A psie kupki nie znikają

12.12.06, 09:35
A może tak w ramach kary kazać posprzątać gołymi rękami po psie.
Ja mam dość slalomu między kupami na chodniku a trawniki to jak pola minowe.
    • Gość: elef A psie kupki nie znikają IP: 82.160.208.* 13.12.06, 13:28
      Plac zabaw i chodniki na Dolinkach w rejonie ul.Berlinga, Zubrzyckiego
      Zamenhofa, Stilonowa bardziej przypominają psią ubikację aniżeli miejsce dla
      ludzi i zabawy, pomimo, że tu mieszka nie tylko kilku policjantów ale i strażnik
      miejski.
      • Gość: tesa Re: A psie kupki nie znikają IP: 82.160.208.* 15.12.06, 20:35
        Powinny takze byc poustawiane pojemniki na psie odchody na kazdym osiedlu ,sa
        tylko w parkach,bardziej przydały by sie wlasnie na osiedlach,płacimy przeciez
        podatki od psa,to miasto powinno ustawic wiecej tych pojemnikow,powoli moze
        wlasciciele psów sprzatali by po swoich pupilach.
        • calama Re: A psie kupki nie znikają 15.12.06, 20:38
          Gość portalu: tesa napisał(a):

          > powoli moze
          > wlasciciele psów sprzatali by po swoich pupilach.

          Powoli już zaczynają.
          mam nadzieję,ze niedługo będzie to normą.
          Nikt nie lubi wdepnąć w gó.no. ;)
          • Gość: chomik Re: A psie kupki nie znikają IP: *.gorzow.mm.pl 16.12.06, 09:54
            Pojemniki są nie tylko w parkach.Na piaskach są aż 2 szt.Wykopany płytki dołek
            w ziemi do osadzenia pojemnika na rurce spowodował pochylenie pojemników.Ktoś
            powinien to obejrzeć i poprawić.Nagłośnione przystosowanie zarośniętej krzakami
            niecki przy pawilonie EnterMarche dla relaksu służy obecnie do spacerów z psami
            biegającymi na luzie, a co ciekawe właśnie oni nie brali udziału w
            porządkowaniu.Czym większy pies tym w głowie właściciela mniej rozumu.
    • Gość: Grzesiek Re: A psie kupki nie znikają IP: *.icpnet.pl 16.12.06, 16:39
      Ale o co chodzi? Właściciele psów płacą PODATEK od posiadania psa. Dlaczego
      płacą? Bo pieski brudzą i miasto musi po nich sprzątać. Skoro się podjęło i
      bierze za to kasę!
      Jak zlikwidują podatek od posiadania psa - a to, oczywiście, jak najbardziej:
      karać właścicieli, jeśli nie posprzątają. Na razie to nie jest (a przynajmniej
      nie powinnen być) ich obowiązek.

      PS. Nie mam psa i strasznie mnie denerwuje, jak przydarzy mi się wpaść
      na "minę". Ale winię za to tych, którzy podjęli się sprzątać i biorą za to
      pieniądze.
      • zetkaf Re: A psie kupki nie znikają 16.12.06, 18:36
        Placa podatek OD POSIADANIA, a nie za sprzatanie.
        Podobnie jak placi sie podatek od luksusu posiadania TV i radia (tzw.
        abonament) i jeszcze wiele oplat za uslugi, z ktorych sie nie korzysta.
        Tak wiec, "psi podatek" jest podatkiem za posiadanie, a nie za sprzatanie. Choc
        fakt, z tej kwoty powinno sie pare smietnikow na psie kupy wybudowac. Albo
        zlikwidowac podatek. A najlepiej i to, i to.
        • Gość: Grzesiek Re: A psie kupki nie znikają IP: *.icpnet.pl 17.12.06, 10:46
          Jeśli podatek jest OD POSIADANIA psa i nie wiążą się z tym żadne zobowiązania
          pobierającego ten podatek, to nie jest to żaden podatek, tylko haracz czyli
          złodziejstwo. PODATKI co do zasady są składką obywateli na fukcjonowanie
          instytucji publicznych. Skoro właściciele psów płacą podatek od posiadania psa,
          to chyba jasne, że płacą po to, aby służby publiczne zajmowały się tym, co te
          pieski robią w przestrzeni publicznej. A one w przestrzeni publicznej, za
          przeproszeniem, srają.
          No, chyba że zgodzimy się, że nie istnieje związek między podatkiem a
          obowiązkami służb publicznych. To oznacza jednak, że godzimy się na rozbój w
          biały dzień.
          • zetkaf Re: A psie kupki nie znikają 17.12.06, 14:24
            Masz do wyboru:
            a) albo uwierzyc, ze faktycznie, panstwo zdziera z nas haracz, nie zobowiazujac
            sie do niczego w zamian. ZUSowi pieskie gminy nie podskocza, ale zawsze to
            cos...
            b) albo wytlumaczyc mi, ale racjonalnie, na co ida pieniadze z mojego podatku
            od nieruchomosci, drogowego (bo raczej nie na drogi)?
            A co mozesz zrobic w ramach protestu?
            Albo wyzbyc sie psa, albo za niego nie zaplacic i byc szykanowanym niczym
            solidarnosciowiec w trakcie stanu wojennego, albo pozbyc sie psa...
            z drogowym jeszcze gorzej - nie umieli wyegzekwowac, to wrzucili go w cene
            benzyny. Pozostaje albo zaprzestac jazdy WSZELKIMI srodkami transportu, albo
            placic...
            A zreszta, sam piszesz:
            > PODATKI co do zasady są składką obywateli na fukcjonowanie
            > instytucji publicznych
            No to ida: na urzad miejski.

            > Skoro właściciele psów płacą podatek od posiadania psa,
            podatek jest od posiadania psa - czyli od luksusu posiadania psa. A nigdzie nie
            pisze, ze jest to "podatek na sprzatanie po psach"...

            > to chyba jasne, że płacą po to, aby służby publiczne zajmowały się tym, co te
            > pieski robią w przestrzeni publicznej
            a dlaczego jasne? a jak place za posiadanie telewizora i radia, to sluzby
            publiczne zajma sie wyciszaniem mojej zbyt glosnej muzyki w mieszkaniu sasiada?
            Nie, muzyke "wyglusza" administracyjnie, poprzez mandacik, i podobnie jak
            piesek nabrudzi, to tez wystawia mandacik. I tyle...
            • Gość: Grzesiek Re: A psie kupki nie znikają IP: *.icpnet.pl 19.12.06, 00:30
              zetkaf napisał:

              > Masz do wyboru:
              > a) albo uwierzyc, ze faktycznie, panstwo zdziera z nas haracz, nie
              zobowiazujac
              >
              > sie do niczego w zamian. ZUSowi pieskie gminy nie podskocza, ale zawsze to
              > cos...
              > b) albo wytlumaczyc mi, ale racjonalnie, na co ida pieniadze z mojego podatku
              > od nieruchomosci, drogowego (bo raczej nie na drogi)?

              Nie rozumiem zupełnie, dlaczego miałbym mieć akurat taki wybór. Jeśli chodzi o
              pierwszy człon alternatywy, to owszem, głęboko wierzę w to, że nasze państwo
              bierze od nas - nomen omen - kupę forsy i albo nic nie obiecuje w zamian, tzn.
              dokonuje na nas rozboju, albo obiecuje, ale obietnicy nie spełnia lub spełnia
              ją sposób całkowicie niezadowalający, tzn. dokonuje na nas oszustwa. Wystarczy
              popatrzeć na sądownictwo, "służbę" zdrowia, PKP, ZUS itp.
              Wróćmu jednak do tematu. Jeśli podatek od posiadania psa jest podatkiem "od
              luksusu", to ja proszę o odpowiedź na następujące pytania:
              a) Dlaczego posiadanie psa jest luksusem?
              b) Dlaczego nie jest luksusem posiadanie kota?
              c) I bardziej ogólnie: kto i na jakiej podstawie decyduje o tym, co jest
              luksusem, a co nie?
              d) Dlaczego "luksus" ma być opodatkowany? Czyż nie jest tak, że państwo powinno
              raczej ułatwiać nam pławienie się w luksusie, zamiast je utrudniać?

              Jeśli podatek od posiadania psa jest, jak piszesz, po prostu składką na urząd
              miejski, to powstaje pytanie, dlaczego właściciele psów mają ponosić koszt
              funkcjonowania administracji w większym stopniu niż właściciele kotów lub
              białych myszek? Albo w ogóle ktokolwiek inny? Wybacz, ale albo mamy do
              czynienia z krzyczącą niesprawiedliwością, albo miasto pobiera owe opłaty w
              związku z tym, że posiadacze psów w jakiś sposób zwiększają koszty jego
              funkcjonowania. W jaki sposób - inny niż jakakolwiek inna grupa społeczna - je
              zwiększają? Otóż chyba tylko w taki, że te pieski brudzą na ulicy, prawda?
              Czyli jeszcze raz: albo mamy do czynienia z krzyczącą niesprawiedliwością, albo
              miasto każe sobie płacić za to, że psy robią kupki na ulicach i w związku z tym
              miasto ponosi dodatkowe koszty. Jakie dodatkowe koszty może ponosić miasto w
              związku z kupkami na ulicach? Ano chyba tylko takie, że te kupki sprząta. Czyli
              po raz trzeci: albo mamy do czynienia z krzyczącą niesprawiedliwością, albo
              miasto pobiera opłatę za sprzątanie kupek, czyli zobowiązuje się je sprzątać.
              Tertium non datur.
              Kwestia tego, co mogę, a czego nie mogę zrobić w ramach prostestu nie ma nic do
              rzeczy. Jeśli w ciemnym zaułku napada mnie bandyta i zabiera wszystkie
              pieniądze, to też niewiele mogę zrobić - ale czy to świadczy o tym, że ten
              bandyta postępuje słusznie? Niewolnicy w Rzymie czy Grecji nie za bardzo mogli
              protestować przeciwko swojej pozycji społecznej, a przyznasz chyba, że nie była
              ona dla nich zbyt korzystna? Tak na marginesie: ktoś wyliczył, że gdyby rzymski
              niewolnik był tak obciążony podatkami, jak współczesny Polak (ok. 85 %
              dochodu), to nigdy nie byłby w stanie wykupić się z niewoli...

              Dlatego pretensje o psie kupki na ulicach kieruję do władz miasta, a nie do
              właścicieli psów. Oni zapłacili za te kupki, pod przymusem.
              Zresztą: do kogo kierujesz pretensje o dziury w drodze? Do kierowcy ciężarówki
              czy może jednak do aministratora drogi, który pobrał pieniądze na jej
              utrzymanie, a następnie się na nas wypiął?
              • Gość: Grzesiek Re: A psie kupki nie znikają IP: *.icpnet.pl 19.12.06, 00:34
                W tym fragmencie oczywiście za bardzo się rozpisałem:
                "Jeśli podatek od posiadania psa jest, jak piszesz, po prostu składką na urząd
                > miejski, to powstaje pytanie, dlaczego właściciele psów mają ponosić koszt
                > funkcjonowania administracji w większym stopniu niż właściciele kotów lub
                > białych myszek? Albo w ogóle ktokolwiek inny?" itd., powtarzając dwukrotnie
                ten sam argument. Mam nadzieję, że wybaczysz mi, zetkaf, że zająłem Ci
                dodatkowy czas na czytanie.
    • Gość: anonim Re: Co Wy na to???? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.06, 21:02
      Mieszkam sobie wsrod domkow jednorodzinnych w okolicach Gorzowa wiec nie w
      samym srodmiesciu. Wokol siatki ogradzajacej moja nieruchomosc nalozone jest
      kup ze wlosy deba staja a wszystko przez wspanialego sasiada ktory ma dwa
      olbrzymie pieski i s.... gdzie popadnie. Widzialem na wlasne oczy jak zebral
      psie kupy na szufelke (to z wlasnego trawnika)rozejrzal sie i wrzucil sasiadowi
      na posesje. Czy zrobil to raz czy robi to czesciej nie potrafie powiedziec. Co
      Wy na to?
      • login_tymczasowy Re: Co Wy na to???? 16.12.06, 21:21
        Gość portalu: anonim napisał(a):

        > Co Wy na to?
        Ja jestem przeciw.
      • Gość: xyz Re: Co Wy na to???? IP: *.gorzow.mm.pl 16.12.06, 21:33
        Ja na Twoim miejscu powiedziałabym sąsiadowi.
        • zetkaf Re: Co Wy na to???? 17.12.06, 09:06
          > Ja na Twoim miejscu powiedziałabym sąsiadowi.
          Sadzac po zachowaniu sasiada, to on jest z tych najlepiej wiedzacych, co to
          albo wyskoczy, ze przeciez nie ma prawa, ktore by mu tego zabranialo, albo
          powie, ze jestes niekulturalny(a), ze z byle g..nem zawracasz mu glowe. Albo
          moze powie, ze co on ma z tymi kupami zrobic, na podworku zostawic?
          Sorry, ale juz z tym typem ludzi sie spotkalem parokrotnie. Raz sasiad ktory
          puszczal muzyke "ciut zbyt glosno" (bo jeszcze nie ma ciszy nocnej), raz
          kierowca uparcie zastawiajacy wyjscie z klatki schodowej (bo przeciez tu nie ma
          znaku zakazu parkowania), itp. Pomagaja akcje silowe - albo mu ktos "silny"
          (np. policja, straszac mandatem) wytlumaczy, albo ty pokazesz mu jego
          bezsilnosc i twoja mozliwosc bycia upierdliwym, jak to opisuje z oddawaniem
          wlascicielowi co jego...
      • zetkaf Re: Co Wy na to???? 17.12.06, 09:00
        > Mieszkam sobie wsrod domkow jednorodzinnych w okolicach Gorzowa wiec nie w
        > samym srodmiesciu. Wokol siatki ogradzajacej moja nieruchomosc nalozone jest
        > kup ze wlosy deba staja a wszystko przez wspanialego sasiada ktory ma dwa
        > olbrzymie pieski i s.... gdzie popadnie. Widzialem na wlasne oczy jak zebral
        > psie kupy na szufelke (to z wlasnego trawnika)rozejrzal sie i wrzucil
        sasiadowi
        > na posesje. Czy zrobil to raz czy robi to czesciej nie potrafie powiedziec.
        Co
        > Wy na to?
        Jakby mi podrzucil - zebralbym i rzucil np. na wycieraczke, ew. lekko wklepujac
        lopatka ;)
        A jak pojdzie do sadu - to sam sie osmieszy. Bo przeciez ja pieska nie mam, to
        skad mialbym wziasc psie kupki na swoim podworku? No, chyba ze sasiad sam sie
        przyzna przed sadem, ze sam mi je wrzucil - wtedy popre jego wersje, ale dalej
        nie przyznam sie do zapaskudzenia mu wycieraczki ;)
      • zetkaf A moze inaczej, "kulturalniej"? 17.12.06, 17:24
        Kiedys w Szczecinie byl problem, ze auta parkowaly na drodze dla rowerow,
        policja co rusz robila akcje i nie bylo efektow. Az ktos zalatwil sprawe raz a
        skutecznie: przez miesiac (chyba mieszkancy) naklejal na autach naklejki z
        duzym napisem: JESTEM PRZESTEPCA i mniejszymi literami ktory punkt KRD lamie
        kierowca. Nikt nie mogl podskoczyc, bo w ostatecznosci wandalizm to nie byl, a
        policja mogla co najwyzej nakazac odklejenie naklejki. A co sie kierowca najadl
        wstydu, to jego. Zwlaszcza, jak np. zrobili mu to na bagazniku i nie od razu
        zauwazyl ;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja