Gość edziecko: asia.d.d
IP: *.*
16.01.03, 19:48
Była opiekunka, która rzuciła pracę 17 grudnia z dnia na dzień (wcale nie jakaś młoda, 54 lata plus referencje) zadzwoniła do mnie wczoraj do pracy, że chce pieniądze za grudzień i przyjdzie po nie do pracy dzisiaj o 12. Mąż początkowo się burzył, żeby jej nie płacić (no, bo z dnia na dzień zostawiła nas na lodzie) ale go przekonałam, że my powinniśmy być w porządku. Ponieważ dziecko się rozchorowało i zostałam w domu z pieniędzmi poszedl mąż T(pracujemy w tym samym miejscu). Ponieważ miesięcznie zarabiała 500 zl, więc dał jej 250 zl. No i kobieta zrobiła histeryczną awanturę, że ona chce 325 i jeszcze za urlop, że ona nas do sądu poda i w ogóle nas wykończy, żeby jej przesłać brakującą sumę pocztą. Po czym zadzwoniła do mnie i wygrażała mi przez telefon, że ona nam jeszcze pokaże, do urzędu skarbowego doniesie itd. Kobieta oczywiście pracowala na czarno i bez żadnej umowy. Pytanie brzmi: co ona mi może zrobić (w sensie prawnym, bo że pobić to sama wiem) i czy mam się bać?