Dodaj do ulubionych

kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie tak

12.10.11, 17:24
Witam, moj brat i bratowa kilka dni temu adoptowali dziecko. Na razie jest to adopcja tymczasowa. Zastanawia mnie dlaczego nikt z ośrodka adopcyjnego nie pytał mnie o zdanie w tej sprawie, na przykład o moj stosunek do dzieci, o to czy chcę byc krewna adoptowanego przez brata dziecka.
Osobiscie nie mam nic przeciwko temu, żeby brat adoptował dziecko, ale ja nie chcę byc krewną tego dziecka. Nie chcę, żeby po mnie dziedziczyło i nie chcę miec obowiązku zajmowania się dzieckiem w przypadku smierci lub choroby brata.
Niestety w tej sprawie nikt nie zapytal mnie o zdanie. Rodzice zamykali temat słowami to sprawa brata. Brat nigdy nie chcial rozmawiac ze mna na ten temat, odpowiadał, że to nie moja sprawa.
O tym, że to prawdopodobnie adopcja całkowita dowiedziałam się kilka dni temu. Biologiczna matka zrzekła sie praw do dziecka. Decyzja sądu zapadła przedwczoraj i brat z bratową odebrali dziecko z ośrodka.
Super, że się cieszą, ale może ktos może mi podpowiedziec co mogę zrobic, żeby prawnie nie byc krewną dziecka. Może ktos miał podobne doświadczenia.
Proszę o sensowne porady, a nie komentarze, że jestem bez serca, bo tego już sie nasłuchałam.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 12.10.11, 18:37
      I bardzo słusznie. Nie jest Twoja sprawą, co robi Twój brat, nie musisz wyrazać zgody na adopcję, podobnie jak nie będzie Cię nikt pytał, czy brat ma prawo począć dziecko z wlasną żona. Nie chcesz być krewną tego dziecka? Ok, zerwij stosunki z bratem, na pewno nikt wtedy nie obciązy Cię wychowaniem tego dziecka w razie jakiejś katastrofy.
      Radze emigrację bez podania adresu. I faktycznie, jesteś bez serca, jesli powiesz rodzicom dziecka o swoich uczuciach zareczam, ze sami zrobią wszystko, abyś miała z nim minimum kontaktu i za zadną cenę nie uczestniczyła w jego wychowaniu niezaleznie od okoliczności.
        • verdana Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 12.10.11, 21:59
          A czego sie spodziewałas? O ile nie jesteś trollem, to powiem Ci cos.
          Nic, absolutnie nic nie możesz zrobić. Pełna adopcja oznacza, że twój brat ma dziecko. Takie same jak rodzone. Prawnie niczym się to nie różni, więc tak, w razie czego masz obowiązek płacenia alimentów, niezaleznie czy Ci się to podoba, czy nie.
          Powiedz bratu, co myslisz, sadzę, ze to wystarczy, abys więcej nie musiała jednak miec z tym dzieckiem kontaktu. A w razie czego, jak brat i bratowa umra, to mozesz oddać ich ukochane dziecko do DD, o czym tylko powinnas lojalnie uprzedzić.
          • findopindo Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 12.10.11, 23:33
            Myślałam, że może jest jakis kruczek prawny, żebym nie była krewną. Nie chodzi mi o to, żeby nie miec z dzieckiem kontaktu, tylko o to by nie byc jego krewną w sensie prawnym. Własnie po to, żeby w razie czego nie byc zmuszoną do opieki nad dzieckiem lub płacenia na nie. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest oczywiście nieduże, ale nigdy nic nie wiadomo...
            Zadziwiające jest, że nie miałam w tej sprawie nic do powiedzenia i nikt z opiekunów społecznych nie zainteresował się jaki jest stosunek najbliższej rodziny do adoptowanego dziecka.
      • milka1951 Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 12.10.11, 23:45
        Trzeba było brata ubezwłasnowolnić!

        W OAO pytają, co o adopcji mysli rodzina, ale ta rodzina nie ma nic do gadania. Wątpię, czy Tobie sąd powierzyłby to dziecko w razie nieszczęścia. Czy może brat ma jakiś majątek, którego już rodzeństwo nie będzie dziedziczyć? To mógłby byc zrozumiały powód Twojej złości.
        • annakate Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 13.10.11, 00:35
          Jestem prawie przekonana, ze gdyby pojawił się u Ciebie ktoś z ośrodka adopcyjnego, to podniosłabyś straszliwy jazgot czego od Ciebie chca i dlaczego sie wtrącają.
          Napisz testament, dziecka brata w razie jego śmierci lub choroby nikt Ci nie powierzy w braku inicjatywy z twojej strony. I modl sie o dobre zdrowie a potem naglą smierć, żeby sie nie okazało, że jednak potrzebujesz jakiegoś wsparcia od bliskich.
          • milka1951 Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 13.10.11, 12:26
            Findopindo, dla mnie dziwaczne wydaje się, że chcesz decydować o życiu brata i że tak bardzo boisz się jego rychłej śmierci. Straszna z Ciebie pesymistka.

            Ja mam czworo rodzeństwa i wszyscy razem z nami oczekiwali na pojawienie się dziecka adopcyjnego. Niedawno po kilkunastu od adopcji latach brat powiedział, ze nawet nie pamięta, że nasza córka nie jest rodzona.

            Cóz jeśli tak bardzo nie możesz sie pogodzić z tą sytuacją, to musisz się od brata odseparowć, ustanowić bariery prawne, bo on musi opiekować się dzieckiem i raczej będzie wolał spotykać osoby, które to dziecko akceptują.

            Co prawda byłam przekonana, że obowiązek alimentacyjny nie rozszerza się na siostrzeńców, ale może się mylę.
    • felicja222 Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 13.10.11, 19:38
      A ja mam chyba dobre dla Ciebie wiadomości. Gdyby był obowiązek zajmowania się dziećmi krewnych, to nie byłoby dzieci w domach dziecka i w niespokrewnionych rodzinach zastępczych. Śpij spokojnie. W razie czego dziecko Twojego brata trafi do innych krewnych lub do domu dziecka (sądy biorą pod uwagę dobro dziecka, więc również nastawienie ludzi, do których dziecko ma trafić). No i w razie czego Twoje dziecko też trafi do domu dziecka.... Twojego brata pewnie też nikt nie przymusi do opieki nad nim... Chyba że przed zajściem w ciążę zapytasz się brata, czy chce mieć siostrzeńca / siostrzenicę i uwzględnisz jego wolę....
    • phoebe10 Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 13.10.11, 20:44
      Jeśli nie masz bliższej rodziny (mąż, dzieci) to swoje interesy przed tym dzieckiem możesz zabezpieczyć testamentem. Jeśli masz, to właśnie mąż i dzieci dziedziczą po Tobie. Obowiązku alimentacyjnego wobec dziecka brata nie masz i miała nie będziesz. Obowiązku opieki nad dzieckiem brata (w razie braku możliwości sprawowania opieki przez brata i bratową rzecz jasna) również nie masz, więc żaden sąd Cię do tego nie zmusi. To tyle z formalności.

      Mam nadzieję, jednak, że ta Twoja chęć wspierania brata i jego rodziny, wróci do Ciebie.... Ze zdwojoną siłą!
    • kamelia04.08.2007 Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 14.10.11, 15:18
      obowiązków alimentacyjnych wzgledem tego dziecka nigdy miec nie bedziesz.

      Co do dziedziczenia, to najlepiej sporzadx testament, a jesli cie szlag wczesniej trafi, to wiedz, ze to dziecko jest na szarym końcu w dziedziczeniu ustawowym.
      Podejrzewam tez, że gdy przypadkiem odkryje twoje intencje, to bedzie sie brzydzic twoimi dobrami doczesnymi.

      Dalsze komentarze sobie daruje, nawet ten, że bez serca, forumowiczki powyżej juz napisały co trzeba.
          • findopindo Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 14.10.11, 18:16
            tak, ale dzięki wpisom cudownych szlachetnych forumowiczek - kobiet o wielkich sercach dostrzegłam swoje mentalne ograniczenia, głęboko w duszy zakorzeniony egoizm i mam jeszcze szanse cos z tym zrobic...przeciez nigdy nie jest za późno, żeby stac sie lepszym człowiekiem.

            Pewnie też kiedys zostanę matka i wychowam swoje dzieci tak aby kochały rodzine i pomagały jej w potrzebie. Nie tylko rodzinę trzeba kochac i szanowac, ale jak nauczał Jezus każdego człowieka, nawet bezdomnego i głodnego, chorego, niepełnosprawnego. Także zwierzęta, one też czekają na adopcję i pragna byc kochane, przytulane i nawet im na myśl nie przyjdzie pozbawic kogoś majątku.

            Jestem głęboko przekonana, że każda z Was chętnie zapisze mi w spadku dorobek swojego życia i pomoże mi w potrzebie, bo po waszych wpisach widac, że jesteście dobre, kochające i szlachetne kobiety.

            Dużo, dużo zrozumiałam czytając wasze wpisy. Teraz wreszcie widzę jaka jestem podła i że nie mam serca.
              • findopindo Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 14.10.11, 23:27
                żeby was pocieszyc, że jeszcze nie jestem taka najbardziej zepsuta opowiem wam o przypadku mojego dalekiego znajomego:
                jego kolega ma żonę, która jest bezpłodna (ale dzięki mężowi i jego rodzinie bardzo zamozna). Jej mąż ma siostrę, której bratowa nigdy nie darzyła sympatia, a w momencie kiedy okazało się, że sama nie może miec dzieci znienawidziła szwagierkę do tego stopnia, że postanowiła adoptowac dzieci tylko po to, żeby w przyszłości jej majątku nie odziedziczyła siostra męża albo jej dzieci. Oczywiście siostra męża tej kobiety nie ma jak dotąd dzieci i nie jest nawet w połowie tak bogata jak jej brat z bratową. Co więcej nie pracuje, jest poważnie chora, ma sporo osobistych problemów. Po rozpadzie jej związku z facetem brat z bratową zatruwali jej życie odmawiając pomocy, wmawiając psychiczne problemy, odizolowując ja od wspólnych znajomych. Bratowa bardzo się obawiała tego, że szwagierka może poznac kogos i założyc rodzine oraz urodzic naturalne dzieci, a ona sama nie może. Efektem tego jest, że szwagierka tej babki ma głęboka depresję, żyje z jakiejs zapomogi, kupuje ubrania w szmateksach, bezskutecznie szuka pracy. Bratowa z mężem maja dwa samochody i trzy mieszkania i adoptowali dziecko. Okazuje się, że adopcja dziecka może byc powodowana niekoniecznie miłościa, czy nawet samą bezplodnościa, ale zwykła zawiścia i zazdrościa. Nie znam osobiście tych ludzi, moj daleki znajomy zna tego faceta i jego żonę oraz spotkał siostre chłopaka kilka razy. Kiedy opowiadał mi te historie byłam w takim szoku, że na wieśc o tym, że brat adoptował dziecko zaczęłam się zastanawiac czy moze mnie tez nie spotka cos takiego ze strony jego nowej rodziny.
                Stad własnie jest mój post, bo choc nie jestem w takiej sytuacji jak tamta kobieta, ale jednak przezorny zawsze zabezpieczony...
                • milka1951 Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 15.10.11, 00:00
                  Może zauważyłaś, że na tym forum nikt nie chce litować się nad siostra (zamożną lub nie). Siostra może sama się dorabiać i nie czyhać na majątek brata, który przecież mógłby na złość siostrze zapisać np. na schronisko dla zwierząt. To tylko nieświadoma i zapatrzona w siebie osoba może uważąć, że ktoś chciałby tak głęboko angażować swój czas i uczucia po to, żeby komuś zrobić na złość. Mnie irytujeto to, że rodzina chciałaby komuś uniemozliwić adopcję,ze względu na swoje wyrachowania.
                      • felicja222 Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 16.10.11, 08:14
                        Ale pokrętne są Twoje rozważania. Trzeba mieć poważne zaburzenia, żeby obawiać się dziedziczenia schorowanej, depresyjnej szwagierki! Nie wierzę w taką motywację adopcji. Jakiś czas temu w telewizji podawano ile kosztuje (materialnie wychowanie dziecka) i było to coś koło 200 tys. zł. Hmmm, to znaczy, że ludzie bogaci z obawy, że schorowana, depresyjna szwagierka (która najprawdopodobniej jest znacznie bliższa śmierci niż oni) może przejąć ich majątek, adoptują dziecko, które:
                        1. pochłonie dużo ich kasy
                        2. będzie sprawiało pewnie dodatkowe problemy (chociażby przez świadomość bycia adoptowanym i np. chęć znalezienia rodziny biologicznej)
                        3. nie wiadomo jakie choroby odziedziczyło po swoich rodzicach biologicznych
                        4. nie wiadomo jakie możliwości i ograniczenia odziedziczyło po swoich rodzicach
                        5. nie wiadomo, czy nie ma/nie będzie mieć rodzeństwa biologicznego i czy nie będzie chciało mieć z nimi kontaktu (a co jeśli oni będą jakąś patologią?)
                        6. Dodatkowo przeszli męki na kursie adopcyjnym musząc lawirować, żeby ich motywacja brzmiała prawdopodobnie (nie dostaliby dziecka, gdyby mówili, że jest ono brane "komuś na złość")
                        7. Musieli sfałszować (?!) testy psychologiczne, żeby się nie wydało, że mają psychopatyczne osobowości
                        8.......

                        I naprawdę nadal myślisz, że kierowali się złością, zawiścią, chęcią pogrążenia siostry/szwagierki??? A może po prostu ze względu na niemożność posiadania biologicznych dzieci zdecydowali się na inny rodzaj rodzicielstwa? Nie znasz tych ludzi i nie znasz ich motywów, a to co napisałaś brzmi co najmniej dziwacznie, żeby nie napisać absurdalnie i nielogicznie. A może to ta szwagierka, czując się pępkiem świata i sądząc, że wszystko ma źródło w jej biednej umęczonej osobie, rozsiewa takie plotki?
                        • findopindo Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 16.10.11, 08:47
                          Nie wiem, trudno powiedziec, bo ja nie znam tych ludzi, wiesz jak to jest kiedy się słyszy historie od kogoś trzeciego. Mój znajomy nie jest kolega szwagierki tylko brata i bratowej, wiec raczej nie zna opinii szwagierki, ale ja nie wiem jak to jest.
                          Z drugiej strony ludzie działający pod wpływem strachu lub nienawiści robia różne głupie rzeczy.
                          Ludzie, którzy kiedys się kochali potrafia przy rozwodzie kłocic się o jakies drobiazgi typu kieliszki czy łyżeczki. Zdarza się w rodzinach, że rodzeństwo się nienawidzi i kłóci przy spadkach i tego typu rzeczach, albo nie odzywa do siebie latami.
                          Patologia jest wszędzie, nie tylko w tzw. patologicznych rodzinach.
    • fajka7 Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 21.10.11, 00:07
      "Zastanawia mnie dlaczego nikt z ośrodka adopcyjnego nie pyta
      > ł mnie o zdanie w tej sprawie, na przykład o moj stosunek do dzieci, o to czy c
      > hcę byc krewna adoptowanego przez brata dziecka."

      Dlatego, że rodziny się nie wybiera. Nie wybierasz sobie mamy, taty, siostry, brata, a tym bardziej brata dziecka. Dość logiczne, nie uważasz?
      Zabezpiecz swoją kasę, daj ludziom spokój i przestań się nakręcać jakimiś wymysłami o zajmowaniu się dziećmi brata, bo to science fiction - żaden sąd nie powierzyłby Ci dziecka po zapoznaniu się z tymi rewelacjami, które przedstawiasz.
    • luciola9 Re: kwalifikacja do adopcji, cos jest chyba nie t 21.10.11, 20:23
      Nie rozumiem pani, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji... jak można nie chcieć szczęścia własnego brata? Jakie macie relacje skoro wyraża pani taką opinię?
      Gdyby pani wiedziała jak boli bezpłodność zrozumiałaby pani sens adopcji i chęci stworzenia rodziny.
      Dziecko jest najpiękniejszym darem.... zranione jeszcze bardziej potrzebuje miłości i akceptacji bliskich.
      Moje rodzeństewo przyjęło moje dzieci z wielką radością -bo to są już nasze dzieci, które cieszą się,że mają ciocię i wujka oraz krewnych.
      One i tak już swoje przeżyły więc nie potrzeba im kolejnego odrzucenia, a jeśli nie chce pani z dzieckiem brata utrzymywaćć kontaktu, to pani strata. Jeśli brat pozna pani poglądy to sam sprawi aby jego dziecko nie miało styczności z taką osobą jak pani.
      Życie bywa przewrotne i nigdy nie wiadomo co nas czeka w przyszłości..


Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka