smutna historia bez nadziei - juz sie skonczyla...

    • magdh26 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 19:32
      Współczuję Ci...
      Wiem, że trudno, wiem, że ciężko, ale wiem też, że kiedyś znów wzejdzie
      słońce...
      Pozdrawiam, Magda.
    • rose24 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 22:48
      Kochana Aniu,
      Jestes cudowna Mamusia, nigdy nie zapomne Twojej historii i przebijajacego z
      niej Twojego oddania i dobra.
      Z calego serca wierze, ze Malgorzatka jest szczesliwa majac taka wlasnie
      Mamusie - choc przez ten krotki czas kiedy moglyscie byc razem. Rownie mocno
      wierze, ze gdzies w zamyslach losu czekaja na Ciebie i Twojego Meza wesole,
      zdrowe dzieci, ktore pewnie tesknia juz za Wami tak jak Wy za nimi i beda z
      Wami przez cale zycie.
      Caluje mocno
      K. i 20 tyg. maluszek
      • moniqueee Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 23:18
        Aniu,
        nie czytalam Twojej hisroii. To 1 list, ktory czytam. Tak bardzo mi przykro...
        Tak bardzo jestes DZIELNA! Tak bardzo!!! Jestes cudowna kobieta! Przesyłam Ci
        najserdeczniejsze pozdrowienia. Trzymaj sie nadal tak dzielnie. Jestem z Toba
        myslami.
        Buziaczki dla Ciebie.

        Moniqueee
    • annaha1 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 07.02.04, 04:26
      Kochana Aniu !!!
      O Boze jak mi smutno,nie moge sie opanowac,lzy leca mi same.Tak bardzo bym Cie
      chciala przytulic Aniu.Tak mi przykro,ze Cie to spotkalo,ze Malgorzatka taka
      slodka Istotka tak krotko zyla,ale wyobrazam sobie jaka byla szczesliwa gdy Ja
      przytulilas.Musiala byc bardzo szczesliwa.
      Aniu,swiecie wierze,ze los da Wam szanse,ze bedziesz szczesliwa Mama.
      Bardzo Cie Aniu podziwiam za sile,za to,ze zdecydowalas sie na wczesniejszy
      porod i za to,ze tyle przeszlas i ze na pewno mimo tego koszmaru,masz w Swym
      Sercu Nadzieje.
      Bede sie za Ciebie modlic,bys miala wystarczajaco duzo sil,nadziei,bede sie
      modlic za to bys byla Mama.
      Za Aniolka Malgorzatke rowniez sie pomodle.
      Mocno Cie sciskam i zycze wszystkiego dobrego.
      Ania
      • aniutek Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 07.02.04, 05:11
        Bedzie dobrze Anka, trzymaj sie, zycie bywa zle i okrutne a my jak trawa ...rosniemy i podnosimy
        sie.
        Dzielna jestes kobieta, podziwiam sile, odwage i madrosc- jestes mi przykladem gdy ciezko i zle.
        Duzo mysle o Was, przychodza refleksje budzi sie pokora, mija zlosc na rzeczy male. Zrobilas duzo
        dobrego piszac te slowa- wiesz o tym? Malgorzatka zostawila po sobie slad w nas.
    • mkm25 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 07.02.04, 08:14
      W takich chwilach pewnie żadne słowa nie przynoszą ukojenia, bo ból jest zbyt
      wielki ...Ale mimo świadomości ,że nie można odwrócić tego ,co się stało i że
      tak naprawdę nie można pomóc , wierzę głęboko , że samymi ciepłymi myślami da
      się wesprzeć kogoś , kogo "zna się" tylko z opowieści o niespełnionym
      oczekiwaniu ...
      Zyczę Ci dużo siły .
      M.
    • aniao3 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 07.02.04, 14:50
      Kochane dziewczyny!
      bardzo wam dziekuje za wszystkie dobre mysli – bardzo ich teraz potrzebuje.
      Czuje taka ogromna pustke i zal. Ze nie zobacze jak rosnie moja coreczka, nie
      pokazemy jej jaki piekny jest swiat, nie nauczymy zyc... Mimo ze balam się tego
      porodu, to było znacznie lepiej niż myslalam – polozna i lekarze naprawde
      bardzo starali się mi pomoc. Bolalo okropnie, ale gdy podano mi Malgorzatke w
      ramiona, zapomnialam o bolu i poczulam taka czulosc i milosc do niej. Była tak
      malenka i bezbronna... Ponieważ wczesniej dziewczyny pisaly mi czego mogę się
      spodziewac, wiec jakos się na to wszystko moglam starac przygotowac, wiedzialam
      ze chce ja przytulic i nikt nie robil mi zadnych problemow.
      Co do pogrzebu to najpierw się nad tym zastanawialam, ale wlasciwie razem z
      mezem zdecydowalismy, ze nie chcemy tego robic. Szpital sam robi takie
      pogrzeby, a my po prostu stwierdzilismy, ze nie mamy na to sil, ze nie musimy
      mieć grobu gdzie będziemy ja oplakiwali – i tak przeciez nic nie zmieni faktu
      ze była nasza pierwsza i ukochana coreczka.
      Aniutek – wiesz, choc troche mi lzej wiedzac, ze ktos jeszcze poza nami będzie
      o niej pamietal.
      Wierze ze i my w koncu będziemy szczesliwi, ale teraz potrzebuje czasu by
      wyplakac się. A potem pewnie zaczne wracac do zycia, choc zawsze gdzies w sercu
      będę miala moja malenka coreczke. To było pierwsze z moich dzieci, które
      zobaczylam naprawde, a nie tylko na tescie czy USG... Jak przejdziemy już
      wszystkie badania (pewnie wszystkie wyniki będą za 2 miesiace) to napisze wam
      czy cos wykryto i czy jest jakies dodatkowe badanie które warto zrobic na
      przyszlosc. A potem mam nadzieje ze bede buszowac po tym forum jako szczesliwa
      mama... choc na razie wydaje mi sie to strasznie dalekim czasem...
      Dziekuje wam wszystkim za to ze jestescie.
      anka
      • mymcia Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 10.02.04, 00:40
        Droga Mamo Doskonała,
        myślę że mogę Cię tak nazwać, gdyż pokazałaś nam wszystkim, zmęczonym czasem
        już zniecierliwionym, jak wiele mozna dać swojemu maleństwu, jak wiele miłości,
        czułości... Pokazałaś nam ogromną siłę i cud miłości macierzyńskiej, którą my
        gdzieś czasem gubimy w szarej codzienności, stając się "codziennymi" mamami...
        I nie chcę tu nikogo dotknąc, urazić tylko może powiedzieć że Ty weszłaś na ten
        najwyższy, najpiękniejszy i najdoskonalszy poziom.
        Nie zapomnę o modlitwie za Waszego Aniołeczka i za Was. Oby Pan Bóg wynagrodził
        Cię za to co ofiarowałaś swojemu Maleństwu i pozwolił zaznać radości
        szczęśliwego macierzyństwa
        Z całego serduszka życzy Tobie i Twojej Rodzinie
        Ania
    • anmala Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 07.02.04, 16:13
      Droga Aniu!

      "Dwa są szczęścia na świecie,
      jedno małe, być szczęśliwym;
      drugie wielkie, uszczęśliwiać innych..."

      Ania
    • adria1977 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 09.02.04, 01:03
      Aniu, wiem, ze zadne slowa nie beda dla Ciebie ukojeniem... Chce tylko, bys
      wiedziala, ze mysle o Tobie i modle sie za Ciebie i Twoja Kruszynke... Jeszcze
      nigdy nie splakalam sie tak po przeczytaniu netowego forum... Aniu, jestem z
      Toba calym sercem.
      Magda
      • agaa5 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 09.02.04, 14:33
        Aniu b. wzruszyła mnie Twoja historia. Chciałabym Cię jakoś pocieszyc przytulić
        życzę Ci aby czas uleczył ranę i abyś mogła cieszyć się macierzyństwem. Wierzę,
        że tak będzie a na dowód mam koleżankę która straciła dwoje dzieci i zyskała
        dwoje zdrowych, ślicznych dzieci. Los jednak bywa sprawiedliwy choć Ty jeszcze
        o tym nie wiesz.
        Pozdrawiam Cię bardzo ciepło. Aga
    • gandzia4 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 10.02.04, 01:09
      Bardzo mi smutno, że tak się stało. Jesteś wspaniałą kobietą i bardzo pragnę by
      kiedyś los ci to wszystko wynagrodził. Myślami jestem z Wami
    • aniao3 dziekuje wam wszystkim... 10.02.04, 13:08
      Dziewczyny!
      jestescie cudowne, wspaniale i kochane.
      Bardzo wam dziekuje za wszystkie modlitwy, mysli i to ze jestescie.
      Usiluje sie pozbierac w jeden kawalek, pewnie z czasem uda mi sie byc znowu
      szczesliwa i patrzec z radoscia na rosnacy brzuszek.
      Na razie jeszcze musze sie wyplakac i przezyc ta rozpacz do konca.
      Dziekuje ze napisalyscie - swiadomosc ze o nas myslicie pomaga mi bardzo.
      sciskam was bardzo
      Ania i Malgorzatka...
      • mm2909 Re: dziekuje wam wszystkim... 10.02.04, 14:42
        Aniu,
        naprawdę chciałabym (i sądze że inne dziewczyny tez) móc Ci być wsparciem,
        pomocą, kiedy będziesz tego potrzebować... dlatgo pamietaj że tu jesteśmy ...
        Ty sama pokazałaś nam wszystkim prawdziwe oblicze macierzyństwa, a ja czuję jak
        wiele mi jeszcze brakuje...dlatego ja również dziękuję Ci bardzo bo
        przypomniałaś mi i pokazałaś to nasze całe powołanie...
        Wierzę w to, że dla Ciebie nastąpią te piekne dni i ufam że Ty w to również
        gorąco wierzysz. A wiesz że wiara czyni cuda...
        gorąco pozdrawiam
        Anik
    • ajdu Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 10.02.04, 16:44
      Aniu!
      (apisałam do ciebie list, ale system mnie wylogował bo za długo to trwało i
      list szlag trafił! zezłościałm się i juz chciałam odpuścić, ale nie, bo to w
      końcu było dla ciebie i chcę ci to powiedzieć)
      Chę ci powiedziec,że dzielna z Ciebie dziewczyna i podziwiam cię, was, że
      potrafiliście stawic czoła tej sytuacji, podjeliście trudną decyzję, nie
      czekaliście na to co los przyniesie. Wielu ludzi na to nie stać.
      Dziękuję ci ,ze mimio tej tragedii zdecydowałs sie nia podzielić, opisać ją.
      To sprawiło, że w zatzrymałam się na chwile w biegu, bardziej doceniam to co
      mnie teraz spotyka. Mimo nawału pracy daję sobie właśnie teraz chwilę na
      cieszenie sie swoim stanem. Głaszczę teraz swój brzuszek i myślę o cudzie
      narodzin i miłości. I myślę o was. W myślach mówię wam wszystkie słowa
      pocieszenia jakie można powidzieć i daję wam całe wsparcie jakie mogę dać.
      życzę tez wam by w koćńcu trafiło do was szczęscie i juz was nie opuszczało.
      Niech tak będzie!

      Pozdrawiam gorąco Ciebie i mężasmile
      Ajdu i chłopaczek (chyba będzie to Ignaśsmile
    • unruzanka Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 10.02.04, 18:06
      Aniu!
      Tak bardzo mi przykro... Współczuję Wam z całego serca. Modlę się za Ciebie i
      Twoją Małgorzatkę. Moja historia nie jest tak tragiczna ale również wiem co
      znaczy drżeć o swoje dziecko. Moja Ola jest wcześniaczkiem i leży teraz w IMiDz
      w inkubatorze.
      Ania
    • malomi Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 10.02.04, 22:32
      Witaj,
      Weszłam dzisiaj na forum pierwszy raz od 6 stycznia, od dnia w której zaczęła
      się moja tragedia. Minął miesiąc a ja wegetuje, nie żyje. Tak bardzo chciałam
      teo dziecka, tak długo się o nie staraliśmy. Wszystko było w porządku, trochę
      ciąża mnie męczyła, ale jakie to przyjemne zmęczenie. W czwartym miesiącu
      trafiłam na cytologie i przy okazji lekarz mnie zbadał. Powiedział że moja
      macica jest za duża i natychmiast USG. Nigdy nie zapomnę słów lekarza który
      powiedział że nie ma dla nas dobrych wiadomości. Dziecko miało bardzo poważne
      wady rozwojowe. Mojemu maluszkowi nie zrósł się brzuszek i klatka piersiowa.
      Żył, machał rączkami ale wszystkie organy wewnętrzne miał na zewnątrz. Nie
      dali mi żadnych szans.Powiedzieli że umrze za jakiś czas, a nawet jeżeli się
      będzie rozwijało to umrze w czasie porodu.8 stycznia trafiłam do szpitala i
      ten sam scenariusz co znasz, proszki na wywołanie. Jeden dzień, drugi, trzeci.
      Też słyszałam że trzeba doprowadzić do poronienia naturalnie, jednak dni
      mijały i nic. Zaczęli mi podawać coraz mocniejsze leki, ale nic. Najgorsze to
      czekanie, to żegnanie się codziennie z moim dzidziusiem. W końu po licznych
      zabiegach łacznie z cewnikiem na szyjce macicy (strasznie bolesne)postanowili
      jednak przeprowadzić zabieg instrumentalnie. To było 13 stycznia. Mślałam że
      to już koniec historii i będę mogła w ciszy przeżywać swoją tragedię, jednak
      nie... po zabiegu dostałam krwotoku. Wszystko wyglądało jak w ostrym dyżurze.
      Lekarze przestali panować nad sytuacją. Nie reagowałam im na żadne lekarstwa.
      Widziałam panikę na ich twarzach. Trwało to wiele godzin, od 9 rano do 16
      popołudniu. Gdyby nie przypadek...Jedna z lekarek miała schowane lekarstwo
      które nie jest dostępne w naszych szpitalach. Mała ampułeczka kosztuje
      8600zł.Gdyby nie to...nie chce nawet o tym myśleć. Przetoczyli mi później
      ponad 3 litry krwi. Nie mogę sobie z tym wszystkim dać rady. Z dwóch dni które
      miałam spędzić w szpitalu zrobiły się dwa tygodnie. Strata mojego ukochanego
      skarbu, to wszystko co się działo..Dlaczego? Czym zawiniłyśmy? Tyle kobiet nie
      chce dzieci, a my...
      Musimy być silne, chociaż nie wiem czy potrafię.
      Gosia
      • zofia78 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 11.02.04, 09:44
        Żadne słowa nie są w stanie Was pocieszyć. Chyba słowa nic nie dają. Jeśli
        mogą pomóc łzy i ten ból w sercu, który czuję czytając Wasze historie. Ale on
        też nie pomoże. Śmierć dziecka, najgorsza rzecz na świecie. Nie mogę napisać,
        zą Was rozumiem. Nie, tylko płaczę razem z Wami.
        Zosia
        • malomi Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 11.02.04, 18:02
          Muszę wierzyć w przyszłość i w to że w końcu pojawi się wmoim życiu ukochana
          kruszynka.Nie może być wiecznie źle, kiedyś w końcu wyjrzy słońce...
          Gosia
    • asiazak Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 11.02.04, 19:14
      Droga Aniu, bardzo, bardzo Ci współczuję, musisz być teraz bardzo silna,
      trzymaj się mocno, na pewno przyjdą niebawem dobre dla Was dni. Naprawdę
      przykro mi.
      • aniao3 jestescie kochane dziewczyny! 11.02.04, 21:10
        Bardzo, bardzo wam dziekuje!
        Adju - jestes wielka, zes mimo wrednosci komputera raz jeszcze napisala smile
        Malomi - napisalam na priva do ciebie.
        Powoli zbieram sie w sobie.
        Mam chwile ze zyje normalnie, nawet momentami mysle ze to zle, ze tak jakbym
        nic nie czula, jakby to nei byla moja historia, moja rozpacz, rozmawiam
        normalnie z ludzmi, cos tam zalatwiam, ale wiem, ze ta warstwa spokoju jest
        strasznie cienka. Wystarczy, ze zacznie mowic o tym jak mi ja podano na rece i
        lzy jak groszki same plyna...
        Ale nie przy wszystkich chce i mam sily plakac.
        Gdy zas czytam wasze listy nabieram wiary w przyszlosc.
        Napisze wam jak beda jakies wyniki, jak wyjda badania.
        Dziekuje wam bardzo, kochane, wspaniale, wrazliwe i madre mamusie.
        Anka
        • winia5 Re: jestescie kochane dziewczyny! 11.02.04, 21:45
          Aniu, ja osobiście nie miałabym chyba tyle sił, aby to wszystko opisać. Dla
          mnie jesteś wielka i napewno byłabyś dla Małgosi najcudowniejszą mamą pod
          słońcem. Ale tak musiało być, los tak chciał. I jak powiedziała moja
          przyjaciółka, każdy ma swój krzyż do niesienia...Trzymj się dzielnie
          pozdrawiam serdecznie Ania
    • agablues Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 11.02.04, 22:31
      Bardzo współczuję Ani i wszystkim mamom, które przeżyły coś podobnego. Nie znam
      historii Ani ani innych matek, na forum weszłam całkiem niedawno. Jednak mam
      wrażenie, że na forum nie pisze się o smutkach czy może prawdziwych tragediach.
      Wyczytałam w którymś poście Ani, że forum broni się przed tematem poronień. W
      dziale o karmieniu piersia jedna mama przepraszała za to, że zapytała co zrobić
      żeby skończyć laktację, bo urodzi martwe dziecko. A przecież życie to również
      ból, po którym może nie być radości i smutek trudny do odpędzenia.Czy mamy
      przeżywające tragedie nie mogą się wyżalić na forum bez poczucia winy, że może
      popsują innym humor? Prawda jest taka, że to może przydarzyć się każdej z nas.
      Wiem o tym, bo ja też byłam szczęśliwą mamą cudownie rozwijającego się dziecka,
      życie było piękne a zapowiadało się jeszcze piękniej. do czasu...
      Ania przeżyła już śmierć własnego dziecka, ja mam to ciągle przed sobą. Moje
      dziecko urodziło się bardzo chore, nie ma dla niego ratunku. Zyje, jest ze mną
      ale nikt nie wie jak długo jeszcze.Cieszę się każdą chwilą, dziękuję Bogu, że
      mogę je mieć, przytulać, opiekować się nim. Jest jeszcze problem jak
      wytłumaczyć starszemu dziecku, że dzidzia odejdzie, że nic nie możemy zrobić,
      jak przygotować dziecko kiedy mi trudno się z tym pogodzić.
      Ania urodziła a potem leżała z dala od szczęśliwych mam. Ja nie miałam tyle
      szczęśćia - widziałam zdrowe dzieci i dumnych rodziców, a w środku ból i
      zazdrość.Teraz jesteśmy w domu i wszyscy pytają jak chowa się maluszek. A ja?
      Oczywiście odpowiadam, że wszystko jest ok, bo kto przyjąłby spokojnie, gdybym
      powiedziała prawdę? Tłumaczyć każdemu co, dlaczego i jak?
      Czuję się trochę poza marginesem normalnego życia. Mamy przeżywające ciężkie
      choroby własnych dzieci lub żałoby po nich mogą zrozumieć tylko te, które
      przeżyły to samo.Chciałabym by powstał dział dla tych smutnych mam, by tam
      swobodnie mogły pocieszać się wzajemnie. By mogły opowiadać o swoich reakcjach
      na złe wiadomości. A co z mamami dzieci chorych na choroby nowotworowe,
      dysrtofie mięśniowe, zaniki mięśni - dzieci chorych terminalnie? Czy zaglądają
      tutaj czy boją się, że wprowadzą niepotrzebny nikomu smutek?
      • barbamama1 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 11.02.04, 22:44
        Aga,
        to nie jest nikomu niepotrzebny smutek. To jest prawda o zyciu. Takie wlasnie
        jest.
        Jesli rzeczywiscie forum broni sie przed smutnymi tematami, to naprawde zle. To
        przeciez ogromnie wazne, zeby na forum mozna bylo uzyskac wsparcie w naprawde
        trudnych sytuacjach od innych matek, ktore mają za soba podobne przezycia.
        Pomodlę się o zdrowie Twojego Maluszka i o siłę dla Ciebie.

        Pozdrawiam bardzo cieplo

        B.
      • malomi Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 12.02.04, 08:55
        Bradzo , bardzo mi przykro...Mam nadzieję że będzie wszystko w porządku i mam
        nadzieję że te słowa mają moc sprawczą. Na forum kręciłam się jak byłam dumną
        mamusią, wymieniałam poglądy, czytałam rady...i nagle niestety straciłam
        dziecko. Długo się zastanawiałam czy w ogóle tu wrócić. Bardzo bolało jak
        czytałam odpowiedzi na moje radosne listy. I co teraz tym mamusiom
        odpowiedzieć, zostawić ich tak poprostu czy "zepsuć im humor" To było trudne,
        zobaczyłam wiadomość Ani i właśnie tutaj mogłam opowiedzieć swoją historię bez
        nadziei. Ciąża to nie tylko radość, to smutki, poronienia, życie....ja też
        dopiero to zauważyłam jak byłam w szpitalu gdzie tragedia goniła tragedie, ale
        też nie miałam szczęścia bo leżałam na sali ze szczęśliwymi mamami.
        Trzymaj się mocno, myślę o Tobie tak jak pewnie i reszta forum. Nie jesteś sama.
        Gosia
    • agablues Re: APEL II 12.02.04, 14:37
      Dzisiaj dopiero przeczytałam całą historię Ani i jej dzieci. Nie będę pisała,
      że jej wpółczuję, bo to nic nie da. Ale zobaczyłam, że Ania już wcześniej
      prosiła o miejsce dla Mam, które staciły swoje dzieci. całym sercem ją
      popieram.
      Aniu doskonale rozumiem co przeżywałaś myśląc o formalnościach związanych z
      pogrzebem dziecka. To tylko matki takie jak my potrafią to zrozumieć. Moje
      dziecko nadal żyje, ma prawie 3 miesiące. Urodziło się z poważną wadą
      genetyczną, kiedy ją zdiagnozowano poinformowano nas, że takie dzieci umierają
      kilka dni po porodzie, może przeżyją miesiąc a tylko chyba 5% przeżyje 1 rok
      życia. Najdłuższe przeżycie to 15 lat - jedyne na świecie. Nie muszę chyba
      dodawać, że dziecko jest bardzo chore - nieprawidłowości w funkcjonowaniu mózgu.
      Tylko matki, które same przez to przeszły mogą zrozumieć mój lęk za każdym
      razem kiedy zbliżam się do łóżeczka - czy jeszcze żyje? I to że zamiast myśleć
      o różowej przyszłości mojego maleństwa, ja myślę o pogrzebie, jak to zniosę,
      jak powiem swojej starszej córce, że maluszek umarł.
      Zorganizujmy forum wsparcia dla wszystkich mam po stracie dziecka A.
      • agahy Re: APEL II 12.02.04, 14:52
        Aga - faktycznie, słowa dają tu niewiele, ale czasami i tego brakuje. Trzymam
        kciuki, żebyś była silna, znalazła w sobie mądrość i cierpliwość. Ja w ub. roku
        rodziłam 2 chłopaków w 6. miesiącu wiedząc, że nie mają najmniejszych szans na
        przeżycie, bo są za malutcy. I 10min. po porodzie położna zadała mi pytanie: co
        zamierza Pani zrobić ze zwłokami? bo to trzeba się szybko zdecydować, bo ona
        nie ma ochoty przedłużać dyżuru przez moje NIEZDECYDOWANIE!!!! Dlatego całym
        sercem popieram ideę forum.
        Trzymam za Was kciuki.
        Aga i 22tyg. maluszek (w brzuszku).
        • agablues Re: APEL II 12.02.04, 15:10
          Są osoby, które nigdy nie powinny pracować z innymi ludźmi, a zwłaszcza w
          szpitalach. Jestem wstrząśnięta. Pozdrawiam i pogłaszcz dzidzię ode mnie
    • aniao3 kochane mamy! 12.02.04, 16:30
      Agablues - pewnie wieczorem anpisze do ciebie na priva. Jestes mi bardzo,
      bardzo bliska. Mysle ze wlasnie tego sie balam - ze jesli nawet dziecko cudem
      przezyje, to potem nastepne tygodnie beda uplywaly mi na oczekiwaniu na
      nieuchronna smierc. To jest tak straszne, niewyobrazalne, ze po prostu nie da
      sie o tym spokojnie mowic.
      Mysle ze forum poronienie i strata dziecka - takie jak funkcjonuje na Bocianie
      i na www.dzieko-info.com bardzo by sie tu przydalo, bo wiem ze jest nas
      smutnych mam badzo wiele i gdzies musimy sie wyplakac i nawzajem powspierac.
      Pisalam juz do admina forum, ale bez rezultatu. Bede dalej pisac i wy tez go
      nekajcie. Bo co prawde wiem ze gdzies tutaj jest takei forum, ale dlaczego tak
      gleboko schowane??? Powinno byc widoczne od razu, aby kazda z nas ktora
      przezywa lub przezyla tragedie, mogla tu znalezc pomoc.
      A co do postu o karmieniu - to bylam ja, bo balam sie co bedzie, ajk jeszcze do
      tego wszystkiego dostane pokarmu. dostalam proszki (parloder bodaj), ktore
      akurat na mnie dobrze podzialaly i choc to bylo mi oszczedzone.
      Dziewczyny - mam nadzieje ze wszystkie bedziemy szczesliwymi mamami, a na razie
      nie pozostaje mi nic innego jak nekac admina.
      Pomozcie mi w tym.
      Sciskam was mocno
      Ania
      • mharrison Re: kochane mamy! 12.02.04, 17:05
        Podaje link do forum Poronienia

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11916
        Pozdrawiam wszystkie mamy.
        • aniao3 Forum Poronienie 12.02.04, 20:44
          Mharrison - dzieki za link, on co jakis czas jest przez kogos pdoawany, ale
          dlaczego tego forum nie widac w spisie fora prywatne???
          Czy on jest jakos tak dobrze schowany? czy nie moze byc to cos widoczne na
          pierwsze otwarcie strony - ja nie mowie ze musi byc na gorze, niech bedzie na
          szarym koncu, ale niech takie forum bedzie widoczne!!!
          Napisalam do admina, pewnie mnie zignoruje, ale najwyzej bede co dzien wysylac
          mu takiego maila. Dlaczego na innych stronach mozna o tym porozmawiac a na e-
          dziecko jest to zepchniete do pojedynczych postow... To nie fair.
          Dzieki dziewczyny za wszystkie listy.
          Anka
    • aniao3 gdzie pisac o forum dla smutnych mam 12.02.04, 16:37
      Na dole kazdej strony na forum e-dziecko jest taki teskt "napisz do nas jesli
      na tej stronie sa bledy".
      Wprawdze brak to nie blad, ale mam nadzieje ze ktos to czyta.
      Wiec jesli uwazacie ze potrzebne jest forum dla smutnych mam, forum poronienie
      i strata dziecka to piszcie tam prosze.
      bo jak widze to nie tylko ja musze sie w zyciu wyplakac.
      sciskam was mocno
      Anka
      • akve Re: gdzie pisac o forum dla smutnych mam-moja rada 12.02.04, 17:01
        Drogie emamy,
        po przeczytaniu Waszych wstrzącających historii pisze o was 'drogie',bo każda z
        tych opowieści mam gdzies w sercu i b. na mnie wpłynęły.Bo co moge wiedzieć o
        cierpieniu ja ,mama trójki zdrowych chłopców ,oczekująca czwartego?????
        I chyba rozumiem wasza potrzebe opowiedzenia o tym bólu, podzielenia się
        smutkiem i cierpieniem z innymi...
        Jeżeli wasze starania o nowe forum nie powioda sie to ZAŁUŻCIE FORUM PRYWATNE.
        Nie wiem czy to dobry pomysł,ale zawsze coś...
        Gorąco pozdrawiam i wierzę,że będziecie szczęśliwymi mamami.
        Ewa
        • agablues Re: gdzie pisac o forum dla smutnych mam-moja rad 12.02.04, 17:27
          O to właśnie chodzi, aby nie zepchnięto nas poza margines. My jesteśmy tu i
          teraz. Poruszyłam podobny wątek na eDziecko, już kilka mam się odezwało.
          Pozdrawiam A.
          • galia29 Re: gdzie pisac o forum dla smutnych mam-moja rad 12.02.04, 22:03
            Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co przeżywacie.Mnie nawet czytanie waszych
            historii łamie serce, skąd bierzecie siłę by to przeżyć?Ale piszcie, bo
            wszystkie jesteśmy z Wami całym sercem i powinnyście pisać by uświadomić nam
            tym szczęśliwym mamą jak wielkie spotkało nas szczęście i jak bardzo powinnyśmy
            je doceniać.Gdybym tylko mogła jakoś pomóc ale jak?Pozdrawiam Was serdecznie
            kochane smutne mamy.ewa
    • moni025 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 12.02.04, 22:21
      hej. Bardzo Ci wspolczuje i podziwiam. Wiem ze wszystkie emamy i etaty
      pocieszaja Cie, ja chcialambym Ci PRZEDSTAWIC COS Z INNEJ STRONY. Nadzieje i
      obietnice jaką dał nam Jezus. Zawsze jak slyszalam historie małych umierajacych
      dzieci zastanawiałam się co się z nimi później dzieje. Zaczłam czytać Biblię i
      jest tam pewna obietnica, którą dał nam Bóg. NAPISANE JEST ZE WSZYSTKIE DZIECI,
      GDY JEZUS PRZYJDZIE POWTORNIE NA ZIEMIĘ powrócą do ramion swoich rodziców więc
      i Wy macie daną te obietnice ze na KOŃCU ŚWIATA będziesz trzymala swoją
      córeczkę ale juz ZDROWĄ, przemienioną przez Boga. ONA MA JUZ ZAGWARANTOWANE
      NIEBO, TERAZ SPOKOJNIE SPI, A GDY JEZUS PRZYJDZIE WSKRZESI JA I ODDA W TWOJE
      RĘCE. Teraz tylko Wy musicie zrobić wszystko, by byc gotowym na przyjscie
      Jezusa i by móc zamieszkać całą rodziną razem, już bez bólu, pytań "dlaczego" i
      żeby być już szczęśliwym na zawsze. Pozdrawiam Was i życzę Błogosławieństwa
      Bozego i wiele miłości, bo tylko to Wam jest potrzebne. A na marginesie
      chciałambym Wam napisać o mojej kolezance, która 2 miesiace temu straciła nagle
      dwoje dzieci. Dwie dziewczynki 9 i 6 latek. Wracały ze szkoły gdy przejechał
      ich samochód. Stało sie to niedaleko domu, matka wybiegla z mieszkania i
      widziała to wszystko, ich twarzyczki, połamane ciałka.....to było straszne.
      Potem powiedziła, że tak jak jej córeczki codziennie szły do szkoły trzymając
      sie za ręce tak i zgineły i wyznała ze teraz to ona i mąż musza robić wszystko
      by móc je jeszcze kiedyś zobaczyć, bo one juz mają zagwarantowane niebo i życie
      wieczne. Dodam, ze starsza córka miała na następny dzień urodzinki więc do
      trumienek dano jej urodzinowe kartki, a ojciec gdy juz ochłonoł powiedział coś
      niesamowitego. "ALE MADZIA ZROBIŁA SOBIE PREZENT URODZINOWY, GDY SIĘ OBUDZI
      ZOBACZY, ŻE JEST W NIEBIE" Wiesz piszę Ci o tym,gdyż tragedie zawsze dosięgają
      ludzi tutaj na ziemii, a my musimy je przyjmować, ale gdy robimy to z Jezusem i
      wiarą jest nam o wiele łatwiej i tego WAM OBOJGU ŻYCZĘ: ŻYCIA WIECZNEGO, BY MÓC
      BYC NA ZAWSZE Z WASZĄ CÓRECZKĄ. pozdrawiam gorąco, Monika.
    • megida Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 13.02.04, 02:00
      Aniu bardzo wzruszyła mnie Twoja historia. Dzisiaj przeczytałam ją po raz
      pierwszy. Jesteś bardzo dzielna i szczerze podziwiam Cię, że po tym wszystkim
      miałaś siły, żeby to opisać.Życzę Tobie aby czas uleczył ranę i abyś mogła
      cieszyć się zdrowym dzieciątkiem.
      Pewnie Twój ból jest tak wielki, że nie bedziesz miała głowy, żeby zająć mysli
      czymś innym. Chcę Tobie jednak zwrócić na coś uwagę. Dzisiaj po raz pierwszy
      poznałam Twoją całą historię, bo również poszukałam wcześniejsze Twoje posty.
      Moją uwagę zwróciło to, że pisałaś, iż była to ciąża bliźniacza i drugie
      dziacko po prostu zniknęło. Mam przed sobą artykuł pt. "Znikający płód" z
      Gazety Wyborczej s.14 z dn. 24.10.2001. Jest to dosyć odległa data i chociaż
      podana jest strona www.gazeta.pl/nauka to niestety nie jest on już tam dostępny.
      Otóż w tym artykule jest napisane: "Uczeni...śledząc losy bliźniaków tej samej
      płci obliczyli, że jeśli jeden "zniknie" już w czasie ciąży, to ryzyko
      porażenia mózgowego u drugiego wzrasta dziesięciokrotnie! Jeśli zaś znikajacy
      bliźniak przybierze postać płodu papierowatego - ryzyko zwieksza się aż 25
      razy. konsekwencje rzekomego bliźniactwa mogą być tez poważniejsze, takie jak
      rozliczne wady serca, brak nerek oraz nieprawidłowości prowadzace do śmierci
      obu płodu. ... Większy bliźniak "wysysa" krew z mniejszego ... Walka w łonie
      matki bywa bywa zacięta, a cena za zwycięstwo wysoka. Są nią wady rozwojowe
      ocalałego bliźniaka." Straszne, nieprawdaż. Ale może to jest odpowiedź dlaczego
      tak się stało.
      Jestem w posiadaniu tego artykułu bo dotyczył on mnie bezpośrednio. Dostałam go
      na szczęście już po urodzeniu syna, ale i tak mną bardzo wstrząsnął. Na
      początku moja ciąża był bliźniaczą i do 10 tyg. na USG były widoczne dwa
      pecherzyki z dwoma zarodkami z tym, że jeden był mniejszy i wykazywał wiek ok 6
      tyg. Około 15 tyg. już go nie było. Po prostu zniknął. Ani nie został wydalony
      ani nie było śladu po nim w środku. Lekarze na ten temat milczeli, podobno to
      dosyć częsty przypadek. Tylko nie wiem dlaczego robiono mi ok 20 razy USG na
      różnych aparatach, stosując różne metody i testy, 6 razy zostawiając mnie w
      szpitalu i badając na różne sposoby. Nie chcieli na ten temat nic mówić. Syn
      urodził się teoretycznie zdrowy, ale zachowywał się dosyć dziwnie. Siniał, był
      sztywny, cały się trząsł i cały czas płakał a raczej wył. Robiliśmy mó różne
      badania, USG głowy, echo serca itd ale nic nie wykazało. Był strasznie nerwowy
      i po nocach nie spał prawie w cale a płakał bez przerwy do wieku 21 miesięcy.
      Jeden z neurologów powiedział nam, że pewnie tęskni za swoim bratem lub siostrą
      i ciągle go nawołuje. Może to była prawda, kto to wie.
      Opisałm tobie to, bo zawsze lepiej wiedzieć coś więcej. Ja dopiero po tym
      artykule uświadomiłam sobie, że bliźniaki mogą na siebie tak mocno oddziaływać.
      Jak już będziesz w stanie cokolwiek przeczytać to polecam książkę Doroty
      terakowskiej pt "Poczwarka" o matce i jej dziecku. Jesto książka "oczyszcająca"
      ze złych emocji. Łzy same płyną ale są to dobre łzy, po których człowiek lepiej
      sią czuje i docenia to co ma. Weszłam ostatni na stronę www autorki tej
      książki, bo chociaż czytałam ją dwa lata temu, to nie mając dostępu do
      internetu nie mogłam jej podziękować tę wspaniałą lekturę. Chciałam to zrobić
      teraz. I tutaj kolejne dramat. Okazało się, że nie zdążyłm. Dorota Terakowska
      umarła w styczniu tego roku. Było mi strasznie przykro.
      Spieszmy się kochać ludzi oni tak szybko odchodzą.
      Małgorzata
    • agablues Re: smutne mamy 13.02.04, 09:24
      Proponuję przenieść się z tymi smutnymi historiami na edziecko - tam jest wątek
      STRATA DZIECKA, POWAŻNIE CHORE DZIECKO. Oczywiście jeśli Ania nie ma nic
      przeciwko temu. Myślę, że nie ma potrzeby stresować mam oczekujących. Co o tym
      myślicie?
    • aniao3 przeniesmy sie stad i walczmy o forum smutnych mam 13.02.04, 11:53
      Witajcie!
      mysle Agablues ze to dobry pomysl, bysmy pogadaly na e-dziecko, choc mysle tez
      ze e-dziecko powinno stworzyc dodatkowe 2 forum. Pornienie (co kilka dni
      dochodzi kolejny post od kolejnej zrozpaczonej mamy) i forum dla smutnych mam
      ktore maja chore dzieci, terminalne dzieci, stracily dzieci... Bo wokol tego
      jest jakas zmowa milczenia a to sie przeciez dzieje...
      Megida - jestes kohcana, dzieki za ten artykul, u nas bylo troche inaczej:
      zarodek (dzidzius) przestal sie rozwijac, ale byly osobne, tzn nie wystepowal u
      nich problem "podkradania krwi". I jak twierdzil moj lekarz (a ufam mu bardziej
      niz sobie) zwykle w takiej sytuacji rozwijajacy sie dzidzius zajmuje coraz
      wiecej miejscca i ten pozostaly zarodek zostaje po prostu splaszczony i w koncu
      jest niewidoczny no i zanika z naszego pola widzenia...
      Moni - dzieki za slowa otuchy.
      Dziewczyny - wszystkim ktore do mnie napisaly i tym ktore o mnie myslaly
      bardzo, bardzo dziekuje. Wasze modlitwy i dobre mysli byly i sa mi bardzo
      potrzebne.
      A teraz mysle ze czas, by zyc dalej. I dopoki nie bedzie jawnego i latwego
      forum dla smutnych mam to bedziemy sie pojawiac to tu, to tam, na razie mysle
      ze pomysl by przejsc na e-dziecko jest bardzo dobry.
      Sciskam was bardzo mocno, jestescie wspaniale i ciesze sie, ze was poznalam.
      Anka i Malgorzatka...
Pełna wersja