jasia2jasia
19.09.08, 23:01
Uciekłam z domu męza, zostawiłam spiące dziecko. Nie wytrzymalam
psychicznie jego gnebienia. Pol godziny wczesniej wrocilam od mojej
mamy, ktora jest chora na raka, ogolilam jej glowe (czy muszę pisać
w jakim bylam wczesniej nastroju???), posprzatalam w domu, dodam ze
pracuje na caly etat na odpowiedzialnym stanowisku. Wrocilam do
swojego domu naprawde bardzo zmeczona. Poszło o duperele, ale z
mezem non stop byly klotnie, tzn. on się do mnie jeśli odezwal to
tylko po to by miec bzdurne pretensje. Poszlo o niewywieszone
pranie, ktore nastawilam po przyjsciu z pracy. Malzonek, ktory w
domku nic nie robi, odkurzacz mial w reku moze 3 razy w ciagu 5
lat, stwierdzil ze ma tego dość ze sie nie wywiazuje z moich
obowiązkow i ze ciagle jestem zmeczona. Ostentacyjnie poprosil swoja
mamusie , z ktorą mieszkamy (sorry-mieszkalam) zeby pomogla mu to
pranie wyswiesic. Uslyszalam jeszcze parę innych milych slow.
Stwierdzil ze dziecka mi nie odda, innym razem kiedy chcialam od
niego odejsc - wyrwal mi 4 letniego synka na oczach moich rodzicow
silą. Synek jest przywiązany do mnie, ale i z ojcem ma bardzo dobry
kontakt. Dobrze zarabiam, stac mnie na wynajecie mieszkania, ale
najważniejsze- jak walczyć o dziecko, jeśli on mi je fizycznie
wyrywa? Jakie kroki mam podjąć? On jest nieobliczalny, i bardzo
agresywny i naprawdę wredny, zrobi ze mnie wyrodną matkę. Kocham
synka nad życie, i nie chce żeby byl wychowywany przez agresywnego
człowieka i zgadzającą się na wszelkie wybryki synka mamusią.
Przepraszam, że tak chaotycznie, ale cala sie jeszcze trzese.