moje życie "po"

04.09.04, 17:49
Chciałabym tutaj po raz pierwszy napisać prawdę o sobie. Jestem zła. Bardzo
zła. Gdybym była dobra, nie zrobiłabym tego, co zrobiłam. Nigdy sobie tego
nie wybaczę. Nienawidzę siebie. Nienawidze swojego życia, które jest na tyle
beznadziejne, że nie zagłębiam się w przyszłość, nie mam planów, żyję z dnia
na dzień, nie martwiąc się o to, co będzie... Jedna wielka pustka i nicość...
Zabiłam dwoje swoich dzieci.
Potem dwa razy poroniłam.
Urodziłam, także dwoje, dzieci.
Nie mam warunków, aby je wychowywać. Nie ma ich przy mnie. Oddałam je do
adopcji.

Moje życie jest dla mnie karą za to, co zrobiłam...
    • baania Re: moje życie "po" 04.09.04, 20:30
      Nie mozemy zmienic tego, co juz sie stalo. Ale nasze zycie na tym sie nie konczy
      i wazne jest to co z nim zrobimy dalej. Odwagi ! Zycze Ci, bys znalazla osoby,
      ktore beda potrafily Ci pomoc.
      Serdecznie pozdrawiam,
      Ania
      • metempsychoza Re: moje życie "po" 05.09.04, 12:17
        Baaniu, moje życie już dawno się skończyło i nic ani nikt tego nie zmieni.
        Dziękuję za pozdrowienia. Odwagi nie mam i nigdy nie miałam.
    • kasialu Re: moje życie "po" 04.09.04, 21:44
      Ludzie robią w życiu rózne złe rzeczy, ale to nie jest takie straszne pod
      warunkiem, że potrafią się przed sobą do tego przyznać, zrobić rachunek
      sumienia i żałować. Nigdy nie jest za późno na to żeby odciać się od
      przeszłości i zacząć nowe, lepsze życie od początku.
      Życzę powidzenia, cierpliwości w poznawaniu prawdziwej siebie, bo przecież
      skoro napisałaś swoja historię to na pewno nie jesteś zła.
      • metempsychoza Re: moje życie "po" 05.09.04, 12:18
        Kasiulu, powiedz, co z tego, że będę żałować, że się przyznam? Przeciez to
        niczego nie zmieni. Nie można cofnąć czasu i zacząć całego zycia od nowa. Żeby
        móc zacząć wszystko od nowa potrzebne jest wsparcie osób bliskich, przyjaciół,
        rodziny. Ja tego nie mam. Nie z mojej winy. Więc – jak...? Pytam retorycznie...
        • baania Re: moje życie "po" 05.09.04, 14:08
          To ze sie przyznasz i zalujesz zmienia wszystko! Zycie tak latwo sie nie konczy.
          I wszystkie bledy mozna naprawic, moze nie w bezposredni sposob, ale robiac
          dobro wokol siebie, pomagajac innym itd. Odwaga i nadzieja sa dostepne dla
          kazdego. Czy probowalas znalezc jakiegos sensownego psychologa, ktory pomoglby
          Ci przezwyciezyc poczucie winy i obrocic je w cos konstruktywnego? Kiedy nie ma
          sie przyjaciol i rodziny wokol siebie, psycholog jest ta osoba, ktora moze nas
          podtrzymac. Glowa do gory. Skoro przyszlas na forum, by o tym rozmawiac, to
          znaczy, ze jest w Tobie wola do zycia. Idz dalej naprzod i zacznij szukac
          dobrego psychologa.
          Pozdrawiam,
          Ania
    • kasiapfk Re: moje życie "po" 05.09.04, 16:53
      A ja skupię się na ostatnim. Oddałaś do adopcji. Dzięki Twojej decyzji tych
      dwoje dzieci ma rodziny., Pełne rodziny. Dzieci mają dzieciństwo. Dzięki Twojej
      decyzji matki, takie jak ja, mogą cieszyć się macierzyństwem. I ZA TO ci
      dziękuję!
      Pamiętaj o tym. Wtedy, gdy będzie najgorzej jak moze być. Zawsze pamiętaj.
      • metempsychoza kasiapfk 06.09.04, 17:48
        Kasiu... Popłakałam się czytając twój wpis... Dziękuję Ci...
        Nie wiesz nawet, jak bardzo kocham moje dzieci. Codziennie o nich myślę.
        Cierpię nieprawdopodobnie, ale jednocześnie wiem, że nie było innej możliwości.
        Dlatego, ze tak bardzo je kocham, chciałam, aby miały szczęśliwe dzieciństwo,
        kochającą rodzinę i dobre życie. Ja nie mogłabym im tego dać.
        Kasiu, czy mogę zadać Ci kilka pytań?
        Odnoszę wrazenie, ze jesteś bardzo dobrym człowiekiem i wyjątkowo ciepłą osobą.
        Proszę, odpisz.
    • kasialu Re: moje życie "po" 06.09.04, 09:08
      Zgadzam sie z kasiapfk - zrobiłaś juz dużo dobrego - oddałaś dwoje dzieci do
      adopcji - nie zdecydowałaś się na początku ciąży, że nie urodzisz. Nosiłaś
      dzieci pod sercem, dałaś im życie, a później dałaś im nowe życie poprzez
      oddanie do adopcji.
      Zgadzam sie tez z Tobą, że teraz potzrebujesz dużo wsparcia rodziny, bliskich i
      przyjaciół. Może warto zawalczyć om to wsparcie! Zbliżyć się do udzi. Myślę, że
      Ty sie boisz otworzyć na ludzi bo boisz si potępienia.
      Mam nadzieje, ze spotkasz na swojej drodze ludzi którzy Cie nie odrzucą.
      Rozmowa z psychologiem byłaby wskazana. Musisz podbudować swoje EGO bo jesteś
      człowiekiem i czlowieczeństwo leży w Twojej naturze.
      Nie jesteś zła.
      • metempsychoza kasialu 06.09.04, 17:50
        Proszę, nie pocieszaj mnie... Nie mogę liczyć na niczyje wsparcie, bo nie mam
        nikogo. Żadnej rodziny, żadnych przyjaciół czy znajomych. Choć trudno w to
        uwierzyć, taka jest prawda. Moje życie jest udręką. Jest w nim jeden jasny
        punkt – moje dzieci, które wiem, że żyją i wiem, że są szczęśliwe. Bogu niech
        będą dzięki!
        Psycholog piszesz... po pierwsze nie potrafiłabym otworzyć się przed obcym
        człowiekiem, po wtóre zaś – nie mam na to funduszy.
        Dziękuję za ciepłe słowa. Bardzo.
        • kasialu Re: kasialu 06.09.04, 19:46
          Nie pocieszam Cię. Poprostu obiektywnie oceniam sytuację. Przestałam ludzi
          pocieszać po tym jak cierpiałam po stracie bardzo bliskich mi osób. Wokół mnie
          było wtedy mnóstwo życzliwych ludzi, którzy mnie nie pocieszali o dziwo ! Nie
          mówili, ze bedzie dobrze bo wiedzieli, że nie bedzie. Ja wtedy myślałam, ze
          umrę. Winiłam się za to co się stało, a wydarzyło się bardzo wiele.

          Wiem, że zrobiłaś w życiu źle i teoretycznie powinnam Cię potępić, ale nie
          widzę powodu. Ja walczę o moje dziecko już 2 lata i 8 m-cy. Wiem, ze
          naturalnych dzieci mieć nie bedę. Jestem na początku drogi adopcyjnej. Każdy z
          nas popełnia błędy, rani innych, sprawia ból, ale też każdy z nas ma prawo sie
          do tego wszystkiego przyznać i żałować.
          Wracając do tematu psychologa to rozumiem Cię bo też za bardzo nie mam kaski na
          terapie, a czuję że potrzebowałabym kogoś do poważnej rozmowy.
          Jak masz ochotę pogadać to służę privem kasia.luzar@wp.pl
          • metempsychoza Re: kasialu 08.09.04, 13:58
            Kasiu, dziękuję za post.
            Dziękuję również za adres. Postaram się do Ciebie napisać. Pozdrawiam bardzo
            gorąco.
    • hanutek Re: moje życie "po" 08.09.04, 14:56
      Wiesz nie wiem co powiedzieć ....nie chce osądzać .......oskarżac.....Bylam
      dzisiaj po moją córeczkę do przedszkola,jest w maluszkach.........taka mała
      rozrabiaka ,raczej chłopak w spudnicy a nie panienka.......i widziałam ten
      mały obraz rozpaczy i lęku siędzacy z dala od innych
      dzieci.......spokojny....nie wadzący nikomu....Oczy mówiły same za
      siebie..przytul mnie......Ja nie mogłam nic zrobić wziełam ją na
      ręce,przytuliła sie do mnie inie chciał puścić ...chciała kochać...choć dawno
      ktoś odrzucił jej miłość .Przychodzi do przedszkola może dlatego żeby chwilowo
      zapomnieć o bólu.......może ją ktoś pokocha....może to bede ja??????? Myśle że
      kiedys twoje życie sie zmieni że zrozumiesz że pokochasz ,będzie jeszcze
      szansa ,nie przekreślaj siebie....ktos gdzieś czeka na ciebie ,trzeba go tylko
      zobaczyc i zacząc wszystko od nowa.
Pełna wersja