Uczeń nie zna swoich praw

11.08.06, 11:07
Ciekawy termin na robienie ankiet z uczniami... wakacje temu sprzyjaja? Uczeń
jest "wyluzowany"?
A moze to w ramach badania czy sekty do szkół nie wchodzą? "Wegetarianom i
ekologom" wstęp wzbroniony? a uczniowie ćwiczący Jogę - obnizona ocena ze
sprawowania.
    • Gość: aktual Re: Uczeń nie zna swoich praw IP: *.gorzow.mm.pl 12.08.06, 03:01
      To jest temat!
      Właśnie mój wnuk skończył liceum.
      Trochę zmiękłem przez te upalne wakacje. A gotowy byłem pisać habilitację na
      temat szkół w Gorzowie.
      Powiem krótko: Hańba! Hańba! Hańba!
      W czasie gimnazjum i liceum razem tylko 3-6 (słownie: troje-sześcioro)
      nauczycieli sprawdziło się w tym ważnym zawodzie, w tym troje matematyków.
      Reszta to zupełnie przypadkowi ludzie, pracujący tam najczęściej z
      konieczności. Najgorzej z fizykami i historykami. Wielu z nauczycieli - nie
      powiem głośno, że połowa - natychmiast powinni odejść z zawodu!
      Przykładowa ciekawostka, szczególnie dla rodziców:
      Jeżeli któryś dyrektor będzie się przechwalał, ilu to on ma nauczycieli
      dyplomowanych, możecie być pewni, że poziom nauczania w takiej szkole jest
      beznadziejny. Nie jest to żelazna reguła, raczej wniosek statystyczny.
      Wszystkie rekordy bije chyba pewna nauczycielka angielskiego, która
      autentycznie na każdej lekcji musi postawić kilka lub kilkanaście jedynek -
      niektórym uczniom nawet po dwie pały. Dyrektor śpi lub udaje ...(cenzura).
      Pytanie ogólne: Dlaczego do ch... w klasach maturalnych LO nie ma chemii -
      jednego z przedmiotów decydujących o nowoczesnej technologii?
      Albo: Dlaczego do fizyki stosuje się podręczniki zdecydowanie przedobrzone,
      przegrzane, przegięte - czy jak to nazwać?
      Dlaczego nie stosuje się najlepszych w skali światowej podręczników, np. z
      Cambrodge? Są fantastyczne!
      Dlaczego historycy całkowicie zniechęcają uczniów np. do patriotyzmu?
      Dużo, oj dużo problemów!
      Jakby tego było mało, doszedł problem niezasłużonych matur.
      !?
      • Gość: Bernard Re: Uczeń nie zna swoich praw IP: *.ed.shawcable.net 12.08.06, 07:03
        Hey actual,
        Moze i masz racje, lecz....troche nie na temnat...
        Prawa ucznia/studenta to czesc praw osobistych spoleczenstwa demokratycznego...
        Kazdy ma swoje obowiazki oraz prawa...
        Ich znajomozc i obrona jest elementarna koniecznoscia....
        Uczniowie/studenci musza uczysc sie poszanowania praw innych ludzi oraz obrony
        wlasnych praw...
        Musi byc zle z tym tematem skoro absolutny brak tolerancji zieje z tego
        forum... To wlasnie ignoranctwo w zakresie znajomosci i rozumienia oraz
        stosowania praw regulujacych demokratyczna spolecznoscia...
        Co ja tu o forum..
        Popatrzmy na Polske.. Praw sie nie przestrzega ..
        Lamanie prawa i zycie "pod prad" wydaje sie byc "cool"...
        Prawa wlasne uztwa sie do odbierania ich innym...
        Co sie dziwic spolecznosci...jesli rzad to robi....
        Szkoly wlasnie i dom powinny byc miejscem utrwalania znajomosci tych praw oraz
        ich stosowania.. Na dzisiejszy Kosciol w Polsce nie liczylbym za bardzo..
        Oni sa zajeci przygotowywaniem "patriotyczno- religijnych" uzasadnien dla
        lamania praw przez wladze PiSu...
        To im troszke czasu zajmie bo dobrze nie jest i trzeba duzo "tlumaczyc"...
        :)
        PS. Jedrzejczak to dobry Prezydent
      • zetkaf Re: Uczeń nie zna swoich praw 12.08.06, 08:56
        Wiec tak. I z tym postem, i z odpowiedzia na niego zgodzic sie do konca nie
        zgodze, choc troche prawdy w nich jest.
        Wiec po kolei:
        a) nauczyciele dyplomowani. Czyli ze stazem, bo nic wiecej nie ma. W
        przeciwienstwie do nowych, sa "starzy stazem". Ma to zalety, ma i wady -
        skostnienie, brak entuzjazmu. Oni juz konspekty lekcji maja przygotowane od
        lat, czesto jeszcze wedlug starego, nie-autorskiego systemu. Niby do kazdej
        lekcji sie przygotowuja - ale przygotowanie ogranicza sie do znalezienia
        konspektu sprzed roku.
        Jesi chodzi o chemie - skonczylem chemie (z bardzo dobrym skutkiem, na szczeblu
        olimpiady wojewodzkiej) na poziomie szkoly podstawowej. W technikum nie bylo
        jej wogole. Mimo, ze pracuje jako inzynier, i mam szczescie pracowac przy
        najnowoczesniejszych technologiach, wiedza nawet najbardziej ogolna o chemii
        nie jest mi potrzebna. No, moze czasem zeby rozroznic denaturat od wody z
        mydlem - ale do tego nie trzeba znac chemii ;) Mysle, ze jak juz bysmy sie
        mieli czepiac, to juz bardziej przydaloby sie dorzucenie elektroniki jako
        przedmiotu obowiazkowego takze w liceach nieprofilowanych, mysle, ze to
        bardziej wplywa na rozwoj. Bylby to przedmiot "bardziej uzyteczny" - ale IMHO
        chemia jest tylko dla "poszerzenia horyzontow umyslowych humanistow", oraz dla
        przyszlych biologow, a w tej branzy akurat rozwoj jest powolny i malo
        zauwazalny (bo jakie znaczenie dla postepu cywilizacyjnego ma nowy, unikatowy
        kolor popularnego kwiata? ;)
        Fizyka - zgroza! Mimo iz jestem inzynierem, mialem dosc tego przedmiotu. A i
        tak mialem o nim najlepsze zdanie w klasie. I chyba w calej szkole. No coz,
        jesli na elektronice udalo im sie obrazowo przedstawic pewne prawa, to na
        fizyce okazywalo sie, ze te same zjawiska odbywaja ise zupelnie inaczej. I
        trzeba bylo pamietac, ktora wersja na ktory przedmiot :( Dodam, ze dokladnie te
        same odczucia mieli ludzie z innych technikow, wiec to juz nie wina nauczyciela.
        Podreczniki z Cambridge - oczywiscie tylko do angielskiego? No coz, mozna by
        sie klocic, czy Cambridge, czy Oxford, czy jeszcze jedno z paru "swiatowych"
        wydawnictw - ale zdecydowanie najlepiej sprawdzaja sie podreczniki angielskie,
        i warto wydac ta drobna roznice w cenie. Btw, ministerstwo jak juz sie bierze
        za ceny ksiazek, to zlamaloby ten monopol, czemu ksiazki od angielskiego sa tak
        drogie w stosunku do objetosci?
        Historyk - mialem swietnego. Wymagal, ale umial zachecic do przedmiotu.
        Potrafil uczyc historii prawdziwej, nie zawsze zgodnej z podrecznikami. Jeden z
        tych, ktorzy zmuszaja do tego, zeby zamiast tepej wiary przeanalizowac i
        wyrobic sobie wlasne zdanie. Niekoniecznie zgodne z jego zdaniem - taki wymog
        bylby sprzeczny z podanym zalozeniem. Bylebys wiedzial, dlaczego masz takie, a
        nie inne zdanie. I uczyl patriotyzmu, bo to jest glowny cel tego przedmiotu.
        Jesli chodzi o poziom szkoly - bardziej swiadcza o niej: po drugie ilosc
        olimpijczykow, po pierwsze: ilosc kol zainteresowan. Nie tylko naukowych. Np.
        kolko turystyczne tez daje duzo, uczy geografii, historii, patriotyzmu, kultury
        (ale nie w znaczeniu postaw jednostki, ale kultury kraju, regionu, zwyczajow,
        itp.) wyrabia kondycje(wf). W moim przypadku prowadzila je... matematyczka. I
        robila to z zaangazowaniem, bo dla niej nie byl to wymuszony obowiazek.
        Biologiczka akurat bardziej wczula sie w zawod, bo prowadzila kolko
        biologiczne - ale takie prawdziwe, z wyjsciem do lasu i rozpoznawaniem
        zwierzat, drzew, nie tylko z obrazkow.
        Dlaczego takie kolka sa wazne? Dlatego, ze uczen zamiast pic w bramie wino
        dostaje jakies zajecie? Z punktu widzenia tej dyskusji wazne jest cos innego:
        zaangazowanie nauczycieli i ukieronkowanie na ucznia. Proba zainteresowania go
        czyms, proba zrozumienia jego potrzeb. To jeden z krokow do postepowania
        zgodnie z prawami ucznia, nawet jesli sie ich nie zna. To jeden z krokow do
        zrozumienia przez ucznia, ze jest w niej nie tylko po to, zeby do niej chodzic
        i ew. zeby nauczyciel mial na kim sie wyzyc za to, ze dziecku sie zab wyrzynal,
        ze ma problemy z seksem, ze za mala wyplata, ze zona gotowac nie umie...

        Co ma "jakosc" nauczycieli do lamania praw ucznia? A tyle, ze zaangazowany,
        dobry nauczyciel zauwaza takiego rzeczy. Taki, co ma swoje wylozyc, ktory
        uwaza, że ilosc jedynek jest lepszym "czynnikiem motywujacym" niz przekazanie
        historii z zaangazowaniem - nie przejmuje sie prawa ucznia. On ma swoje zrobic
        i do widzenia. Ile daje dobry nauczyciel - widac w filmie "Mlodzi gniewni".
        • Gość: Bernard Re: Uczeń nie zna swoich praw IP: *.ed.shawcable.net 12.08.06, 13:46
          Hey zetkaf,
          Jak sie to wszystko ma do praw studenta?????
          Chcesz zmienic temat? niewygodny...
          :)
          PS. Jedrzejczak to dobry Prezytdent
          • zetkaf Re: Uczeń nie zna swoich praw 12.08.06, 14:06
            > Hey zetkaf,
            > Jak sie to wszystko ma do praw studenta?????
            > Chcesz zmienic temat? niewygodny...
            Student - to juz istota spoleczna bardziej uswiadomiona, ktora zna swietnie
            swoje prawa, takze te ustanowione przez siebie (np. kwadrans studencki,
            balangi, waletowanie, itp. ;) i niekoniecznie zaakceptowane przez reszte
            swiata. I o nie walczy. A uczen nie zna swoich praw, to i nie walczy.
            PS. Nie wiem, moze to ja mialem wiecej szczescia, ale wsrod kadry na uczelni
            mialem raczej takich "mlodych stazem" w znaczeniu zgnusnienia i konserwatyzmu
            (mowie o stazu pedagogicznym, jesli chodzi o wiedze w swojej branzy to duzo
            lepiej). W technikum bylo gorzej, choc tez nie najgorzej. Moze duzo tu dawal
            kierunek, silnie rozwojowy i mlody, wiec tu ciezko byc konserwatysta i
            zgnusnialym starym dziadem, moze troche i to, ze jednak zawsze to byla nauka
            kierunkowa, a nie te masowki w stylu polski, historia, fizyka, chemia (dodam,
            ze zupelnie inaczej wygladaly lekcje kierunkowe niz te ogolnorozwojowe)...
      • login_tymczasowy Re: Uczeń nie zna swoich praw 12.08.06, 10:23
        Gość portalu: aktual napisał(a):

        > gotowy byłem pisać habilitację na
        > temat szkół w Gorzowie.
        > Powiem krótko: Hańba! Hańba! Hańba!
        Prywatne szkoly powinny podnosic sredni poziom...
        • Gość: Marianna Re: Uczeń nie zna swoich praw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.06, 13:15
          Ciekawe jaka jest znajomość obowiązków uczniowskich szkole i praw nauczycieli.
          Czy nauczyciele wiedzą, co zrobić kiedy uczeń wkłada mu kosz na głowę? Może to
          głupie pytanie, ale na postawione w taki sposób młode żółtodzioby nie wiedziały
          co zrobią. Najczęściej wywoływało to śmiech i odpowiedź sugerującą represję
          fizyczną. Starsi, od razu mówili "ja bym do takiej sytuacji nie dopuścił".
          • Gość: aktual Re: Uczeń nie zna swoich praw IP: *.gorzow.mm.pl 14.08.06, 04:50
            Do Marianny:
            Zachowania 3-5% zwyrodniałych łobuzów nie tłumaczą dennego poziomu wielu
            nauczycieli. To są dwie różne zjawiska.

            Do zetkaf:
            Dzięki za Twoją wypowiedź. Już dawno nie czytałem na Forum równie
            interesującej, kompetentnej i profesjonalnej analizy. Brawo. Rzadko tu wchodzę,
            ale wgłębię się w dawniejsze Twoje posty.

            Apropo pedagogów:
            Napisałem powyżej to i owo, bo jasna ch... mnie bierze, gdy porównuję
            dzisiejszych nauczycieli z niegdysiejszymi. Chociaż przyznaję - są wspaniałe
            wyjątki, jak np. panie Górska i Kłosińska. Wyjątki jednak nie równoważą ogólnej
            mizerii.

            Brawo zetkaf !
Pełna wersja