Gość edziecko: 121277
IP: *.*
06.01.03, 23:04
Dzień 1.Rano o 6.00 synek domaga się jeść, wstajemy. Zjeść ?śniadanie? teraz czy później. Do 14 nie wytrzymam o samej kawie. Szklanka wody, zabawy z synkiem i wspólna drzemka. Pobudka o 10.00, synek zajada zupkę, a ja piję kawę ? gorzką ? brr, lubię, ale białą i słodką jak cukierek. Na obiad szpinak, 2 jajka na twardo i pomidor. Szpinak...z jakimiś dodatkami kupiłam...egzekucja odroczona, mąż przywiezie po południu zielone paskudztwo, więc zamieniam posiłki. Tłukę schaboszczaka, podsmażam na łyżeczce oliwy...chyba wolno...ciut pieprzu i jarzynki...głodna jak wilk drę sałatę na kawałki...ponad pół główki, dobra...wyciskam połówkę cytryny, dodaję łyżkę oleju...kotlet w folii aluminiowej do piekarnika...Trochę zmalał w tym pieczeniu, ale niezły...sałata kwaśna, ale przez to nie czuć że gorzka. Mówię sobie, nie narzekaj, wieczorem szpinak to pomarudzisz. Zagryzam mięsem sałatę...za dużo zrobiłam, ale trzeba czymś oszukać żołądek... Gotuję jajka na wieczór. Szpinak po rozpuszczeniu ma błotowaty wygląd...to się soli? Odgrzewam w garnku, żeby się zagotowało...może na ciepło lepszy...chyba się soli trochę...na pół paczki to taka większa szczypta. No dobrze, mam być szczupła to się poświęcę...jajko na kawałki, pomidor też...odrobina jarzynki...żeby nie sama sól była...Ta dieta jest chyba po to, żeby potem przez lata zastanawiać się nad każdym zjedzonym ciastkiem...szpinak o mały włos a nie dałby się zjeść... i tak musiałam jeszcze dosolić. W przepisie nie ma słowa o przyprawach, ilości szpinaku, sposobie przyrządzania. Będę silna...jeszcze tylko trzy razy...ale czułam go w żołądku jeszcze kilka godzin. Wieczorem jak zwykle usiadłam w fotelu z książką...i...zjadłabym coś...zawsze podjadałam jakieś słodycze...Będę silna. Zawsze mówili, że po porodzie to moja siostra będzie gruba, bo ma figurę po mamie. A ona świetnie się trzyma, mąż ? rehabilitant codziennie z nią ćwiczy. No i mało je bo karmi, a jej dziecko ma alergię na prawie wszystko. Mnie się nie udało, a potem babcia przyjechała i w 2 miesiące ?pomogła mi?, żebym miała siłę na wychowywanie dziecka...i teraz to pomaganie muszę zajadać szpinakiem. Kiedyś ważyłam nawet 54 kg...przed ciążą już 60, a teraz 73. Ale trudno...za grzeszki łakomstwa trzeba pokutować. Dam radę, jutro będzie łatwiej, nie ma szpinaku.