azile.oli
31.01.09, 16:42
Założyłam wczoraj wątek o opłatach za windę, uzależnionych od
powierzchni mieszkania. Nieważne. Dziś znów telefon od matki... Otóż
miała sporą nadpłatę za wodę, którą miała potrącać sobie
comiesięcznie z czynszu (nie mogła odliczyć na raz, był limit),
obecnie się okazało, że nie ma już nadwyżki, jako, że będą z niej
pokrywane tzw straty za ubytki wody. Owe ubytki powstają w ten
sposób, że część lokatorów nie wpuszcza osób do odczytu wodomierza.
Ci płacący mają pokryć straty, a za 3 lata będzie wymiana
wodomierzy, to wtedy się tamtych obciąży, natomiast , niestety,
zwrotów nadpłat nie będzie. Szlag mnie trafił, bo też mieszkałam w
bloku i jak mąż się kiedyś spóźnił z legalizacją wodomierza, to nam
policzono opłaty od osoby. Zdrowo nas to kosztowało. Uprzedzam
argumenty o braku obowiązku meldunkowego. Jest to dość stare osiedle
i raczej wszyscy mieszkający są zameldowani, pewnie wpadną na
pomysł, aby się wymeldować, ale nie tak od razu. W poniedziałek
muszę lecieć do spółdzielni, bo mieszkanie jest na mnie, ale wkurza
mnie taki sposób rozwiązania sprawy. Czemu matka ma płacić za
złodziei? No bo chyba ktoś, kto korzysta z wody, a za nią nie płaci
to złodziej.