j24
27.06.03, 12:27
Kiedyś pewien publicysta z Izraela powiedział w wywiadzie telewizyjnym
(po zamachu palestyńskiego samobójcy i odwecie, w którym z działa czołgowego
trafiono kobietę wraz z dzieckiem), że przy rozmowach pokojowych i akcji
pacyfikacyjnych mamy do czynienia z tymi samymi ludźmi.
Lubuskiej codzienności nie widać tak dobrze, bomby co prawda wybuchają,
ale tylko w mediach.
Wojna i to wcale nie zimna jednak trwa. Jest bardzo intensywna i
bezwzględna, toczona na wielu płaszczyznach.
Zielonogórzanie robią podchody nawet pod małe, niby nieznaczące instytucje.
Jedną z takich wojenek opisała redaktor Zaleska we wczorajszej Ziemi
Gorzowskiej. Wszystko wskazuje na to, że Agis miał rację wspominając
o opracowaniach pracowników Bocheńskiego... - również jest o tym napisane
w Ziemi.
Wszystko to toczy się to przeciąganie liny w ten sposób, że z jednej strony
jest Brachmański, Bocheński, Zych, Pańtak i Ronowicz, a z drugiej strony
osamotniony przedstawiciel wyrywanej z Gorzowa instytucji.
Andrzeje i ten od k... przez mikrofon wysokiej izby, uruchamiają znajomości
w Warszawie - tak to funkcjonuje. Pomalutku, a skutecznie.
I chodzi o ty by opinia publiczna dowiedziała się o tym po fakcie, najlepiej
nie zbiorowo, ale każdy z osobna, jak dostanie propozycję nie do odrzucenia
(o przeprowadzce) lub gdy zdziwi się, gdy sprawę którą załatwiał w Gorzowie
będzie musiał załatwić w Zielonej Górze.
Ten odnowiony budynek naprzeciw Zielonego Abażura, pogranicznej stacji
sanitarno-epidemiologicznej miał być odnowiony w Zielonej Górze.
Za to, że jakaś kamienica jest odnowiona w Gorzowie i iluś gorzowian
znajdzie tam stałe zatrudnienie zapłacił stanowiskiem dyrektor wojewódzkiej
stacji...
... już nie chce mi się nawet pisać. I tak to już trwa kilka lat...
Ktoś powie, że przecież mogliśmy się wcześniej poddać i zostać porządnym
miastem powiatowym w województwie zielonogórskim, "a co to za różnica, że
zielonogórskim i małym - najważniejsze, że własnym!".
Tak można załamać nawet agenta.