Dodaj do ulubionych

"Bociany przylatują zimą" - czytaliście?

05.08.06, 23:38
Bo ja właśnie przeczytałam. O pierwszych dwóch latach po adopcji trojki dzieci
naraz, dzieci w wieku 3-5-7 lat. Napisana z humorem, autoironicznie, dużo
śmiechu ale czasem łzy jak groch, bo szczera bebechologia bez osłonek o tym,
co się dzieje w emocjach rodziców, emocjach dzieci i normalnym życiu domowym
po adopcji. Prawie jak poradnik, bo są konkretne rozwiązania konkretnych
zachowań dzieci, zachowań, które – jak się okazuje – czasem są bardzo typowe.
Dla rodziców adopcyjnych obecnych i przyszłych – koniecznie, dla wszystkich
innych – po prostu świetne czytadło, bo czyta się jak powieść.
Do książki dołączona jest mała książeczka, którą autorka napisała dla swoich
dzieci o tym, jak powstała ich rodzina. Do czytania dzieciom i z rysunkami
dzieci.
Obserwuj wątek
    • chmurka_257 Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 06.08.06, 00:47
      a ja polecam "wieza z klockow" rowniez opowiada o rodzinie i jej zyciu po adopcji.
    • dlugi-nos Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 06.08.06, 11:37
      Wieża z klocków, to trochę przypowiastka filozoficzna. A "bociany" to takie
      prawdziwe życiowe mięcho. Fakt, że świetnie doprawione.
      Przeczyłam tę książkę,chociaż nie mam adoptowanych dzieci i też nie zamierzałam
      adoptować. Dostałam ją w prezencie i he he sama zakupiłam troche egzemplarzy i
      rozdałam innym.
      Cieszę się, ze taki wątek się tu pojawił, bo zawsze mnie ciekawiło jak ta
      książka działa na chcących adoptować, albo rodziców adopcyjnych, no a ja, jak
      pisałam, jestem spoza branży.
      Chętnie bym o niej pogadała, bo zmieniła trochę moje życie.
      • morska_woda Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 06.08.06, 15:18
        A mnie ta książka nie pozwoliła zmienić życia. Myśleliśmy z mężem o adopcji,
        nawet już się zglosiliśmy do Ośrodka Adopcyjnego, gdy ją przeczytałam. Książka
        cudna, ale... Pomyślałam, że nie jesteśmy gotowi na adopcję. Obydwoje, choć ja
        bardziej. Mieć dzieci to trochę inaczej, niż sobie podświadomie wyobrazałam:
        mała słodka dziewczynka z kręconymi włoskami - "tak, mamusiu", "tak, tatusiu",
        albo niemniej slodki wielkooki zabijaka, który oczywiście przyłoży koledze
        łopatką w piaskownicy ale łatwo da sobie wytłumaczyć, że to nieładnie i trzeba
        przeprosić. A to nie tak. Jestem wdzięczna autorce, że pozwoliła mi zdać sobie z
        tego sprawę. Dla mnie za wcześnie, nie jestem gotowa do takiej pracy, jaką ona
        włożyla w dzieci. Nawet jeśli to się tak ślicznie kończy. Jeszcze nie jestem.
        Może później, nie rezygnuję, ale jeszcze muszę o tym pomyśleć.
        • kasiapfk Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 06.08.06, 17:26
          Czytaliśmy smile smile - zachwyceni.
          Brawo Morska_woda za szczerośc, ale jeszcze większe brawa za
          dojrzałość smilesmilesmilesmilesmile
        • beat.kat Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 07.08.06, 17:30
          Dla mnie trochę za późno się ukazała. Gdybym ja to wszystko, co tam napisane,
          wiedziała dziesięć lat temu, gdy adoptowaliśmy naszego wtedy 4-letniego syna, to
          oszczędziłabym sobie mnóstwa nerwów i nieprzespanych nocy. Ale to też da się
          nadrobić smile
          Morska-woda: to tylko trochę więcej do przemyślenia i... każda decyzja, którą
          podejmiesz będzie dobra. Jestem tego dziwnie pewna, gdy czytam Twój post. smile
    • dlugi-nos Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 07.08.06, 20:40
      tak, ta ksiązka powinna być obowiązkowo polecana tym, którzy zgłaszają się do
      ośrodków adopcyjnych. Nie jako przestroga, jako pewien wariant przyszłości.
      W przeciwieństwie do wszystkiego innego co jest na rynku i dotyka tematu
      "bociany" nie uciekają ani w bajkową poetykę, ani w salonową dyskrecję. Sa do
      bólu szczere, rzeczowe i otwarte. To taka przyjacielska opowieść autorki dla
      czytelnika. Czytelnika którego lubi.
      Ja sama cenię ją przede wszystkim jednak za mądrość i humor. Jakie to rzadkie,
      tak zabawnie pisać o rodzinie (i jeszcze rodzinie w obliczu problemów). No i za
      ciepło. Wracam do niej ilekroć potrzebuję siły, by przeżyć następny dzień z
      dziećmi, albo żeby może łagodniej spojrzeć na bliskich. No i rozdaję ja na prawo
      i lewo w formie prezentów. Świetnie się sprawdza na Boże Narodzenie i rózne
      rodzinne urodziny. Ciekawe, że po jej lekturze ludzie stają się jakoś lepsi.
      Pisałam, że zmieniła moje życie. No właśnie w ten sposób: stałam sie od niej
      lepsza.
      Polecam.
    • niemina Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 10.08.06, 00:44
      książka pomogla mi zyc kiedy wydawało mi sie ze wszystko robie zle. okazalo sie
      ze nie wszystko i zupelnie niezle bo inni maja prawie tak samo. przeczytalam
      dzieciom (5 i 6 lat) mala ksiazeczke - zapytaly czy to jest o nas. teraz czasem
      prosza zeby im opowiedziec o tych dzieciach z domu dziecka. bo one sa jak my.
      • verdana Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 14.08.06, 20:10
        Przeczytałam - i aż mnie odrzuciło.
        Cała książka o wychowaniu, dzieciach i poświęceniu. A dopiero na koncu
        marginesowa wzmianka, że dziećmi zajmowały się na zmianę dwie czy trzy niańki,
        że mama mogła w kazdej chwili wyjść do swojego pokoju, zamknąć się i kazać
        sobie nie przeszkadzać. No i zdanie, które zmroziło mnie doszczętnie - rodzice
        zaplanowali, ze o ile adopcja sie nie uda, oni powierza swoje dzieci wynajętym
        wychowawczyniom, a sami powrócą do poprzedniego trybu życia - wielomiesiecznych
        wyjazdów, tak jakby dzieci nie było.
        Książka, która daje fałszywy obraz udanej adopcji- wyobrażam sobie, co działoby
        sie w tym domu bez sztabu nianiek.
        • leli1 Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 14.08.06, 20:31
          co by sie działo?, pewnie nic, bo autorka najprawdopodobniej wykazała sie rozsądkiem i od razu założyła, ze bedzie miała pomoc. Co w tym złego?, chyba lepsza taka sytuacja niz zestresowana i sfrustrowana (o co nietrudno w takiej sytuacji) mama męczennica.
          Nie do konca to fałszywy obraz udanej adopcji...ta adopcja pewnie jest udana, a ze autorka korzystała ze sztabu fachowców tylko jest dla niej na plus, bo dzięki temu dzieciaki szybko nadrabiają zaległości. Uważam ze naprawde miały szczescie ze trafiły do takiej rodziny - majętnej ale tez mądrej i serdecznej.
          • verdana Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 14.08.06, 20:55
            Tak, tylko cały opis radzenia sobie z dziećmi pomija sprawę tej pomocy.
            Wiekszość osób adoptujących nie ma mozliwości zatrudnienia kilku opiekunek - a
            zatem jest bez porównania bardziej zmęczona, ma mniej czasu na rozmowy z
            dziećmi, wiecej kłopotów i trosk. Nie mam nic przeciw pomocy przy dzieciach -
            przeciwnie, uważam, ze to bardzo dobrze, że jeszcze ktoś pomaga. Ale nalezalo
            to napisać we wstępie, a nie sprawiac wrażenia dzielnych rodziców, radzących
            sobie ze wszystkim samodzielnie. Bo tak się po prostu nie da...
            Po drugie przyjecie zalożenia, ze jak się nie uda, to po prostu dzieci
            zostawimy obcym, a sami powrócimy do "bezdzietnego" sposobu życia - to dla mnie
            nie do przyjecia.
            • beat.kat Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 15.08.06, 14:48
              Moim zdaniem była tam jedna opiekunka do dzieci... Co przy decyzji adoptowania
              trójki dzieci naraz ("większość osób adoptujących" raczej się na to nie
              decyduje), jakoś mnie nie dziwi.
              I nie zgadzam się z tym, że to "fałszywy obraz udanej adopcji". To zależy co się
              rozumie przez "udaną adopcję". Dla mnie adopcja jest "udana", gdy została
              nawiązana ta słynna "więź uczuciowa", o której tyle nam mowiono. Obustronna
              miłość, która nie rodzi się od pierwszego wejrzenia i nie polega tylko na tym,
              że dzieci mają gdzie mieszkać, są nakarmione, czyste i dobrze ubrane. I książka
              jest raczej o tym, jak taka trudna miłość się rodzi, a nie o codziennym praniu,
              gotowaniu, sprzątaniu i w ogóle "radzeniu sobie" z dziećmi.
              Druga sprawa - zastanawiali się, co będzie, jeśli się nie uda. Jeśli się nie uda
              pokochać dziecka albo być przez niego kochanym? I kto z nas tak naprawdę umiał
              sobie odpowiedzieć na te lęki, coś poza tym, że "ależ uda się, bo dlaczego ma
              się nie udać?". No dobrze, ale jeśli jednak się NIE uda? Bo niektórym się jednak
              nie udaje i na przykład na forum ukazuje się dramatyczny post o chęci
              rozwiązania adopcji lub po prostu pytanie, czy można dziecko oddać z powrotem do
              domu dziecka. Nie powinnam oceniać, bo nie znam całej sytuacji, ale dla mnie
              właśnie to jest nie do przyjęcia.
              • verdana Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 15.08.06, 17:49
                Pod koniec ksiązki, mimochodem, jest mowa o dwóch czy trzech opiekunkach. Fakt,
                że wiekszość osób to przeoczyła uwazam własnie za najwieksze naduzycie autorki.
                No i rozumiem, że może się nie udać - ale od razu ukladanie planu, jak nie
                rujnowac sobie życia, jak zyć w razie klopotow tak, jakby dzieci nie było - to
                chyba jednak nie jest w porządku. Gdy sie ma takie wątpliwosci, moze nie nalezy
                adoptowac trojga dzieci na raz, zakladajac, że w razie czego po prostu zostawi
                sie je platnym opiekunkom i wyjedzie?
                • kasiapfk Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 15.08.06, 18:52
                  Verdano, zauważyłam, że ty często musisz mieć inne zdanie, oburzasz sie i
                  pouczasz - w tej chwili już traktuję to jako rodzaj folkloru na forum
                  gazetowym.
                  Ale ad rem:
                  Mowa jest o 1 opiekunce + cioci "pomagajacej", wujku pomagajacym, logopedzie i
                  korepetytorze. To nie jest kilka opiekunek na raz. Sama jako mam miałam 3
                  opiekunki do dzieci (w tym kiedyś 2 równocześnie). Bo tak się po prostu złożyło.
                  co do tego czy stać czy nie stać ... hmmmmm zdaje mi się, że na innym forum
                  kryterium finansowe jest bardzo krytykowane. Więc jednak ludzie adoptujący
                  muszą posiadać wystarczające dochody, a że niektórzy mają większe? i co z tego.
                  Zapewniam, że Iwona Topolska nie jest jedyną mamą adopcyjną, która nie zmienia
                  się w poświętliwą matkę polkę bo ma wystarczające środki fonansowe. Myślę też,
                  że takie dobrze przemyślane podejście do adopcji trójki dzieci, pozwala
                  spokojniej przejśc do porządku dziennego nad prlbemami,. któych Iwona miała
                  niemało. O ile wiem, ty jako mama biologiczna nie miałaś niektórych wcale.

                  Udana adopcja i "plany alarnmowe". Otóż z zainteresownaiem słucham rodzin z
                  kilkunastoletnim doświadczeniem adopcyjnym i znakomita większośc z nich
                  upatruje sukcesu adopcji w "nie fiksowaniu na punkcie sukcesu wychowawczego i
                  rodzinnego", dopuszczając przy tym możliwość porażki rodzicielskiej.
                  Paradoksalnie, oni koncentrując się na życiu rodzinnym, a nie na uczynieniu "na-
                  siłę-udanej-adopcji". Po prostu żyją. A że jednoczesnie brak tego ciśnienia na
                  sukces skutkuje wspaniałym życiem rodzinnym, to chyba nie przypadek.
                  pozdrawiam serdecznie smile
                • beat.kat Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 15.08.06, 19:47
                  Nadużycie - wobec kogo? Bo chyba nie wobec dzieci?
                  Ty, verdano, nigdy się nie zastanowiłaś co będzie, jeśli ci się nie uda?
                  (przepraszam, ale nie wiem, czy masz dziecko adoptowane, więc nie wiem, czy
                  znasz takie lęki). Bo faktycznie, mogli nie adoptować trójki dzieci, jeśli im
                  takie myśli chodziły po głowie. Te dzieci by spokojnie zostały w domu dziecka, a
                  oni pewnie mogli by adoptować kogoś innego. Tamtym może by i się trafił ktoś,
                  kto nie zatrudnia pięciu opiekunek. A może by się i nie trafił.
                  A w ogóle co to jest udana adopcja, jeśli ta jest fałszywym obrazem?


                  • verdana Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 15.08.06, 20:11
                    Nie mam adoptowanego dziecka, ale mam wielu znajomych, którzy dziecko
                    adoptowali. Moja mama ma adoptowanego brata. Moja najblizsza przyjaciółka jest
                    psychologiem specjalizujacym sie w adopcjach.
                    I naprawdę, nie wydaje mi się moralne adoptowanie dzieci majac przygotowany od
                    razu plan awaryjny, który zakłada, ze jak będą kłopoty to dziećmi po prostu
                    prestaniemy sie zajmować. Czy Wy adoptując dzieci od razu miałyscie plany, że
                    jak sie nie uda, to powrocicie do dawnego trybu życia, a dzieci zostaną
                    powierzone opiekunkom? jakoś mam o Was lepsze mniemanie, słowo...
                    Myslę, że adopcja może sie nie udać. Ale adoptowanie z założeniem, że jak się
                    nie uda, to kosztem dzieci, a nie rodziców - szczególnie godne podziwu nie
                    jest. I jeśli sie ma takie plany, to może lepiej eksperymentować na jednym
                    dziecku, a nie na trojgu.
                    Ta adopcja na pewno jest udana - nie przeczę. Ale przez 90% książki czytelnik
                    podziwia rodziców, ktorzy daja sobie radę z trojgiem adoptowanych dzieci - a
                    dopiero pod koniec okazuje się, ze pomagał im sztab fachowców, że matka mogła w
                    każdej chwili iść na dłuższy czas do swego pokoju i zakazać wchodzenia
                    (ciekawe, ile osób z dziećmi ma taki luksus). Wpływ opiekunek, ich pomoc w
                    opiece nad dziećmi zostały zupełnie pominięte. I dlatego rodzice adopcyjni, bez
                    takich możliwości, czytajacy tę książkę, naprawdę nie dostaja prawdziwego
                    obrazu tego co dzieje sie w domu z trojgiem dzieci.
                    • beat.kat Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 16.08.06, 12:22
                      Jednym słowem, verdano, książka osobiście Ci się nie spodobała, ponieważ
                      bohaterka nie jest bohaterką, jako że opływa w niedostępne Ci luksusy (np. w
                      postaci zamknięcia się w swoim pokoju)oraz ma dużo pieniędzy których nie waha
                      się wykorzystać na zatrudnienie sztabu fachowców do pomocy przy dzieciach.
                      Nie uważasz, że z tym niemoralnym eksperymentowaniem to już nieco przesadziłaś?
                      Zwłaszcza z tym, że lepiej na jednym dziecku niż na trojgu?
                      • peilin Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 17.08.06, 10:40
                        Nie znam Iwony Topolskiej i wczesniej nie wiedzialam, czy jest to osoba
                        zamozna. Dla mnie to bez znaczenia, w moim mniemaniu odniosla wielki sukces -
                        udalo jej sie stworzyc rodzine dla 3 dzieci i sprawic, ze te dzieci maja szanse
                        na normalne zycie. Dobra sytucja finansowa na pewno duzo ulatwia, ale nie tylko
                        w adopcji, w ogole w zyciu wink)).
                        Ksiazke przeczytalam z zapartym tchem tuz przed adopcja mojej coreczki. Dla
                        mnie od poczatku ksiażki bylo oczywiste, ze rodzina Topolskich to jest rodzina
                        zamozna. Nie pamietam gdzie w ksiazce jest napisane o opiekunkach, ale od
                        samego poczatku widac, ze maja ponad przecietne mozliwosci finansowe - dom,
                        basen, konie nie pamietam co jeszcze. Ksiazka wedlug mnie jest super
                        poradnikiem dla adoptujacych rodzicow - daje przedsmak tego co ich moze czekac.
                        I nie uwazam, ze ich doswiadczenie jest nieistotne, bo stac ich na
                        profesjonalna pomoc dla dzieci.
                        Pozdrawiam
                    • kasiapfk Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 18.08.06, 08:47
                      Verdana napisała:
                      "że matka mogła w każdej chwili iść na dłuższy czas do swego pokoju i zakazać
                      wchodzenia (ciekawe, ile osób z dziećmi ma taki luksus)."

                      Ja mam. I dotyczyło to również mojego biologicznego dziecka, kiedy jeszcze było
                      jedynakiem. Tak po prostu. Ponieważ w naszym domu szanujemy WZAJEMNIE swoje
                      samopoczucie. I kiedy oni nie mają ochoty na niczyje towarzystwo, to komunikują
                      jasno, że chcą świętego spokoju. Kiedy ja mam wszystkiego dosyć to też się
                      zamykam i nikogo nie wpuszczam. A nawet, o zgrozo, potrafię wyjść na cały
                      wieczór nie opowiadając gdzie, a dzieci zostawić po opieką taty (nie martwiąc
                      się, że będą z tego jakieś kłpoty bo nie kwoczę).
                      Bo mama ma wychodne. Regularnie. Bo mama to też człowiek a nie padająca na pysk
                      heroina. Bo mama jest normalna i ma uczucia (czasem te nie najładniejsze),
                      które wymagają higieny, by każdego innego dnia było fantastycznie i byśmy
                      wszyscy mogli powiedzić, że mamy wspaniałą rodzinę.
                      Czego wszystkim tu obecnym życzę smile
                    • mamamonika1 do verdany 02.09.06, 11:27
                      Verdano, od jakiegoś czasu czytam Twoje wypowiedzi i zauważam, że w ogromnej
                      większości są bardzo krytyczne i często uszczypliwe. Zdecydowanie wyróżniasz
                      się tym spośród innych osób z forum.Skąd się to bierze? Czy rzeczywiście jesteś
                      tak smutną osobą, która wszędzie widzi coś złego? Może dobrze by było spojrzeć
                      czasem na życie nieco łagodniejszym okiem...smile
            • marijohanna Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 17.08.06, 15:36
              Wiekszosc rodzicow adopcyjnych nie adoptuje najczesciej trojki dzieci i to
              jeszcze w takim wieku! Najmlodsze dziecko I. Topolskiej mialo w momencie adopcji
              juz 3 lata!
              A co do „planu awaryjnego“, owszem zastanawiam sie czesto co bedzie gdy chemia
              nie bedzie pasowala, gdy bedzie konczyla mi sie cierpliwosc, jak sobie z tym
              poradze. To sa w tej chwili moje ciagle mysli i tylko czlowiek zupelnie
              nieodpowiedzialny sie nie boi. Akurat ta jej wypowiedz uznalam za bardzo szczera.
    • wiosna Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 31.08.06, 18:46
      znakomita książka. obowiązkowa lektura dla przyszłych i obecnych rodziców
      adopcyjnych, a dla wszystkich świetne czytadło. Polecam!
      • chmurka_257 Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 31.08.06, 20:54
        Ja jestem w trakcie czytania i tez polecam!!
    • niemina Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 01.09.06, 02:49
      ciekawe czy przetlumacza to na angielski.jest duzo ksiazek o adopcji ale to by
      byl napewno hit.ja moim znajomym opowiadam historie i niektore sceny tlumacze
      slowo po slowie i tez bardzo sie podoba.
      • asia.blue Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 01.09.06, 14:41
        Ja akurat wczoraj skończyłam "Bociany.." a przeczytałam tę książkę dosłownie
        jednym tchem i muszę przyznać, że ten "sztab opiekunek" też był dla mnie lekkim
        zgrzytem.
        Może to wynika z zazdrości ? Mamy z mężem tylko 2 pokoje, nie stać nas na takie
        luksusy opisane w książce, a co najważniejsze na trójkę dzieci, a to moje
        marzenie..
        jesteśmy dopiero na etapie szukania OAO
        zastanawia mnie najbardziej to, bo tyle się naczytałam, że proces adopcyjny
        trwa tak długo, jak to się stało że w ciągu kilku tygodni, dzieci znalazły się
        w domu Państwa Topolskich ?
        też bym tak chciała...
        może ktoś mądrzejszy mi to wyjaśni ??

        Polecam jeszcze "Wieżę z klocków" Katarzyny Kotowskiej. Czytając ryczałam jak
        bóbr i wracam do tej książki stale i ciągle się wzruszam.
        • kasiapfk Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 01.09.06, 23:40
          Pani Topolska opisała jak to się stało. Ludzie pomogli. Po prostu. W książce
          jest duży fragment o staraniach pani dyrektor oao.
          Mój mały po 4,5 godziny od złozenia dokumentów w sądzie mógł być zabrany do
          domu. Żadnych znajomości. Po prostu ludzki sąd... Zatem możliwe są i takie
          przypadki, że w ciągu kilku tygodni dzieciaki mialy chałupę.
          Ale za to sądowe przeprawy Topolskich to jak z horroru. Bogu dziękuję ,że nie
          miałam nawet namiastki tego co oni.
          Może też trwało to tak długo bo dzieci pojawiły się właśnie tak szybko. Gdyby
          np wszystko szło torem zwyczajowym to moze inaczej byłoby w sądzie. Ale
          przecież dzieci byłyby przez ten czas w DD...też źle.
          smile

    • frantik60 Re: "Bociany przylatują zimą" - czytaliście? 29.09.06, 23:54
      Przeczytalismy razem z zona. Wspaniala. Dziekuje, ze moglem sie o niej od Was
      dowiedziec.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka