Poród rodzinny - zalety i ograniczenia

12.10.09, 15:36
Oboje z mężem do samego porodu nie wiedzieliśmy, czy chcemy rodzić razem. W
zasadzie mój K. został "wkręcony" w akcję przez personel.
Po przyjściu na oddział położono mnie w małym pokoiku, w którym miałam czekać
na poród. Byłam podłączona do aparatury, tam też podano mi znieczulenie i
przebito pęcherz płodowy... mąż był cały czas obecny, nawet musiał mnie
przytrzymać podczas podawania znieczulenia w kręgosłup. W tym pokoiku położna
poleciła mi już zacząć przeć, aby jak najmniej czasu spędzić na samej sali
porodowej. Jak już dziecko było wsytarczająco blisko, to położna poprosiła
męża aby pomógł jej z dojazdem na porodówkę (po znieczuleniu nie mogłam
chodzić) no i już tam został.
Jak mnie wwozili na salę to zauważyłam obracane lustro pod sufitem i sie
twardo zastanawiałam... po co to lusterko. Jak tylko znalazłam sie na fotelu,
a położna zaczęła manewrować tym lustrem z pytaniem czy dobrze widzę, to mnie
zatkało... co to? film dokumentalny mam oglądać?. Na początku nie chciałam
patrzeć w swoje "rozdziawione" krocze, ale potem to twardo zerkałam czy widać
główkę. Mąż podtrzymywał mi głowę podczas parcia i ... też zerkał w lusterko.
Jak już się pokazała kępka czarnych włosków, to lekarka, która odbierała poród
to wręcz kazała mężowi podejść i zobaczyć.
Gdy już było coraz bliżej finału, byłam tak bardzo skupiona, że nie zwracałam
uwagi na męża. W pewnym momencie w jakiejś przerwie zorientowałam się, ży
oprócz mojego sapania słyszę głośniejsze sapanie za moim uchem. Patrze na
męża, a on blady jak ściana, aż świszczał tak sapał... Tak parsknęłam
śmiechem, że położna z lekarką się na mnie popatrzyły na idiotkę... dostałam
głupawki.
Męża trochę zatkało, ale się szybko opanował i stał tam do końca, oczywiście
od czasu do czasu zerkając między moje nogi. Gdy tylko położyli naszą córeczkę
(wymazaną śluzem i krwią) mi na brzuchu to oboje się rozkleiliśmy ze
szczęścia... pomieszany płacz ze śmiechem. Potem po wytarciu dostał do rąk
swoje małe-wielkie szczęście.

Teraz wspominając całe to wydarzenie, co było najbardziej mrożące krew w
żyłach dla męża, to moment wbijania igły w mój kręgosłup oraz gdy lekarka
wyciągnęła łożysko - ponoć obrzydliwe, ale ja już nie zwracałam na to uwagi.
Mąż całe to wydarzenie wspomina ze śmiechem i stwierdził, że następnym razem
na pewno chce być przy porodzie.
    • rikol Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 14.10.09, 19:19
      A dlaczego nie wolno zagladac miedzy nogi? Czy widok krocza dziala paralizujaco
      jak Bazyliszek? To jakis absurd. W koncu facet wie, jak wyglada jego partnerka,
      w kazdym miejscu. Czy ktos sugeruje, ze ginekolodzy to impotenci, bo odbieraja
      porody, kilka dziennie? Bzdura kompletna. Prosze nie mieszac pojec - ktos moze
      uwazac, ze porod jest nieestetyczny; ktos moze miec uraz, bo widzial partnerke w
      ogromnym cierpieniu; ale to sa rzeczy zalezne od psychiki 'ogladajacego' i jego
      przesadow, a po drugie, od nastawienia czy przyzwyczajenia. Rolnicy, weterynarze
      czy ginekolodzy, ogladaja porody rutynowo (ludzkie oraz zwierzece) i nic im nie
      jest. Porod jest norma, a nie patologia (choc oczywiscie porod moze nie
      przebiegac jak nalezy i wtedy to jest patologia, ale juz tak jest, ze natura
      jest nieprzewidywalna).
      • kretek_bladzi Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 15.10.09, 13:21
        rikol napisała:

        > A dlaczego nie wolno zagladac miedzy nogi? Czy widok krocza dziala paralizujaco
        > jak Bazyliszek?

        Bo są, nie wszyscy, ale są tacy, dla których jest to widok przerażjący i obrzydliwy, mogący zniechęcić do partnerki na zawsze.

        > To jakis absurd. W koncu facet wie, jak wyglada jego partnerka,
        > w kazdym miejscu.

        A co "każde miejsce" ma do krocza w porodzie lub połogu? Jeśli nie widzisz różnicy, to nie ma co dalej pisać.
        • mniemanologia Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 15.10.09, 13:34
          kretek_bladzi napisał:

          > rikol napisała:
          >
          > > A dlaczego nie wolno zagladac miedzy nogi? Czy widok krocza
          > > dziala paralizujaco jak Bazyliszek?
          >
          > Bo są, nie wszyscy, ale są tacy, dla których jest to widok
          > przerażjący i obrzydliwy, mogący zniechęcić do partnerki na zawsze.

          No, Bazyliszek smile
          Mój mąż miał nie patrzeć, ale popatrzył, żyje, oczu mu nie wypaliło,
          traumy nie ma, nie zaczął patrzeć na mnie ani troszkę inaczej. A to
          normalny facet jest, żaden tam chirurg czy inny hardkorowiec.

          Chroń nas, Panie, przed mężczyznami, którzy zniechęcają się na
          zawsze do partnerki po zobaczeniu jej krocza w czasie porodu.
          • 4v Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 15.10.09, 13:42
            mniemanologia napisała:

            > Chroń nas, Panie, przed mężczyznami, którzy zniechęcają się na
            > zawsze do partnerki po zobaczeniu jej krocza w czasie porodu.
            >

            Podobnie jak od kobiet, które po porodzie zmieniają się w stare baby (tłuszcz,
            fryzura ala 70-latka z Radia MaRyja, obleśne ciuchy) i nie zamierzają nic z tym
            zrobić. albo od takich, które po urodzeniu dzieci stwierdzają, że seks im już
            nie jest do niczego potrzebny, bo "swoje zrobiły".

            Oczywiście nie bronię tym facetów, wręcz przeciwnie, po prostu patologie
            poporodowe zdarzają się u obu płci. I są równie żałosne i smutne.
          • etna2525 To, że żyje, nie znaczy, że nie ma negatywnych 15.10.09, 20:47
            wspomnień, większość facetów po takich doznaniach unika oglądania krocza swoich
            partnerek w sytuacjach intymnych
            • mniemanologia Re: To, że żyje, nie znaczy, że nie ma negatywnyc 16.10.09, 12:34
              Wiesz co, bardziej nagatywne wspomnienia z porodu to mam jednak ja big_grin

              A on nie ma żadnego urazu, duże przeżycie dla niego i tyle.
              I nie unika oglądania mojego krocza, ze tak się wyrażę smile
          • kretek_bladzi Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 07:56
            mniemanologia napisała:

            > Mój mąż miał nie patrzeć, ale popatrzył, żyje, oczu mu nie wypaliło,
            > traumy nie ma, nie zaczął patrzeć na mnie ani troszkę inaczej.A to
            > normalny facet jest, żaden tam chirurg czy inny hardkorowiec.

            To ci tylko pogratulować. Ale twoja pewność, to mocno subiektywne i niewiarygodne źródło. Za dużo w swoim otoczeniu widzę rozjazdów między mniemaniem jednej z połówek a rzeczywistością - także w sprawie z topiku tej dyskusji, żeby za pewnik przyjąć zeznanie jednej z nich.

            > Chroń nas, Panie, przed mężczyznami, którzy zniechęcają się na
            > zawsze do partnerki po zobaczeniu jej krocza w czasie porodu.

            Zgadzam się - niestety tacy istnieją. Chroń nas również Panie przed partner(k)ami zmuszającymi niechcących do chcenia.
            • mniemanologia Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 12:36
              kretek_bladzi napisał:

              > mniemanologia napisała:
              >
              > > Mój mąż miał nie patrzeć, ale popatrzył, żyje, oczu mu nie
              > > wypaliło, traumy nie ma, nie zaczął patrzeć na mnie ani troszkę
              > > inaczej.A to normalny facet jest, żaden tam chirurg czy inny
              > > hardkorowiec.
              >
              > To ci tylko pogratulować. Ale twoja pewność, to mocno subiektywne
              > i niewiarygodne źródło. Za dużo w swoim otoczeniu widzę rozjazdów
              > między mniemaniem jednej z połówek a rzeczywistością - także w
              > sprawie z topiku tej dyskusji, żeby za pewnik przyjąć zeznanie
              > jednej z nich.

              Tak czy siak moja opinia na temat mojego męża, z moją znajomością
              psychologii człowieka jest chyba bardziej wiarygodnym źródłem
              informacji na jego temat niż gdybania nieznających nas osób z
              internetu, prawda?
          • szycha79 Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 08:52
            AMEN!!!!
      • and_nowak Rikol - kupę też robisz przy partnerze? 15.10.09, 14:28
        Robienie kupy jest NATURALNE. Poród jest NATURALNY.
        Obie te czynności mocno się różnią, ale można wykazać kilka cech zbieżnych:
        1. Dotyczą tzw. stref intymnych. Wiem partner, bliskość, nagość, ale mimo wszystko.
        2. Są niezbyt estetyczne w odbiorze.
        3. Mogą dodatkowo krępować kobietę.

        BTW: byłem przy obu końcach mojej żony wink
        Zdecydowanie byłem potrzebniejszy przy głowie.
        • rikol Re: Rikol - kupę też robisz przy partnerze? 15.10.09, 15:02
          A czy ty zostawisz swoja zone, bo zwymiotowala przy tobie? A moze zostawisz ja,
          kiedy zachoruje i trzeba jej bedzie zmieniac pieluchy? Wszak to jest
          nieestetyczne, zona nie bedzie pachniala rozami, a ohydnymi ludzkimi
          wydzielinami, ktore wprawdzie wszyscy co jakis czas wytwarzaja, ale je skrzetnie
          ukrywaja. Wnetrze czlowieka jest nieslychanie smierdzace - dotyczy to kazdego,
          twojej ukochanej zony i dzieci rowniez.
          • lia.13 Re: Rikol - kupę też robisz przy partnerze? 16.10.09, 12:39
            czego się czepiaz rikol? Przecież and_novak napisał, ze BYŁ przy żonie w czasie
            porodu, przy "obu końcach". Pomimo tego, że nie bardzo mu się to podobało. Na
            szczęście jednak dla niego, jego żona bardziej go potrzebowała przy głowie.
            Ja osobiście nigdy nie rodziłam, jednak gdybym rodziła, to chciałabym mieć męża
            przy sobie, ale właśnie przy sobie, a nie przy moim kroku. I mógłby sobie zerkać
            w lusterko, gdyby miał na to ochotę, ale oczekiwałabym od niego, że będzie przy
            mojej głowie, ściskał mnie za rękę, pocieszał, dopingował, bo poród fajny nie
            jest, a na pewno bardzo wyczerpujący i trzeba mieć przy sobie bliską osobę,
            która pocieszy rodzącą ale i warknie na lekarzy czy pielęgniarki, jeśli zajdzie
            taka potrzeba. A zaglądać w krocze? Niech sobie zagląda jeśli chce wink byle tylko
            nie zaniedbywał mojej głowy i potrzeb duszy
            • bombelix Re: Rikol - kupę też robisz przy partnerze? 16.10.09, 13:18
              a ja rodziłam i mój mąz stał przy głowie, mojej oczywiście, chcieliśmy porodu
              razem i też mieliśmy obydwoje pewne obawy (rozmawialiśmy o tym) jak widok krocza
              w czasie porodu może - bo nie musi - wpłynąc na nasz seks. Ja nie chciałam żeby
              mąż tam zaglądał, zresztą trzymał mi głowę jak parłam i pomagał bardzo. Ale
              kiedy już pojawiła się wyczekiwana główka, on nie wytrzymał i zerknął, z
              ciekawości, ale nie z ciekawości krocza, tylko maleństwa, no i tego, jak ono
              wygląda. I mówił mi potem, że to był niesłychanie surrealistyczny widok, taka
              mała, jeszcze zniekształcona główka wystająca ze mnie.
              Seks uprawiamy nadal i nadal czujemy pożądanie. I widział mnie tam, jeszcze
              wiele razy, że się tak wyrażę. Bez żadnego obrzydzenia.
              Tak że chyba wiele zależy od nastawienia no i od relacji, także w łóźku,
              pomiędzy dwojgiem. Jak już ktoś napisał - jeśli po porodzie zaczyna być coś nie
              tak bo facet widział krocze, to chyba wcześniej też musiało szwankowac albo
              relacje są na tyle słabe, że taki,hmm, incydent je mocno psuje. Albo facet w
              głębi duszy nie był przekonany, ale BYL, bo tak trzeba, bo jest to modne, bo nie
              chciał zawieść partnerki, i takie tam. Ale sam w sobie do końca nie podjął
              decyzji na TAK. Wtedy to może miec przykre konsekwencje.
            • and_nowak Re: Rikol - kupę też robisz przy partnerze? 16.10.09, 16:02
              lia.13 napisała:
              > czego się czepiaz rikol? Przecież and_novak napisał, ze
              > BYŁ przy żonie w czasie
              > porodu, przy "obu końcach". Pomimo tego, że nie bardzo
              > mu się to podobało.

              Nie pisałem, że mi się nie podobało! Owszem - widok krwi itd. nie należy do
              moich ulubionych, ale zdecydowanie większe opory miała moja żona. To ona nie
              chciała bym ja taką oglądał.

              Co do kupy - przewijałem dzieci jak zrobiły kupę. Teraz już same sobie radzą i
              NIE CHCĄ bym je w tym czasie oglądał. Ja też ich nie chcę oglądać.
              Reasumując: naturalne jak cholera, ale INTYMNE i wstydliwe.

              Jeżeli rikol będzie przez kogoś na starość podcierana, to zapewne obie strony
              nie będą tego robić dla przyjemności, tylko z poczucia obowiązku (rikol z potrzeby).
        • mniemanologia Re: Rikol - kupę też robisz przy partnerze? 15.10.09, 15:35
          A ja odpowiem za siebie - tak, zdarzało mi się.

          Ale masz rację - obie te czynnosci mocno się różnią.
      • etna2525 Ginekolodzy baczęsto się rozwodzą i mają kilka żon 15.10.09, 21:00
        czy przyjaciółek, według mnie mają podwyższony próg pobudliwości i dlatego
        szukają stale czegoś nowego , żeby ich "ruszyło"..
        Bo po paru godzinach pracy, jak to mówi zawsze znajomy ginekolog, ma tylko jedno
        pragnienie: zobaczyć ludzką twarz..
      • magdula77 Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 11:11
        przed porodem także myślałam, że co to, krocze jak kroczewink ale po
        porodzie... cóż, to nie wygląda fajnie. położne polecały nawet mamom
        nie zaglądać sobie między nogi. obrzęk, siność,... a fuj!
        jesli facet przy porodzie, to tylko przy głowie.
    • valana Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 15.10.09, 13:56
      Na nasze życie erotyczne wspólny poród nie wpłynął jakoś specjalnie (o ile w
      ogóle). Tak przed nim, jak i po nim (no, nie od razu oczywiście) bzykamy się
      jak króliczki.
    • filona.may Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 15.10.09, 14:07
      "na wszelki wypadek zawsze przypominam, że miejsce partnera na sali porodowej jest nie przy kroczu, ale przy głowie kobiety"

      Nie da się patrzeć tylko na głowę, spójrzcie na pozycje porodu:
      www.edziecko.pl/ciaza_i_porod/1,79332,3078596.html
      • magdula77 Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 11:14
        jasne, że nie da się siedzieć przy głowie. ale ja zalecam nie
        wchodzic między nogi, po prostuwink)
    • slavko.matejovic Drogie Panie... 15.10.09, 14:47
      Jeśli chcecie by wasz facet nabrał do Was dystansu, jeśli chcecie
      popsuć życie seksualne, zmuście go do wspólnego porodu. 100%
      gwarancji, że zacznie szukać kobiety, z którą seks nie będzie się
      kojarzył z wrzaskiem i bólem. No chyba że macie za męża zwolennika
      zabaw sado.
      • titta Re: Drogie Panie... 15.10.09, 15:06
        Wiekszosci mezczyzn nie trzeba zmuszac. Poza tym ktos ciagle
        zapomina, ze w decydujacym momecie/w razie komplikcji mozna po
        prostu wyjsc.
        A i jakie miejsce "przy glowie" jesli w wiekszosci przypadkow nie
        powinno sie rodzic sie na lezaco?
        • mniemanologia Re: Drogie Panie... 15.10.09, 15:11
          No wiesz, można lewitować, założyć sobie klapki na oczy, zrobić
          sobie lornetkę z rąk...
          Jest tyle możliwości, żeby broń Boże nie zobaczyć czegoś, co mogłoby
          spowodowac uraz do ukochanej kobiety, która w danym momencie usilnie
          i często w mękach pracuje, żeby wydać na świat wspólne dziecko...
      • mniemanologia Re: Drogie Panie... 15.10.09, 15:09
        Szanowny Panie, nikt tu nic nie wspomniał o zmuszaniu.
      • ewicia22 Re: Drogie Panie... 15.10.09, 18:57
        hmmm... najwyraźniej mam w domu fana sado!!! bo pcha się na porodówkę po raz
        drugi...
      • eye-witness Re: Drogie Panie... 16.10.09, 12:37
        Wszyscy, ktorzy byli przy porodzie, zostali zmuszeni?
    • andrutos Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 15.10.09, 15:26
      Ja byłem przy żonie podczas porodu.
      Uważam, że każdy odpowiedzialny, kochający mężczyzna powinien być.
      Poród jaki znamy z filmów i opowieści czyli: krew, nacięte krocze,
      wrzaski i kosmata główka między nogami kobiety to w reguły końcówka,
      ostatnie 15-20 minut. Wtedy facet jest już niepotrzebny - wszystko
      dzieje się szybko, o wszystkim decyduje położna i lekarz. Jak ktoś
      ma słabe nerwy może wtedy poczekać na zewnątrz, kobieta ma wtedy
      taki odlot, że może nie zwrócić uwagi, że mąż czmychnął.
      Facet jest niezbędny w pierwszej fazie porodu kiedy trwają skurcze,
      oznaczające wiele godzin bólu i wysiłku, facet jest potrzebny żeby
      podać wodę, podnieść, podtrzymać, pomagać w oddychaniu, pomagać
      usiąść, wstać, skakać na piłce, podtrzymać na duchu w chwili
      zwątpenia, oceniać trzeźwo sytuację, bronić żonę przed niemiłymi
      położnymi, żeby rozmawiać z personelem - po prostu pomagać ukochanej
      kobiecie w trudnej sytuacji
      W tej fazie porodu właściwie nie ma krwi, krzyków, widoku krocza i
      tego wszystkiego czego boją się wrażliwcy. Jest ciężka praca kobiety
      która rodzi dzieko. Rodzi w bólu. Facet ma być i pomagać.
      Doświadczenie cudowne, moją żonę kocham i podziwiam po tysiąckroć
      a to jak wspólny poród nas zbliżył to jest po prostu kosmos.

      Każdy związek ma swoje prawa i zasady, nikogo nie oceniam.
      Zastanawiam się tylko, czy ktoś kto obawia się widoku zmęczonej
      obolałej czy nawet poranionej i zakrwawionej kobiety, nie powinien
      zadać sobie pytania czy równie zniechęcający będzie dla niego widok
      żony bez makijażu, starzejącej się żony ze zmarszczkami, chorej
      żony, zmęczonej żony.
      • zilaneczka-net Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 15.10.09, 15:44
        Nic dodac nic ujac. Zgadam sie z Toba w 100%. Moj maz tez byl przy mnie chociaz cala ciaze powtazal ze wolalby nie, lecz w ostatniej chwili sie zdecydowal i nie zalowal swej decyzji teraz jestesmy w drugiej ciazy i maz juz mi powiedzial ze znow ze mna bedziesmilez czego sie bardzo ciesze bo nie wyobrazam sobie rodzic bez niego. Pozdrawiam.

        https://www.suwaczki.com/tickers/p19uqqmzw3q0mtit.png
      • kashakar33 Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 15.10.09, 15:52
        Jest ciężka praca kobiety
        > która rodzi dzieko. Rodzi w bólu. Facet ma być i pomagać.
        > Doświadczenie cudowne, moją żonę kocham i podziwiam po tysiąckroć
        > a to jak wspólny poród nas zbliżył to jest po prostu kosmos.
        >
        > Każdy związek ma swoje prawa i zasady, nikogo nie oceniam.
        > Zastanawiam się tylko, czy ktoś kto obawia się widoku zmęczonej
        > obolałej czy nawet poranionej i zakrwawionej kobiety, nie powinien
        > zadać sobie pytania czy równie zniechęcający będzie dla niego widok
        > żony bez makijażu, starzejącej się żony ze zmarszczkami, chorej
        > żony, zmęczonej żony.

        Twoja żona musi być z Ciebie dumna! Mój mąż uważa tak samo. Świetnie, że
        zwróciłeś uwagę na fakt, iż poród jest CIĘŻKĄ PRACĄ KOBIETY. Ból jest okropny
        (to tak z perspektywy kobiety-matki...) i potrzeba tu pomocy i oparcia w mężu.
        Pozdrawiam.
      • eye-witness Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 12:00
        Oby wiecej takich MEZCZYZN.
        Niektorym facetom wydaje sie chyba, ze ich kobieta rodzi im na zlosc i ze caly
        swiat powinien krecic sie tylko wokol nich, zas kobieta ma dbac o to, by im sie
        jak najdluzej chcialo. Fiolki, pszczolki, motyle w brzuszku i laska na zawolanie.
      • slepy_kret Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 13:17
        Szczesliwa Twoja Zona- zgadzam sie w 20000%!
    • liwia_augusta Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 15.10.09, 16:16
      Poród to szczególne wydarzenie. Nie zawsze przebiega łatwo i prosto,
      to ogromny wysiłek i raczej w tym momencie nie powinno się oczekiwać
      od kobiety,że będzie wyglądała pięknie i zachęcająco. Normalny
      człowiek wie, że w życiu, związku są różne chwile. Jest czas na
      romantyzm i czułe słówka i czas, kiedy rodzi się dziecko - trudny i
      fizycznie mało piękny. Wątpliwym partnerem jest męźczyzna, który
      oczekuje jedynie tych pięknych chwil. To głupiec i tyle, człowiek
      niedojrzały, który oczekuje, że żona urodzi, a potem piękna i
      pachnąca, z dzieckiem w ramionach będzie czekała na swojego
      ukochanego. On nie chce wiedzieć przez co przeszła.
    • polandfirst1 Bla bla bla.... 15.10.09, 17:02
      Uwazam ze miejsce mezczyzny jest za drzwiami-i bez oburzenia prosze!
      Nie trzymacie nas za raczke podczas innych spraw w zyciu i podczas
      problemow to nie potrzebujemy waszej raczki podczas porodu.
      To czas z ktorym tylko i wylacznie kobieta musi sie zmierzyc a nie
      wy siedzacy kolo glowy i patrzacy na ten caly cyrk. To nie tlyko
      bol, i straszny wysilek ale rowniez zwyczajna fizjologia na ktora
      nie mam ochoty zebys patrzyl. Przez cale wieki kobiety rodzily same,
      i teraz jakas histeria na temat niezbednosci ciebie kolo mnie w
      trakcie porodu.

      Nie oszukujmy sie-mezczyzni to wzrokowcy-a porod do pieknych rzeczy
      nie nalezy. Potem slysze od kolezanek po jakims czasie ze "cos" sie
      z nim stalo i nie patrzy na nia jak dawniej. No pewnie ze nie,
      wprawdzie trzyma swoje dziecko piekne i pachnace na rekach ale w
      glowie ma twoj widok.
      • titta Re: Bla bla bla.... 15.10.09, 17:23
        No, sa takie, ktore nie chca mezczyzny takze podczas poczecia. Jakby
        nie patrzec, to takze niezbyt estetycza fizjologia...
        (Dawniej starano sie brak estetyki zminimalizowac jak nie
        przescieradlem z dziurka to przynajmniej zgaszonym swiatlem)
      • anettchen2306 Re: Bla bla bla.... 15.10.09, 17:29
        "Nie trzymacie nas za raczke podczas innych spraw w zyciu i podczas
        problemow to nie potrzebujemy waszej raczki podczas porodu." Jezeli
        masz TAKIE wsparcie w mezu to szczere kondolencje sad Maz trzyma
        mnie "za reke" (doslownie i w przenosni) w roznych sferach naszego
        codziennego zycia. Niech kazdy decyduje za siebie. Nie pisz wiec w
        liczbie mnogiej smile


        "To czas z ktorym tylko i wylacznie kobieta musi sie zmierzyc a nie
        wy siedzacy kolo glowy i patrzacy na ten caly cyrk." Skoro nazywasz
        porod cyrkiem, to faktycznie moze lepiej wybrac sie do cyrku niz
        kiedykolwiek byc na porodowce.

        Co do bolu: rodzilam dwa razy i wiem JAK boli. Sa jednak srodki
        pomagajace w zwalczaniu tego bolu (nie, nie bralam zzo). Chyba za
        bardzo naogladalo sie filmow z krwawymi porodami i wrzeszczacymi
        kobietami.

        Gdyby moj maz mial "moj widok" w glowie, to z pewnoscia nie
        mielibysmy drugiego dziecka. Z reszta w krocze sie nie patrzyl -
        rodzilam na kolanach uwieszona na nim i nie chcialam go zamienic na
        polozna. On tez nie chcial mnie - NAS zostawic samych. Nie sadze, ze
        jest histerykiem.

        "Potem slysze od kolezanek po jakims czasie ze "cos" sie
        z nim stalo i nie patrzy na nia jak dawniej." A moze to ONA jest tak
        zafascynowana dzieckiem, ze swiata poza nim nie widzi, ba spi z
        dzieckiem w osobnym pokoju, bo maz/partner przeszkadza? I z tegoz
        powodu snuje sie calymi dniami w rozmamlanym dresie,
        przetluszczonych wlosach bo przeciez dziecko jest najwazniejsze?
        Wtedy faktycznie mozna stac sie aseksualnym...
      • ewicia22 Re: Bla bla bla.... 15.10.09, 19:01
        każdy wybiera to, co mu odpowiada.

        my trzymamy się za rączki od dobrych 10 lat i jakoś nam nie przechodzi. będziemy
        się tez trzymać po raz drugi na porodówce. z radościa czekamy na synka i
        będziemy rodzic razem- z całą okropną fizjologią i bólem smile
    • welcometopoland Moja żona chciała bym był a potem mnie opier... 15.10.09, 18:03
      .. za to że kupiłem ZŁE nosidełko do samochodu dla dziecka i nie wystroiłem
      pokoju dziecinnego (odsypiając dobę stres poporodowy).

      Przy okazji zrugała mnie że wszcząłem 2x fałszywy alarm i ochrzaniłem
      lekarkę/położną ("bo to wstyd mieć nerwowego męża")

      A sex zanika po porodzie nie tylko z powodu porodu rodzinnego !
      Dla mojej żony byłem 1 partnerem i nie jest wystarczająco świadoma swego ciała
      i uboga w doznania, pragnienia. U takich pożądanie zanika bo się spełniły i
      finito. Miłość przelewają na dziecko a dla faceta rzadko kiedy starcza.
      Pomijam totalne i notoryczne zmęczenie przez pierwsze 2 lata noworodek do
      koszmar (stres, depresja poporodowa, miliony pytań, zarwane noce) jak się nie
      ma do pomocy dziadków..
      • eye-witness Re: Moja żona chciała bym był a potem mnie opier. 16.10.09, 12:05
        Mam pytanie. Jak pomagales swojej kobiecie, gdy byl stres, DEPRESJA, zarwane noce?
      • lia.13 Re: Moja żona chciała bym był a potem mnie opier. 16.10.09, 12:51
        no i tak to jest jak się bierze sobie za żonę dziewicę. Bierze sobie taki jeden
        z drugim 30-letnią dziewicę, która do tej pory z nikim i nigdy nie uprawiała
        seksu (zatem pewnie nie miała potrzeb seksualnych), a później się dziwi, że po
        ślubie czy też urodzeniu dziecka ona nadal nie ma potrzeb seksualnych wink
    • welcometopoland .. i to "wspólne" dziecko/poród kończą się w dniu 15.10.09, 18:09
      ..rozwodu.

      Ponieważ w tym posranym kraju sądy kierowane przez wąsate baby w 95% oddają
      dzieci matce a ojciec dostaje widzenia po kilka dni w miesiącu !!!

      • ewicia22 Re: .. i to "wspólne" dziecko/poród kończą się w 15.10.09, 19:03
        ja Ci szczerze wspólczuję, ale nie sądzę, żeby wspólny poród był powodem
        rozstania...

        a przez Ciebie przemawia raczej gorycz i rozczarowanie... naprawdę mi przykro...
      • eye-witness Re: .. i to "wspólne" dziecko/poród kończą się w 16.10.09, 12:06
        A kto zabrania mezczyznom pracy w sadach rodzinnych? Czy to przypadkiem nie
        chodzi o to, ze to jest wg facetow malo ambitne zajecie? Lepiej bawic sie
        adwokata diabla.
    • izzabeauty Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 15.10.09, 21:08
      Urodziłam (porody naturalne) 3 dzieci.
      Przy każdym porodzie tak jak i poczęciusmile był mój mąż.
      Podczas porodów :"toczył" mnie do wanny, zmieniał podkłady,ocierał pot z czoła
      ...nagrywał na video, a gdy dziecko przyszło na świat przecinał pępowinę.Dziś
      dzieci są w wieku szkolnym. Często w rozmowach wspominają ,że tata przyszedł
      ich powitać gdy przychodziły na świat.Są z tego powodu bardzo dumne !!!
      Jeśli chodzi o nasze życie seksualne to jest tak jak było-wspaniale.
      Mój mąż dla mnie jest nie tylko kochankiem ,ale również moją miłością
      życia!Jeśli nie ma silnej więzi między partnerami może się okazać,że widok
      spoconej,zakrwawionej,jęczącej kochanki może niemiło zaskoczyć skutkiem czego
      mogą być problemy łóżkowe.Ja jednak nie żałuję,że ojciec moich dzieci powitał
      je na świecie.
      Wszystkim przyszłym Rodzicom życzę samych dobrych decyzji życiowych.Pozdrawiam.
    • obywatelx5 ja to podczas porodu żony zajmowałem się wszytkim 16.10.09, 08:19
      no prawie wszystkim smile na koniec wykąpałem ją i poszedłem do domu
      na drugi dzień chciałem szpitalowi wystawić rachunek ale to on mi
      wystawił pierwszysmile
      pozdrawiam wszystkich chłopów na salach porodowych świata
    • szycha79 Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 08:51
      Uczestniczyłem w porodzie mojego dziecka i nie wyobrażam sobie żeby coś takiego mogło mnie ominąć. Faceci robiący z siebie bohaterów, a z porodu przeprawę przez piekło mają problemy emocjonalne. Która żona chciałaby na całe życie wiązać się z partnerem, który w jednym z najważniejszych momentów w życiu chce być daleko, brzydzi się jej ciała i nie jest odporny na ból i krew? A jak się coś kiedyś, nie daj Boże, stanie? Wypadek, albo choroba? Też ucieknie do poczekalni? Za komuny byś taki system, że nie wolno było uczestniczyć i sobie towarzystwo wykalkulowało, że tak powinno być nadal... Żona jakoś nie może sobie odpuścić porodu, więc mąż powinien być obok, a jeżeli pojawiają się potem problemy łóżkowe... no cóż, najwyraźniej wcześniej też coś było nie tak. Pożądanie w stałym związku opiera się w znaczącej mierze na miłości i czułości - jeżeli tak jest to widok narodzin swojego dziecka może takie uczucia tylko wzmocnić. (Tak jest w moim przypadku). Suma sumarum- przyszli tatuśkowie, nie bać się i uczestniczyć bo to jest moment, w którym łatwo możecie udowodnić, że jesteście warci swojej partnerki i następcy(czyni).smile
      • eye-witness Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 12:09
        Zgadza sie. Co wiecej taki facet bedzie oczekiwal, kiedy jemu sie cos stanie, ze
        jego kobieta, ta, ktorej on sie brzydzil, bo rodzila, bedzie mu pieluche zmieniac.
    • budyn.czekoladowy facet ktory... 16.10.09, 09:05
      Facet który boi sie porodu rodzinnego to CiPPPAAA a nie chłop. Niezorumiem
      takiego podejscia, zrobilem, patrzalem,a po porodzie baba ble. Trzeba zostawic
      takiego typka, bo jak skonczysz 40 lat i bedziesz miala jakies "niesmaczne"
      czesci ciala to sobie wymieni na nowszy model, taki przedporodowy wink
      • ytzek.bloch Re: facet ktory... 16.10.09, 09:27
        Będę brutalny, bo do tych waszych łepetyn zaczadzonych feministyczną
        ideologią nic nie dociera. Slavo ma rację. Jego oponenci nie.
        Dlaczego? Ano dlatego, że normalny, przeciętny, zdrowy mężczyzna
        hetero potrafi kochać swoją żonę i nie będzie mu przeszkadzało, że
        po porodzie mogą być rozstępy, że z wiekiem cipka z bułeczki zamieni
        się w motylka, to wszystko jest normalne i naturalne. Faceci są
        jednak wzrokowcami, i kobiece krocze, które do tej pory kojarzyło mu
        się z czymś przyjemnym, teraz po zmuszeniu do asystowania przy
        porodzie spowoduje wstrząs. Może udawać macho i twardziela, ale
        zawsze w głowie coś zostanie. Taki niby kamyczek w bucie, niewielki,
        ale z czasem zacznie uwierać. Chcąc nie chcąc, zamiast fajnego
        seksu, będzie miał przebłyski bólu i cierpienia, cały ten obraz
        wewnętrznych płynów ustrojowych i w ogóle. Ale jak kobiety chcą same
        wepchnąć mężczyznę w ramiona kochanki, proszę bardzo, niech każą
        asystować, bo to takie trendi. A potem będą zdziwione, że facetowi
        odechciało się seksu. A temu facetowi, co filmował cały poród to
        współczuję. Jak to potem oglądać? Ale rozumiem, są różne upodobania
        filmowe, jedni filmują się jak się seksują, inni przy porodzie, a
        jeszcze innych podnieca defekacja. Tylko kurczę pieczone znajcie
        proporcje i nie róbcie z marginalnych zachowań obowiązku i
        afirmowania!
        • andrutos Re: facet ktory... 16.10.09, 10:17
          > Faceci są
          > jednak wzrokowcami, i kobiece krocze, które do tej pory kojarzyło
          > mu się z czymś przyjemnym, teraz po zmuszeniu do asystowania przy
          > porodzie spowoduje wstrząs

          Byłem przy żonie kiedy rodziła.
          Byłem od początku do końca, w sumie z 10 godzin.
          Nie widziałem krocza mojej żony ani przez chwilę.
          Pamiętam ciężką pracę i ból żony.
          Jak wspominamy poród to mamy przed oczami kilka obrazów.
          Same piękne.
        • eye-witness Re: facet ktory... 16.10.09, 12:18
          Chcialam zauwazyc, ze - wbrew temu co twierdza mezczyzni, kobiety rowniez sa wzrokowcami oraz cialo mezczyzny rowniez sie starzeje, rosnie drugi, trzeci podbrodek, jaja coraz blizej kolan, coraz trudniej zobaczyc swoje klejnoty, potencja juz nie ta. Dupa, ktora byla kiedys zgrabnym tyleczkiem kojarzy sie juz kobiecie tylko z jego bakami, usta, ktore tak slodko calowaly - z bekaniem, brzunio, ktore kiedys umiesnione bylo - z beczka. I tak dalej. Oczywiscie przejaskrawiam, ale rozumiesz co mam na mysli? Kobiety nie rodza facetom na zlosc, tak dla zabawy. To jest ogromny bol i ciezka praca. Jesli mezczyzna, ojciec dziecka nie jest w stanie tego zrozumiec, to sam jest dzieciakiem. Nikt nie kaze stac miedzy nogami i sie zachwycac, ale niech pomoze chociaz w fazie poczatkowej, jesli taki delikatny.
        • mniemanologia Re: facet ktory... 16.10.09, 13:47
          Ja to jednak Tobie współczuję.
          Tu nie chodzi o to, czy facet twardzielem jest czy udaje, ale po
          prostu jeśli ma słabą psychikę, to faktycznie będzie czuł ten
          kamyczek w bucie.
          Jeśli ktoś rady nie daje, nie daje sobie rady ze wspomnieniami itd,
          to niech nie dorabia do tego ideologii.
          Aha - Slavo ma rację - nie należy nikogo do niczego zmuszać.
          Obecność faceta przy porodzie nie jest w dzisiejszych czasach
          marginalnym zjawiskiem, już nie przesadzaj. To, że Ty nie dałbyś
          rady, nie czyni z Ciebie typowej jednostki.
          A jeśli facet z takiego powodu idzie do kochanki - o rany, to to już
          pojechałeś smile Bieeeeeeedny facet taki smile Dlaczego kobiety, którym
          mąż odmawia seksu, nie szukają sobie kochanków? Powinny, nie? I
          niech się facet nie dziwi, nie?
          Jeśli mówi się, że faceci są wzrokowcami, to analogicznie można
          mówić, że kobiety są czuciowcami. I tu biodźce przy porodzie są o
          wiele silniejsze. A jednak większość kobiet decyduje się na to po
          raz kolejny. Masochistki czy jak? Skądże. Po prostu psychika jest w
          stanie przezywciężyć to przeżycie, które często jest bardzo trudne,
          jeśli nie traumatyczne. I te, które piszą, że drugiego dziecka nie
          będzie - nie dorabiają jakoś do tego szczególnej ideologii.
          E, za dużo wątków jak na jeden post.
    • junost1 Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 11:11
      Cieszę sie że byłem przy porodzie mojej córki, polecam wszystkim którzy
      kochają matkę swojego dziecka i chcą tworzyć z nimi rodzinę.Żona mówiła mi ze
      nie docierały do niej słowa położnej tylko moje i że czuła wielką ulgę że
      jestem przy niej w takiej chwili. Od porodu minęło 14 lat.
      • ola Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 11:23
        w prawdzie jestem kobietą, więc meandry męskiego mózgu są mi obce,
        ale...
        Jeśli wasze żony kiedys wpadną pod samochód, wywalą się na nartach
        czy oparzą tłuszczem z patelni i ich dotąd przyjemne i miło się
        kojarzące oblicza okażą się oszpecone, w ranach a z czasem bliznach,
        to skończy się to wstrętem i rozwodem?
        Czy tylko krocze tak na Was działa?

        Mój maz chyba nie byłby zadowolony wiedząc, że jeśli kiedykolwiek
        zobacze go z np. blizna po operacji wyrosta, to już więcej do łóżka
        nie wpuszczę
        • eye-witness Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 12:21
          Ola, nie pytaj co oni zrobia, gdy ich zonom sie cos stanie, tylko zapytaj, czego
          oni by oczekiwali od swoich kobiet, gdyby im, tym silnym, niezlomnym mezczyznom
          sie cos stalo? Rozumiem, ze wykazaliby sie pelnym zrozumieniem, gdyby ich dotad
          kochajace zony uciekly, gdyby lezeli zasrani w lozku, bo to taaaakie szokujacewink
    • nospam-net z życia wzięte 16.10.09, 12:23
      Mój kolega z pracy, zmuszony przez żonę do udziału w porodzie rodzinnym wbrew
      jego woli, najpierw porzygał się na rodzącą a potem zemdlał i to jego musiano
      reanimować a nie ją ... Po czymś takim oboje mieli uraz: ona miała ciężkie
      pretensje, że "zepsuł" jej poród, który miał być taki uroczy, cukierkowy i
      obfotografowany, coby zachwycić rodzinę i znajomych widokiem ciężko opłaconej
      sali porodowej, a tu taki lapsus, on miał depresję, że się nie sprawdził, nie
      stanął na wysokości zadania, że się wygłupił i nic nie wyszło ze starannie
      zaplanowanego porodu, ponadto seks między nimi odszedł do historii, bo jej
      wagina mu się le kojarzyła i nie mógł się przemóc ... W efekcie po roku od
      porodu rozwiedli się we wzajemnych pretensjach, mimo że on bardzo kochał
      córkę, to jednak małżeństwo było kompletnie zniszczone. I tak, drogie panie,
      kończy się uleganie modzie na rodzinne, reżyserowane porody ... Może to był
      skrajny przypadek, ale zanim zaciągniecie swoich opierających się facetów na
      salę porodową, weźcie pod uwagę, że oni też mogą być nieodporni psychicznie,
      pełni obaw i uprzedzeń, nieprzygotowani na taki widok, mogą mieć blokady
      związane z seksem, widokiem damskich narządów rodnych w nietypowym stanie,
      wszak faceci to też ludzie i mają prawo do własnych lęków, fobii i skoro mówią
      "nie", to nie znaczy że nie kochają, może po prostu nie podołają ...
      Zastanówcie się nad tym czy warto dla tego jednego wydarzenia wystawiać na
      próbę wasze życie?
      • geehee też znam podobną historię 16.10.09, 12:39
        U mojej przyjaciółki było podobnie (choć bez rzygów) i seks później też już nie
        wychodził niestety mimo, że oboje się kochali i nie chcieli się rozwodzić, to
        przez kilka lat po porodzie on unikał seksu, jej początkowo było to na rękę,
        później zaczęła się niepokoić, w końcu zaproponowała terapię i wyjaśnienie
        sprawy u seksuologa, ale już było po ptakach - miał kochankę i małżeństwo się
        posypało. W trakcie rozwodu już powiedział jej, że nie mógł zapomnieć widoku jej
        rozciągniętej porodem cipy i on stawał mu przed oczami ilekroć mieli się kochać
        i odechciewało mu się. Tak niestety bywa, można tutaj dużo mówić o miłości,
        czułości i przywiązani, o pięknej więzi między małżonkami i dzieckiem, ale
        jeżeli komuś coś przestawi się w głowie, to potem nie ma zmiłuj, największa
        miłość się sypie. To było dobre, kochające się małżeństwo ale czy jakiś facet
        wytrzyma długo z kobietą, z którą seks dla niego jest obrzydliwy? Nie. Więc
        chyba nie warto było rodzić wspólnie, swoje dzieci kochają też ojcowie, którzy
        czekali za drzwiami.
      • eye-witness Re: z życia wzięte 16.10.09, 12:42
        A jak ona go ZMUSILA? Przystawila mu pistolet do glowy, poszly w ruch kajdanki?
        Czesto mam wrazenie, ze to kobiety nie maja prawa oczekiwac wsparcia i
        zrozumienia. I to kobiety TEZ sa ludzmi.
        • chubbba Re: z życia wzięte 16.10.09, 12:54
          eye-witness napisała:
          A jak ona go ZMUSILA? Przystawila mu pistolet do glowy, poszly w ruch kajdanki?
          Czesto mam wrazenie, ze to kobiety nie maja prawa oczekiwac wsparcia i
          zrozumienia. I to kobiety TEZ sa ludzmi.

          Och, kobiety mają miliony sposobów na wymuszenie udziału w porodzie, poczynając
          od szantażu psychicznego ("musisz mnie wspierać", "sama sobie nie poradzę"),
          poprzez presje w stylu "wszyscy to robią", "nie możesz mi tego zrobić, to takie
          dla mnie ważne", aż po symulacje bólów i zasłabnięć - wszystko po to aby urodzić
          tak jak koleżanki.
          A to co czuje mąż jest już mało ważne, ma się dostosować i już.
          Kobiety mają prawo oczekiwać wsparcia i zrozumienia, ale czy okazywać można je
          tylko udziałem w porodzie? czy stoją za drzwiami, organizując pobyt w szpitalu,
          zajmując się tysiącami problemów związanych z porodem, urządzeniem dziecka w
          domu, udziałem w opiece nad noworodkiem nie okazuje się wsparcia? Egoizm kobiet
          w okresie ciąży i porodu czasem jest po prostu przerażający i mówię to, mimo że
          jestem kobietą, bo nie ma nic gorszego niż święta krowa z pretensjami do
          otoczenia, że jej "nie wspiera".
          • ugenwillla to samo chciałam powiedzieć 16.10.09, 13:16
            Fajnie jest jak oboje chcą przeżyć razem poród i facet jest na to zdecydowany z
            własnej woli, uważa że jego miejsce jest przy rodzącej i nie boi się tego
            wydarzenia - to jest super i kropka. Ale nie każdy facet jest właśnie taki,
            powiedziałabym że takich jest może 20 % a wiem co mówię - jestem położna z
            30-letnim stażem w różnych szpitalach w USA. W większości przypadków faceci
            przychodzą na salę porodową zmuszeni do tego przez swoje żony czy partnerki i
            zazwyczaj wtedy źle znoszą udział w porodzie, czmychają z sali pod byle
            pretekstem, odwracają wzrok, czają się w kącie, nudzą się długim oczekiwaniem,
            są wystraszeni, czują się bezradni i nie na miejscu, przeszkadzają personelowi,
            no a czasem są sytuacje jak opisana powyżej - to jego a nie ją trzeba ratować,
            bo mdleje, rzyga, dostaje palpitacji serca, zimnych potów, dreszczy czy co tam
            jeszcze zdarzyło mi się oglądać. I nikomu wtedy nie jest miło i romantycznie,
            raczej wszystko bierze w łeb. Naprawdę lepiej zostawić takiego "opornego" przed
            drzwiami i zaprosić mamę, przyjaciółkę, doświadczoną ciocię itp. i nie mieć
            pretensji o "niewspieranie", bo poród to naprawdę nie jest męska sprawa i
            kobieta tak czy owak musi przez to przejść sama, co najwyżej z pomocą położnej
            czy lekarza, a czy mąż jest na sali czy kilka metrów obok, to nie ma w praktyce
            większego znaczenia. I tak przecież już kilka chwil później może wziąć na ręce
            swoje dziecko i przytulić kobietę, która je urodziła, więc czy warto tak kruszyć
            kopię o tę jego obecność skoro tak go to przeraża?
          • ewicia22 Re: z życia wzięte 16.10.09, 14:29
            chubbba, brawo!
            damski głos rozsądku! wiele kobiet przymusza swoich partnerów do udziału w
            porodzie i potem ma pretensje. wszystko opiera się na wzajemnym szacunku i
            zrozumieniu.
            ja mam szczęście w postaci faceta chcącego brac udział w tym wszystkim, ale
            szczerze współczuję tym panom, którzy męczą się na porodówce w wyniku presji
            kobiety, a nie własnej chęci.
        • lia.13 Re: z życia wzięte 16.10.09, 13:09
          nie bardzo też sobie mogę wyobrazić, co by się mogło na takiej sali porodowej
          wydarzyć aby ktoś mógł zwymiotować. No, ale pewnie lazł jej między nogi zamiast
          trzymać za ręce i może widział wylewające się wody płodowe? Do prawdy, nie mam
          pojęcia.
    • martha-s Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 13:02
      z tresci postow wynika ze moj maz to palant bo nie byl przy porodze.
      Trudno niektorym przyjac do wiadomosci ze kobieta moze niechciec
      meza przy porodzie nie ze wzgledu na seksualnosc, a dlatego ze kazdy
      czlowiek ma inne potrzeby. Ja w tych najgorszych momentach chcialam
      byc sama, bo obecnosc kogokolwiek poprostu mnie drażniła. Ocena
      zwiazku pod katem obecnosci meza przy porodzie to spora przesada.
      • lia.13 Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 13:15
        tu ludzie raczej pisali o sytuacjach, w których mężczyzna nie chce, bo uważa, że
        poród jest "nieestetyczny". Skoro ty nie chciałaś, bo chciałaś być sama to ok.
        Inna kobieta też pisała, że chciała być sama, ale to dlatego, że w innych
        sferach życia mąż również jej nie wspiera a poród to cyrk, zatem też sporo ludzi
        po niej pojechało, bo po prostu przykro było to czytać. To nieistotne, czy mąż
        jest przy porodzie czy go nie ma. Istotne jest, aby szczerze przed porodem
        ustalić wzajemnie oczekiwania i podjąć decyzje, które zadowolą wszystkich.
        Moja siostra miała poród rodzinny i z racji, ze poród trwał 11 godzin, to na
        zmianę siedzieli przy niej albo mąż albo mama. Podawali wodę, poprawiali
        poduszki, czytali jej gazety, zagadywali rozmową, zmieniali kanały w tv... wink
        Trzeba to zrozumieć, że poród to nie tylko samo wyjście dziecka i rodzenie
        łożyska. To często baaaardzo długi, wielogodzinny proces. Samemu można by tam z
        nudów umrzeć big_grin
        • ola Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 14:43

          trzeba ich zrozumieć?
          Ciekawe ile osób zrozumiałoby kobietę która odchodzi od męża po
          wylewie albo paraliżu, którego trzeba karmić, myć, przewijać.

          Myślę, że gdyby kobieta powiedziała "nie moge już na niego patrzeć"
          wszystcy chórem okrzyknęli by ją potworem.
          • mniemanologia Re: Poród rodzinny - zalety i ograniczenia 16.10.09, 15:04
            ola napisała:

            > Ciekawe ile osób zrozumiałoby kobietę która odchodzi od męża po
            > wylewie albo paraliżu, którego trzeba karmić, myć, przewijać.

            Nie, Olu, ja myślę, że to analogiczna sytuacja do takiej, gdyby
            facetowi zrobiła się na penisie jakaś torbiel, nie wiem, jakiś
            nowotwór czy coś w tym stylu. Coś, co owszem, potem by było
            wyleczone bez śladu.

            Kobieta taka mogłaby potem powiedzieć:
            że dla niej to widok obrzydliwy, zniechęcający do partnera na zawsze
            że popsuło jej to zycie seksualne
            że penis, który dotychczas kojarzył jej się z czymś przyjemnym,
            budzi wstrzasające wspomnienia
            że niech się mąż nie dziwi, że jej się odechciało seksu z nim i że
            szuka sobie kochanka.
Pełna wersja