Dodaj do ulubionych

Marcinkiewicz tuż przed zmianą: Świadectwo kato...

03.02.09, 14:07
To co czytałem to raczej wyznania emigranta zarobkowego. Dodatkowo
podsumowując ostatnie wydarzenia, emigranta z kryzysem wieku
średniego.
Obserwuj wątek
    • zlappande wydrukowac i oprawic w ramki 03.02.09, 15:07
      pisze to bez zlosci i bez zlosliwosci, niestety - w jakims sensie latwiej bylo
      byc katolikiem, gdy nas komuna gnebila, wtedy Kosciol byl ostoja, dawal nam
      duchowe oparcie ale takze (Kaziu powinien byc szczery az do bolu) - dawal nam
      ersatz poczucia wlasnej wartosci i dawal nam tez papu.
    • Gość: Bernard Re: Marcinkiewicz tuż przed zmianą: Świadectwo ka IP: 139.142.51.* 03.02.09, 19:11
      Hey mrowka,
      Ja nie pozwole nikomu ingerowac w moje zycie, lacznie z religijnym i
      uwazam ze Marcinkiewicz jako prywatna osoba do takiej "prywatnosci"
      tez ma prawo...
      Marcinkiewicz moze byc zagorzalym Katolikiem, niezbyt zagorzalym lub
      ateista - to sprawa pomiedzy nim i Bogiem...
      Sprawa zmienia sie calkowicie gdy osoba "staje sie" politykiem...i
      starajac sie zdobyc poparcie potencjalnych wyborcow przedstawia sie
      im w "odpowiednim" swietle...
      Polska to w wiekszosci kraj Katolikow, wiec nie ma sie co dziwic ze
      tworzenie "wizerunku" dobrego Katolika" pomaga bardzo...
      A wiec koniecznym jest byc widzianym w Kosciele, na Procesjach, w
      towarzystwie Ksiezy...Nalezy glosic to co glosza nauki Kosciola...
      Cala struktura i polityka PiSu ( a wiec i Marcinkiewicza) jest
      oparta na tej zasadzie...
      Czy mozna by zapobiec uzywaniu Kosciola do celow politycznychj?
      Oczywiswcie, ale pod warunkiem ze Kosciol przestanie uzywac Wiary do
      celow politycznych...
      Tymczasem Kosciol stal sie jeszcze jedna (nieoficjalna) partia
      polityczna ktora oferuje swoje poparcie (miliony wiernych) dla tych
      politykow ktorzy pomoga im zrealizowac ic wlasne "przyziemne cele"
      Takie zdjecia jak zamieszczone w artykule tak samo cieszyly Biskupa
      i Marcinkiewicza...
      Biskup pokazuje "wiernym" ze on na czasie i z popularnymi
      politykami, a Marcinkiewicz umacnia swoj wizerunek czlowieka
      wartosci chrzescijanskich...i katolickich oczywiscie.
      Najwiekszy problem w tym ze Kosciol wydaje sie byc tak zesperowany
      iz przygarnia pod swe skrzydla kazdego...
      Poprze kazda, najgorsza partie i kazdego polityka ktory poprze ich
      polityczna agende... Czy to bedzie PiS, czy LPR....byle "madrze"
      gadali...
      A ze gadaja nieszczerze...Ze w swym politycznym i nie tylko zyciu
      depcza wszelkie wartosci Wiary - wydaje sie nie byc istotnym...
      Sztuka sie liczy...
      To sie polityka nazywa. Cel uswieca srodki.
      Teraz Ksiadz Andrzejewski glupio wyglada bo Gorzowianie wiedza o
      jego "bliskosci" z Marcinkiewiczem.
      Biskup (ten na zdjeciu) glupio wyglada bo uzyl "kretacza"
      jako "gwiazdy" uroczystosci..
      Oczywiscie Biskup i ks Andrzejewski moga powiedziec ze "nie
      wiedzieli"...
      Naiwne tlumacenie...
      Nie czytaja oczywiscie moich postow w ktorych od "zawsze" tlumacze
      ze bawienie sie w politycznym blocie nie pomoze Kosciolowi
      pozostac "czystym"...
      A teraz sa umazani po uszy...
      Potrzeba bedzie duzo "wody" by zmyc ten brud.
      Kosciol powinien poslac wszystkich politykow do "politycznego
      diabla" i starac sie przywrocic role "moralnego przywodcy narodu"...
      Te pozycje obecnie mozna kwestionowac...
      :)
        • Gość: hektor Re: Marcinkiewicz tuż przed zmianą: Świadectwo ka IP: *.gorzow.mm.pl 26.02.09, 12:15
          Ryc może mamy do czynienia ze swoistym ekshibicjonizmem.
          Trupy przywieźli świeżutkie prosto z Chin -już postępowe młode
          rodziny przybieżeli z potomstwem swoim by bez żadnych zahamowań pokazać najmniejszym swoim ulubieńcom co można uzyskać z człowieka po śmierci- pomysł na biznes, niestety źródło dochodu bez miejsca na
          godność i należną część.
          Gdzieś tam na wyspie jakaś chora dziewczyna kasuje kasę za obnażanie się na oczach milionów ze swojej tragedii.
          Można tylko współczuć.
    • Gość: Gość Marcinkiewicz tuż przed zmianą: Świadectwo kato.. IP: *.choszczno.vectranet.pl 27.02.09, 21:20
      Isabel pisze wiersze, a Kazimierz bajki. Niestety, poziom obojga "pisarzy" jest skandalicznie żenujący. 25 grudnia 2008 roku cudowny polityk napisał:
      Bajka





      Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma morzami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami był przepiękny, wysoki,przebogaty, zielony, soczysty, skrzydlaty las. Rozciągał się szeroko od błękitnego, słono chłodnego morza, aż po iglasto-zielone latem i śnieżnobiałe zimą, nie wysokie, ale pełne uroku wzgórza.

      Każdemu kogo nogi stanęły w tym przepięknym skrzydlatym lesie nozdrza rozpierało z zachwytu, oczy rozświetlało ze szczęścia, a usta niespodziewanie rozchylało samoczynnie, jak zawsze na widok piękna. Nie dziwota, że mieszkańcy uroczego skrzydlatego lasu wydawali się piękniejsi i wspanialsi od innych.

      Nie dziwi też, że przez wieki skrzydlaty las narażony był na najazdy, rozjazdy i wyjazdy. Szczególnie wypady, nie na grzyby przecież i nie na jagody, upodobała sobie przesympatyczna, zawsze rozradowana i buńczuczna czerwononosa zwierzyna z niedźwiedziego boru, gdzie słonce wstawało. Podobnie częstymi, szczególnego rodzaju odwiedzinami raczyli wspaniały skrzydlaty las,jakby nieco większe i jaśniejsze, może bardziej wypłowiałe, za to nieco zimniejsze i rzadziej uśmiechnięte zwierzęta z „jawolowego” lasu, gdzie słońce zachodziło.

      Dziś jednak las stał wolny, tak samo piękny i bogaty, z tak samo wspaniałymi mieszkańcami, ale prawdziwie wolny i swobodny. Aż wierzyć się nie chciało, gdy zaglądnąć do środka. Co też tam się działo. Wcale nie żeby tance, hulanki, swawole, wcale nie ha, ha hi, hi, hejże hola. Gdzieżby tam. Raczej mroczne pojękiwania,zadziwiające połajanki, krwiste oskarżenia i ponure pomówienia.

      Zajrzyjmy co też dziś wyprawia zwierzyna tego skrzydlatego,tak, tak wolnego lasu. Złóżmy najpierw audiencję w namiestnikowskim gnieździe trzech wielkich ptaszysk.

      - Nie możesz mu odpuścić, pamiętasz co on na ciebie powiedział w ubiegłym tygodniu, jak cie wyzwał od ptaków. O nie, nie podaruję mu tego. – mówił jakiś podekscytowany głos zza konara, gdy zbliżaliśmy się do gniazda. -Na mnie proszę cie bardzo niech gada co chce, ale na ciebie nie może jesteś przecież wielkim ptakiem.

      - Daj spokój – głos ten sam, że trudno rozpoznać, czy ten sam ptak, czy inny, może trochę inne emocje i w tonacji czuć pobłażliwość dla rozmówcy – tu nie o mnie chodzi tylko o nasz las. Musimy udowodnić, że tylko my jesteśmy bohaterami.

      - Właśnie ja zawsze wietrzę podstęp, a może nawet spisek. - to chyba trzecie ptaszysko, ale znów głos identyczny –Na pewno namówili się na nas,udają baranki, a przecież to lisy i to lisy z szemraną przeszłością.

      - Ma racje, tylko my mamy racje. Kto nie ptak ten wypad. –po emocjach poznać, że to pierwszy wielki ptak.

      - Kto nie ptak, ten wypad. – zahuczało wokoło zawołanie z tysięcy ptasich gardeł. –Kto nie ptak, ten wypad. Powtarzali i powtarzali.

      Gniazdo robi wrażenie. Piękne, wielkie, zadbane. Trójka wielkich ptaszysk też robi wrażenie. Znaliśmy sławę ich wielkości, ale one są po prostu ogromne. Z dziwnymi biało czerwonymi piórami i charakterystycznie lekko,ale ciągle poruszającymi się dziobami, nawet wtedy gdy nie mówią.

      Wokół pełno mniejszych ptaków. Strasznie dziwnych, bo z dziwnym,właściwie ślepym spojrzeniem zapatrzonych w wielką trójkę i nieudolnie naśladujących każdy ruch i gest.

      Zostawmy ich w tym dziwnym sporze i zajrzyjmy do parkowej nory rządzących skrzydlatym lasem lisów. To chyba szef - wysportowana sylwetka, filmowy uśmiech, wyluzowany nastój. Może niewielki, ale sprytem patrzy mu z oczu. W norze rożne inne lisy, ale też inne zwierzęta. Uwagę zwraca silny, opanowany, górujący nad każdą sytuacja, a zwany „drugim”. Jest też dystyngowany, bardzo pewny siebie, strasznie młody,ale nad wyraz doświadczony – tyle że nie lis a ryś, trochę jakby z innego lasu.Jeszcze jeden ciekawy, strasznie dziwny,wyglądający jak spalony kot, a nie lis, nawet zachowujący się jak poparzony.Zupełnie zadziwiająca sprawa, wśród lisów biegają zające, zielone zające. Biegają szalenie przyjaźnie, tak jakby stanowili ten sam zespół.

      Ciekawe o czym dziś rozmawiają.

      - Już mam tego dosyć. Przecież niczego nie możemy zrobić bo ptaki wszędzie wchodzą i robią wielkie szkody. My a oni b, my w prawo oni e lewo, my czarne oni białe – żali się szef.

      - Mogę znów podciąć im skrzydełka i zrobić na miodzie – bez namysłu zaproponował poparzony, ale nikt nie zwrócił na to uwagi, jakby wszyscy wiedzieli, że i tak to zrobi.

      - Trzeba wszystkim pokazać, że to ich wina, że oni uniemożliwiają nam prace, dlatego w lesie jest jak jest – zaproponował drugi.

      Też nudy. Zobaczmy lepiej jak żyją i co robią zwyczajni mieszkańcy skrzydlatego lasu.

      O spod tamtego drzewa dobiega jakiś głos. To rodzina daniela śpiewa kolędę. Wszyscy razem w takich skromnych warunkach, ale jacy dumni,radośni uśmiechnięci. Patrzcie składają sobie życzenia, całują się i ściskają.Ile w ich spojrzeniach miłości, radości, szczęścia? Jakież to piękne.

      Tu jaskinia. Jakiś wielki ruch.

      - Mamo – do wielkiej grubej niedźwiedzicy mówi jakieś śliczne,niedźwiedzie maleństwo – to jest mój chłopach. Razem żyjemy w deszczowym lesie na wyspie. Kochamy się, cudownie mną się opiekuje. Opowiadałam ci o nim często przez telefon.

      - Witam cie – niedźwiedzica przytula młodego silnego niedźwiedzia. – Przystojniak. Jak wam tam jest? Dobrze? Dziękujemy za pieniążki, które nam przesyłacie. Staramy się ich nie wydawać, tylko odkładaćjak wrócicie…. Zostawmy ich z ich radością.

      Z pobliskiej polany dobiega jakiś podniesiony głos. Zobaczmy o co chodzi.

      - Jak mam ci wybaczyć? – krzyczy nie młoda już, ale zadbana,szlochająca myszka – Nie było Cię 8 lat. Przestraszyłeś się naszych dzieci i uciekłeś, jak tchórz. Tyle lat sama, czy raczej sami. A teraz wracasz i przepraszasz? Czego oczekujesz?

      - Wiem, że zrobiłem źle – klęcząc na kolanach tłumaczy były,czy nie były mąż. Wiem ze nie ma dla mnie przebaczenia, ale chce prosić o jeszcze jedna szanse. Dlatego przyszedłem dziś w Boże Narodzenie. Daj mi jeszcze jedną szanse. Już nie piję. Mam pracę. Nadrobię stracony czas….Zapowiada się na trudną rozmowę, ale zgoda wisi gdzieś w powietrzu. Zwiedzajmy dalej.

      O, tam na tym maleńkim drzewie jakiś ruch. Zajrzyjmy i tam.Dwa młode ptaki lepią swoje gniazdo. Śliczna parka. Jak pasują do siebie. Strasznie zajęci swoją pracą. Ale mają czas by spojrzeć na siebie i to tak, że od samego spojrzenia robi się błogo. Widać, że się pięknie kochają i wzięli swoje sprawy w swoje ręce. Dobrze im idzie, choć sporo im jeszcze zostało. Pewnie będą świętować i nucić kolędy jak już wszyscy inni pójdą spać. A potem … Zostawmy,nie przeszkadzajmy.

      Poszukajmy kogoś kto nam wytłumaczy co to za las, coś o nim opowie, pozwoli zrozumieć. Poszukajmy sowy. W każdym lesie musi być jakaś mądra sowa.

      - Nasz skrzydlaty las ma piękną i dumną historię. –rozpoczęła sowa. Poprzez wieki stawał się coraz bardziej piękny i bogaty. Rządziłyskrzydlatym lasem orły, prawdziwe, białe, dostojne orły. Zawsze wygrywaliśmy borządziła wówczas zasada: „jeden za wszystkich wszyscy za jednego”. Mieszkańcyzawsze kochali swój las ponad wszystko - kontynuowała. Oczywiście jak wszędzie,działy się różne piękne i straszne, mądre i głupie rzeczy, ale las rósł i rósł.Bo wartością naszego lasu są jego mieszkańcy. I ci, którzy go tworzyli 1000 i100 lat temu. I ci, którzy żyją tu dziś. W Boże Narodzenie zawsze wszyscy sięgodzą i wspólnie radują, nawet najgorsze zwierzęta mówią leśnym głosem. Możekiedyś pogodzą się na zawsze? Może znów kiedyś będzie jeden za wszystkich, awszyscy za jednego? – sowa kończąc swoją opowieść zadumała się….
      Kazimierz Marcinkiewicz




Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka