiej
z prosba o wynajem celi lub obicie palka;

(jak sama nazwa wskazuje, Milicja Obywatelska
byla to ochotnicza spoleczna formacja samoobrony,
zrzeszajaca spolegliwych obywateli,
ktorzy w wolnych chwilach utrzymywali porzadek publiczny)


nieliczni oblakani nieszczesnicy
nie mogacy przelknac hanby braku wiary w socjalizm,
popelniali samobojstwo, rzucajac sie ze schodow lub do glebokiej
wody; na szczescie takie niefortunne zdarzenia mialy miejsce rzadko,
a w kazdym razie rzadko pisala o nich prasa


powielacze zabierano wylacznie w trosce
o ochrone sasiadow przed oparami farby i rozpuszczalnikow,
a drukarzy nie bito, tylko reanimowano ze skutkow zatrucia;


dyskutujacych opozycjonistow tez nie bito ani nie zamykano,
tylko z nimi energicznie dyskutowano;

na przyklad, w dzielnicy Warszawa- Zoliborz
taki energiczny latajacy klub dyskusyjny
prowadzil w latach 1976-77 energiczny towarzysz Jerzy Folcik,
aktywista SZSP z Akademii Wychowania Fizycznego
[legitymacja PZPR z wlasnych rak towarzysza Gierka],
dzis powszechnie lubiany manager w TVP;
obrazenia jakie odnosili opozycjonisci
podczas energicznych dyskusji z tow. Folcikiem
nalezy przypisac energicznemu gestowi
uderzania sie wlasna dlonia w czolo (eureka!!!),
wykonywanemu przez tych, ktorzy zrozumieli swoj blad;


towarzysze Broniarek, Gornicki, Urban, Passent,
Janiszewski, Rolicki i wielu innych,
obficie opluwali zgnily Zachod w mediach
nie dlatego, zeby tego Zachodu nie lubili
(w rzeczy samej bardzo lubili tam jezdzic),
ale na wyrazne zamowienie spoleczne,
azeby Polakom nie bylo przykro,
ze jeszcze nie doscigneli i nie przegonili Szwajcarii
pod wzgledem materialnego dobrobytu;

Pełna wersja