eric_theodore_cartman
15.11.02, 09:08
Kilka miesięcy temu mój przyjaciel, który mieszka tuż przy wschodniej granicy
Polski co wiążę się dla niego, oprócz innych zalet i uciążliwości, także z
tym, że jego telewizor najlepiej odbiera kanał telewizji białoruskiej
opowiadał mi, że oglądał w nim wybory Miss Białorusi. Dziewczęta owszem
bardzo piękne, mówił, ale jego szczery śmiech wzbudzały przedstawienia
postaci kandydatek. W kilku przypadkach najważniejszym elementem biografii
finalistek okazywało się to, że jedna z nich pochodzi z rodzinnej
wioski „priezidienta” Łukaszenki a inna wychowała się w kołchozie, gdzie
swego czasu Ojciec Narodu był dyrektorem. Mnie również ta opowieść wydawała
się wtedy śmieszna; bizantyńskie zwyczaje w tak bliskim a jednocześnie tak,
dla Polaków, egzotycznym kraju.
Okazało się jednak, że ta opowieść będzie jeszcze miała kiedyś przyprawić
mnie o dreszcze. I stało się tak kiedy w moje ręce trafiło wydanie pewnego
nowego gorzowskiego tygodnika ("Tylko Marcinkiewicz"), który pod światłym
przewodnictwem najbardziej znanego gorzowskiego dziennikarza uprawiał do tej
pory wyborczą propagandę dla jednego z ugrupowań politycznych a de facto dla
jednej, politycznie bardzo aktywnej, gorzowskiej rodziny.
Ale do rzeczy. W wymienionym tygodniku pan redaktor Wyszogrodzki, którego
pamiętam jeszcze z ciemnego okresu rządów krawego reżimu Buzka-Glempa jako
nadzwyczaj czujnego klasowo krytyka postępowań rządu Jerzego Buzka (którego,
co nie jest tutaj bez znaczenia, szefem komitetu doradców był wtedy nie kto
inny tylko poseł Kazimierz Marcinkiewicz), opisuje sylwetki lubuskich
finalistów, popularnego konkursu „Idol”. Czytając ten artykuł nagle zamarłem,
bo przed oczami jako żywo stanął mi Aleksandr Łukaszenka stojący na umajonej
trybunie ustawionej przed gorzowską katedrą. Dlaczego taki właśnie obraz
stanął mi przed oczyma a krople zimnego potu zrosiły czoło. Otóż redaktor
Wyszogrodzki jest przekonany, że najważniejszą rzeczą w biografii 24-letniego
Marcina Patyka jest to, że „ ...pochodzi z Małomic, rodzinnej miejscowości
znanego gorzowskiego rodu Marcinkiewiczów (stamtąd jest Maria Brakło, żona
posła Kazimierza, tam też wychował się ich pierworodny)...”.
Po prostu zamarłem! Podejrzewam, że nasz młody finalista także otworzył usta
ze zdumienia kiedy się dowiedział, co jest najistotniejszym elementem jego
ziemskiego istnienia. Pochodzi z tej samej miejscowości skąd pochodzi
żona „posła Kazimierza” a na dodatek jeszcze miał to niesamowite szczęście,
że gdzieś tam obok niego „wychowywał się ICH pierworodny”. Być może do tej
pory Marcin nie był świadom tego jak bardzo jest wybrańcem losu, bo nie
słyszałem, żeby mówił o tym przed kamerami Polsatu, ale teraz jego całe
podejście do życia z całą pewnością się odmieni, ponieważ redaktor
Wyszogrodzki uświadomił go co w tym życiu jest naprawdę ważne. Z najwyższą
niecierpliwością oczekujemy teraz od mieszkańców szczęśliwych Małomic jakichś
pięknych oddolnych inicjatyw, typu: zorganizowania w szkolnej Izby Pamięci
im. Marii Brakło Żony Posła Kazimierza, czy otoczenia szklaną gablotą
jakiegoś pieńka w małomickim parku, i opatrzenie go pięknie grawerowaną
tabliczką z napisem „Pewnego razu Poseł Kazimierz przechodząc obok tego
pieńka przystanął na chwilę i głęboko się zadumał” pomysłów mogą być tysiące
i nie chcę uprzedzać inwencji Małomiczan, którzy kiedy tylko wyjdą z szoku
wywołanego nagłą, wielką radością żwawo wezmą się do roboty i zaczną
upamiętniać na wszelkie możliwe sposoby bytność w ich miejscowości Wielkiego
Rodu Marcinkiewiczów. Myślę także, że wdzięczni Panu Posłowi Gorzowianie
także nie będą chcieli pozostawać w tyle i rozpoczną na tym polu piękną
rywalizację. Pozwolę sobie zasugerować redaktorowi Wyszogrodzkiemu, że w
dalszej zawodowej karierze może mu pomóc, wyjście z inicjatywą zmiany
nieadekwatnej już, w takiej sytuacji, nazwy miasta Gorzów Wielkopolski na
Kazimierz nad Wartą!
Proszę korzystać do woli. Ja rezygnuję ze wszelkich praw autorskich, do tego
wyśmienitego pomysłu!
Redaktor Wyszogrodzki musiał stać się w rzeczy samej nadwornym pisarzem „rodu
Marcinkiewiczów, bowiem w tym samym numerze rozprawia się z afera, która
przyprawiła ostatnio członków rodu o ból głowy. Chodzi oczywiście o nasza
pierwsza, własną, jak najbardziej lokalną gorzowską Watergate; o nagranie
rozmowy Przewodniczącego Rady Miasta Arkadiusza Marcinkiewicza (czy
rzeczywiście muszę tutaj wspominać, kogo jeszcze dał Gorzowowi i światu jego
czcigodny ojciec?) z Prezydentem Miasta Tadeuszem Jędrzejczakiem. Rodzina
Marcinkiewiczów jak widać wypracowała już sobie PR-owską strategię wyciszenia
tego faktu i redaktor Wyszogrodzki jest oddanym jej wykonawcą. Opisuje on
fragmenty wypowiedzi Arkadiusza, nawet je cytuje i jasno wykazuje, że
Przewodniczący Marcinkiewicz nic podejrzanego nie powiedział i jedynym
skandalem w całej tej sprawie jest jedynie sam fakt tego, że rozmowa była
nagrywana. Pan redaktor co prawda cytuje wypowiedzi Arkadiusza
Marcinkiewicza, ale tylko te ich fragmenty, które popierają jego tezę o
błahości poruszanych spraw i niewinności jego obecnych mocodawców. Możemy
przeczytać o woli przejęcia budynku kasyna, które, jak z troska w głosie
podkreśla Pan Arkadiusz „niszczeje”, ale nie dowiemy się już jaki sposób Pan
Arkadiusz wymyślił sobie na przejęcie tego budynku od jego prawowitego
właściciela. Otóż nie przychodzi mu do głowy, żeby zwrócić się po prostu do
właściciela z propozycją odkupienia „niszczejącego” budynku. Co to to nie! To
pewnie było by za prosto. Arkadiusz proponuje Prezydentowi Jędzrejczakowi
współpracę w, jak to sam Arkadiusz Marcinkiewicz wyraża , „pogonieniu”
właściciela za pomocą urzędowych szykan.
W artykule przeczytamy także o sprawie pewnego gorzowskiego przedsiębiorcy
(to z całą pewnością nie ma nic do rzeczy, ale wspomnę tylko, że zatrudnia on
na wysokim stanowisku brata Pana przewodniczącego Mirosława), który nie
wygrał, mimo proponowania niższej ceny, przetargu na budowę „Słowianki. Nie
dowiemy się już jednak, że przedsiębiorca ten nie spełniał wielu podstawowych
wymagań konkursu przetargowego, takich jak na przykład dokumentacji
technicznej wykonania, czy utworzenia konsorcjum firm, co cierpliwie
prezydent Jędrzejczak tłumaczył Panu Przewodniczącemu. Nie dowiemy się, że na
te argumenty Pan Przewodniczący potrafi jedynie odpowiedzieć, że „Władek też
powinien coś dostawać”. Skoro tak...Nie wiem dlaczego, ale pewnie mu się za
coś należy. Może Pan Przewodniczący nam to kiedyś wytłumaczy?
Z artykułu dowiemy się także o staraniach Arkadiusza Marcinkiewicz o
przejęcie kina KOPERNIK, ale czytelnikowi zostanie oszczędzona, wygłoszona
przez Przewodniczącego obawa, że jeśli szybko się on nie uwłaszczy to nie daj
Boże ktoś może wejść do Gorzowa i pobudować tu ludziom jakieś straszne
Multikino bez niego, bez całej rodziny. Nie dowiemy się także o wielu innych
interesujących wątkach tej rozmowy. Panie redaktorze Wyszogrodzki, jeżeli
usiłuje Pan w ten sposób przekłamać całą tę sprawę, to pozwolę sobie Panu
uświadomić, że Pański tygodnik, chwała niech będzie za to Najwyższemu, nie ma
monopolu informacyjnego. Już od dawna treść całej rozmowy zamieszczona
została na stronach internetowych i każdy może sam sprawdzić co naprawdę
zostało powiedziane i o co w tym wszystkim chodzi. Jak będzie wyglądał pańska
zawodowa reputacja, jeżeli ktoś porówna Pański tekst z rzeczywistością?
A może słusznie Pan uważa, że pracując w redakcji prowadzonej przez kogoś bez
żadnej reputacji, reputacja jest pracownikowi zbędą a może i szkodliwa. Życzę
Panu dalszego dynamicznego rozwoju zawodowego i przede wszystkim dużo zdrowia
wyśmienitego samopoczucia.
:-))))