Czy opłaca się być dywersantem?

29.11.08, 08:25
Kto chce zrozumieć sens wydarzeń zapełniających pierwsze strony mediów,
powinien czytać analizy Stanisława Michalkiewicza. Są one niezbędne do
zrozumienia politycznej gry, którą prowadzą mocarstwa. Poniższy tekst dotyczy
tzw. incydentu gruzińskiego.

„…Cesarstwo Amerykańskie, niechętnym okiem patrzą na umacniające się
strategiczne partnerstwo między Cesarstwem Europejskim i Cesarstwem Rosyjskim.
Z punktu widzenia Cesarstwa Amerykańskiego takie strategiczne partnerstwo
[partnerstwo Rosji z Niemcami] ogranicza, a może nawet prowadzi do całkowitej
eliminacji wpływu Stanów Zjednoczonych na Europę i znaczną część Azji. Zatem z
punktu widzenia Cesarstwa Amerykańskiego stanem najbardziej pożądanym w
stosunkach między Cesarstwem Europejskim a Cesarstwem Rosyjskim byłby
permanentny konflikt. W takiej bowiem sytuacji Cesarstwo Europejskie musiałoby
zabiegać o przyjaźń z Cesarstwem Amerykańskim, które mogłoby wtedy obydwa
cesarstwa "godzić" i w ogóle - występować jako arbiter w ich sporach,
współdecydując, a może nawet decydując o polityce europejskiej. Dlatego też w
interesie Cesarstwa Amerykańskiego jest znalezienie w Europie dywersantów,
którzy takie konflikty z Cesarstwem Rosyjskim by wywoływali. Prezydent
Saakaszwili najwyraźniej takiej roli się podjął, a wiele wskazuje na to, iż
prezydent Lech Kaczyński też nie jest od tego odległy. …

Podjęcie się zatem roli amerykańskiego dywersanta w Europie może być korzystne
o tyle, o ile uzyskiwane z tego tytułu wynagrodzenie będzie Polskę wzmacniało
i zwiększało margines samodzielności naszego kraju względem obydwu
strategicznych partnerów. W przeciwnym razie korzyści mogą być problematyczne. …

Inna sprawa, że alternatywa jest jeszcze mniej pociągająca. O ile bowiem
podjęcie się roli dywersanta, czyli opcja amerykańska w polskiej polityce
zagranicznej, może być pod pewnymi warunkami dla Polski korzystna, o tyle
opcja europejska, to znaczy - wzorowe i lojalne podporządkowanie się
politycznemu kierownikowi Cesarstwa Europejskiego, oznacza całkowitą utratę
politycznej samodzielności, a w perspektywie nawet ryzyko rozbioru terytorium
państwowego. …

Czy prezydent Lech Kaczyński, będący niewątpliwym zwolennikiem opcji
amerykańskiej i próbujący forsować ją wbrew rządowi premiera Donalda Tuska,
który wydaje się bez reszty zaprzedany opcji europejskiej, zabiega o korzyści
dla państwa polskiego? To nie jest już takie pewne, bo warto pamiętać, że 12
maja br. prezydent Kaczyński podczas pobytu w Izraelu odbył rozmowę z szefem
tamtejszego Mosadu Meirem Daganem. Gdyby przedmiotem tej rozmowy było
uzyskanie ze strony Meira Dagana gwarancji, iż wiadoma "diaspora" powstrzyma
się przed "upokarzaniem Polski na arenie międzynarodowej" i zaprzestanie
wysuwania pod naszym adresem roszczeń finansowych, to można by to za takie
zabieganie uznać. Jednakże nic nie wskazuje, iż takie gwarancje zostały
prezydentowi Kaczyńskiemu udzielone. …”

www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20081129&id=my61.txt
Pełna wersja