miro-cin40
27.12.06, 18:58
Ryszard Romanowski
Medialny szum wokół bagażnika byłego sędziego odwrócił uwagę opinii publicznej
od znacznie większej zagadki. Otóż Jarosław Arciuch za kwotę 12 milionów zł
stał się, praktycznie rzecz biorąc, jedynym właścicielem holdingu stoczniowego
„Porta Mare". Skąd sędzia, a późniejszy komornik wziął aż tak wielką kwotę?
KRIMI - Gorzowska ośmiornica
Postać Jarosława Arciucha dosyć regularnie pojawiała się w lokalnych mediach.
W 1998 r. zrezygnował z pracy jako prezes gorzowskiego sądu rejonowego i
został komornikiem. Ostatnio znowu jest o nim głośno, a to za sprawą
zagadkowej kradzieży mercedesa i trzech samobójczych prób.
Były sędzia ponowny powrót na pierwsze strony gazet zawdzięcza przykrej wpadce
z aktami sądowymi z lat 1988-1994. Policja gorzowska odnalazła je przypadkiem
w bagażniku luksusowego mercedesa skradzionego kilka dni wcześniej Jarosławowi
Arciuchowi. Policja próbuje teraz wyjaśnić, jakim cudem poufne akta sądowe
znalazły się w mercedesie byłego sędziego. Dodatkowego smaczku całej zagadce
dodają akta Marka Surmacza, obecnego wiceministra MSWiA, które odnaleziono w
tym samym bagażniku.
Na razie pechowemu komornikowi postawiono 9 zarzutów, w tym niedopełnienia
obowiązków służbowych, działania na szkodę postępowań karnych, przekroczenia
uprawnień i oczywiście bezprawnego usunięcia dokumentów procesowych z sądu. Za
to wszystko grozi mu 10 lat więzienia. Sąd gorzowski nie zastosował wobec
niego tymczasowego aresztu i ustanowił kaucję w kwocie 80 tys. zł.
Medialny szum wokół bagażnika byłego sędziego odwrócił uwagę opinii publicznej
od znacznie większej zagadki. Otóż Jarosław Arciuch za kwotę 12 milionów zł
stał się, praktycznie rzecz biorąc, jedynym właścicielem holdingu stoczniowego
„Porta Mare". Skąd sędzia, a potem komornik wziął aż tak wielką kwotę?
Na majątek holdingu „Porta Mare" składają się m. in. trzy wieżowce hotelowce w
Dziwnówku, ośrodek kolonijny na 300 osób, luksusowa willa „Meduza" i około 5
ha gruntu nad morzem. Jak do tej pory nikt na serio nie zainteresował się
źródłem pochodzenia kapitału, za który były sędzia stał się posiadaczem aż tak
cennych nieruchomości.
Sama operacja przejęcia udziałów w „Porta More" przez nowego właściciela
wywołała zrozumiałe zainteresowanie mieszkańców Pomorza Zachodniego,
zatrudnionych w ośrodkach holdingu. Zeszłoroczne upalne lato pozwoliło firmie
nieźle zarobić. Według niektórych pracowników holdingu, na kontach „Porta
Mare" tuż po zakończeniu sezonu urlopowego było ponad 2 mln zł.
Konta bankowe, podobnie jak całą firmę, przejął nowy właściciel i wszystko na
to wskazuje, że od początku zamierzał podzielić majątek firmy na kilka części,
aby wystawić je na sprzedaż. Mieszkańcom małego Dziwnówka, bacznie
obserwującym nabywcę „Porta Mare", nie uszedł uwadze wielki, łysy dżentelmen
stale towarzyszący gorzowskiemu komornikowi. Ten sam mężczyzna odegrał
wcześniej rolę pełnomocnika Jarosława Arciucha podczas finalizacji zakupu
holdingu.
Mieszkańcy Dziwnówka 18 października br. byli mimowolnymi obserwatorami
pierwszej samobójczej próby Jarosława Arciucha. Gorzowski komornik próbował
wyskoczyć z IX piętra domu wczasowego. Desperacja byłego sędziego musiała być
naprawdę wielka, skoro dwa dni później, 20 października, wynajął pokój również
na IX piętrze, tym razem kołobrzeskiego hotelu „Etna". Przypadkowi
przechodnie, widząc mężczyznę siedzącego na gzymsie, zawiadomili policję,
której przy pomocy psychiatry udało się przekonać samobójcę do rezygnacji ze
skoku. Właściciel holdingu „Pro Mare" trzecią próbę targnięcia się na swe
życie podjął 6 listopada. Tym razem powiesił się we własnym domu i w stanie
śpiączki wylądował w szpitalu.
Na tle opisanych powyżej wydarzeń, nasuwa się kilka pytań, na które być może
nigdy nie uzyskamy odpowiedzi. Dlaczego
komornik trzymał poufne dokumenty sądowe w swoim prywatnym samochodzie? Skąd
były prezes gorzowskiego sądu wziął 12 milionów zł na zakup „Pro Mare",
zaoszczędził z pensji sędziego i komornika? Dlaczego w tej sprawie nie zabiera
głosu Krajowa Rada Komornicza, z natury rzeczy zobligowana do dbania o dobre
imię własnej korporacji? Ile prawdy jest w krążących po Gorzowie i Zielonej
Górze opowieściach o związkach gorzowskiego komornika z tzw. gorzowską
ośmiornicą? Czy Jarosław Arciuch jest tylko tzw. słupem?
Dziwne interesy Jarosława Arciucha sięgają zamierzchłych czasów z przełomu XX
i XXI wieku, kiedy to hurtownie zagranicznych papierosów wyrastały niczym
grzyby po deszczu, choć samych papierosów jeszcze na rynku za dużo nie było.
Jedna z takich gorzowskich hurtowni kupiła w Szczecinie ciężarówkę papierosów
Marlboro. Do granic miasta ciężarówka dojechała pod osobistą ochroną
sprzedawcy towaru Marka Krużla vel Medveska, bardziej znanego jako Oczko.
Na podgorzowskiej stacji benzynowej, hurtownicy wręczyli Oczce pieniądze i
dalej wyruszyli już sami. W hurtowni, podczas rozładunku ciężarówki, okazało
się, że w kartonach zamiast amerykańskich papierosów są trociny. Za sprawę
wzięła się prokuratura. W tzw. międzyczasie w hurtowni zjawił się tajemniczy
prawnik, prawdopodobnie adwokat Oczki, który wręczył oszukanym hurtownikom 70
tys. DM i zażądał pisemnego pokwitowania. Później gorzowski adwokat Jerzy
Synowiec przedstawił w sądzie pokwitowanie na 70 tys. marek i na tej podstawie
prokuratura odstąpiła od ścigania Oczki listem gończym. Te 70 tys. marek miały
trafić, według zeznań „współpracownika" Oczki, Rafała Ch. ps. Czarny, do kogoś
z gorzowskiego wymiaru sprawiedliwości.
Ostatecznie gangster mający na koncie liczne przestępstwa: napady, wymuszenia,
haracze i handel narkotykami został przez gorzowski sąd uniewinniony. A sprawę
prowadził... sędzia Jarosław Arciuch. Podobno prokuratura gorzowska chciała
nawet złożyć w tej sprawie apelację, ale z powodów proceduralnych nigdy do
niej nie doszło. Dlaczego? Z winy sędziego Arciucha, który nie zdążył w
ustawowym terminie przygotować uzasadnienia wyroku.
Kolejnym aktem tej samej sądowej groteski było długie ustalanie - kto wziął 70
tys. marek. Do dziś nie udało się oficjalnie ustalić odbiorcy pieniędzy Oczki.
Krótko po opisywanych zdarzeniach prezes Jarosław Arciuch zrezygnował z pracy
sędziego i rozpoczął karierę komornika.
Ryszard Romanowski
PS: Prokurator próbował odwoływać się od wyroku uniewinniającego dla
szczecińskiego gangstera, ale jego apelacja z definicji była bezskuteczna, bo
złożona została bez sędziowskiego uzasadnienia wyroku. W praktyce wyglądało to
tak: prokurator nie poganiał sędziego, ten nie spieszył się z uzasadnieniem
wyroku, aż minął kodeksowy termin. Ostatecznie Oczko, zachodniopomorski
rezydent gangu pruszkowskiego, trafił do paki na 13 lat, ale wyrokiem innych
sądów. Zupełnie inny wątek otwiera pytanie - kto namówił lub zlecił kradzież
luksusowego mercedesa 21.letniemu złodziejaszkowi. Kradzież mercedesa byłego
sędziego jest dziwna sama w sobie z powodu swej nieracjonalności. Auta tej
klasy nie można ani sprzedać, ani rozebrać na części. Czyżby niedoświadczonemu
złodziejowi celowo „wystawiono" samochód komornika? Kto zatem chciał się
pozbyć Jarosława Arciucha - gorzowscy prawnicy czy mafia? Czy kiedykolwiek
poznamy odpowiedzi na te robocze hipotezy?