fredrus
15.03.06, 17:55
PARTIOKRACJA
Jak się jej pozbyć?
Przyglądając się wynikom wyborów do Sejmu RP możemy zaobserwować zdumiewające
zjawisko. Oto kandydat na posła uzyskał ponad 60 tysięcy głosów, ale nie
wszedł, natomiast innemu wystarczyło tylko 150 głosów i został posłem (na 1
300 000 uprawnionych).
Czy my rzeczywiście głosujemy?
W wielu wypadkach tylko oddajemy głos, zaś wybór nie zależy od naszego
głosowania. Umożliwia to obecna ordynacja wyborcza, według której przelicza
się głosy na mandaty.
Od przełomowego 1989 roku jesteśmy nadal oszukiwani, gdyż podział mandatów
jest nieproporcjonalny do ilości otrzymanych głosów. Pomimo tego ta ordynacja
nosi nazwę "proporcjonalna"! To słowo chyłkiem wpisano do konstytucji bez
żadnej dyskusji społecznej.
Nie przedstawiono skutków tej ordynacji, osłabiających Polskę.
Oto mechanizm manipulacji:
1. Choć wyborcy głosują na konkretnego kandydata X, to ich głosy są wliczane
na konto partii lub bloku wyborczego.
2. Aby kandydat X miał szansę na zdobycie mandatu nie wystarczy, że otrzyma
dużo głosów, a nawet najwięcej ze wszystkich w danym okręgu wyborczym, ale
najpierw partia lub blok, w którym kandydat X występuje musi przekroczyć tzw.
próg procentowy (np. 5%) czyli cała partia (blok) musi zdobyć w sumie
odpowiednio dużą ilość głosów.
3. Aby otrzymać mandat, trzeba mieć dobre miejsce na liście. To zaś zależy od
wpłaconej przez kandydata sumy oraz decyzji władz partii.
4. Ugrupowania, które przekroczyły próg wyborczy dzielą się mandatami, ale
podział ten jest nieproporcjonalny do ilości głosów. Partia która wygrała
wybory na 1 mandat potrzebuje 20 000 głosów, natomiast partia, która
przekroczyła próg, ale znalazła się na ostatnim miejscu potrzebuje aż 120 000
głosów. Czyli 120 000 wyborców jednym razem ma 6 przedstawicieli w Sejmie, a
innym razem tylko 1.
Obowiązująca w Polsce tzw. ordynacja proporcjonalna jest tylko z pozoru
demokratyczna. Faktycznie natomiast jest to partiokracja, czyli rządy partii,
które podporządkowują sobie wiele środowisk, w tym Związki Zawodowe. Z drugie
strony ustrój w Polsce można nazwać oligarchią czyli rządami bogatych,
których stać na opłacenie miejsca na liście. Nie istnieje prawdziwe
przedstawicielstwo, a poseł (radny) nie jest odpowiedzialny przed wyborcami.
Nawet skompromitowani posłowie, wbrew woli wyborców, otrzymują mandaty,
dzięki partyjnym listom. Taka ordynacja gwarantuje politykom trwałe krążenie
w orbicie władzy nierzadko pod różnymi szyldami. W praktyce wyborcy nie mogą
odwołać posła. Liczy się usłużność partii, a nie wola wyborcy. Obecny system
wyborczy daje uprawnienia politykom, a odbiera obywatelom jakikolwiek wpływ
na bieg spraw państwowych. Niedemokratyczna ordynacja wyborcza jest więc
niesprawiedliwa i demoralizująca.
Jak temu zaradzić?
Potrzeba nowej ordynacji bez tylu mankamentów. Taką zaś jest prosta i
czytelna ordynacja większościowa z jednomandatowymi okręgami wyborczymi:
1. Należy podzielić Polskę na 460 okręgów, równych co do ilości mieszkańców
(odpowiada to mniej więcej obecnym powiatom).
2. Mandat zdobędzie ten, kto w danym okręgu uzyska najwięcej głosów. I to
wszystko. Tym sposobem każdy powiat lub dzielnica miejska wybierze swojego
posła.
Wybór zależy tylko od ilości głosów, wiąże posła (radnego) bezpośrednio z
wyborcami. Przy takiej ordynacji mandaty mogą zdobyć nowi ludzie, nie
uwikłani w machinacje partyjne, poparci przez większość. A jeżeli poseł
(radny) nie sprawdzi się; następcę wyłonią tylko głosy większości wyborców.
Ordynacja jednomandatowa nie preferuje żadnej partii, ale może radykalnie
zmienić sytuacje w Polsce. Więcej niż dotąd, zależy od Ciebie.
Ta ordynacja może zmusić posłów do rzetelności, odpowiedzialności przed
wyborcami oraz zagwarantować czytelność funkcjonowania polityki. Mniejszy
okręg wyborczy (bo jednomandatowy) to mniej kandydatów i łatwiej ich
rozpoznać. To trafniejszy wybór.
Nowo wybrani posłowie określonych orientacji politycznych obdarzeni zaufaniem
wyborców mogliby tworzyć partie wyrażające rzeczywiste dążenia grup
społecznych. Takie partie musiałyby zabiegać o względy wyborców. Prywata i
jałowe kłótnie eliminowałyby ich uczestników, bo wyborcy tego nie cierpią.
Wybory byłyby tańsze, bo okręg wyborczy można łatwiej objechać, a obliczanie
wyników jest łatwe. Takiej ordynacji nie da się ośmieszyć.
Czy można zarzucić najbardziej stabilnym i rozwiniętym krajom - Stanom
Zjednoczonym, Anglii, Kanadzie, Australii, że mają system wyborczy popierany
przez "oszołomów"? Także Włosi opowiedzieli się za większościową ordynacją
jednomandatową, a odrzucili proporcjonalną, w referendum ogólnonarodowym. W
1994 roku głosując już w okręgach jednomandatowych wybrali całkiem nowy
parlament. Od tego czasu nastąpiły we Włoszech istotne zmiany m.in. udało się
odnieść sukcesy w walce z mafią.
www.netgate.com.pl/kdk/referendum/aktual/now.htm