slawek_wieczorek
22.07.08, 01:21
Hierarchowie kościelni nie wspominają o polskich kapłanach pomordowanych w
Rzezi Wołyńskiej. Zapomniani duchowni dali piękny przykład męczeństwa za wiarę.
Ojciec Ludwik Wrodarczyk nie uciekł do lasu z ludnością cywilną. Dobrowolnie
zapragnął chronić tabernakulum, w którym spoczywa Ciało Chrystusa. Zginął z
rąk bandytów z UPA śmiercią męczeńską. Dlaczego jeszcze nie rozpoczęto jego
procesu beatyfikacyjnego? Czyżby polityczna poprawność wkradła się w szeregi
hierarchów kościelnych?
"O Ludwik dobrowolnie postanowił udać się z probostwa do kościoła by chronić
tabernakulum. Tam ostatni raz w życiu uklękną i modlił się i na klenczkach
wyczekiwał swoich oprawców, aż przyjdą go pojmać. Barbarzyńcy wpadli do
kościoła, dopadli go klęczącego na stopniach ołtarza. Na jego oczach
zamordowali dwie kobiety - 18-letnią Weronikę Kosińską i 90-letnią Łucję
Skurzyńską - które prosiły ich o darowanie mu życia. Został porwany przez
morderców i męczony w różny sposób: był rozebrany do naga, chłostany,
nakłuwany igłami i przysmżano mu stopy gorącymi żelazami. W miejscowości
Moczulanki dokonano na nim męczeństwa. Przywiązano go do kloca drzewa na koźle
na którym rżnie się drzewo i piłą do cięcia drzewa dwanaście ukraińskich
kobiet piłowało go jak kloc drzewa. Po kilku godzinach męczarni zmarł."
isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=990