Gość: Agis
IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl
13.09.03, 10:35
Nie włączałem się dotąd do dyskusji o gorzowskich supermarketach, ale sądzę
że temat ten jest tak ciekawy i rzutujący na naszą lokalna jak również
również krajową gospodarkę, że trudno przejść wokół niego obojętnie. Dlatego
w kilku odcinkach chcę przedstawić swój pogląd na proces przemian w handlu i
gospodarce, zachodzących pod wpływem inwazji zachodnich sieci handlowych.
Dziś ku refleksji przedstawiam fragment książki amerykańskiego ekonomisty
Edwarda Lutwaka "Turbokapitalizm" Tylko dziś dla wywołania tematu posłużę się
cytatem.
"...Amerykanie i Europejczycy biorący dziś udział w handlowych
negocjacjach nieustannie chwalą przed Japończykami korzyści płynące z wolnego
rynku, wolnego handlu i wolnej konkurencji. Lecz pozostawienie w Japonii
handlowych barier i licznych uregulowań dla handlu ma właśnie na celu ochronę
japońskiego społeczeństwa przed niszczącym wpływem każdej konkurencji,
obojętne czy zagranicznej, czy krajowej – bo tylko w ten sposób można
zapewnić miejsce pracy każdemu japońskiemu obywatelowi, który chce pracować.
Kiedy się patrzy na japoński model z zachodniej czy raczej z
turbokapitalistycznej perspektywy, najbardziej uderza jego tendencja do
ochrony ekonomicznie słabych przed ekonomicznie silnymi. W przeciwieństwie
bowiem do makroekonomicznego podejścia zachodniego, który kładzie nacisk na
ogólne środki zwiększania lub tłumienia popytu po to, by zyskać ogólne
wyniki, takie jak wzrost zatrudnienia lub ograniczenie inflacji, japoński
model gwarantuje zatrudnienie i miejsca pracy poszczególnym kategoriom
zawodowym, jedna po drugiej.
Drobnych sklepikarzy chroni prawo o handlu detalicznym, które
poważnie ogranicza powstawanie nowych sklepów sieci sprzedaży dyskontowej,
supermarketów i domów towarowych – jest ich w całej Japonii ok. dwóch
tysięcy, głównie w śródmieściach większych miast. Ponieważ japońskie sklepy
są bardzo małe i jest ich bardzo dużo – ostatnio naliczono ich ponad dwa
miliony – to ochrona przed bardziej wydajną metodą dystrybucji obejmuje
prawie 5 milionów japońskich właścicieli sklepów i ich personelu. To z kolei
zapewnia żywotność ponad milionowi drobnych dostawców; można ich zobaczyć
prawie wszędzie, jak swoimi mikrofurgonetkami dostarczają małym sklepikom
niewielkie ilości towaru. W ostatnim spisie naliczono ponad 600 tysięcy
sklepów z żywnością i napojami; ponad 400 tysięcy sklepów sprzedających
lekarstwa, kosmetyki, książki i papeterię; ponad 200 tysięcy tekstylno-
odzieżowych. Dwa miliony Japończyków zarabiają na życie, pracując w
przeważnie malutkich lokalach gastronomicznych, których jest ponad pół
miliona, nie licząc kolejnych 200 tysięcy, w których można zjeść sushi, oraz
kawiarni, pubów, piwiarni, kabaretów i nocnych klubów. Japońskie hotelarstwo
to ogromna liczba tradycyjnych zajazdów ryokan; niektóre z nich liczą nawet
50 pokoi, ale większość tylko 4 lub 5.
Wszystko to ma szczególnie ludzkie wymiary. Przede wszystkim trzeba
pamiętać, że większość Japończyków pracujących w hotelarstwie, gastronomii i
lokalach rozrywkowych, a także w sklepach detalicznych to również
właściciele – sami lub z rodziną, a nie tylko pracownicy i to marnie
zarabiający, jak w Stanach Zjednoczonych. Nie chodzi o to, że średni dochód
japońskich właścicieli jest wysoki; faktycznie wielu sklepikarzy zarabia
bardzo mało. Chodzi o to, że ci ludzie są niezależni i mają poczucie własnej
godności; w swoim miejscu pracy prowadzą też często życie towarzyskie, bo
sklepy służą też jako miejsce spotkań sąsiadów, a kawiarnie i bary jako
nieformalne kluby.
Żeby zabezpieczyć dochody ok. 4 milionów Japończyków pracujących w
rolnictwie i rybołówstwie, wprowadzono wiele ograniczeń importu, liczne
programy zapomóg i subsydiowania produkcji, często na wyższym poziomie niż
europejskie lub amerykańskie odpowiedniki, które obecnie szybko się
likwiduje. Większa różnica jednak polega na tym, że zarówno w Stanach
Zjednoczonych, jak i w Europie większość rządowych pieniędzy trafia do
przedsiębiorstw rolnych na wielką skalę, natomiast w Japonii wszelkie rodzaje
uregulowań zapewniają korzyści z subsydiów indywidualnym rolnikom i ich
spółdzielniom. Większość z nich uprawia głownie ryż i jest chroniona
absolutnym zakazem importu, który dopiero niedawno zaczyna być łagodzony i
pozwala na bardzo ograniczone ilości.
Wioski i miasteczka są chronione przed konkurencją ze strony
większych miast dzięki obfitej pomocy otrzymywanej od rządu centralnego – nie
tylko na drogi i podstawową infrastrukturę, ale również na budowę klubów
młodzieżowych, domów kultury, muzeów, galerii sztuki i obiektów sportowych.
Intencją rządu jest zachęcenie młodzieży do pozostania w swoim miejscu
zamieszkania, a nie wyjazd do dużego miasta.
Rzemieślnicy wszelkiego rodzaje są chronieni przed tanim importem –
Korea i Chiny produkują wiele wyrobów uważanych za typowo japońskie – za
pomocą oficjalnych ceł i nieoficjalnej zmowy celników. Są też specjalne
bariery przeciwko importowi wyrobów ze skóry, aby chronić pracowników
przemysłu skórzanego należących głównie do społecznie pogardzanej i
szczególnie bezbronnej mniejszości Eta.
Wreszcie, jeśli chodzi o wiele ważnych gałęzi przemysłu, w tym
motoryzacyjny, ciężki, elektryczny i elektroniczny, to nie wymagają one
żadnej ochrony, ponieważ są świetnymi eksporterami, natomiast przemysł
przetwórczy (papier, drewno, szkło, produkty petrochemii i tak dalej) uskarża
się na wysokie koszty energii lub surowców i dlatego każda jego gałąź
otrzymuje skuteczną ochronę. Najnowocześniejszy przemysł – komputery
biotechnologie, samoloty, statki kosmiczne – jest chroniony przed importem, a
także otrzymuje wsparcie, jak zobaczymy później. Teoretycznie cła japońskie
są najniższe na świecie. W praktyce drzwi przed importem, który zniszczyłby
japońską gospodarkę, są nadal zamknięte w wielu przypadkach i na różne,
całkiem nieformalne sposoby – bez pogwałcenia litery umów handlowych.
Po uwzględnieniu tych wszystkich różnych kategorii (również rybacy
otrzymują subsydia rządowe) można stwierdzić, że odsetek Japończyków
chronionych przed twórczą i niszczycielską konkurencją jest naprawdę bardzo
wysoki. Ogólny efekt japońskiej wersji kontrolowanego kapitalizmu jest taki,
że japońscy konsumenci otrzymują z reguły świetną obsługę i z reguły płacą
bardzo słono. Z drugiej strony ci sami Japończycy, jako producenci
doświadczają wszystkich korzyści osobistego bezpieczeństwa ekonomicznego. W
przeciwieństwie do amerykańskiego turbokapitalizmu, który faworyzuje
konsumentów kosztem producentów oraz europejskiej praktyki ochrony tych,
którzy mają pracę kosztem bezrobotnych, kontrolowany kapitalizm japoński
rzeczywiście zapewnia pełne zatrudnienie – częściowo dzięki
instytucjonalizacji niedostatecznego zatrudnienia. Istnieje milcząca umowa
między rządową biurokracją a firmami, gałęziami przemysłu i całymi sektorami
gospodarki, które otrzymują jej ochronę: w zamian za całą otrzymywaną pomoc
muszą dostarczyć tylu miejsc pracy, aby realne bezrobocie było bliskie zera –
stopa bezrobocia równa 2-3% przed kryzysem była spowodowana głównie faktem,
że pewna liczba Japończyków zmieniała pracę, co jest rzadkim zdarzeniem w ich
życiu.
Zatem, pomimo że trwająca po roku 1989 recesja jest najgłębsza od
1945r., żadna renomowana korporacja japońska nie zwolniła ani jednego
pracownika, choć kontrahenci doraźnie redukowali cześć swojej siły roboczej
(w tym zwłaszcza nielegalnych imigrantów). Większość największych korporacji
nadal zatrudniała młodych pracowników na każdym poziomie kwalifikacji, z
uniwersyteckim wykształceniem włącznie, choć ich personel już często nie był
w pełni obciążony pracą. Inni pracodawcy zatrudniali tylko mężczyzn,
zwalniając kobiety, co było bez wątpienia nie fair, ale realistyczną reak