Poszła baba do fryzjera... :(

07.06.05, 20:58
Szarpnęłam się na kolor w dosyć drogim salonie, licząc, że to zapewni mi
jakość usługi, a rezultat jest opłakany. Nie tego oczekiwałam. Na głowie mam
coś zupełnie innego, niz tłumaczyłam fryzjerce. Przed wejściem miałam na
głowie ładny, złoty blond, tylko trochę wypłowiały na końcach, no i prosiłam o
wyrównanie kolorów. A wyszłam z całą masą siwych pasemek, co w rezultacie
wygląda tak, jakbym włożyła głowę do komina sad
Poszłam następnego dnia z reklamacją (pierwszy raz w życiu u fryzjera) i jest
trochę lepiej, ale co usłyszałam: "ale to się pani zmyje po kilku myciach!" -
to reakcja na ciemne pasma. Pani w ramach reklamacji zlikwidowała mi na czubku
głowy te pasma, ale z tyłu i owszem - są smile Zastanawiam się - za co zapłaciłam
sporo kasy? Za kiepski efekt? za szybkie zmycie? Czy jeszcze raz iść z
reklamacją? Przyznaję, że już mi sie nie chce, i nie chce mi sie tez czekać na
zmycie. Pewnie skończę u kolejnego "mistrza" sad
Najwyraźniej mam pecha do fryzjerów. Tym razem postawiłam na dobrą firmę, a
tak naprawde nie dałabym złamanego grosza za to, co mam na "mojej biednej
głowie"...

Mam pytanie: co robicie, żeby mieć dokładnie to na głowie, co chcecie?
Kontrolujecie wszystko aż do przesady? Straszycie reklamacjami jeszcze przed
wykonaniem? No nie wiem...
    • kalina_p Re: Poszła baba do fryzjera... :( 07.06.05, 21:05
      Kupuje farbe i sama nakladam.
      Pretensje moge miec potem do siebiewink))
    • tynka11 Re: Poszła baba do fryzjera... :( 07.06.05, 21:05
      hmmmm ja robię całkieminaczej!!! Zazwyczaj nie mam pojecia co mam zrobić albo
      mam blade pojęcie! mam znajoma fryzjerke 9 tez w jakims ponoc rewelacyjnym
      salonie) do której dzwonie i mowie : chce cos ekstra ale nie wiem co......!!! a
      potem jak przyjeżdza to słyszy: rób co chcesz tylko zebym np mogła jeszcze
      spiąć 9przy dziecku praktycznie czasem) i ona robi !! tzn w trakcie cos tam
      podpowiem zmienie troche jej wizje! i zawsze jestem zadowolona!!! czasem
      krzycze tylko nie tak krótko a potem dochodze do wniosku ze trezba jednak
      krótko było....!!!
      ale zanim trafiłam na TĄ fryzjerke wychodziłam notorycznie niezadowolona, bo
      zawsze miałam nie to co chciałam na głowie!!!zmieniłam taktykę i jest ok!!!
      ale zdaje sobie sprawe ze nie każda fryzjerka ma taki dryg jak ta moja!!!! big_grin
      • malwina18 Re: Poszła baba do fryzjera... :( 08.06.05, 15:45
        A możesz podać namiary na tę fryzjerkę??? dzięki z góry
    • karakalka Re: Poszła baba do fryzjera... :( 07.06.05, 21:34
      Mam tą samą fryzjerkę od kilku lat i ona doskonale wie o co mi chodzi, i wie
      jak mnie obcinać czy farbować. Jeszcze nigdy nie wyszłam od niej zawiedziona. A
      co najważniejsze- nie jest u niej drogo. Tak więc po co przepłacać i jeszcze
      być niezadowoloną z efektu, skoro można iść do zaufanej fryzjerki? Ja chyba
      nigdy nie skuszę się na wizytę w nieznanym i niesprawdzonym salonie. Bałabym
      się co będę miala na głowie po wyjściu.
      • 76kitka Re: Poszła baba do fryzjera... :( 07.06.05, 21:56
        ja chodzę do tego samego od kilku lat, po ostatniej wizycie myślę o zmianie. W domu dopiero zauważyłam, że część włosów mam w paskudnym żółtym kolorze, a fryzura zupełnie sie nie układa, coś chyba miałam gorszy dzień.
        • jomamma Re: Poszła baba do fryzjera... :( 07.06.05, 22:07
          Hm..., no niespecjalnie zawsze mozna myslec o stałym fryzjerze, kiedy człowiek
          przeprowadzał się ostatnio 4 razy.. smile, z czego raz do innego miasta. Ale fakt,
          to jest sposób. Z tym, że jak taka stała fryzjerka coś zrobi nie tak, to az
          głupio jej zwrócic uwagę, no bo to znajoma...
          Mi raczej chodziło o sposób zawierania umowy na wykonanie usługi - że się tak
          wyrażę pseudofachowo wink)) Często mi sie na przykład zdarzało, że zanim o
          czymkolwiek mogłam porozmawiac z fryzjerką, to juz mnie ciągnięto do mycia
          głowy, a potem "na mokro" tłumaczyłam, co ze względów oczywistych udac się nie
          mogło, bo mam dosyc specyficznie ukłafdające się włosy. Itd...
    • anek.anek Re: Poszła baba do fryzjera... :( 07.06.05, 23:41
      Oj, trafiłaś w mój aktualny temat. fryzjerzy...
      Chodziłam przez wiele lat do jednego. dawno u niego nie byłam -bo hodowałam,
      hodowałam i wyhodowałam takie prawie do pasasmileNo to poszłam, żeby zrobił "coś"
      fajnego. Skrócił, wycieniował itd.
      No i wycieniowałsad(A raczej przerzedził. Mam bardzo dużo włosów na głowie i
      grubych, więc czasem fryzjerzy faktycznie je przerzedzają (czyli tak naprawdę
      wybiórczo wycinają gdzie popadniesmile - bo przy mojej drobnej postrzurze
      rozpuszczone wyglądają zbyt ciężo, ale ten przesadził. Dopiero jak zobaczyłam w
      lustrze otwartą ze zdziwienia buzię praktykantki, która stała i
      podpatrywała "mistrza" to się zorientowałam, że coś jest nie tak. Skończyło się
      na tym, że po godzinie wróciłam i kazałam się obiąć na jeżyka - to była jedyna
      fryzura, która mogła uratować moją głowę przed obśmianiem na ulicysad(
      A teraz będę hodować następne dw latasad(
    • edytkus Re: Poszła baba do fryzjera... :( 08.06.05, 04:57
      jomamma napisała:

      > Mam pytanie: co robicie, żeby mieć dokładnie to na głowie, co chcecie?


      dokladnie to sie nie da bo nie kazda fryzura nadaje sie na dany wlos. Ja tez dlugo szukalam i na wielu
      fotealch siedzialam az w koncu znalazlam i od paru lat chodze do tego samego zakladu. Przewaznie
      do tej samej fryzjerki ale innych tez przetestowalam i bylam zadowolona smile) Owocnych poszukiwan
      zycze smile
    • amb25 Re: Poszła baba do fryzjera... :( 08.06.05, 09:14
      och tez to zna. Wizyta u Fryzjera to zawsze ryzyko.
      Ale kiedys po paru latach poszukiwań udało mi się trafić na dobra Frryzjerkę.
      Byłam jej wierna jak rzadko.
      Przeprowadziłam się do innego miasta i do niej trochę daleko. Znowu szukam.
      Spotkałam dziewczynę, która zawsze świetnie wygląda (blondynka) i gdyby mi nie
      powiedziała, że farbowana to w życiu bym nie poznała. Więc umówiłam się z nią,
      że jak będe chciała to zparowadzi mnie do tej fryzjerki.
      A moje refleksje są takie, że nie ważny jest salon, drogi czy tani ale ludzie
      któzy w nim pracują. Wcale nie jest prawdą, że w drogich salonach pracują lepsi
      fachowcy, bo często jest wprost odwrotnie i często potrafią doskonale zepsuć to
      co jeszcze ma się na głowie. jak zalezy mi na fryzurze a nie znam Fryzjerki to
      najpierw z nią rozmawiam, zanim sobie coś pozwolę zrobić. Wypytuję o wszystko ,
      prawie dosłowine. No i zdaję się na intuicję. Zuważyłam, że znacznie lepsze są
      te Panie które są inteligentne, ani za młode ani za stare (najlepiej takie ok.
      30) które same mają ładna fryzurke, które się jeszcze czegoś dodatkowo uczą
      (np. języków, studiują wieczorowo coś - tak dla przyjemności - sa takie!) no i
      które oprócz fryzjerstwa interesują się i mają pokończome kursy wizażu,
      stylizacji itp.
    • kosheen4 Re: Poszła baba do fryzjera... :( 08.06.05, 11:34
      jomamma napisała:


      > Mam pytanie: co robicie, żeby mieć dokładnie to na głowie, co chcecie?


      nie pozwalam szaleć fryzjerce. przychodzę, rzucam: podciąć zniszczone końcówki,
      jak najoszczędniej, nic nie zmieniać. żadnych szaleństw, cieniowania,
      farbowania, balejażów. jedyny luksus wink na jaki sobie pozwalam to umycie głowy.
      nie modelować, nie żelowac, nie piankować. pani podcina, rozczesuje, suszy, ja z
      miłym uśmiechem dziękuję, płacę, a kiedy znikam z pola widzenia, błyskawicznie
      spinam włosy i idę do domu. i wszyscy są zadowoleni wink

      a, salonom z górnej półki nie wierzę. zwłaszcza po tym, kiedy zobaczyłam znajomą
      wystrzyżoną za sto złotych. zdaje się, że miało być wizjonersko i nowocześnie.
      mi się jednoznacznie skojarzyło z kosiarką, która przejechała jej po potylicy.
      chadzam do osiedlowych pań za 20 złotych.
      jako młode dziewczę wink farbowałam, byłam czarna, czerwona, jasny blond
      (najlepiej wyglądał po dniu spędzonym w palącym słońcu - wyblakł do białego smile),
      ciemny blond, czekolada, szatyn jakiśtam - ranyboskie, tyle tego było!!!
      teraz spokojnie czekam siwizny z naturalną myszą na głowie.

      największą tragedią byłoby dla mnie pozbawienie włosów. chociaż cieniutkie, są
      już długie. kolana mi miękną na myśl, że mam spore prawdopodobieństwo zachorować
      na którąś z odmian nowotworu. chemia? maszynka w dłoń i wszystkie od razu. ale
      co ja tu z takim tematem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja