piotr.debicki
18.10.05, 12:36
Tekst postu byl odpowiedzia w dyskusji na tematy zielonogorsko-gorzowskie,
ale w zasadzie ma on niewiele z tym wspolnego, wiec pozwalam sobie zalozyc
osobny watek w tej kwestii.
Szpital w Gorzowie to temat mi bliski, poniewaz pracowalem tam przez wiele
lat.
Z duza przykroscia obserwuje jego powolna degradacje. Niestety Rada Miasta ma
bardzo ograniczone kompetencje, bo Szpital jest jednostka wojewodzka i
podlega Marszalkowi i Sejmikowi. Rada przeznaczala srodki na zakupy dla
Szpitala, takze z mojej inicjatywy, jednak to nie rozwiaze jego problemow.
Chcac byc w pelni obiektywnym trzeba powiedziec, ze przyczyny jego agonalnej
kondycji leza nie tylko w Zielonej Gorze. Pretensje do Urzedu
Marszalkowskiego nalezy bezsprzecznie miec za sama koncepcje polaczenia
szpitali, ktora okazala sie kompletnie nie trafiona. Dodatkowo za spuszczenie
do Gorzowa Adama Leonarda Frasa, ktory zawalil co mogl w najbardziej
newralgicznym momencie, gdy bylo jeszcze spore pole manewru.
Jednak obecne naklady NFZ na szpitalnictwo sa wyzsze dla szpitala w Gorzowie
niz w Zielonej Gorze (takze w przeliczeniu kontraktu na liczbe lozek i
poradni). Gorzowski moloch konsumuje dobrze ponad 1/3 srodkow lubuskiego NFZ
na opieke stacjonarna. Zatem zarzuty wobec Zielonej Gory o nizsze
finansowanie sa raczej nie do obronienia.
Problemem gorzowskiego szpitala jest przerost zatrudnienia i jego struktura.
Szpital w Zielonej Gorze ma wielkosc okolo 2/3 gorzowskiego i zatrudnia 1200
osob. Gorzowski 2450... A powinien maksymalnie 1700 - 1800 przy obecnym
poziomie kontraktowania. Latwo policzyc: 1 etat srednio okolo 25000 PLN
rocznie zatem kwota placona za przerost to minimum 15 mln rocznie. I tyle
brakuje do zbilansowania placowki... Redukcje zatrudnienia czyniono
dotychczas tylko w zakresie bialego personelu. Pracuje wiec okolo 250 lekarzy
i 600-700 pielegniarek. Cala reszta to personel pomocniczy. Trudno oczekiwac,
ze taki stan da sie obronic w nieskonczonosc, jak chcialby szef szpitalnej
Solidarnosci.
Patrzac na problem z technicznego punktu widzenia - jak ekspert z Opola
oceniajacy stan Szpitala w polowie roku - nalezaloby zwolnic okolo 700 osob i
to spoza personelu merytorycznego. Wtedy Szpital w pelni by sie bilansowal i
jego byt nie bylby zagrozony. Ale koszta spoleczne takiej decyzji bylyby
ogromne i nikt nie zdecydowal sie ich poniesc. Bo wybory takie, wybory
smakie...
Obecnie realizowane sa dzialania bedace w zasadzie tylko polsrodkami:
przenosiny, polaczenia, redukcje lozek. Nie sadze, aby Dyrektor Leszek
Wakulicz zdecydowal sie na radykalne dzialania, zreszta nie dostanie na nie
politycznego przyzwolenia. Niedlugo wybory samorzadowe (w tym do Sejmiku
Lubuskiego). Zatem sytuacja Szpitala sie raczej nie poprawi, ale tez upadek
mu chyba tez nie grozi w perspektywie roku.
Z moich rozmow z politykami inych opcji wynika, ze nie maja oni nie tylko
wizji rozwiazania sytuacji, ale rowniez pelnej swiadomosci stanu Szpitala.
Stad temat tak rzadko bywa dyskutowany i to raczej bardzo pobieznie w naszych
mediach. A problem narasta. Obecnie do 230 mln dlugu.
Pozdrawiam Panstwa
Piotr Debicki