smutna historia bez nadziei - juz sie skonczyla...

06.02.04, 12:26
Kochane e-mamy!
Moja smutna historia dobiegla konca. Teraz pozostaly mi wspomnienia, lzy i
zal do losu ze nie dal nam zadnej szansy. Powazne ubytki mozgu u mojej
Malgorzatki nie dawaly nadziei, ze będzie mogla zyc. Zdecydowalam się na
wczesniejszy porod. Lekarze doradzili mi naturalny – jako lepszy dla mojego
organizmu i jednak dajacy mozliwosc szybszego powrotu do zdrowia i zajscia w
kolejna ciaze.
W pon. pojawilam się w Instytucie MiDz (Kasprzaka), gdzie znano już moja
historie i gdzie mialam robione wczesniesjze badania. Podano mi globulke
dopochwowa by wywolac skurcze i uprzedzono, ze to może potrwac nim się
pojawia. Na wszelki wypadek poprosilam o cos na uspokojenie. Po kilku
godzinach zaczelo mnie pobolewac, ale rozeszlo się do wieczora. Nastepnego
dnia znowu globulka i znowu niby male skurcze co 3 min, ale w sumie malo
bolesne. Lekarze nie chcieli na sile podawac mi oksytocyny, twierdzac, ze
lepiej dla mnie jak to będzie wolniej, ale bardziej naturalnie. O 6.30 nagle
skurcze zrobily się bardzo konkretne. Akurat był mój maz – najpierw nie
chcialam by był przy mnie – bo oboje nie byliśmy do tego porodu w żaden
sposób przygotowani i myslalam, ze może lepiej by nie widzial jak to boli,
ale im dluzej to trwalo, tym bardziej potrzebowalam by trzymal mnie za reke i
po prostu był obok. Bolalo, ale wiedzialam, ze kazda minuta zbliza nas do
konca. W koncu podano mi zzo – mam wrazenie ze nie podzialalo, ale było mi
już wszystko jedno. Chcialam po prostu urodzic i przytulic maja kruszynke. Na
sam moment parcia mój maz wyszedl – tak było lepiej dla nas obojga. Wreszcie
poczulam ulge i zdziwienie widzac jak ktos trzyma malenkie cialko mojej
coreczki. Urodzila się w srode o 1 rano. Była za mala by zaplakac...
Uslyszalam tylko slowa pediatry ze jest asymetryczna, ktos powiedzial, ze
lepiej bym jej nie widziala, ale wiedzialam, ze musze ja przytulic i
pozegnac. Podano mi ja zwinieta w kocyk – była taka malenka. Czulam jak się
poruszyla i co mruczala pod noskiem. Ucalowalam ja kilka razy i oddalam.
Bylam pewna ze wkrotce umrze, poprosilam by ochrzczono ja z wody. Malenka w
inkubatorze pojechala na gore, chcialam isc do niej, ale mialam odpoczywac i
zbierac sily.
Po dwoch godzinach dowiedzialam się ze oddycha sama, ze jej stan jest
stabilny. Bylam szczesliwa i przerazona, ze może jednak zdarzyl się cud, ze
może jednak lekarze się mylili, ze może mogla by zyc, a ja jej ta szanse
odebralam... Bo mowiono mi ze nie będzie mogla oddychac, ruszac się, a jednak
ta odrobina mozdzku jej na to pozwalala...
Nastepnego dnia rano poszlismy ja zobaczyc. Widzialam przez lzy, ze jest
najmniejszym dzieckiem wśród wczesniakow i ze jest sliczna. Nie wiedzialam o
co im chodzilo z ta asymetria – była przeciez taka cudowna. Dopiero gdy
wrocilam po trzech godzinach i popatrzylam na nia bez placzu, zrozumialam, ze
nie miala zadnych szans. Wygladala jakby ja sklejono z dwojga niedobranych
dzieci. Jedna polowa to była moja piekna coreczka, o czarnych wloskach i
malenkich paluszkach, druga... jak nozem odcial. Lysa, ze okiem prawie bez
powieki, kikucikami palcow, znacznie mniejszymi raczka i noga...Wygladala
naprawde strasznie, ale i tak ja kochalam, Taka jaka była. Pozwolono mi ja
wyjac z inkubatora – lekarze wiedzieli, ze jej smierc jest kwestia czasu –
sami wszak prosilismy by nie ratowali jej zycia za wszelka cene. Spala w
moich ramionach, moja malenka, bezbronna dziewczynka. Calowalam jej glowke i
szeptalam jej, ze bardzo ja kochamy. Potem musialam ja oddac do inkubatora,
ale moglam trzymac ja za reke, przykryc dlonia, by wiedziala, ze jestem obok.
Wodzila za mna okiem i robila taka smieszna minke jakby chciala
powiedziec „Wiec tak wygladasz mamo?” Ale nawet jej mimika była tylko na
polowie twarzy...
Zyla 27 godzin. Nastepnego dnia o czwartej rano pielegniarka obudzila mnie,
mowiac ze mogę isc do Malgorzatki, ze wlasnie zmarla. Znow ja wyjelam z
inkubatora i siedzialam tulac ja w ramionach. Wiedzialam ze tak musialo się
stac, ze nie moglismy jej sprowadzac na ziemie. Jakie zycie by ja tu czekalo?
Nie mogla od nikogo dostac tego, czego pragnela by najbardziej: zwyklej
normalnosci. Ucalowalam ja na pozegnanie od nas obojga.
I zostawilam w inkubatorze. Nie chcielismy zabierac jej ciala, robic
pogrzebu. I tak zawsze pozostanie w naszych sercach, zawsze będziemy ja
kochac i zawsze będę się zastanawiala jakby wygladala, gdyby mogla zyc
normalnie...
W calym tym tragicznym koszmarze, bardzo pomogli mi wszyscy pracownicy IMiDz.
Balam się tego porodu i tego co będzie dalej, a dzieki ich zyczliwosci i
zrozumieniu, przejscie tego wszystkiego było troche latwiejsze. Nie polozono
mnie na sale z szczesliwymi mamami, nikt nie zadawal niepotrzebnych pytan,
nikt nie zabranial mi najpierw bycia obok a potem pozegnania coreczki.
A teraz będę czekac na wyniki badan, robic dalsze badania genetyczne, by
wiedziec, czy to co się stalo to tylko tragiczny splot okolicznosci, czy tez
może mamy w genach cos, co nie pozwoli nam mieć dzieci.
Wiem, ze podniesiemy sie z tego, ze bedziemy jeszcze szczesliwi, ze tragedia
ta zblizyla nas jeszcze bardziej. Ale potrzebuje czasu by się wyplakac i
pogodzic z tym, co się stalo. Bo choc wiemy, ze nasza decyzja była sluszna,
nie zmniejsza to naszej rozpaczy.
Anka
    • karen777 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 12:38
      Aniu TRZYMAJ SIĘ DZIELNIE!!!!!!!!!!!!!!!
      To nie koniec historii, tylko dopiero jej poczatek. Po bólu i cierpeiniu
      przyjdzie radość i śmiech!!! Jeszcze chwilkę zaczekasz, wyzdrowiejesz i będą
      nowe radosne dni, jak znowu będzie sz w ciąży. Tylko nei myśl za dużo, nei
      denerwuj się. Najlepiej "klika" wtedy, gdy się zapomnimy i jesteśmy szczęsliwe
      i spontaniczne. Strasznie mocno Cię ściskam i pozdrawiam, nie jesteś sama i
      zaraz wyjdzie słoneczko
      Karen i ciepłe fluidy z Paryża
    • amikino Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 12:39
      Aniu - badż nadal dzielna, jestem z Tobą, z Wami.
    • anulka74 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 12:48
      Kochana Aniu
      Śledzę Twoją historię prawie od początku i za każdym razem płaczę czytając
      Twoje listy. Nie wiem skąd bierzesz siły by to wszystko wytrzymać. Bardzo Cię
      podziwiam za to jaka jesteś silna.
      Wierzę, że Twoje kolejne dzieciątko, będzie zdrowym, silnym bobasem. Nie wiem
      co Ci jeszcze napisać bo znowu płaczę. Wiem, że żadne słowa nie mogą Cię w tej
      chwili pocieszyć ale trzymaj się ciepło.
      Ściskam Cię bardzo, bardzo, bardzo mocno
      Twoja imienniczka
    • melka_x Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 12:52
      Aniu nie mogłam odpisać, mam zawirusowany komputer. Ale dostałam Twój list i
      myślałam o Tobie. Jesteś bardzo dzielna. Napiszę.
    • nena75 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 12:56
      Aniu jesteś bardzo, bardzo silna. Podziwiam Cię za tę Twoją wewnętrzyną odwagę
      i siłę. W tej chwili na prawdę przesyłam Ci najszczersze życzenia wszystkiego
      najlepszego, żebyś jak najszybciej mogła tulić w ramionach zdrowego synka lub
      córeczkę. Małgorzatka na zawsze pozostanie w Twoim sercu i będzie aniołkiem
      czuwającym nad Tobą, aby już nic złego Cię nie spotkało, bo wie jak bardzo ją
      kochałaś i kochasz.
    • mamamonika Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 13:00
      Aniu,
      od początku czytałam Twoja historię, zawsze płakałam i modliłam się za Ciebie
      i Twoje maleństwo... podziwiam Cię za ogromną dojrzałość i dzielność, z jaką
      stawiasz temu czoła. Dobrze, że mogłaś Małgosię przytulić, pocałować, pożegnać
      się z nią. Na pewno chociaż przez chwilke dane jej było poczuć, że ją bardzo
      kochacie i zawsze będziecie kochać.
      Pozdrawiam, cały czas jestem z Wami
      Monika
      • mada06 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 22:03
        myślę że twoje modlitwy zostaną wysłuchane a wasze cierpienie wynagrodzone.
        teraz wasza córeczka będzie ci aniołem stróżem i pomoże przetrwać te trudne
        chwile.
        pozdrawiam całym sercem magda
    • isma Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 13:00
      Aniu,
      mysle o Tobie i za was troje sie modle.
    • 2w1 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 13:03
      Jak wygląda taka kobieta jak Ty?Myśle sobie, że nie możesz wyglądać tak jak
      każdy przeciętny człowiek, bo przecież jest w Tobie coś niesamowitego...Już
      jakiś czas temu, kupiłam sobie karteczkę która dodaje mi sił.To rysunek
      dzbanów a poniżej podpis "DLA BOGA BOWIEM NIE MA NIC NIEMOŻLIWEGO" Dziękuję Ci,
      że pisałaś o swoich przeżyciach. W obliczu Twoich listów-wszystkie nabrałyśmy
      pokory.......
    • amoran Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 13:20
      Czytałam Twoje listy....
      Historia Twoja, Twojego męża i Małgorzatki pobudziła mnie do refleksji. Może
      powinnam unikac takich myśli w ciąży, kiedy żyję nadzieją że z naszym
      dzieciątkiem wszystko będzie dobrze, będzie zdrowe. Zastanawiałam się jak JA
      postąpiłabym. Matki wielokrotnie są zmuszane do podejmowania decyzji, które są
      ponad ich siły, możliwości a przede wszystkim ponad ich Miłością do własnych
      dzieci. Każda z nas, która nie przeżyła tego co Ty może tylko sobie
      wyobrażac....co by zrobiła......
      Dziękuję Ci, że pisałaś na forum. Modliłam się za Ciebie i Twoje dzieciątko-o
      dobrą decyzję i możliwośc uzyskania wewnętrznego spokoju....nadal będę to
      robic... Dziękuję Ci, że pozwoliłaś mi docenic tak wiele istotnych rzeczy,
      które często dla nas wydają się naturalne, normalne. Nawet nie zastanawiamy
      się nad tym, że mogłoby byc inaczej.

      Wierzę, że będziesz szczęśliwą mamą. Wspaniałą mamą i tego z całego serca ci
      życzę.

      Ania
    • kasia9641 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 13:26
      Aniu, też śledziłam Twoją, a właściwie Waszą historię od początku. Za każdym
      razem ucisk w gardle i łzy w oczach, teraz chyba jeszcze większe...
      Trzymajcie się dzielnie, tak jak zresztą do tej pory. Jeśli Bóg istnieje, to
      musi zesłać Wam to szczęście, w co głęboko wierzę.
    • marikaow Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 13:34
      Droga Aniu, w czasie czytania twego listu popłakałm aie jak bóbr, ja straciłam 2 dziecko w 4 miesiacu i myślałam że to tragednia ale to co ty przeżyłas to naprawde okropne. Pierwsze dziecko jak urodziłam było wcześniakiem i tez było tak że mogło życ albo i nie to był horror. Aniu trzymam za ciebie kciuki. Małgorzatka miała przeogromne szczęscie ze miała taka mame, kochająca ktora potrafiłą przeprowadzić ją na tym świecie w miłości i maminych ramionach. Bardzo ci wspólczuje ja oraz moj maz - marika
    • edziaczek Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 13:39
      Witaj Aniu! Bardzo serdecznie Ci współczuję! Przyznam, że czytałam Twój
      poprzedni list, ale nie odważyłam się na niego odpowiedzieć, bo nie
      wiedziałam, co właściwie mogę Ci napisać. Ale czytając dziś Twój list tak się
      popłakałam, że nie mogę się pozbierać. Sama mam ośmiomiesięcznego syneczka i
      nie potrafię sobie wyobrazić, co bym zrobiła, gdyby los tak brutalnie mi go
      odebrał. Gardło mam ściśnięte i nie mogę zebrać myśli. Wiem, że Cię żadnymi
      słowami nie pocieszę, ale gorąco wierzę, że będziesz się kiedyś cieszyła
      macierzyństwem, a wyniki badań w przyszłej ciąży nie będą brzmiały jak wyrok.
      Życzę Ci tego z całego serca! Trzymaj się ciepło i dbaj o siebie. Los na pewno
      się kiedyś do Ciebie uśmiechnie. Jeśli będziesz się chciała wyżalić lub po
      prostu wylać swój gniew i żal, to napisz edziaczek@gazeta.pl lub zadzwoń w
      tygodniu 913172194 do 14. Dawno nie byłam w kościelę ale pójdę i pomodlę się
      za Twoją kruszynkę i za Ciebie! Trzymaj się, Pozdrawiam, Edyta.
    • stella9 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 13:40
      Droga Aniu, wiem, ze nie ma słów określających cierpienie, jakie Cię spotkało
      ale musisz wierzyć, że będzie lepiej. I ja też w to wierzę. W życiu nie jest aż
      tak niesprawiedliwie, żeby jednym wszystko układało się pomyslnie a innych
      spotykały nieszczęscia. Dlatego trzymajcie się i bądźcie dzielni. A my już
      tylko będziemy czekać na szczęśliwe informacje od Ciebie.
      Pozdrawiam Was bardzo, bardzo gorąco
    • gosia.mama.wojtusia Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 13:56
      Aniu,jeny jak bardzo mi przykro,nie znam Cię ale czytałam twoją historię od
      początku i jesteśw pewnym stopniu bliską mi osobą,myślę o Tobie i o Twoim
      aniołku,modlę się za Waszą trójkę i wierzę ,że jeszcze bedziecie szczesliwymi
      rodzicami,trzymajcie się,jesteś wspaniałą dzielną dziewczyną,mi się wydaje ,że
      nie dałabym rady,nawet jak czytam Twoje posty to nie mogę się opanować z
      płaczu,serdecznie Cię pozdrawiam i trzymam za Was kciuki
    • agahy Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 14:03
      Aniu,
      trzymaj się! Mnie też w styczniu (na szczescie juz ub. roku) spotkalo cos
      podobnego - musialam na poczatku 6 miesiaca rodzic moje dwa dzieciaczki
      (rozpoczal mi sie porod, wywolany wirusem rozyczki) - rodzac wiedzialam, ze
      chlopcy nie maja szans na przezycie, bo sa za mali, za slabi. Do dzis nie moge
      spokojnie myslec o tym koszmarze. Ale jakos pozbieralam sie - dzis jestem w 21.
      tygodniu ciazy, moja malutka rozwija sie prawidlowo - zobaczysz, u Ciebie to
      tylko kwestia najblizszego czasu - też bedziesz sie cieszyc, tak jak ja.
      pozdrawiam serdecznie. Agnieszka
    • agahy Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 14:10
      Aniu,
      trzymaj się! Mnie też w styczniu (na szczescie juz ub. roku) spotkalo cos
      podobnego - musialam na poczatku 6 miesiaca rodzic moje dwa dzieciaczki
      (rozpoczal mi sie porod, wywolany wirusem rozyczki) - rodzac wiedzialam, ze
      chlopcy nie maja szans na przezycie, bo sa za mali, za slabi. Do dzis nie moge
      spokojnie myslec o tym koszmarze. Ale jakos pozbieralam sie - dzis jestem w 21.
      tygodniu ciazy, moja malutka rozwija sie prawidlowo - zobaczysz, u Ciebie to
      tylko kwestia najblizszego czasu - też bedziesz sie cieszyc, tak jak ja.
      Uwierz, los daje druga szanse.
      pozdrawiam serdecznie. Agnieszka
    • omn3 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 14:32
      Aniu!!
      Trzymaj sie kochana,jestesmy z toba.
    • grea01 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 14:51
      Los cię najciężej doświadczył jak można. Bardzo ci współczuję i życzę
      nalepszego w przyszłości. Czy sama zrezygnowałaś z zabrania ciałka czy było to
      konieczne z powodu badań? co z pogrzebem? Przecież zgodnie z prawem urodziłaś
      a nie poroniłaś.
    • beabo Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 14:54
      Kochana Aniu
      Śledzę Twoją historię od początku i za każdym razem płaczę czytając
      Twoje listy. Nie wiem skąd bierzesz siły by to wszystko wytrzymać. Bardzo Cię
      podziwiam za to jaka jesteś silna.Jestes naprawde niezwykłą osobom, niezwykle
      dzielną i mądrą.Tak pięknie pozegnałaś swoją ukochna córeczkę. Ona to czuła.
      Wiem, że żadne słowa nie mogą Cię w tej chwili pocieszyć ale trzymaj się
      dzielnie.
      Ściskam Cię bardzo, bardzo mocno
    • aneta303 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 17:37
      Droga Aniu,

      To bardzo smutna historia i prawdę mówiąc brakuje mi słów...
      W takich chwilach jak ta, przenika mnie złość, że takie rzeczy w ogóle mają
      miejsce, że Bóg na to pozwala!!! Jednak nie nam to oceniać, widocznie tak miało
      być. Jak dzieje się coś złego w moim życiu, to zawsze mówię sobie, że nie ma
      tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ja 1,5 roku temu poroniłam, ale nie wiem
      jak bym sobie poradziła widząć swoje dzieciątko... Podzielam głosy koleżanek,
      które pisały wcześniej, że jesteś naprawdę zadziwiająco dzielną kobietą, pewnie
      Twój mąż również, bo przecież jemu też zapewne jest ciężko.
      No cóż, to cholerne życie czasem zadaje nam bólu, ale myśl pozytywnie, czekaj,
      będzie dobrze.
      Na zakończenie dedykuję Wam cytat: "Cierpliwość jest gorzka, ale jej owoce są
      słodkie".

      Powodzenia, trzymajcie się oboje cieplutko...
      Aneta
      • roxi_hart Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 17:48
        Aniu, bardzo dzielna z Ciebie kobietka. Trzymaj sie, myslami jestem z Toba.
    • natasha28 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 18:06
      Aniu, tak bardzo mi przykro, nawet słów mi brakuje, żeby o tym pisać. Jesteś
      bardzo dzielna. Wierzę głęboko, że Wasze dzieciątko wkrótce pojawi się u
      Waszego boku. Miłość nie zna słowa "niemożliwe". Ja to wiem.
    • mamamarka Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 18:36
      Straszna tragedia, dobrze ze nie pozwoliliscie Malenstwu cierpiec. Gdybym mogla
      oddalabym Wam czesc moich sil, zeby bylo Wam latwiej. Czas wyleczy rany niech
      kruszynka w sercach zostanie. Strasznie sie poplakalam.

      A.
    • kags Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 18:37
      Aniu, ja tez jestem z Wami.
      Nic wiecej nie napisze, bo zadne slowa...
      Sciskam,
      KaGS.
    • kia24 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 18:41
      Bardzo, ale to bardzo współczuję. Napewno zaświeci dla was słońce. Życzę przede
      wszystkim dużo siły, napewno Małgorzatka czuła że była kochana.
Pełna wersja