agullek
24.11.07, 18:26
Szanowni Państwo!
Chciałam opisać pewna sytuację, która dotknęłą mnie do żywego, a
zdarzyła się w sklepie Makro Cash&Carry w Warszawie. Może ktoś z
Państwa jest prawnikiem lub zna się na takich sprawach. Jestem
bardzo ciekawa jaka jest Państwa opinia...
W dniu 24-11-2007 (sobota) chciałam wraz z moim prawie trzyletnim
synkiem zrobić zakupy w sklepie Makro. Kiedy zeskanowałam kartę i
próbowałam przejść przez bramkę sklepu zostałam poinformowana przez
pracownice sklepu, że dzieci poniżej 140 cm wzrostu nie są
wpuszczane na teren sklepu. Kiedy próbowałam się nie zgodzić z
zarządzeniem, pani stwierdziła, że skoro podpisałam regulamin, to
zgadzam się na taką sytuację. Powiem szczerze, że informacja ta
zbiła mnie kompletnie z tropu i nie wiedziałam jak zareagować na
nią. Rzeczywiście podpisałam ten regulamin po „przeleceniu go
wzrokiem”, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że taki punkt może
się znaleźć w regulaminie sklepu położonego w Unii Europejskiej!
Wyszłam ze sklepu, ale w drodze powrotnej rozważając tę sytuację
ponownie, postanowiłam sprawdzić szczegóły. Na stronie internetowej
Makro zamieszczony jest ów regulamin (
www.makro.pl/pl/karta-
klienta/regulamin-klienta-makro). Punkt 7 mówi o tym, że na teren
sklepu nie wolno wprowadzać dzieci, a 9 o tym samym, tylko na temat
zwierząt (!!!).
Prawdę mówiąc jestem tym wszystkim bardzo zmieszana i mam bardzo
negatywne uczucia wobec kierownictwa Makro, ponieważ czuję w tym
wszystkim dyskryminację przede wszystkim dziecka, ale także rodzica.
Bo co ma zrobić np.: samotna matka, która musi zrobić zakupy, a nie
ma gdzie zostawić dziecka. Owszem, może iść do innego sklepu, ale
akurat Makro ma bardzo dobry asortyment jeśli chodzi o produkty
niezbędne do prowadzenia działalności gospodarczej (artykuły
biurowe, chemiczne, czystościowe, itp). A co na przykład jeśli
chodziłoby o osobę niepełnosprawną, która ma mniej niż 140 cm
wzrostu, albo osobę na wózku inwalidzkim (też nie przekracza 140
cm „wysokości”

. A wyłgiwanie się kwestiami bezpieczeństwa jest dla
mnie nieco pokrętne. Bo skoro sklep nie jest w stanie zapewnić
bezpieczeństwa dzieciom na swoim terenie, to także nie jest w stanie
zrobić tego samego wobec dorosłych. A może po prostu dzieci
przeszkadzają w zakupach "biznesmenom"? Czuję, że sklep ten nie
widzi podstawowej potrzeby jaka należy się każdemu człowiekowi, a
przede wszystkim dziecku, potrzeby, o której tak pięknie pisał
Korczak: że dziecku należy się SZACUNEK.
Nie wiem co o tym sądzić... Może Państwo mogą się wypowiedzieć na
ten temat.
Dziękuję i pozdrawiam,
Agnieszka Stefańska