Sąd zamiast cenzury

28.11.08, 10:47
Dobrzy i mądrzy ludzie zareagowali oburzeniem na wyrok sądu skazujący prof.
Zybertowicza za wypowiedzenie swojej opinii, którą sąd uznał za fałszywą,
zniesławiają informację (porównaj list w Rzepie z 22.11.08). W ten sposób sąd
rozpoczął restaurację PRL z cenzurą i tłamszeniem wolności słowa.

Poczytajcie Ziemkiewicza
fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/prawo-michnika,1218880,2789 :

… Rzecz jest horrendalna: sąd uznał się w Polsce za władnego, by rozstrzygać,
czy wyrażona przez publicystę opinia jest słuszna czy nie, i za będącego w
prawie karać za wyrażanie opinii zdaniem sędziów nietrafnych. Jest to prawne
horrendum, otwierające drogę do tłamszenia wolności słowa obywateli i
uniemożliwiania im swobodnej krytyki ludzi wpływowych. …

Nie jest do pomyślenia na Zachodzie, by ktoś, kto wyrazi opinię, że, dajmy na
to, koncern Shell kierując się zyskiem nie troszczy się o środowisko
naturalne, został skazany i obciążony rujnującą go grzywną za podanie
"fałszywej, zniesławiającej informacji". W Polsce takie orzeczenie stało się,
po wyroku na Zybertowicza, zupełnie oczywiste. …

Wymóg, aby publicysta mógł krytykowaną osobę tylko dosłownie cytować, miał
natomiast zakaz streszczania jej własnymi słowami, jest kompletnym absurdem -
gdyby stosować taką zasadę konsekwentnie, wszelka krytyka prasowa byłaby
niemożliwa (ot, choćby "Wyborcza" powinna płacić miliony Ojcu Rydzykowi za
wielokrotne twierdzenie jakoby był on niechętny Unii Europejskiej, Ojciec
Dyrektor bowiem nigdy expressis verbis takiej deklaracji nie złożył).
Oczywiście, nie jest to możliwe. Ale precedens lex Michnik to fantastyczne
narzędzie dla wszelkiej maści lokalnych sitw, miejscowych watażków, nie
wspominając o wielkich koncernach, do wykańczania stających im na drodze
dziennikarzy czy społeczników. …
Pełna wersja