jomamma
07.06.05, 20:58
Szarpnęłam się na kolor w dosyć drogim salonie, licząc, że to zapewni mi
jakość usługi, a rezultat jest opłakany. Nie tego oczekiwałam. Na głowie mam
coś zupełnie innego, niz tłumaczyłam fryzjerce. Przed wejściem miałam na
głowie ładny, złoty blond, tylko trochę wypłowiały na końcach, no i prosiłam o
wyrównanie kolorów. A wyszłam z całą masą siwych pasemek, co w rezultacie
wygląda tak, jakbym włożyła głowę do komina
Poszłam następnego dnia z reklamacją (pierwszy raz w życiu u fryzjera) i jest
trochę lepiej, ale co usłyszałam: "ale to się pani zmyje po kilku myciach!" -
to reakcja na ciemne pasma. Pani w ramach reklamacji zlikwidowała mi na czubku
głowy te pasma, ale z tyłu i owszem - są

Zastanawiam się - za co zapłaciłam
sporo kasy? Za kiepski efekt? za szybkie zmycie? Czy jeszcze raz iść z
reklamacją? Przyznaję, że już mi sie nie chce, i nie chce mi sie tez czekać na
zmycie. Pewnie skończę u kolejnego "mistrza"

Najwyraźniej mam pecha do fryzjerów. Tym razem postawiłam na dobrą firmę, a
tak naprawde nie dałabym złamanego grosza za to, co mam na "mojej biednej
głowie"...
Mam pytanie: co robicie, żeby mieć dokładnie to na głowie, co chcecie?
Kontrolujecie wszystko aż do przesady? Straszycie reklamacjami jeszcze przed
wykonaniem? No nie wiem...