Umowa paradyska

30.10.07, 21:41
Polecam lekturę i kserokopię umowy paradyskiej
www.zgora.pl/studiazielonogorskie/
11 nr. studiów zielonogórskich z 2005.
    • Gość: stanley Re: Umowa paradyska IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 30.10.07, 22:37
      Szanowny Buuu (nie wiem jak należy traktować twój pseudonim, bo
      kojarzy mi się z krowim zawodzeniem), dwie refleksje nasuwają się w
      związku z twoim tematem:
      -po pierwsze zielonogórzanin Zych nie czyta publikacji związanych z
      regionem, jakimi są studia zielonogórskie (fajna robota, ale chyba
      juz się nie ukazują?) co nie jest dziwne bo on chyba w ogóle mało
      czyta?!
      po drugie w zamieszczonym linku nie znalazłem umowy paradyskiej, a
      jedynie streszczenie z niej (bardzo lakoniczne) i wobec tego nie
      dziwię się że Zych chce tę umowę wyciągnąć z sejfu Marcinkiewicza!
      Wobec tego dalej nic nie wiemy, a zarówno ty jak i Zych wychodzicie
      na buu...ucy!
      • andrzejusa Re: Umowa paradyska 30.10.07, 23:15
        no i wlasnie ,
        masz buu umowe paradyska , to ja dawaj
        do poczytania!

        stanley ,
        toz przeciez zych ta umowa mial zaszokowac swiat
        w poniedzialek!

        a tu i szoku i umowy paradyskiej nie ma!!!!

        a moze wojewodztwo lubuskie tak na prawde wcale nie istnieje?!

        pozdrowienia

        pozdrowienia
        • Gość: jarek Re: Umowa paradyska IP: *.gorzow.mm.pl 31.10.07, 10:14
          Nie wiem czy dobrze pamiętam ale na drugim lub trzecim miejscu było
          utworzenie wspólnego Uniwersytetu Lubuskiego.
          • buu Re: Umowa paradyska 31.10.07, 15:55
            AK SIĘ POCZĘŁO WOJEWÓDZTWO LUBUSKIE



            Udana reforma administracji gminnej w 1990 r. sprawiła, że jej autorzy
            postanowili zreformować pozostałe poziomy zarządzania państwem – wojewódzki i
            pośredni między gminnym a wojewódzkim (rejonowy). Co do zadań administracji
            gminnej od samego początku nie było wątpliwości: powinna być jak najbliżej
            mieszkańców i ich codziennych spraw. A jakie zadania powinny mieć pozostałe
            poziomy? Jak daleko ma sięgać administracja rządowa? Zdaniem jednych samorząd
            powinien być dominujący na każdym poziomie, ale i powinien wykonywać zadania
            wskazane przez administrację rządową. Zdaniem drugich – administracja terenowa,
            nie uciekając od spraw lokalnych, powinna przede wszystkim robić to, czego
            oczekuje administracja rządowa, czyli tak jak dotychczas – miała przeważać
            centralizacja nad decentralizacją. Na podstawie prasowych obserwacji i opinii
            trudno wskazać zdecydowanie, która rola miała więcej zwolenników. Wydaje się
            jednak, że na pewno w terenie dominował pogląd, iż samorząd wie lepiej, co
            należy robić i lepiej wyda publiczne pieniądze.

            W miastach, które do 1975 r. były siedzibami powiatów, zaczęły powstawać
            komitety na rzecz restrukturyzacji powiatów, np. Gubinie, Skwierzynie,
            Szprotawie, Wschowie. Ich zwolennicy wskazywali przede wszystkim historyczne,
            ale i gospodarcze, oświatowe czy komunalne związki między gminami. Przekonywali
            też, że tak jak do 1975 r. admi-nistracja powiatowa powinna być nie tylko
            uzupełniająca, lecz i nadrzędna w stosunku do administracji gminnej. Podobnie
            sytuacja wyglądała w tych stolicach tzw. starych województw, które, po pierwsze,
            domagały się powrotu do mapy administracyjnej sprzed 1975 r., po drugie,
            widziały swoją szansę rozwoju jako siedziby władz dużych re-gionów, mające wpływ
            na administrację niższego poziomu. Niektóre, na przykład Bydgoszcz, Opole czy
            Zielona Góra, zdawały sobie sprawę z tego, ile w promocji miasta znaczy prestiż,
            a na ten ogromny wpływ ma administracja publiczna. Utrata stołeczności oznacza
            likwidację instytucji o zasięgu regionalnym, a co się z tym wiąże – emigrację
            specjalistów i innych osób mających wpływ na znaczenie miasta nawet wśród
            podobnych sobie wielkością.

            Ożywienie prac nad reformą administracyjną kraju zaczęło się pod koniec 1997 r.,
            kiedy po wygranych wyborach władzę w kraju przejęła koalicja Akcji Wyborczej
            Solidarność i Unii Wolności. 10 listopada 1997 r. premier Jerzy Buzek w swoim
            exposé powiedział „Szliśmy po władzę, aby oddać ją ludziom”.

            Co ciekawe, w kraju nie było powszechnej dyskusji na temat zadań administracji.
            Owszem odbywały się konferencje, ale niewiele one wnosiły, przyjęto bowiem
            gdzieś (prawdopodobnie w gabinetach ministerialnych), że na poziomie gmin i
            powiatów będzie administracja samorządowa, będzie ona wykonywała również zadania
            zlecone przez rząd. Na poziomie wojewódzkim zakładano oddzielenie administracji
            rządowej od samorządowej. Takie postawienie sprawy spowodowało, że zamiast
            dyskusji o zadaniach administracji – rozgorzała dyskusja
            o liczbach.

            O tym, ile powinno powstać powiatów, politycy mówili słabszym głosem. Miasta,
            które miały doświadczenia powiatowe, domagały się powrotu do starej mapy.
            Pełnomocnik rządu ds. reformy administracyjnej Michał Kulesza upowszechniał tezę
            5, 10, 50, tzn. że powiat to co najmniej pięć gmin, jego stolica to minimum 10
            tysięcy mieszkańców, powinno w nim mieszkać nie mniej niż 50 tysięcy osób.

            Co do liczby województw – rząd postanowił, że będzie ich od 8 do 12, przy czym
            więcej zwolenników miała druga liczba. Ale w koalicji AWS-UW w tej sprawie nie
            było zgody. Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Stępień
            opowiadał się za utworzeniem 14-17 województw. Wedle wiceprzewodniczącego klubu
            parlamentarnego AWS Jacka Rybickiego na przyszłej mapie kraju powinno być 17
            regionów. Marszałek Senatu Alicja Grześkowiak lansowała koncepcję 25 województw.
            Powstały też inne projekty. Na przykład grupa posłów Solidarności, Porozumienia
            Centrum i Konfederacji Polski Niepodległej proponowała likwidację jedynie 18 z
            dotychczasowych 49 województw. Polskie Stronnictwo Ludowe – PL opowiadało się za
            pozostawieniem 49 województw. Była też koncepcja Polskiego Stronnictwa Ludowego,
            według której należy zamienić dotychczasowe wojewódz-twa na powiaty i utworzyć
            najwyżej osiem regionów.

            W sprawie liczby nowych województw 5 stycznia 1998 r. parlamentarzyści AWS
            spotkali się w Mierkach koło Olsztyna. We własnym gronie przeprowadzili ankietę:
            90 proc. uczestników tego zebrania opo-wiedziało się za podziałem kraju na 12-17
            samorządowo-rządowych województw-regionów.


            „Niedorozwinięta” Zielona Góra

            6 stycznia wojewoda zielonogórski Marian Miłek utworzył tzw. zespół ds.
            argumentów, który miał przygotować odpowiedź na pytanie: dlaczego na nowej mapie
            kraju powinno pozostać woj. zielonogórskie (mówiono o jego kształcie z 1998 r.,
            ale myślano o powrocie do granic sprzed 1975 r.). Szefem zespołu został Czesław
            Domalewski. Zespół przygotował dokument „Środkowe Nadodrze samodzielnym
            regionem”. Jest w nim mowa o tym, że gdyby woj. gorzowskie zostało przyłączone
            do Wielkopolski, a zielonogórskie do Dolnego Śląska to „doprowa-dzi to do
            osłabienia możliwości dalszego rozwoju tych ziem”. Ponieważ oba województwa są
            „dochodowe i samowystarczalne”, powinny pozostać na mapie lub tworzyć jeden
            region administracyjny.

            Walka o mapę toczyła się we wszystkich 49 województwach.
            W niektórych jednak zdawano sobie sprawę z tego, że nie ma ona sensu, bo skoro
            politycy postanowili zmniejszyć liczbę województw, to na pewno zaczną od
            najmniejszych. W tzw. starych województwach umacniała się nadzieja, że w walce o
            mapę mają one ogromną szansę, chodziło o województwa ze stolicami w Bydgoszczy,
            Kielcach, Koszalinie, Opolu i Zielonej Górze. W propozycji podziału kraju na 12
            regionów oprócz największych rząd chciał utworzyć województwa z siedzibami władz
            w Olsztynie i Rzeszowie. Nie należy się zatem dziwić, że przewodniczący 17
            sejmików wojewódzkich utworzyli coś w rodzaju komitetu wsparcia. Pierwsze
            spotkanie odbyli w Bydgoszczy (sejmik zielonogórski reprezentowała jego
            przewodnicząca Stanisława Czereda), domagając się tam powrotu do mapy
            administracyjnej sprzed 1975 r.

            Na stanowisku wojewody gorzowskiego ciągle nie było przedstawiciela rządu. Do
            dyskusji włączył się prezydent Gorzowa Henryk M. Woźniak, parlamentarzyści,
            organizacje społeczne. Wszyscy sprzeciwiali się tym projektom, które ograniczały
            liczbę województw do 17. Gorzowskie Stowarzyszenie Regionalne broniło koncepcji
            z 25 województwami, w której znalazło się i woj. gorzowskie. „Uważamy za
            ko-nieczne i mądre pozostawienie na mapie Polski woj. gorzowskiego. De-cyzja
            taka to wzmocnienie instytucji państwowych w rejonie granic za-chodniej Polski”
            – oświadczyli 17 stycznia członkowie Ruchu Społecznego AWS w Gorzowie. Pod
            koniec stycznia parlamentarzyści gorzowscy zaprosili nawet do swego miasta
            przedstawicieli tych 13 województw, które nie znalazły się na mapie
            uwzględniającej tylko 12 regionów.

            22 stycznia w pokoju nr 206 hotelu sejmowego spotkało się 14 po-słów gorzowskich
            i zielonogórskich. Jak mówił Czesław Fiedorowicz, politycy zgodzili się, że będą
            bronili mapy z 25 województwami. Była też mowa o wariancie z jednym dużym
            województwem w środkowo-zachodniej części kraju, ale nie zyskała ona poparcia
            posłów gorzowskich.

            Ledwie premier powołał Jerzego Ostroucha na urząd wojewody gorzowskiego, spotkał
            się on z wojewodą zielonogórskim Marianem Miłkiem. Zielonogórzanin przekonywał
            gorzowianina do wystąpienia o wspólne województwo, gdyby upadła propozycja
            utworzenia 17 re-gionów. Spotkanie to było prywatne, nie zachował się żaden
            dokument. Dopiero w połowie sierpnia 1998 r. Marian Miłek ujawnił, że odbyło się
            ono 26 stycznia w Gronowie koło Łag
            • andrzejusa Re: Umowa paradyska 31.10.07, 20:05
              buu,

              to co podales tonie umowa paradyska,

              to ogolne zasady na jakich mialo powstac woj. lubuskie,
              same ogolniki!

              jak masz umowe paradyska to ja dawaj,
              bo jakos mi wychodzi ,
              ze zadnej umowy nie bylo!!!!!!!!!!!!!!!!

              nikt sie nie chce przyznac ,
              ze taka umowe ma!

              wiec moze poza ogolnymi zarysami funkcjonowania
              woj. lubuskiego
              NIC WIECEJ NIE MA?????

              a jak jest,
              to dlaczego jest takim swietym grallem lubuskim,
              co to nigdy nikt go nigdy nie pokaze??!!

              pozdrowienia
Pełna wersja