ari.ana
07.04.08, 23:02
Dziewczyny doradźcie! Chodzi tu o moją "mamusie".Gdy miałam 5 lat
zmarł mój ojciec,długo chorował więc wiedział,że umrze i starał sie
mnie zabezpieczyć finansowo na miare swoich możliwości tzn. założył
mi tak jak i mojemu bratu i siostrze książeczke mieszkaniową . Po
jego śmierci dostałam rente rodzinną więc matka miała pieniądze na
moje utrzymanie,jednak wg niej wychowywanie dziecka polegało tylko
na niezagłodzeniu go,nie chce sie tu żalić bo nie o to chodzi,ale
było to zero rozrywki(żadnych zabawek- sorki 2 lalki 1 bez ręki 2
bez głowy po siostrze, żadnych wycieczek klasowych , teatru, kina
dosłownie nic, ciuchy od ludzi,później z ciucholandów, awantury o za
częste mycie i pranie) no mniejsza z tym było minęło.Gdy miałam 14
lub 15 lat matka zaciągnęła mnie do banku i kazał mi podpisać jakiś
papier. Okazało sie,że zlikwidowała moją książeczke mieszkaniową i
wykupiła z to swoje mieszkanie, a za reszte to mieszkanie wyposażyła
(kupiła m.in. ekstra meblościanke jak na tamte czasy z oświetleniem
i innymi bajerami, komplet wypoczynkowy i kilka innych rzeczy w tym
remont mieszklania łącznie z płytkami w łazience, a więc musiało to
być sporo kasy jak na tamte czasy.Cały czas powtarzała ,że i tak
mieszkanie będzie moje. Gdy zbliżałam sie do pełnoletności matka
nieco złagodniała i już nie miałam takiej batalii o każdą złotówke,
ale też dalej była skąpa. Nigdy nie byłam materialistką i nigdy
rzeczy nie były mi u mnie na 1 miejscu więc za bardzo sie nie
buntowałam, dopiero gdy w wieku 23 lat w wyniku choroby zostałam
sparaliżowana( gdybym odpłatne badania miała zrobione wcześniej nie
byłoby tak źle, ale na pytanie o pieniądze na badania ciągle
słyszałam :nie mam)w końcu lekarze sie zlitowali i mi je zrobili w
ramach wtedy jeszcze kasy chorych.Niestety po paraliżu potrzebowałam
rehabilitacji i to im szybciej tym lepiej, bo rokowania były dobre
lekarze dawali 90% szans powrotu do pełnej sprawności, bo organizm
silny,młody. Jeszcze będąc w szpitalu wstałam na nogi po niecałych 3
tygodniach po porażeniu, co z tego skoro po wyjściu z oddziału nie
miałam żdanej rehabilitacji tzn.miałam ambularoryjną raz na pół
roku ,raz na 3 miesiące podczas gdy lekrz mówił o intensywnej 8
godzinnej codziennej rehabilitacji.Owszem ćwiczyłam sama, ale
zrobiłam sobie tym sporo krzywdy bo ćwiczyłam na ślepo i ćwiczyłam
nie te mięśnie co trzeba i na tych nielicznych rehabilitacjach które
miałam terapeuci głównie eliminowali to co popsułam .Na pytania o
jakikolwiek sprzęt do ćwiczeń( ściskacz ,piłka) słyszałam nie mam(
pytałam jak to przed chwilą była listonoszka z rentą, słyszałam: a
bo spotkałam Nowakową na schodach i pożyczyła .Więc sie w końcu
zbuntowałam i spytałam,a te pieniądze z zusu, które dostaje na
leczenie ( rente po ojcu dostawałam dalej bo sie uczyłam, teraz byla
jeszcze powiększona o zasilek pielęgnacyjny miałam 1 gr.więc była
to spora sumka jak na tamte czasy). Matka zrobiła głupią mine : i
jakie pieniądze te grosze ,to na życie idą, tak tylko z jej
emeryturą to było ok.1500 zł(3/4 tego to moja renta).Jak tylko
zaczęłam lepiej sie poruszać założyłam konto w banku, poznałam
przyszłego męża i wynajeliśmy mieszkanko, zaczęłam normalną
rehabilitacje. Domyślacie sie w jakiej atmosferze sie wyprowadzałam,
nie mówiąc o tym,że wielokrotnie usiłowała nas skłócić.Szokiem dla
mnie było też jak usłyszałam jak kiedyś przyszła do niej któraś
sąsiadka po pożyczke i jej powiedziała,że ona jest teraz nędzarką bo
córka ukradła JEJ rente i nie będzie już pożyczać. Były też inne
bardzo nieprzyjemne rzecz o których nie będe nawet pisać. No i nasze
kontakty sie urwały, sama zostałam matką i nie wyobrażam sobie tak
traktować dziecko, po prostu sie nią brzydze. Niestety nadal jestem
niepełnosprawna umiarkowanie i będe musiała sie rehabilitować do
końca życia aby móc jako tako funkcjonować i sie poruszać.Ostatnio
dowiedziałam sie,że moja matka ma zamiar przepisać swoje mieszkanie
wnuczce, córce siostry.Dowiedziałam sie też ,że prawdopodobnie przez
wiele lat finansowała moją siostre robiła opłaty i inne zakupy (
moja siostra umie wyrzekać na swój los i wzbudzać litość, bo do
pracy nie pójdzie bo po co, całe dnie spędzała po koleżankach- na
papieroskach i na zakupach,pracował tylko jej mąż i nieźle
zarabiał). I do czego zmierzam? przez ponad 20 lat dokładałam sie
do opłat , mieszkanie zostało wykupione z mojej książeczki
mieszkaniowej, moje rodzeństwo też dostało książeczki z których
mieli mieszkania,praktycznie matka zrobiła ze mnie kaleke na
garnuszku państwa bez emerytury z niepewną przyszłością i bez
pieniędzy na leczenie do końca życia. Jak mam sie przed tym
zabezpieczyć? Cy można coś zrobić jeśli przekaże to mieszkanie np.w
darowiźnie czy moge dochodzić swoich praw do mieszkania czy moge po
jej śmierci liczyć tylko na zachówek o ile oczywiście mnie nie
wydziedziczy, bo nie utrzymuje z nią żadnych stosunków , nie zna i
nie pozna mojego dziecka i nie chce mieć z nią nic wspólnego.A może
pozwać ją do sądu już teraz zanim cokolwiek zdąży zrobić( nie chce
jej wyrzucać z mieszkania gwarantem mógłby być zapis notarialny
mieszkania)? Niemam pojęcia co zrobić,ale do sądu wolałabym jej nie
pozywać nie mam siły na takie utarczki, a rozmową z nią nie chce sie
babrać , bo to bez sensu i tak nigdy nie dotrzymuje
obietnic.Poradźcie co można zrobić.Sorki,że takie długie.