Gość: Uważny czytelnik
IP: *.gorzow.mm.pl
24.11.03, 02:42
Kończy już się termin czytalności artykułu w online "Forum", więc za
przeproszeniem przytaczam go w całości na naszym forum ku refleksji
zainteresowanych i na pohybel Bernardowi.
----------------------
Zmyślona wojna
Biuro Zadań Specjalnych fabrykowało propagandowe informacje na temat związków
Saddama Husajna z Al-Kaidą i kupowaniem przez Irak uranu w Afryce. Prezydent
Bush powtarzał te bzdury, prowadząc USA na wojnę bez powodu. Teraz prawda
wychodzi na jaw.
JOCHEN BITTNER, THOMAS KLEINE-BROCKHOFF
30.10.2003
W maju 2002 roku Karen Kwiatkowski zajmuje swoje nowe biurko w Departamencie
Obrony. Nic nie wskazuje na to, że znalazła się w najbardziej tajemniczej
części Pentagonu. Zajmuje niewielki boks na uboczu, tuż obok lodówki, czwarte
piętro, siódmy korytarz, budynek D. Kwiatkowski staje się trybikiem w
potężnej machinie. 20 lat służyła w lotnictwie, ostatnio w stopniu
podpułkownika. Teraz jej miejscem pracy jest Wydział ds. Bliskiego Wschodu i
Azji Południowej. Przydzielono ją do Zespołu ds. Afryki Północnej. Pisze
analizy o sytuacji w różnych krajach dla szych Pentagonu. Ciekawe zajęcie.
W wielkim gabinecie szefa regularnie odbywają się zebrania pracowników
wydziału. Każdy zespół zdaje raport, tylko grupa ds. Iraku zawsze siedzi
cicho. - Dziwne - myśli Karen - właśnie teraz, kiedy Irak jest tak ważny.
Latem następuje ożywienie. Grupa ds. Iraku powiększa się do 20 osób, a w
sierpniu szef oznajmia, że od tej chwili będzie się nazywać Office of Special
Plans (Biuro Zadań Specjalnych). Nazwa i zakres obowiązków są ściśle tajne.
Dla Kwiatkowski sprawa staje się jasna. Wojna wisi w powietrzu i niezbędna
jest odrobina konspiracji. Jednak koledzy ze Special Plans zachowują się
dziwacznie. W rozmowach wyrażają się nonszalancko o CIA, a nawet o DIA
(wywiadzie wojskowym). Nie uczestniczą w spotkaniach towarzyskich. O
Departamencie Obrony mówią z lekceważeniem. Kiedy ktoś stwierdza, że nie może
oddać jakiegoś dokumentu, bo czeka na komentarz z góry, pracownik Special
Plans odpowiada: Co znowu, wcale nie potrzebujemy tutaj tych z Departamentu
Obrony. Poradzimy sobie sami.
Zgodna prawicowa rodzinka
W Karen Kwiatkowski narasta ciekawość. Siada więc przy komputerze i szuka w
internecie informacji na temat swojego szefa. To William Luti, były doradca
wiceprezydenta Dicka Cheneya i zwolennik neokonserwatyzmu. Potem sprawdza
pozostałych kolegów. Za każdym razem trafia na związki danej osoby z
neokonserwatystami. Dochodzi więc do wniosku, że "wszyscy oni tworzą
szczęśliwą ideologiczną rodzinkę". Jej pracodawca Donald Rumsfeld też do niej
należy.
We wrześniu Special Plans niespodziewanie ingeruje w obowiązki pani
podpułkownik. Ma ona zaprzestać samodzielnego pisania na temat Iraku.
Tradycyjne tajne służby zostają wykluczone z codziennych działań
operacyjnych, które od tej chwili przechodzą pod kontrolę ludzi ze Special
Plans. Kwiatkowski dostaje gotowe frazy dotyczące Iraku. Ma je wprowadzać do
swoich raportów bez jakichkolwiek zmian: "Saddam Husajn wspiera przygotowania
terrorystów z Al-Kaidy. Saddam Husajn próbuje zdobyć uran w Afryce. Tajne
służby Saddama Husajna miały kontakt z zamachowcami z 11 września. Saddam
Husajn współpracuje z Osamą ben Ladenem". - To już nie były informacje, tylko
propaganda.
Kwiatkowski orientuje się, że to, co produkuje jej wydział, dociera
bezpośrednio do prezydenta Busha, omijając rzekomo powolną CIA i miłujący
pokój Departament Stanu.
Domaga się ona wyjaśnień od jednego z kolegów ze Special Plans: Niech mi pan
powie, kto właściwie opowiada prezydentowi te wszystkie bzdety? Na co ten
odpowiada: Źle to pani interpretuje. Dysponujemy źródłami, do których pani
nie ma dostępu. Dopiero po obaleniu Saddama przekona się pani, że mieliśmy
rację.
Szaleńcy i metoda
W wieku 42 lat Karen Kwiatkowski zaczyna nowe życie. Opowiada swoją historię,
siedząc w kuchni domu na farmie w dolinie Shenandoah w stanie Wirginia, gdzie
mieszka z mężem i czwórką dzieci, ma trzy konie i 15 krów. Dlaczego
zdecydowała się mówić o tym publicznie? Nie dlatego, że po 20 latach służby w
wojsku stała się nagle pacyfistką. I nie dlatego, że jako zwolenniczka lewicy
występuje przeciwko George'owi Bushowi. Przeciwnie - uważa się za
konserwatystkę. Chce natomiast, żeby ludzie zrozumieli, jak krucha staje się
demokracja, kiedy mała grupa zdominuje otwarte społeczeństwo.
Karen Kwiatkowski jest pierwszym oficerem z Pentagonu, który znalazł w sobie
odwagę, by publicznie uderzyć na alarm. Przełożeni nie lubią takich ludzi, za
to amerykańskie społeczeństwo ich uwielbia. Symbolizują bowiem siłę
demokracji i wolę samooczyszczenia. Liczba tych, którzy decydują się
opowiedzieć, co przed wybuchem wojny działo się w korytarzach władzy, rośnie
z każdym dniem. Są to urzędnicy ministerialni i agenci służb specjalnych. Z
ich opowiadań wyłania się obraz metod, jakimi twardogłowi politycy starali
się przeforsować swój plan wojenny.
Historia Office of Special Plans zaczyna się 11 września 2001 roku. Kilka
godzin po atakach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton sekretarz obrony
Donald Rumsfeld wydaje brzemienne w skutki polecenie. Żąda dowodów na
istnienie powiązań między Osamą ben Ladenem a Saddamem Husajnem. Od pierwszej
chwili wydaje się przekonany, że to właśnie iracki dyktator stoi za krwawymi
zamachami. Ta hipoteza staje się zarzewiem wszystkich kolejnych dramatów.
Rumsfeld nie zleca jednak inwigilacji służbom specjalnym. Na akcję wysyła
zaufanego jastrzębia, który wraca niebawem z oczekiwanym wynikiem: Saddam
rzeczywiście ma powiązania z siatką terrorystów. Wywiad przeprowadza wnikliwą
analizę raportu - i odrzuca go jako niewiarygodny. Tyle że Rumsfeld się nie
zniechęca. Taki obrót sprawy utwierdza go tylko w negatywnej opinii o
służbach specjalnych. Zwłaszcza CIA wydaje się jastrzębiom bandą mięczaków. W
swoich publikacjach narzekają na "ciągłe niedoinformowanie"
aparatu, "obstrukcję" poleceń składanych przez polityków prawicy i - to nie
żart - "ciasny realizm" agentów. - Cały ten kram to tępa biurokracja,
dławiąca każdy przejaw fantazji - skarży się Reuel Marc Gerecht, były agent,
który pracuje obecnie w American Enterprise Institute (Amerykańskim
Instytucie Przedsiębiorczości), uchodzącym za "trust mózgów"
neokonserwatystów. Ich awangarda chce się odsunąć od "mordowni CIA"
(określenie Gerechta) - poprzez utworzenie małej i elastycznej grupy
dochodzeniowej. W rezultacie w wewnętrznym dokumencie Office of Special Plans
pojawia się notatka z uwagą, że rządowi specjaliści od terroryzmu "są
uprzedzeni". Dlatego pracownicy Special Plans chcą dostawać wszystkie analizy
CIA. Szukają w nich strzępków informacji, które zignorowali ogarnięci
pacyfistycznym szałem analitycy z CIA.
Judith Yaphe obserwuje pracę wydziału do zadań specjalnych z pewnego
oddalenia - za to z rosnącą konsternacją. Jej zwierzchnikiem jest Donald
Rumsfeld, miejscem pracy National Defense University, położony na wprost
Departamentu Obrony, na przeciwległym brzegu Potomacu, gdzie pani profesor
przygotowuje analizy strategiczne dla Pentagonu. W każdym razie teoretycznie,
bo nie wiadomo, czy władze departamentu w ogóle brały pod uwagę jej
ekspertyzy. Dziś Yaphe raczej w to wątpi. - Mają własnych specjalistów -
stwierdza cierpko. Przyczyną lekceważenia nie może być brak kompetencji, bo
jest ona specjalistką w kwestiach irackich. Przepracowała 24 lata w CIA,
głównie w wydziale ds. Iraku. Przed wojną należała do tych, którzy ostrzegali
przed konfliktem zbrojnym.
Wojna żółtodziobów
O tym, w jaki sposób Special Plans weryfikowało "wątpliwe źródła", Yaphe
dowiedziała się dzięki swoim kontaktom w aparacie. Domniemane powiązania
zamachowców z 11 września z irackimi służbami specjalnymi, rzekomy obóz
treningowy Al-Kaidy na południe od Bagdadu albo zakup uranu w Afryce:
Wszystko to bujda i w kręg