pontifexmaximus
28.11.02, 10:01
Newsweek numer 48/02, strona 68.
Zwolnienia pewne jak w banku
Praca
Żaden bankowiec nie może już czuć się bezpiecznie. I to nie z powodu
wzrastającej liczby napadów, ale wzbierającej fali redukcji.
Piątek 13 września był feralnym dniem dla ponad 300 pracowników BRE Banku.
Wszystko rozgrywało się jak w niemym filmie, w mechanicznym rytmie kadrów z
Charlie Chaplinem. Między 13.00 a 14.00 wzywano pracowników do działu kadr.
Sekretarki wręczały wypowiedzenia. W korytarzach pojawiły się tekturowe
pudła. Komputery zwalnianych osób nie reagowały na hasła dostępu do sieci. Na
spakowanie rzeczy dostali dwie godziny. Po kolei wychodzili z budynku,
wsiadali do swoich samochodów lub zamówionych przez dyrekcję taksówek. Przed
warszawską siedzibą banku był ruch jak przed wielkim bankietem - auta
odjeżdżały jedno za drugim. Wszystko było pod kontrolą. Na parkingu czuwała
karetka pogotowia. Służby porządkowe we wzmocnionym składzie chroniły drzwi
wejściowe do budynku.
Zwolnienia nie były dla pracowników BRE zaskoczeniem - o planach redukcji
było wiadomo od lipca. Zaskoczeniem był termin i sposób wykonania. W trakcie
skoordynowanej operacji, w której bank wykorzystał brytyjską "technologię
zwalniania", nie było miejsca na improwizację. Całą procedurę odpraw wraz z
oferowanymi odszkodowaniami, szkoleniami i psychologiczną pomocą opracowała
firma IMC Career Vision - ta sama, która w latach 80. pomogła Margaret
Thatcher pozbyć się 125 tys. górników z kopalń. Pracownicy BRE, z którymi
rozmawialiśmy, mówią, że nic nie wymaże im z pamięci szoku, jaki przeżyli w
dniu wypowiedzeń. Żadne odprawy, nawet tak godziwe jak te, które otrzymali.
Trwa wielkie ociosywanie polskiej bankowości z przerostów zatrudnienia.
Rozpoczęło się pięć lat temu, w ostatnim półroczu nabrało tempa. Do połowy
2002 r. pracę w tej branży straciło aż 12,6 tys. osób. Zwalnia lub będzie
zwalniać rynkowa czołówka: Kredyt Bank, BGŻ, BZ WBK i jeszcze raz BRE
- do marca z macierzystym bankiem pożegna się 500 osób. Jak wynika z raportu
Narodowego Banku Polskiego, w tym roku co półtorej godziny jakiś bankowiec
traci pracę, rok wcześniej zdarzało się to co dwie godziny. Redukcje są
częstsze, bo bankom wiedzie się coraz gorzej. Do niedawna zwykło się je
postrzegać jako ostatnią wyspę dobrobytu na zalewającym gospodarkę morzu
recesji. Banki ratują się w najprostszy sposób - tną zatrudnienie.
Na cały bankowy świat padł blady strach. Ludzie z branży rozmawiają tylko o
tym, kto następny. Oficjalnie wszyscy milczą. Nikt spoza środowiska nie
słyszał dotąd o "operacji BRE". Milczą nawet związki zawodowe.
- Ci, którzy mają jeszcze pracę, boją się, że ją stracą. Zwalniani zaś
milczą, bo się wstydzą, że ktoś zarzuci im niekompetencję. Poza tym dyskrecja
to w bankowości standard - wyjaśnia dr Grażyna Kranas, psycholog organizacji
pracy z Uniwersytetu Warszawskiego.
Nazwiska nie bała się nam podać jedynie Krystyna Kaziród, która do 31
października za 2 tys. zł netto miesięcznie nadzorowała system informatyczny
i prowadziła szkolenia w Centrum Wsparcia Biznesu banku BZ WBK we Wrocławiu.
Sytuacja tej 51-letniej kobiety jest dramatyczna: mąż i matka nie żyją,
opiekuje się 82-letnim ojcem i chorą córką, której niedawno odebrano rentę. -
Pracowałam w tym banku dziewięć lat, często zaniedbując rodzinę. Ale gdy mnie
zwalniano, nikt nie chciał słuchać, że nie będę miała z czego utrzymać
najbliższych - mówi Kaziród.
Szanse na znalezienie nowej pracy ma nikłe. Średnie płace w bankach stanęły
wprawdzie na ubiegłorocznym poziomie - 3,8 tys. zł brutto, ale i tak są o 1,1
tys. wyższe od średniej krajowej, więc chętnych do pracy nie brakuje.
Do tego roku przyczyną zwolnień w bankach były głównie fuzje i przejęcia: w
łączących się instytucjach część stanowisk stawała się niepotrzebna. W 2001
r. BPH i PBK odprawiły przed połączeniem prawie 1,5 tysiąca osób. Jeszcze
większe spustoszenie robili nowi inwestorzy. Kupiony przez amerykański
Citibank warszawski Bank Handlowy zwolnił w 2001 r. prawie 1,4 tys. osób, a
należące do włoskiego Unicredito Pekao SA od 1999 r. w niecałe trzy lata
pozbyło się aż 7,2 tys. pracowników. Opłaciło się - zrestrukturyzowane Pekao
swoją zyskownością szybko zdeklasowało rywali.
Za decyzjami banków, których efektem są ludzkie dramaty, stoi ekonomia. Zyski
spadają w ekspresowym tempie. W pierwszym kwartale w sumie zarobiły 1,4 mld
zł, w drugim - 900 mln zł, a w trzecim już tylko 400 mln zł. Zysk netto
banków w porównaniu z ubiegłym rokiem obniżył się o ponad 25 proc.
Nic dziwnego, skoro coraz więcej firm nie spłaca zaciągniętych kredytów - pod
koniec 2000 r. wyniosły one 17,9 proc., a w połowie tego roku już 24,4 proc.
Niektóre banki straciły też sporo pieniędzy na operacjach kapitałowych.
Klasycznym przykładem jest BRE, który na akcjach Elektrimu i Szeptela stracił
dziesiątki milionów złotych.
- Trudny rynek dotyka wszystkie banki, wymuszając oszczędności - mówi Artur
Szeski, analityk Centralnego Domu Maklerskiego Pekao SA. BRE od stycznia do
września jedzie na stratach - 72 mln zł. Nie najlepiej wiedzie się też Kredyt
Bankowi - po trzech kwartałach odnotował 211 mln zł strat - i również tnie
zatrudnienie: w tym roku wypowiedzenie otrzyma 500 osób, w przyszłym operacja
zostanie powtórzona.
Zwalniają pracowników banki będące w czołówce sektora. BRE to jedyny
inwestycyjny bank w Polsce. Kredyt Bank, BZ WBK i PBH BPH mają opinię
najbardziej nowoczesnych banków detalicznych w kraju. - Słabość zamieniają w
siłę, trudności stają się dla nich szansą na przyspieszenie restrukturyzacji -
uważa Krzysztof Opawski, szef polskiego oddziału banku inwestycyjnego
Schroder Salomon Smith Barney.
Na całym świecie czas recesji wymusza takie same reakcje. Kiedy jednak
rodzime banki zmniejszają zatrudnienie o setki osób, na Zachodzie, a
szczególnie w Niemczech, gdzie kryzys finansowy najmocniej daje się we znaki,
zwolnienia idą w tysiące. Nawet gdy uwzględni się różnice w wielkościach
banków, to i tak redukcje w państwach Unii są ogromne.
Podczas studiów wynajmowałem mieszkanie z kolegami studiującymi bankowość na
poznańskiej AE i Prywatnej (a jak prywatnej to wiadomo, że biznesu). Byli
elitą elit. Roztaczali wizję olbrzymich zarobków, które miały się stać ich
udziałem. A ja, no cóż wybrałem kierunek zgodny z moimi zainteresowaniami.
Według nich był on zupełnie nieprzyszłościowy. "A co Ty bedziesz robił po
studiach?" - pytali oni. No i proszę.
Ps. Powoli zaczynają spływać cv od kolegów marnotrawnych. "Czy mógłbyś pomóc,
przecież ..........................?"