eric_theodore_cartman
31.10.02, 16:00
„Widmo” krąży po Gorzowie. Odpowiedzialnym za „Widmo” oczywiście jest
towarzysz Jędrzejczak, który jeszcze z czasów zanim został socjaldemokrata,
dobrze się na „Widmie” zna.
Te widmo to nagranie, o którym pisze dzisiejsze wydanie gorzowskiej GW,
rozmowy tow. Jędrzejczaka z wielebnym przedstawicielem wielebnej rodziny
Marcinkiewiczów. Tym najgłupszym z całej Świętej Trójcy Gorzowskiej czyli
Arkiem, który do niczego innego się nie nadawał więc musiał przejąć po
tatusiu obowiązki ukulturalniania motłochu za pomocą kinoteatra. Szczwany lis
Jędrzejczak nie bez powodu wybrał sobie na ofiarę akurat tego najmniej
lotnego, bo ani Mirek ani Kaziu pewnie tak dziecinnie podpuszczać by się nie
pozwolili.
Za to Arek, nieświadom zastawionej nań pułapki, poszedł na całego. W
przeprowadzanej we wrześniu tego roku rozmowie już z góry pogratulował
towarzyszowi reelekcji i wyraził gorącą nadzieję, że sporo spraw uda się
razem załatwić. Szkoda, że Ela tego nie słyszała jak jej mocodawcy się
układają z arcywrogiem. Zaoszczędziła może trochę cebulek.
Ale wracając do samej rozmowy. Nie uwierzycie ile klan Marcinkiewiczów ma
problemów. Takie kino na ten przykład. No po prostu katastrofa finansowa. Z
płaczliwego tonu Arka można byłoby wnioskować, że kan z własnej kieszeni
dopłaca do funkcjonowania kina, po to tylko,żeby tych Gorzowiaków trochę
przynajmniej odchamić. Poza tym co i rusz pcha się do miasta jakiś obcy
kapitał, najpewniej popierany przez rewizjonistów hitlerowskich i chce tutaj
budować jakieś multikina nie bacząc, że taka konkurencja na zawsze unicestwić
może kulturotwórczą misje Marcinkiewiczów jako całości i jego Arka w
szczególności. Tutaj pada również z ust Arka stanowczo wypowiedziana
koncepcja, że przecież taki biznes pod jednym dachem: kino, kręgielnia i
restauracja w „Koperniku” to jak obszył interesik dla „trzech rodzin”. Nie
muszę chyba dodawać, że blisko ze sobą spokrewnionych. Arek puszcza filmy,
Mirek poleruje kręgle, a Kazio ustala menu i danie dnia w restauracji. No bo
przecież nie ma w Gorzowie porządnej restauracji nawet, biadoli Arek, jedyna
jako taka to „Don Vitto”, jedzenie dobre tylko alkohol bardzo drogi.( Ciekawe
czy u Kazia byłby tańszy? Bo dla Braci z całą pewnością byłby zupełnie
gratis.) A teraz musimy cierpieć, żali się Arek, idziemy na kolacje wypijamy
parę butelek wina i rachunek nawet nam mocno odciąża kieszeń, szczególnie że
lubimy z braćmi dobre wina. Jędrzejczak (zdrajca jeden!) bezczelnie
podpuszcza Arka: „Takie dobre wino to i 100 złotych może kosztować za
butelkę” na co Arek z pogardą w głosie, wyraźnie oznaczającą, że sikaczy po
stówaksie od flaszki to oni Marcinkiewicze nie pijają, odpowiada „Dobre to
nawet i drożej”. Ciekawe kiedy ci pomiagierzy Rafalskiej i Marcinkiewiczów z
Komitetu Obrony Bezrobotnych ostatnio widzieli na oczy 100 złotych na raz.
Chyba jak przypadkowo, któryś z Braci otworzył przy nich portfel, żeby mu dać
drobne na bilet MZK, co biedak by miał jak dojechać na wyborczą agitację.
No to tyle na razie drodzy Gorzowianie! Słucham dalej tego nagrania, ciekaw
co jeszcze wyłowię z niego ku uciesze gawiedzi i swojej własnej.
cdn....
wasz eric