surma_bojowa
11.12.08, 23:18
Parę spraw mnie zastanawia:
- dlaczego red. Brykner zatytułował swój artykuł "Bunt w gorzowskim ratuszu.
Teraz rządzą radni"? Przecież nie doszło do zakwestionowania prezydenckich
uprawnień i władzy, lecz radni tylko skorzystali ze swojej.
- czemu w artykułach (m.in. red. Krysiaka) i w wielu postach na forum
odbierane jest to jako zapowiedź krwawych walk, w wyniku których nie
pozostanie kamień na kamieniu w magistracie i najbliższych okolicach?
Przecież to, że radni czy parlamentarzyści wnoszą poprawki do projektu
budżetu, że wykreślają z niego jedne inwestycje i wprowadzają drugie, nie jest
niczym nadzwyczajnym. Świat się od tego nie wali, maństwa nie upadają, miasta
nie obracają w perzynę. Władza wykonawcza realizuje, co ma nakazane uchwałą
będąca aktem prawa (państwowego lub lokalnego), bo wie, że inaczej nie otrzyma
za rok absolutorium i może pożegnać się ze stanowiskiem. Najwyżej poklnie
sobie pod nosem, a jak złość przejdzie, to się zastanowi, czy faktycznie miała
rację i czy dobrze rozegrała partię.
Zastanawiam się, skąd tyle głosów, że radni zaszkodzili miastu. Rozumiałbym,
gdyby zostały one poparte jakimiś argumentami, gdyby ich autorzy postarali się
udowodnić, że budowa ratusza jest pilniejsza niż remonty szkół oraz łatanie
dziur w jezdniach i chodnikach. Ale nie, słyszymy tylko, że Jędrzejczak
mistrzem świata w kategorii prezydentów jest, wizjonerem i Wielkim Budowniczym.
O co tu chodzi i skąd to się bierze?
Czy z niezrozumienia zasad demokracji, od monteskiuszowskiego podziału władzy
poczynając?
Czy z potrzeby posiadania przewodnika, tęsknoty za władzą sprawną, bo silną,
nie muszącą liczyć się z marudzeniem, że można by zrobić więcej, lepiej i taniej?
Czy z wiary, że ten, kto ma władzę i kiedyś pokazał, że potrafi zrobić z niej
dobry użytek, zawsze i w każdym przypadku będzie mieć rację?
Czy z niepamięci, że władza niejednemu już przewróciła w głowie, z braku
świadomości, że lepiej na bieżąco ją kontrolować, niż obalać w kryteriach
ulicznych.
Wiem, wiem, że ludzie potrzebują autorytetów, że łatwiej za takowy uznać
pojedynczego, konkretnego człowieka, niż jakieś kilkunasto czy
kilkudziesięcioosobowe grono, którego członkowie posiadają niezbyt jasno
określone kompetencje i odpowiedzialność.
Wiem, że ludzie chcą ufać władzy, wierzyć, że ten, kto nimi rządzi, jest
mądry, szlachetny i pragnie lud uszczęśliwić. Że jeśli coś nie wychodzi,
chętnie uwierzą, że przez kłody, które ktoś rzuca władzy pod nogi.
Podobno w przedrewolucyjnej Rosji powszechna była wiara, że car jest
szlachetny, mądry, sprawiedliwy, kocha prosty lud i chciałby dla niego jak
najlepiej. Że wszystko, co złe, dzieje się przez leniwych, głupich, chciwych i
sprzedajnych czynowników. I że car batiuszka, jak tylko o tym się dowie,
wezwie ich i spierze po mordach, że akselbanty pospadają.
No tak, jednak teraz mamy XXI wiek i żyjemy w Europie...
Ale czy na pewno?