alkoholiczka,Dom Dziecka i co dalej??

10.11.07, 16:34
Moja matka ma siostrę.
Siostra ma 3 dzieci.
Ismenka ma 4 latka,Donatka 8,a Michał 7.

Niestety moja ciotka jest nałogową alkoholiczką,która NIGDY nie przepracowała
w swoim życiu ani jednej godziny.
Która,swoje wykształcenie skończyła na szkole podstawowej.
Która,będąc w ciąży z dziewczynkami chlała na umór i paliła jak smok.

Mój ''wujek'' czyli ojciec tych dzieci siedzi w areszcie w Łodzi.
Nie są to sprawy związane z maltretowaniem rodziny,zabójstwem czy cięższymi
przestępstwami.
Chodzi o inne,''lżejsze rzeczy''.

W każdym razie dopóki wujek był na wolności to trzymał wszystko w jednej
garści,tak,że nic nie miało prawa się rozlecieć.

Było i dach nad głową,i jedzenie i w miarę spokojne ( ''w miarę'' ze względu
na wybryki mojej kochanej cioteczki))życie.

Niestety skończyła się normalność.Dzieciaki trafiły do Domu Małego Dziecka..

W chwili obecnej przebywają od kilkunastu dni w Domu Dziecka(Michał i Donata)
oraz w rodzinie zastępczej(Ismena).

Ciotka kompletnie nie interesuję się dzieciakami,sąd zabrał jej prawa.
Problem jest z wujkiem,któremu pozostały jeszcze przynajmniej 3 lata(wyrok ma
do 2011 roku,ale może wyszedłby za dobre zachowanie)i nie jest w stanie objąć
opieki nad dzieciakami.

Moja matka ma 3 siostry i jednego brata.
1 siostra pracuje jako szwaczka od rana do póżnego popołudnia(więc nie byłaby
w stanie wziąść chociaż jednego dziecka ze względu na brak czasu).
2 siostra mieszka w malutkim mieszkanku(w którym wszystko trzeba zrobić)i
pracuje często w nocy(jako barmanka)
i moja matka..
pozostaje jej brat,który ma malutką córeczką i z żoną zajmuje mieszkanie w
którym nie ma łazienki,toalety.A mury są podparte belami drewnianymi.

Oraz babcia,która żyje w mieszkaniu socjalnym,jest wiecznie chora(wymyśla
najprzeróżniejsze choroby,które nie mają według lekarzy prawa bytu)i zarabia
marne grosze..




czy mógłby z Was powiedzieć jakie rozwiązanie jest takiej sytuacji?
bo jak nie widzę żadnego możliwego rozwiązania?
co z tego,że wszystkie moje ciocie łącznie z babcią odwiedzają dzieciaki,jak
żadna z nich praktycznie nie ma warunków by je wziąść do siebie<pytajnik>

to jest taka rzecz,która maksymalnie mnie przerasta.



Najmłodsza dziewczynka jest w rodzinie zastępczej .Moja matka wczoraj
rozmawiała z panią,która opiekuje się na razie Ismenką i ta powiedziała,że
dziecko może przebywać u nich maksymalnie do roku czasu.

A co dalej?sad
Dwoje starszych(7,8 lat)jest w Domu Dziecka.
Szanse na to,że ciotka wyjdzie z alkoholizmu i zainteresuje się dziećmi są
znikome.


Czy jedynym rozwiązaniem jest adopcja przez ludzie nie będących członkami
rodziny??
    • annakate Re: alkoholiczka,Dom Dziecka i co dalej?? 10.11.07, 19:12
      a Ty? Może Ty dałabyś radę wziąć któregoś malucha?
      Zwłaszcza, że z adopcją to nie będzie tak prosto - rodzeństwo powinno być
      adoptowane razem, a chętnych na trójkę podrośniętych dzieci specjalnie nie ma,
      więc może sie skończyć tak, że zostaną w domu dziecka aż do dorosłości.
      Jeśli chcesz to złóż wniosek.
      • leli1 Re: alkoholiczka,Dom Dziecka i co dalej?? 10.11.07, 20:55
        podejrzewam ze autorka watku jest b. mlodziutka wiec pewnie tez nie ma warunkow aby stworzyc dzieciakom rodzine?
        Syt. b.ciezka, ale niestety samo zycie.......
        Z tego co piszesz dzieciaki nie sa w tym momencie wolne prawnie, wiec ich adopcja nie jest mozliwa. Dobrze byloby aby trafily do Rodziny zastepczej, tak aby ich nie rozdzielono.
        Poszukaj, popytaj w swojej okolicy w Osrodkach Pomocy, moze znajdzie sie rodzina zas.dla dzieciakow, bo wiadomo, Dom Dziecka to ostatecznosc.
        Skad jestes?, a raczej dzieci skąd są?
        A czy jest szansa, ze jak ich ojciec wyjdzie z pudła to sie nimi zajmie?, piszesz o nim tak, jakby byly?
        • szpilkaaa Re: alkoholiczka,Dom Dziecka i co dalej?? 10.11.07, 21:11
          zarówno ja jak i maluchy jesteśmy z Łodzi.
          ojciec dzieciaków przeżywa ogromny dramat bo w pewnym momencie ich matka(a jego
          partnerka bo ślubu nie mają)przestała nawet odwiedzać go z dzieciakami,które
          naprawdę cieszyły się za każdym razem widząc ojca.
          Ojca bardzo kochają bo to on tyrał czasem po 12 godzin,żeby jakoś to wszystko
          się trzymało.

          Teraz już matka dzieciaków robi co chce...
          Dzisiaj moja matka była u swojej mamy u której była wspomniana ciotka.
          Podbite oko,prowadza się z jakimiś menelami,a kiedy wspomina się o dzieciakach
          to tylko wzrusza ramionami...
          • szpilkaaa Re: alkoholiczka,Dom Dziecka i co dalej?? 10.11.07, 21:18
            Póki co dzieciaki są odwiedzane.
            Myślimy z moją matką czy dałoby się je zabrać na weekend następny do nas( to
            znaczy nie chodzi o warunki,ale o to czy dyrektorka domu pozwoli itp.)

            zastanawiam się też czy sędzia mógłby wziąść pod uwagę fakt,że to właściwie
            ojciec sprawował nad dziećmi władzę opiekując się nimi i zapewniając im miłość i
            byt.

            w każdym razie rodzina nie odcina się od dzieciaków,dzwonimy do nich,babcia z
            ciocią i mamą je odwiedziły.
            Wiem,że to absolutnie nie zastąpi codziennego kontaktu,ale chociaż da namiastkę
            i jakąś nadzieję..

            może jakoś dałoby się skrócić karę.
            • szpilkaaa Re: alkoholiczka,Dom Dziecka i co dalej?? 10.11.07, 21:23
              Moja matka twierdzi,że trzeba mieć pozwolenie na odwiedziny dzieciaków lub
              ewentualne zabranie ich na weekend do domu.
              Kurcze,chciałam je odwiedzić,ale pozwolenia żadnego nie mam..


              Czy ktoś z Was orientuje się może na jakiej to zasadzie działa??( to znaczy
              odwiedziny i zabieranie na weekend?)
              Wiem,że moja babcia z ciotką były i u Ismeny i u Donaty i Michała.


              Strasznie mi przykro bo nie wiedziałam,że aż takie bariery są stawiane.

              Jeśli ktoś mógłby mi to szerzej wyjaśnić to byłabym wdzięczna,
              J.
              • annakate Re: alkoholiczka,Dom Dziecka i co dalej?? 10.11.07, 21:52
                Na odwiedziny u dzieci w domu dziecka nie potrzeba specjalnych pozwoleń, jesli
                sie przedstawicie a dzieci was poznają to dyrektor domu dziecka nie powinien
                robić problemów. Z rodzina zastępczą trzeba sie umówić, oni jak każda rodzina
                maja prawo wpuścic do domu kogo chcą, obowiazek mają umożliwić kontakt z
                rodzicami, z dalsza rodzina już nie, ale może sie zgodzą, ewentualnie na kontakt
                na neutralnym gruncie. Zeby zabrać dzieci do domu musicie złozyć podanie w
                sądzie, pewnie będzie zlecony wywiad kuratora i wtedy sędzia podejmuje decyzję.
                Dziwisz sie barierom - a jak sobie to inaczej wyobrażasz? Przychodzi pani i
                mówi "jestem ciocią Michała, zabiorę go na parę dni" i wychodzi z dzieckiem
                przez nikogo nie sprawdzana?
                • szpilkaaa Re: alkoholiczka,Dom Dziecka i co dalej?? 11.11.07, 09:29
                  Przychodzi pani i
                  > mówi "jestem ciocią Michała, zabiorę go na parę dni" i wychodzi z dzieckiem
                  > przez nikogo nie sprawdzana?

                  Słowa związane z tym były raczej podyktowane smutkiem i żalem,że sytuacja jest
                  taka,a nie inna.
                  Dziękuje Ci za wiadomości dotyczące odwiedzin.

                  pozdrawiam,
                  J,
                  • verdana Re: alkoholiczka,Dom Dziecka i co dalej?? 12.11.07, 19:00
                    A czy przestepstwo ojca jest takiego kalibru, ze nie dalo by sie
                    wystapic o urlop, skrocenie kary - ze wzgledu na dobro dzieci?
                    Moim zdaniem jedynym wyjsciem jest rodzina zastepcza dla trojga
                    dzieci razem - i w niej powinny czekac na powrot ojca.
                    • szpilkaaa jestem przygnębiona 14.11.07, 19:18
                      dzwoniłam dzisiaj do Domu w którym są Donata i Michał.Michał wyjechał gdzieś na
                      3 tygodnie,ale chciałam porozmawiać z Donatą.(chcemy ją odwiedzić z chłopakiem w
                      tą sobotę/niedzielę).
                      Za pierwszym razem telefon podniosła jakaś dziewczynka i tylko usłyszałam w
                      tle''nie chce ciebie znać''(i trzaśnięcie słuchawką).
                      zadzwoniłam po raz drugi i usłyszałam tylko ''spie..j''.

                      zastanawiam się do kogo były skierowane te słowa dlatego,że przypuszczam,że
                      bardziej do ich matki aniżeli do mnie.
                      jutro zadzwonię tam z samego rana,gdyż chciałabym rozmówić się z wychowawczynią
                      co do możliwości spotkania i jej ogólnego psychicznego stanu,który wydaje mi się
                      kiepski(jeżeli to co usłyszałam to było powiedziane przez nią i w ''stronę'' matki).

                      chciałam kupić jej jakiegoś pluszaka..takiego na dobre i na złe,
                      myślicie,że to dobry pomysł?

                      wczoraj dzwonił do nas ojciec dzieciaków i mówił,że jakoś na początku grudnia
                      jest spotkanie dla dzieciaków osadzonych w areszcie więc może udałoby się
                      uzyskać przepustkę na ten dzień.
                      ja osobiście bym chętnie z nimi poszła(o tym też chciałabym jutro z
                      wychowawczynią porozmawiać).
                      boję się tylko,że moje działania będą mocno ograniczone bo jestem tylko siostrą
                      cioteczną,a nie np.babcią.
                      • leli1 Re: jestem przygnębiona 14.11.07, 19:42
                        a czy wychowawcy DD Ciebie znają?, wiedza kim jestes i ze obchodzi Cie los dziecoakow? jesli tak, to mysle ze mozesz wiele i dobrze byloby abys doprowadzila do ich sptkania z ojcem.
                        Najgorsze jest to, ze kazdy dzien w DD to kolejne rysy na ich psychice, ktore ciezko im bedzie odrobic.
                        Pozdrawiam i powodzenia zycze.
                        • szpilkaaa Re: jestem przygnębiona 18.11.07, 15:37
                          Sytuacja wygląda tak:
                          dzieciaczki nie są w domu dziecka tylko w pogotowiu opiekuńczym.
                          w piątek odwiedziłam Donatę,gdyż Michał jeszcze przebywa w sanatorium.
                          Rozmawiałam z panią psycholog,która powiedziała,że ja również mogę starać się o
                          zezwolenie na zabieranie ich np.na weekendy czy na święta.
                          Wytłumaczyła mi również,że zanim takie pozwolenie otrzymam to pojawi się u
                          mnie(tak właściwie u mnie i rodziców)kurator,który zobaczy jakie mamy warunki itp.

                          Niestety z tego powodu(wizyty kuratora)obawiam się,że moja babcia nie dostanie
                          zezwolenia na zabieranie dzieciaków bo warunki w jakich mieszka są
                          kiepskie(bardzo niewielki metraż,brak łazienki i toalety).
                          Ta pierwsza wizyta( to znaczy w ostatni piątek)była taka ''rozpoznawcza'' bo
                          dosyć długo rozmawiałam z panią psycholog na temat sytuacji dzieciaków.
                          W kolejny piątek też jadę,mam już mniej więcej opracowany ''plan'' tego co
                          chciałabym robić podczas takiej wizyty.
                          Z powodu dużych problemów w szkole chcę się poradzić mamy mojego kolegi,która
                          jest nauczycielką w klasach I-III w zakresie jakiś zabaw dla dzieci.Podczas
                          rozmowy z panią psycholog ona sama podkreślała jak znaczną rolę odgrywa
                          rozwijanie umiejętności szkolnych,które powinny dzieciaki mieć,a niestety nie mają.
                          Przeraża mnie nieco to,że każde dziecko w tym Pogotowiu Opiekuńczym jest
                          cholernie spragnione miłości i troski.
                          Więc zanim pojadę to muszę wziąć pod uwagę to,że nie tylko z Donatą będę się
                          bawić czy uczyć,ale też inne dzieci się przyłączą.

                          W połowie grudnia ma odbyć się spotkanie dla dzieci osadzonych w areszcie,gdzie
                          przebywa ojciec dzieci.
                          Mam nadzieję,że Donata i Michał będę mogły się spotkać z ojcem i młodszą siostrą.

                          Niestety moja rodzina zaczyna powoli odsuwać problem traktując go trochę jako
                          ''śmierdzące jajo'',które trzeba schować i myśleć,że go nie ma.

                          Ta sytuacja jest niewątpliwie trudna,ale uważam,że trzeba działać.
                          W następny piątek będziemy czytać bajki(to znaczy chciałabym,żeby Donata mi
                          czytała),a potem będziemy malować zwierzaki itp.

                          Myślałam też o kalamburach.
                          Niestety zauważyłam w tym pogotowiu,że dzieciaki nie mają za bardzo
                          zorganizowanego czasu więc chciałabym chociaż raz w tygodniu poświęcić te 4 godziny.
                          Maluchy zachowują się jak dzikie zwierzątka,ale myślę,że jeśli pokaże im się
                          inny świat niż ten rodzinny to będą w stanie chociaż zachować jedną dobrą rzecz
                          dla siebie.

                          Również kombinuję dlatego,że moje zasoby pieniężne nie są zbyt wielkie i chodzi
                          o jakieś gry,zabawy,które by nie wymagały dużych nakładów finansowych bo
                          niestety rodzina woli kupić ciastka niż blok i kredki..
                          To na tyle,
                          pozdrawiam,
                          J.
                          • annakate Re: jestem przygnębiona 18.11.07, 16:05
                            Szpilka, ile Ty masz lat? mam wrażenie, że z całej familii Ty jedna masz
                            konstruktywne podejście do problemu i szukasz rozwiązania, sposobu jakiejkolwiek
                            pomocy tym dzieciakom. Dzielna z Ciebie dziewczyna.
                            jeśli tylko ktoś z rodziny chce zabierać te dzieciaki, to niech składają wniosek
                            szybko. jeśli babcia ma bardzo skromne warunki, ale będzie czysto i ciepło a
                            babcia ma dobra opinię to pewnie zezwolenie dostanie, najwyżej bez nocowania,
                            czyli będzie mogła zabrać dzieci po śniadaniu i odwieźć do placówki wieczorem.
                            Dla dzieci w tej sytuacji to bardzo dużo, pobyć w normalnym domu chociaż trochę.
                            Pomyślcie już teraz co z Bożym Narodzeniem i przedyskutujcie to w rodzinie i z
                            pogotowiem, trzeba zrobić wszystko, żeby dzieciaki nie zostały na Wigilię w
                            placówce.
                            Nie dziw sie zachowaniom dzieci w pogotowiu, one wszystkie są po jakiejś traumie
                            - trafiają tam jak sytuacja domowa jest dramatyczna, zabierane nagle, niepewne
                            swego losu, często opuszczone przez najbliższych. Są spragnione miłości,
                            bliskości, uwagi - zreszta sama to widzisz.
                            A ta twoja ciotka, ich matka, to cos robi, żeby się zmieniło?
                            • szpilkaaa Re: jestem przygnębiona 18.11.07, 18:08
                              1.mój wiek-20 lat.
                              2.w ten piątek mam zamiar porozmawiać z panią psycholog na temat wniosku ,który
                              ma być złożony.ja mogę to zrobić więc nie będę czekać na moją matkę,które przez
                              cały weekend leżała w łóżku i oglądała telewizję.(być może ma depresję albo już
                              tak bardzo nie cierpi swojego życia,że tylko życie serialowe i filmowe jest
                              pociągające.naprawdę nie wiemuncertain)
                              3.przed chwilą wróciłam od mojego kolegi.jego mama dała mi taki test dla
                              dzieciaków,który pokazuje jakie dziecko ma problemy.pożyczyłam też 4 gry,które
                              myślę,że będę odpowiadać potrzebą.
                              ona jeszcze powiedziała coś na co ja nie wpadłam to znaczy-pokazać dziecku
                              normalne życie.czyli ,że obiad to trzeba zrobić bo ziemniaki i schabowy same się
                              nie ugotują i nie usmażą.
                              w każdym razie powiedziała,że jeżeli powiem jej o brakach w kwestiach szkolnych
                              to ona dobierze ćwiczenia i będę mogła z nimi ćwiczyć.

                              co do mojej ciotki,a ich matki to niestety powieliła i powiela nadal zachowanie
                              rodziców w takich placówkach co znaczy,że najpierw (przez jakiś
                              tydzień)przychodziła codziennie,a teraz nie pojawia się oraz nie utrzymuje
                              żadnego kontaktu z dziećmi.
                              jest przy tym bardzo butna,postawa roszczeniowa(słowa wychowawczyni).
                              chyba ma ''ważniejsze'' sprawy niż własne dzieci..
                              • dorcia1234 Re: jestem przygnębiona 18.11.07, 20:14
                                dobrze by było gdybyś na piątek miała już napisany wniosek do sądu, ewentualnie nawet dwa - jeden na weekendy a drugi na święta ( możesz też od razu w tym wniosku zaznaczyć że na dni wolne od nauki i święta ). Ważne jest aby złożyć go możliwie szybko, bo sądy przed świetami pracują wolno. Wychowawcy w pogotowiu mogą poprzeć twój wniosek dopisując się pod twoim lub na specjalnych drukach.
                                Muszę przyznać że jesteś wspaniała. W trakcie mojej pracy w D.DZ nie zdarzyło mi się trafić na osobę z rodziny która do tego stopnia byłaby zainteresowana losem swoich kuzynów
                              • annakate Re: jestem przygnębiona 18.11.07, 21:37
                                Radziłabym nie czekać z wnioskiem do piątku czy do przyszłego tygodnia, gdybyś
                                dała radę przyjść w środę, to byłoby świetnie.
                                Z tym schabowym to jest święta prawda.
                                • szpilkaaa co u mnie nowego 24.11.07, 07:11
                                  Przepraszam,że nie odzywałam się,ale czasu trochę brak.
                                  W każdym razie wczoraj byłam u dzieciaków to znaczy u Donaty(Michał jest jeszcze
                                  w sanatorium ).
                                  Babcia już napisała wniosek,dzisiaj u niej będąc zapytam ją jak to się piszę
                                  itp..wczoraj pracownik socjalny nie miał niestety czasu.
                                  w każdym razie w poniedziałek mam zamiar złożyć wniosek.
                                  w pogotowiu pojawiła się matka,która przyniosła dziewczynce kompletnie
                                  niepotrzebne rzeczy np.torbę,którą noszą nastolatki(a Donata jest bardzo
                                  szczupła ,wręcz chuda i ona pod ciężarem tej torby się wręcz przewraca:/).
                                  Do tego kupiła jej ''bajerancki'' piórnik,a nie zauważyła,że dziecko nie ma żelu
                                  pod prysznic uncertain..

                                  wczoraj zostałam zaatakowana słownie przez jedną z matek,która zapytała mnie
                                  dlaczego przychodzę tylko raz w tygodniu bo ona jest codziennie.
                                  zapewne ta matka nie pracuje bo siedzi tam codziennie od 13 do 18 co chyba jest
                                  niemożliwe przy pracy.
                                  ja choć chciałabym przychodzić częściej to nie mogę,zostają jeszcze weekendy,ale
                                  nie chciałabym,żeby one siedziały więc będziemy je zabierać.

                                  wczoraj było mi bardzo przykro bo w pokoju ,gdzie możliwe są odwiedziny był
                                  jeden stolik i 4 osoby odwiedzające(mama i babcia jednego chłopca,tata
                                  dziewczynek i ja).
                                  więc ciężko było gdy czytałyśmy i pisałyśmy.
                                  gry,które pożyczyłam bardzo się podobały i mam nadzieję,że będę mogła jeszcze
                                  pożyczyć bo to jest jakaś organizacja czasu aniżeli siedzenie przez 4 godziny
                                  patrząc w okno i pytając się dziecka''a jak Ci smakują tutaj obiady''uncertain.
                                  matka,żeby było śmieszniej ,a raczej tragikomiczniej pojawiła się w podbitym okiem..
Pełna wersja