aniao3
27.01.04, 16:41
Kochane dziewczyny!
Ta historia nie konczy się dobrze. Pisze ja dla tych z was, które los
doswiadcza strata dziecka, bo moze moja historia jakos będzie w stanie wam
pomoc.
Zadna kobieta nie powinna przechodzic przez cos takiego jak diagnoza dziecka
nie do uratowania - nim sie jeszcze urodzilo. Ale sadzac po postach na forum
Poronienie to sie wciąż zdarza... (poki nie ma takiego forum tutaj to
wsparcia szukam go na www.dziecko-info.com)
Badania potwierdzily najgorsza diagnoze.
Przeplakalam wiele wieczorow glaszczac brzuszek i proszac by mi moja coreczka
wybaczyla, ale przy jej ubytkach w mozgu nie chce jej sprowadzac na ten
swiat. Nie będzie nigdy samodzielnie oddychac, a nawet jeśli cudem jej się to
uda, to na pewno bedzie calkowicie sparalizowana, nie bedzie mowic, byc moze
widziec i slyszec...
Sciaganie tak chorego dziecka na ten swiat, za wszelka cene, bywa czasem
przejawem okrutnego egoizmu w imie rodzicielkiej milosci. Bo sa schorzenia
przy ktorych dziecko moze zyc i byc szczesliwe, a sa takie ktore skazuja je
na cierpienie, bez nadziei na poprawe, tak ze zycie staje sie czekaniem na
smierc...
Ale teraz Malgorzatko masz 28 tygodni, kopiesz jak szalona, rosniesz i nawet
nie wiesz, jak bardzo chcielismy bys byla z nami...
Psychicznie nie jestem w stanie czekac az do polowy kwietnia na rozwiazanie...
Zdecydowalam się na wczesniejszy porod – jego omowienie to tragiczne
przezycie – bo musze prosić o smierc dziecka którego tak pragniemy wszyscy, a
które i tak na ta smierc jest skazane.
Rozmawianie z lekarzami ze chcesz urodzic - wiedzac ze robisz to po to by
dziecko nie przezylo jest straszne. Na szczescie ci na ktorych trafilam
doskonale rozumieja ta trudna sytuacje i staraja sie mi pomoc. Choc gdyby
szefem szpitala byl nieslawny dr Chazan - dla ktorego wszystko co poczete
winno byc za wszelka cene urodzone - to nawet jesli mialabym przyplacic
pozniejszy porod zyciem, a dziecko mialoby zyc w cierpieniu - nie zgodzil by
sie na wczesniejsze rozwiazanie.
Jak tacy ludzie strasznie nie rozumieja dramatu jaki przezywamy...
Porod będzie naturalny – choc brzmi to okrutnie, ale z punktu widzenia
fizjologii tak jest lepiej dla mnie – mniej możliwych powiklan, szybciej mogę
probowac zajsc w ciaze...Jeśli twoje malenkie cialo Malgorzatko może uratowac
innemu dziecku zycie – wyrazimy zgode na transplantacje, jeśli nie - poprosze
by przed porodem zatrzymano ci serduszko. Zasniesz i nie będziesz się musiala
meczyc, bo przeciez w tym porodzie nie ma nagrody w postaci bycia razem...
Poprosze by cie ochrzczono i dano mi na chwile się z Toba pozegnac.
A potem będę potrzebowac duzo srodkow na uspokojenie i może uda się bym nie
lezala na sali z innymi szczesliwymi mamami... Jak przygotowac pogrzeb
nienarodzonego dziecka pytalam tutaj na forum „Wychowanie w wierze”. To sa
rzeczy o których się nie mysli, przygotwujac na spotkanie ze swoja kruszynka,
ale jak napisala mi jedna z mam, gdy tragedia spada na czlowieka
niespodziewanie, w bolu i zalu można cos bardzo waznego przegapic i potem
tego brakuje przez cale zycie.
Choc wraz z mezem przezywamy teraz rozpacz - mimo wszystko wiem, ze nie jest
to koniec swiata. Ze moglo byc jeszcze duzo gorzej, ze to co sie stalo nie
jest w zaden sposob przez nas zawinione, wiec nie musimy miec zalu do
siebie...
Kiedy robilam material o cmentarzu zydowskim na Okopowej najwieksze wrazenie
zrobila na mnie tabliczka wmurowana przy pomniku pamieci miliona
pomordowanych dzieci zydowskich:
"Babcia Masza miala dwadziescioro wnuczat, babcia Hana miala jedenascioro. Ja
jeden ocalalem" Zyjemy w dobrych, bezpiecznych czasach.Ale tragedie zdarzaja
sie zawsze i wszedzie. Wieksze, mniejsze - sa wpisane w nasz los.
Nigdy nie zapomne o Tobie coreczko i zawsze bede Cie kochac.
Teraz musze pozwolic Ci odejsc... Wracaj na chmurke, skad Ziemia wyglada
pieknie, na zawsze zostaniesz w naszych sercach. Badz szczesliwa - choc nie z
nami i nie w tym zyciu.
Tylko czas może uleczyc ten zal. Wierze, ze nastepny raz bedzie dobrze, choc
po ilosci zgromadzonej wiedzy o patologii ciazy, az sie boje zachodzic
ponownie... Zrobimy wszystkie badania. I będziemy mieć nadzieje, ze nasze
dzieci kiedys znajda do nas droge i ze w koncu bedziemy razem bardzo, bardzo
szczesliwi.
Ktos kiedys napisal „Placz może trwac noc cala, lecz o poranku nadejdzie
radosc”
Oby szczesliwy poranek nadzszedl dla kazdej z nas...
Anka