magdh26 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 19:32 Współczuję Ci... Wiem, że trudno, wiem, że ciężko, ale wiem też, że kiedyś znów wzejdzie słońce... Pozdrawiam, Magda. Odpowiedz Link Zgłoś
rose24 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 22:48 Kochana Aniu, Jestes cudowna Mamusia, nigdy nie zapomne Twojej historii i przebijajacego z niej Twojego oddania i dobra. Z calego serca wierze, ze Malgorzatka jest szczesliwa majac taka wlasnie Mamusie - choc przez ten krotki czas kiedy moglyscie byc razem. Rownie mocno wierze, ze gdzies w zamyslach losu czekaja na Ciebie i Twojego Meza wesole, zdrowe dzieci, ktore pewnie tesknia juz za Wami tak jak Wy za nimi i beda z Wami przez cale zycie. Caluje mocno K. i 20 tyg. maluszek Odpowiedz Link Zgłoś
moniqueee Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 06.02.04, 23:18 Aniu, nie czytalam Twojej hisroii. To 1 list, ktory czytam. Tak bardzo mi przykro... Tak bardzo jestes DZIELNA! Tak bardzo!!! Jestes cudowna kobieta! Przesyłam Ci najserdeczniejsze pozdrowienia. Trzymaj sie nadal tak dzielnie. Jestem z Toba myslami. Buziaczki dla Ciebie. Moniqueee Odpowiedz Link Zgłoś
annaha1 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 07.02.04, 04:26 Kochana Aniu !!! O Boze jak mi smutno,nie moge sie opanowac,lzy leca mi same.Tak bardzo bym Cie chciala przytulic Aniu.Tak mi przykro,ze Cie to spotkalo,ze Malgorzatka taka slodka Istotka tak krotko zyla,ale wyobrazam sobie jaka byla szczesliwa gdy Ja przytulilas.Musiala byc bardzo szczesliwa. Aniu,swiecie wierze,ze los da Wam szanse,ze bedziesz szczesliwa Mama. Bardzo Cie Aniu podziwiam za sile,za to,ze zdecydowalas sie na wczesniejszy porod i za to,ze tyle przeszlas i ze na pewno mimo tego koszmaru,masz w Swym Sercu Nadzieje. Bede sie za Ciebie modlic,bys miala wystarczajaco duzo sil,nadziei,bede sie modlic za to bys byla Mama. Za Aniolka Malgorzatke rowniez sie pomodle. Mocno Cie sciskam i zycze wszystkiego dobrego. Ania Odpowiedz Link Zgłoś
aniutek Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 07.02.04, 05:11 Bedzie dobrze Anka, trzymaj sie, zycie bywa zle i okrutne a my jak trawa ...rosniemy i podnosimy sie. Dzielna jestes kobieta, podziwiam sile, odwage i madrosc- jestes mi przykladem gdy ciezko i zle. Duzo mysle o Was, przychodza refleksje budzi sie pokora, mija zlosc na rzeczy male. Zrobilas duzo dobrego piszac te slowa- wiesz o tym? Malgorzatka zostawila po sobie slad w nas. Odpowiedz Link Zgłoś
mkm25 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 07.02.04, 08:14 W takich chwilach pewnie żadne słowa nie przynoszą ukojenia, bo ból jest zbyt wielki ...Ale mimo świadomości ,że nie można odwrócić tego ,co się stało i że tak naprawdę nie można pomóc , wierzę głęboko , że samymi ciepłymi myślami da się wesprzeć kogoś , kogo "zna się" tylko z opowieści o niespełnionym oczekiwaniu ... Zyczę Ci dużo siły . M. Odpowiedz Link Zgłoś
aniao3 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 07.02.04, 14:50 Kochane dziewczyny! bardzo wam dziekuje za wszystkie dobre mysli – bardzo ich teraz potrzebuje. Czuje taka ogromna pustke i zal. Ze nie zobacze jak rosnie moja coreczka, nie pokazemy jej jaki piekny jest swiat, nie nauczymy zyc... Mimo ze balam się tego porodu, to było znacznie lepiej niż myslalam – polozna i lekarze naprawde bardzo starali się mi pomoc. Bolalo okropnie, ale gdy podano mi Malgorzatke w ramiona, zapomnialam o bolu i poczulam taka czulosc i milosc do niej. Była tak malenka i bezbronna... Ponieważ wczesniej dziewczyny pisaly mi czego mogę się spodziewac, wiec jakos się na to wszystko moglam starac przygotowac, wiedzialam ze chce ja przytulic i nikt nie robil mi zadnych problemow. Co do pogrzebu to najpierw się nad tym zastanawialam, ale wlasciwie razem z mezem zdecydowalismy, ze nie chcemy tego robic. Szpital sam robi takie pogrzeby, a my po prostu stwierdzilismy, ze nie mamy na to sil, ze nie musimy mieć grobu gdzie będziemy ja oplakiwali – i tak przeciez nic nie zmieni faktu ze była nasza pierwsza i ukochana coreczka. Aniutek – wiesz, choc troche mi lzej wiedzac, ze ktos jeszcze poza nami będzie o niej pamietal. Wierze ze i my w koncu będziemy szczesliwi, ale teraz potrzebuje czasu by wyplakac się. A potem pewnie zaczne wracac do zycia, choc zawsze gdzies w sercu będę miala moja malenka coreczke. To było pierwsze z moich dzieci, które zobaczylam naprawde, a nie tylko na tescie czy USG... Jak przejdziemy już wszystkie badania (pewnie wszystkie wyniki będą za 2 miesiace) to napisze wam czy cos wykryto i czy jest jakies dodatkowe badanie które warto zrobic na przyszlosc. A potem mam nadzieje ze bede buszowac po tym forum jako szczesliwa mama... choc na razie wydaje mi sie to strasznie dalekim czasem... Dziekuje wam wszystkim za to ze jestescie. anka Odpowiedz Link Zgłoś
mymcia Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 10.02.04, 00:40 Droga Mamo Doskonała, myślę że mogę Cię tak nazwać, gdyż pokazałaś nam wszystkim, zmęczonym czasem już zniecierliwionym, jak wiele mozna dać swojemu maleństwu, jak wiele miłości, czułości... Pokazałaś nam ogromną siłę i cud miłości macierzyńskiej, którą my gdzieś czasem gubimy w szarej codzienności, stając się "codziennymi" mamami... I nie chcę tu nikogo dotknąc, urazić tylko może powiedzieć że Ty weszłaś na ten najwyższy, najpiękniejszy i najdoskonalszy poziom. Nie zapomnę o modlitwie za Waszego Aniołeczka i za Was. Oby Pan Bóg wynagrodził Cię za to co ofiarowałaś swojemu Maleństwu i pozwolił zaznać radości szczęśliwego macierzyństwa Z całego serduszka życzy Tobie i Twojej Rodzinie Ania Odpowiedz Link Zgłoś
anmala Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 07.02.04, 16:13 Droga Aniu! "Dwa są szczęścia na świecie, jedno małe, być szczęśliwym; drugie wielkie, uszczęśliwiać innych..." Ania Odpowiedz Link Zgłoś
adria1977 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 09.02.04, 01:03 Aniu, wiem, ze zadne slowa nie beda dla Ciebie ukojeniem... Chce tylko, bys wiedziala, ze mysle o Tobie i modle sie za Ciebie i Twoja Kruszynke... Jeszcze nigdy nie splakalam sie tak po przeczytaniu netowego forum... Aniu, jestem z Toba calym sercem. Magda Odpowiedz Link Zgłoś
agaa5 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 09.02.04, 14:33 Aniu b. wzruszyła mnie Twoja historia. Chciałabym Cię jakoś pocieszyc przytulić życzę Ci aby czas uleczył ranę i abyś mogła cieszyć się macierzyństwem. Wierzę, że tak będzie a na dowód mam koleżankę która straciła dwoje dzieci i zyskała dwoje zdrowych, ślicznych dzieci. Los jednak bywa sprawiedliwy choć Ty jeszcze o tym nie wiesz. Pozdrawiam Cię bardzo ciepło. Aga Odpowiedz Link Zgłoś
gandzia4 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 10.02.04, 01:09 Bardzo mi smutno, że tak się stało. Jesteś wspaniałą kobietą i bardzo pragnę by kiedyś los ci to wszystko wynagrodził. Myślami jestem z Wami Odpowiedz Link Zgłoś
aniao3 dziekuje wam wszystkim... 10.02.04, 13:08 Dziewczyny! jestescie cudowne, wspaniale i kochane. Bardzo wam dziekuje za wszystkie modlitwy, mysli i to ze jestescie. Usiluje sie pozbierac w jeden kawalek, pewnie z czasem uda mi sie byc znowu szczesliwa i patrzec z radoscia na rosnacy brzuszek. Na razie jeszcze musze sie wyplakac i przezyc ta rozpacz do konca. Dziekuje ze napisalyscie - swiadomosc ze o nas myslicie pomaga mi bardzo. sciskam was bardzo Ania i Malgorzatka... Odpowiedz Link Zgłoś
mm2909 Re: dziekuje wam wszystkim... 10.02.04, 14:42 Aniu, naprawdę chciałabym (i sądze że inne dziewczyny tez) móc Ci być wsparciem, pomocą, kiedy będziesz tego potrzebować... dlatgo pamietaj że tu jesteśmy ... Ty sama pokazałaś nam wszystkim prawdziwe oblicze macierzyństwa, a ja czuję jak wiele mi jeszcze brakuje...dlatego ja również dziękuję Ci bardzo bo przypomniałaś mi i pokazałaś to nasze całe powołanie... Wierzę w to, że dla Ciebie nastąpią te piekne dni i ufam że Ty w to również gorąco wierzysz. A wiesz że wiara czyni cuda... gorąco pozdrawiam Anik Odpowiedz Link Zgłoś
ajdu Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 10.02.04, 16:44 Aniu! (apisałam do ciebie list, ale system mnie wylogował bo za długo to trwało i list szlag trafił! zezłościałm się i juz chciałam odpuścić, ale nie, bo to w końcu było dla ciebie i chcę ci to powiedzieć) Chę ci powiedziec,że dzielna z Ciebie dziewczyna i podziwiam cię, was, że potrafiliście stawic czoła tej sytuacji, podjeliście trudną decyzję, nie czekaliście na to co los przyniesie. Wielu ludzi na to nie stać. Dziękuję ci ,ze mimio tej tragedii zdecydowałs sie nia podzielić, opisać ją. To sprawiło, że w zatzrymałam się na chwile w biegu, bardziej doceniam to co mnie teraz spotyka. Mimo nawału pracy daję sobie właśnie teraz chwilę na cieszenie sie swoim stanem. Głaszczę teraz swój brzuszek i myślę o cudzie narodzin i miłości. I myślę o was. W myślach mówię wam wszystkie słowa pocieszenia jakie można powidzieć i daję wam całe wsparcie jakie mogę dać. życzę tez wam by w koćńcu trafiło do was szczęscie i juz was nie opuszczało. Niech tak będzie! Pozdrawiam gorąco Ciebie i męża Ajdu i chłopaczek (chyba będzie to Ignaś Odpowiedz Link Zgłoś
unruzanka Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 10.02.04, 18:06 Aniu! Tak bardzo mi przykro... Współczuję Wam z całego serca. Modlę się za Ciebie i Twoją Małgorzatkę. Moja historia nie jest tak tragiczna ale również wiem co znaczy drżeć o swoje dziecko. Moja Ola jest wcześniaczkiem i leży teraz w IMiDz w inkubatorze. Ania Odpowiedz Link Zgłoś
malomi Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 10.02.04, 22:32 Witaj, Weszłam dzisiaj na forum pierwszy raz od 6 stycznia, od dnia w której zaczęła się moja tragedia. Minął miesiąc a ja wegetuje, nie żyje. Tak bardzo chciałam teo dziecka, tak długo się o nie staraliśmy. Wszystko było w porządku, trochę ciąża mnie męczyła, ale jakie to przyjemne zmęczenie. W czwartym miesiącu trafiłam na cytologie i przy okazji lekarz mnie zbadał. Powiedział że moja macica jest za duża i natychmiast USG. Nigdy nie zapomnę słów lekarza który powiedział że nie ma dla nas dobrych wiadomości. Dziecko miało bardzo poważne wady rozwojowe. Mojemu maluszkowi nie zrósł się brzuszek i klatka piersiowa. Żył, machał rączkami ale wszystkie organy wewnętrzne miał na zewnątrz. Nie dali mi żadnych szans.Powiedzieli że umrze za jakiś czas, a nawet jeżeli się będzie rozwijało to umrze w czasie porodu.8 stycznia trafiłam do szpitala i ten sam scenariusz co znasz, proszki na wywołanie. Jeden dzień, drugi, trzeci. Też słyszałam że trzeba doprowadzić do poronienia naturalnie, jednak dni mijały i nic. Zaczęli mi podawać coraz mocniejsze leki, ale nic. Najgorsze to czekanie, to żegnanie się codziennie z moim dzidziusiem. W końu po licznych zabiegach łacznie z cewnikiem na szyjce macicy (strasznie bolesne)postanowili jednak przeprowadzić zabieg instrumentalnie. To było 13 stycznia. Mślałam że to już koniec historii i będę mogła w ciszy przeżywać swoją tragedię, jednak nie... po zabiegu dostałam krwotoku. Wszystko wyglądało jak w ostrym dyżurze. Lekarze przestali panować nad sytuacją. Nie reagowałam im na żadne lekarstwa. Widziałam panikę na ich twarzach. Trwało to wiele godzin, od 9 rano do 16 popołudniu. Gdyby nie przypadek...Jedna z lekarek miała schowane lekarstwo które nie jest dostępne w naszych szpitalach. Mała ampułeczka kosztuje 8600zł.Gdyby nie to...nie chce nawet o tym myśleć. Przetoczyli mi później ponad 3 litry krwi. Nie mogę sobie z tym wszystkim dać rady. Z dwóch dni które miałam spędzić w szpitalu zrobiły się dwa tygodnie. Strata mojego ukochanego skarbu, to wszystko co się działo..Dlaczego? Czym zawiniłyśmy? Tyle kobiet nie chce dzieci, a my... Musimy być silne, chociaż nie wiem czy potrafię. Gosia Odpowiedz Link Zgłoś
zofia78 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 11.02.04, 09:44 Żadne słowa nie są w stanie Was pocieszyć. Chyba słowa nic nie dają. Jeśli mogą pomóc łzy i ten ból w sercu, który czuję czytając Wasze historie. Ale on też nie pomoże. Śmierć dziecka, najgorsza rzecz na świecie. Nie mogę napisać, zą Was rozumiem. Nie, tylko płaczę razem z Wami. Zosia Odpowiedz Link Zgłoś
malomi Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 11.02.04, 18:02 Muszę wierzyć w przyszłość i w to że w końcu pojawi się wmoim życiu ukochana kruszynka.Nie może być wiecznie źle, kiedyś w końcu wyjrzy słońce... Gosia Odpowiedz Link Zgłoś
asiazak Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 11.02.04, 19:14 Droga Aniu, bardzo, bardzo Ci współczuję, musisz być teraz bardzo silna, trzymaj się mocno, na pewno przyjdą niebawem dobre dla Was dni. Naprawdę przykro mi. Odpowiedz Link Zgłoś
aniao3 jestescie kochane dziewczyny! 11.02.04, 21:10 Bardzo, bardzo wam dziekuje! Adju - jestes wielka, zes mimo wrednosci komputera raz jeszcze napisala Malomi - napisalam na priva do ciebie. Powoli zbieram sie w sobie. Mam chwile ze zyje normalnie, nawet momentami mysle ze to zle, ze tak jakbym nic nie czula, jakby to nei byla moja historia, moja rozpacz, rozmawiam normalnie z ludzmi, cos tam zalatwiam, ale wiem, ze ta warstwa spokoju jest strasznie cienka. Wystarczy, ze zacznie mowic o tym jak mi ja podano na rece i lzy jak groszki same plyna... Ale nie przy wszystkich chce i mam sily plakac. Gdy zas czytam wasze listy nabieram wiary w przyszlosc. Napisze wam jak beda jakies wyniki, jak wyjda badania. Dziekuje wam bardzo, kochane, wspaniale, wrazliwe i madre mamusie. Anka Odpowiedz Link Zgłoś
winia5 Re: jestescie kochane dziewczyny! 11.02.04, 21:45 Aniu, ja osobiście nie miałabym chyba tyle sił, aby to wszystko opisać. Dla mnie jesteś wielka i napewno byłabyś dla Małgosi najcudowniejszą mamą pod słońcem. Ale tak musiało być, los tak chciał. I jak powiedziała moja przyjaciółka, każdy ma swój krzyż do niesienia...Trzymj się dzielnie pozdrawiam serdecznie Ania Odpowiedz Link Zgłoś
agablues Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 11.02.04, 22:31 Bardzo współczuję Ani i wszystkim mamom, które przeżyły coś podobnego. Nie znam historii Ani ani innych matek, na forum weszłam całkiem niedawno. Jednak mam wrażenie, że na forum nie pisze się o smutkach czy może prawdziwych tragediach. Wyczytałam w którymś poście Ani, że forum broni się przed tematem poronień. W dziale o karmieniu piersia jedna mama przepraszała za to, że zapytała co zrobić żeby skończyć laktację, bo urodzi martwe dziecko. A przecież życie to również ból, po którym może nie być radości i smutek trudny do odpędzenia.Czy mamy przeżywające tragedie nie mogą się wyżalić na forum bez poczucia winy, że może popsują innym humor? Prawda jest taka, że to może przydarzyć się każdej z nas. Wiem o tym, bo ja też byłam szczęśliwą mamą cudownie rozwijającego się dziecka, życie było piękne a zapowiadało się jeszcze piękniej. do czasu... Ania przeżyła już śmierć własnego dziecka, ja mam to ciągle przed sobą. Moje dziecko urodziło się bardzo chore, nie ma dla niego ratunku. Zyje, jest ze mną ale nikt nie wie jak długo jeszcze.Cieszę się każdą chwilą, dziękuję Bogu, że mogę je mieć, przytulać, opiekować się nim. Jest jeszcze problem jak wytłumaczyć starszemu dziecku, że dzidzia odejdzie, że nic nie możemy zrobić, jak przygotować dziecko kiedy mi trudno się z tym pogodzić. Ania urodziła a potem leżała z dala od szczęśliwych mam. Ja nie miałam tyle szczęśćia - widziałam zdrowe dzieci i dumnych rodziców, a w środku ból i zazdrość.Teraz jesteśmy w domu i wszyscy pytają jak chowa się maluszek. A ja? Oczywiście odpowiadam, że wszystko jest ok, bo kto przyjąłby spokojnie, gdybym powiedziała prawdę? Tłumaczyć każdemu co, dlaczego i jak? Czuję się trochę poza marginesem normalnego życia. Mamy przeżywające ciężkie choroby własnych dzieci lub żałoby po nich mogą zrozumieć tylko te, które przeżyły to samo.Chciałabym by powstał dział dla tych smutnych mam, by tam swobodnie mogły pocieszać się wzajemnie. By mogły opowiadać o swoich reakcjach na złe wiadomości. A co z mamami dzieci chorych na choroby nowotworowe, dysrtofie mięśniowe, zaniki mięśni - dzieci chorych terminalnie? Czy zaglądają tutaj czy boją się, że wprowadzą niepotrzebny nikomu smutek? Odpowiedz Link Zgłoś
barbamama1 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 11.02.04, 22:44 Aga, to nie jest nikomu niepotrzebny smutek. To jest prawda o zyciu. Takie wlasnie jest. Jesli rzeczywiscie forum broni sie przed smutnymi tematami, to naprawde zle. To przeciez ogromnie wazne, zeby na forum mozna bylo uzyskac wsparcie w naprawde trudnych sytuacjach od innych matek, ktore mają za soba podobne przezycia. Pomodlę się o zdrowie Twojego Maluszka i o siłę dla Ciebie. Pozdrawiam bardzo cieplo B. Odpowiedz Link Zgłoś
malomi Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 12.02.04, 08:55 Bradzo , bardzo mi przykro...Mam nadzieję że będzie wszystko w porządku i mam nadzieję że te słowa mają moc sprawczą. Na forum kręciłam się jak byłam dumną mamusią, wymieniałam poglądy, czytałam rady...i nagle niestety straciłam dziecko. Długo się zastanawiałam czy w ogóle tu wrócić. Bardzo bolało jak czytałam odpowiedzi na moje radosne listy. I co teraz tym mamusiom odpowiedzieć, zostawić ich tak poprostu czy "zepsuć im humor" To było trudne, zobaczyłam wiadomość Ani i właśnie tutaj mogłam opowiedzieć swoją historię bez nadziei. Ciąża to nie tylko radość, to smutki, poronienia, życie....ja też dopiero to zauważyłam jak byłam w szpitalu gdzie tragedia goniła tragedie, ale też nie miałam szczęścia bo leżałam na sali ze szczęśliwymi mamami. Trzymaj się mocno, myślę o Tobie tak jak pewnie i reszta forum. Nie jesteś sama. Gosia Odpowiedz Link Zgłoś
agablues Re: APEL II 12.02.04, 14:37 Dzisiaj dopiero przeczytałam całą historię Ani i jej dzieci. Nie będę pisała, że jej wpółczuję, bo to nic nie da. Ale zobaczyłam, że Ania już wcześniej prosiła o miejsce dla Mam, które staciły swoje dzieci. całym sercem ją popieram. Aniu doskonale rozumiem co przeżywałaś myśląc o formalnościach związanych z pogrzebem dziecka. To tylko matki takie jak my potrafią to zrozumieć. Moje dziecko nadal żyje, ma prawie 3 miesiące. Urodziło się z poważną wadą genetyczną, kiedy ją zdiagnozowano poinformowano nas, że takie dzieci umierają kilka dni po porodzie, może przeżyją miesiąc a tylko chyba 5% przeżyje 1 rok życia. Najdłuższe przeżycie to 15 lat - jedyne na świecie. Nie muszę chyba dodawać, że dziecko jest bardzo chore - nieprawidłowości w funkcjonowaniu mózgu. Tylko matki, które same przez to przeszły mogą zrozumieć mój lęk za każdym razem kiedy zbliżam się do łóżeczka - czy jeszcze żyje? I to że zamiast myśleć o różowej przyszłości mojego maleństwa, ja myślę o pogrzebie, jak to zniosę, jak powiem swojej starszej córce, że maluszek umarł. Zorganizujmy forum wsparcia dla wszystkich mam po stracie dziecka A. Odpowiedz Link Zgłoś
agahy Re: APEL II 12.02.04, 14:52 Aga - faktycznie, słowa dają tu niewiele, ale czasami i tego brakuje. Trzymam kciuki, żebyś była silna, znalazła w sobie mądrość i cierpliwość. Ja w ub. roku rodziłam 2 chłopaków w 6. miesiącu wiedząc, że nie mają najmniejszych szans na przeżycie, bo są za malutcy. I 10min. po porodzie położna zadała mi pytanie: co zamierza Pani zrobić ze zwłokami? bo to trzeba się szybko zdecydować, bo ona nie ma ochoty przedłużać dyżuru przez moje NIEZDECYDOWANIE!!!! Dlatego całym sercem popieram ideę forum. Trzymam za Was kciuki. Aga i 22tyg. maluszek (w brzuszku). Odpowiedz Link Zgłoś
agablues Re: APEL II 12.02.04, 15:10 Są osoby, które nigdy nie powinny pracować z innymi ludźmi, a zwłaszcza w szpitalach. Jestem wstrząśnięta. Pozdrawiam i pogłaszcz dzidzię ode mnie Odpowiedz Link Zgłoś
aniao3 kochane mamy! 12.02.04, 16:30 Agablues - pewnie wieczorem anpisze do ciebie na priva. Jestes mi bardzo, bardzo bliska. Mysle ze wlasnie tego sie balam - ze jesli nawet dziecko cudem przezyje, to potem nastepne tygodnie beda uplywaly mi na oczekiwaniu na nieuchronna smierc. To jest tak straszne, niewyobrazalne, ze po prostu nie da sie o tym spokojnie mowic. Mysle ze forum poronienie i strata dziecka - takie jak funkcjonuje na Bocianie i na www.dzieko-info.com bardzo by sie tu przydalo, bo wiem ze jest nas smutnych mam badzo wiele i gdzies musimy sie wyplakac i nawzajem powspierac. Pisalam juz do admina forum, ale bez rezultatu. Bede dalej pisac i wy tez go nekajcie. Bo co prawde wiem ze gdzies tutaj jest takei forum, ale dlaczego tak gleboko schowane??? Powinno byc widoczne od razu, aby kazda z nas ktora przezywa lub przezyla tragedie, mogla tu znalezc pomoc. A co do postu o karmieniu - to bylam ja, bo balam sie co bedzie, ajk jeszcze do tego wszystkiego dostane pokarmu. dostalam proszki (parloder bodaj), ktore akurat na mnie dobrze podzialaly i choc to bylo mi oszczedzone. Dziewczyny - mam nadzieje ze wszystkie bedziemy szczesliwymi mamami, a na razie nie pozostaje mi nic innego jak nekac admina. Pomozcie mi w tym. Sciskam was mocno Ania Odpowiedz Link Zgłoś
mharrison Re: kochane mamy! 12.02.04, 17:05 Podaje link do forum Poronienia forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11916 Pozdrawiam wszystkie mamy. Odpowiedz Link Zgłoś
aniao3 Forum Poronienie 12.02.04, 20:44 Mharrison - dzieki za link, on co jakis czas jest przez kogos pdoawany, ale dlaczego tego forum nie widac w spisie fora prywatne??? Czy on jest jakos tak dobrze schowany? czy nie moze byc to cos widoczne na pierwsze otwarcie strony - ja nie mowie ze musi byc na gorze, niech bedzie na szarym koncu, ale niech takie forum bedzie widoczne!!! Napisalam do admina, pewnie mnie zignoruje, ale najwyzej bede co dzien wysylac mu takiego maila. Dlaczego na innych stronach mozna o tym porozmawiac a na e- dziecko jest to zepchniete do pojedynczych postow... To nie fair. Dzieki dziewczyny za wszystkie listy. Anka Odpowiedz Link Zgłoś
aniao3 gdzie pisac o forum dla smutnych mam 12.02.04, 16:37 Na dole kazdej strony na forum e-dziecko jest taki teskt "napisz do nas jesli na tej stronie sa bledy". Wprawdze brak to nie blad, ale mam nadzieje ze ktos to czyta. Wiec jesli uwazacie ze potrzebne jest forum dla smutnych mam, forum poronienie i strata dziecka to piszcie tam prosze. bo jak widze to nie tylko ja musze sie w zyciu wyplakac. sciskam was mocno Anka Odpowiedz Link Zgłoś
akve Re: gdzie pisac o forum dla smutnych mam-moja rada 12.02.04, 17:01 Drogie emamy, po przeczytaniu Waszych wstrzącających historii pisze o was 'drogie',bo każda z tych opowieści mam gdzies w sercu i b. na mnie wpłynęły.Bo co moge wiedzieć o cierpieniu ja ,mama trójki zdrowych chłopców ,oczekująca czwartego????? I chyba rozumiem wasza potrzebe opowiedzenia o tym bólu, podzielenia się smutkiem i cierpieniem z innymi... Jeżeli wasze starania o nowe forum nie powioda sie to ZAŁUŻCIE FORUM PRYWATNE. Nie wiem czy to dobry pomysł,ale zawsze coś... Gorąco pozdrawiam i wierzę,że będziecie szczęśliwymi mamami. Ewa Odpowiedz Link Zgłoś
agablues Re: gdzie pisac o forum dla smutnych mam-moja rad 12.02.04, 17:27 O to właśnie chodzi, aby nie zepchnięto nas poza margines. My jesteśmy tu i teraz. Poruszyłam podobny wątek na eDziecko, już kilka mam się odezwało. Pozdrawiam A. Odpowiedz Link Zgłoś
galia29 Re: gdzie pisac o forum dla smutnych mam-moja rad 12.02.04, 22:03 Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co przeżywacie.Mnie nawet czytanie waszych historii łamie serce, skąd bierzecie siłę by to przeżyć?Ale piszcie, bo wszystkie jesteśmy z Wami całym sercem i powinnyście pisać by uświadomić nam tym szczęśliwym mamą jak wielkie spotkało nas szczęście i jak bardzo powinnyśmy je doceniać.Gdybym tylko mogła jakoś pomóc ale jak?Pozdrawiam Was serdecznie kochane smutne mamy.ewa Odpowiedz Link Zgłoś
moni025 Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 12.02.04, 22:21 hej. Bardzo Ci wspolczuje i podziwiam. Wiem ze wszystkie emamy i etaty pocieszaja Cie, ja chcialambym Ci PRZEDSTAWIC COS Z INNEJ STRONY. Nadzieje i obietnice jaką dał nam Jezus. Zawsze jak slyszalam historie małych umierajacych dzieci zastanawiałam się co się z nimi później dzieje. Zaczłam czytać Biblię i jest tam pewna obietnica, którą dał nam Bóg. NAPISANE JEST ZE WSZYSTKIE DZIECI, GDY JEZUS PRZYJDZIE POWTORNIE NA ZIEMIĘ powrócą do ramion swoich rodziców więc i Wy macie daną te obietnice ze na KOŃCU ŚWIATA będziesz trzymala swoją córeczkę ale juz ZDROWĄ, przemienioną przez Boga. ONA MA JUZ ZAGWARANTOWANE NIEBO, TERAZ SPOKOJNIE SPI, A GDY JEZUS PRZYJDZIE WSKRZESI JA I ODDA W TWOJE RĘCE. Teraz tylko Wy musicie zrobić wszystko, by byc gotowym na przyjscie Jezusa i by móc zamieszkać całą rodziną razem, już bez bólu, pytań "dlaczego" i żeby być już szczęśliwym na zawsze. Pozdrawiam Was i życzę Błogosławieństwa Bozego i wiele miłości, bo tylko to Wam jest potrzebne. A na marginesie chciałambym Wam napisać o mojej kolezance, która 2 miesiace temu straciła nagle dwoje dzieci. Dwie dziewczynki 9 i 6 latek. Wracały ze szkoły gdy przejechał ich samochód. Stało sie to niedaleko domu, matka wybiegla z mieszkania i widziała to wszystko, ich twarzyczki, połamane ciałka.....to było straszne. Potem powiedziła, że tak jak jej córeczki codziennie szły do szkoły trzymając sie za ręce tak i zgineły i wyznała ze teraz to ona i mąż musza robić wszystko by móc je jeszcze kiedyś zobaczyć, bo one juz mają zagwarantowane niebo i życie wieczne. Dodam, ze starsza córka miała na następny dzień urodzinki więc do trumienek dano jej urodzinowe kartki, a ojciec gdy juz ochłonoł powiedział coś niesamowitego. "ALE MADZIA ZROBIŁA SOBIE PREZENT URODZINOWY, GDY SIĘ OBUDZI ZOBACZY, ŻE JEST W NIEBIE" Wiesz piszę Ci o tym,gdyż tragedie zawsze dosięgają ludzi tutaj na ziemii, a my musimy je przyjmować, ale gdy robimy to z Jezusem i wiarą jest nam o wiele łatwiej i tego WAM OBOJGU ŻYCZĘ: ŻYCIA WIECZNEGO, BY MÓC BYC NA ZAWSZE Z WASZĄ CÓRECZKĄ. pozdrawiam gorąco, Monika. Odpowiedz Link Zgłoś
megida Re: smutna historia bez nadziei - juz sie skonczy 13.02.04, 02:00 Aniu bardzo wzruszyła mnie Twoja historia. Dzisiaj przeczytałam ją po raz pierwszy. Jesteś bardzo dzielna i szczerze podziwiam Cię, że po tym wszystkim miałaś siły, żeby to opisać.Życzę Tobie aby czas uleczył ranę i abyś mogła cieszyć się zdrowym dzieciątkiem. Pewnie Twój ból jest tak wielki, że nie bedziesz miała głowy, żeby zająć mysli czymś innym. Chcę Tobie jednak zwrócić na coś uwagę. Dzisiaj po raz pierwszy poznałam Twoją całą historię, bo również poszukałam wcześniejsze Twoje posty. Moją uwagę zwróciło to, że pisałaś, iż była to ciąża bliźniacza i drugie dziacko po prostu zniknęło. Mam przed sobą artykuł pt. "Znikający płód" z Gazety Wyborczej s.14 z dn. 24.10.2001. Jest to dosyć odległa data i chociaż podana jest strona www.gazeta.pl/nauka to niestety nie jest on już tam dostępny. Otóż w tym artykule jest napisane: "Uczeni...śledząc losy bliźniaków tej samej płci obliczyli, że jeśli jeden "zniknie" już w czasie ciąży, to ryzyko porażenia mózgowego u drugiego wzrasta dziesięciokrotnie! Jeśli zaś znikajacy bliźniak przybierze postać płodu papierowatego - ryzyko zwieksza się aż 25 razy. konsekwencje rzekomego bliźniactwa mogą być tez poważniejsze, takie jak rozliczne wady serca, brak nerek oraz nieprawidłowości prowadzace do śmierci obu płodu. ... Większy bliźniak "wysysa" krew z mniejszego ... Walka w łonie matki bywa bywa zacięta, a cena za zwycięstwo wysoka. Są nią wady rozwojowe ocalałego bliźniaka." Straszne, nieprawdaż. Ale może to jest odpowiedź dlaczego tak się stało. Jestem w posiadaniu tego artykułu bo dotyczył on mnie bezpośrednio. Dostałam go na szczęście już po urodzeniu syna, ale i tak mną bardzo wstrząsnął. Na początku moja ciąża był bliźniaczą i do 10 tyg. na USG były widoczne dwa pecherzyki z dwoma zarodkami z tym, że jeden był mniejszy i wykazywał wiek ok 6 tyg. Około 15 tyg. już go nie było. Po prostu zniknął. Ani nie został wydalony ani nie było śladu po nim w środku. Lekarze na ten temat milczeli, podobno to dosyć częsty przypadek. Tylko nie wiem dlaczego robiono mi ok 20 razy USG na różnych aparatach, stosując różne metody i testy, 6 razy zostawiając mnie w szpitalu i badając na różne sposoby. Nie chcieli na ten temat nic mówić. Syn urodził się teoretycznie zdrowy, ale zachowywał się dosyć dziwnie. Siniał, był sztywny, cały się trząsł i cały czas płakał a raczej wył. Robiliśmy mó różne badania, USG głowy, echo serca itd ale nic nie wykazało. Był strasznie nerwowy i po nocach nie spał prawie w cale a płakał bez przerwy do wieku 21 miesięcy. Jeden z neurologów powiedział nam, że pewnie tęskni za swoim bratem lub siostrą i ciągle go nawołuje. Może to była prawda, kto to wie. Opisałm tobie to, bo zawsze lepiej wiedzieć coś więcej. Ja dopiero po tym artykule uświadomiłam sobie, że bliźniaki mogą na siebie tak mocno oddziaływać. Jak już będziesz w stanie cokolwiek przeczytać to polecam książkę Doroty terakowskiej pt "Poczwarka" o matce i jej dziecku. Jesto książka "oczyszcająca" ze złych emocji. Łzy same płyną ale są to dobre łzy, po których człowiek lepiej sią czuje i docenia to co ma. Weszłam ostatni na stronę www autorki tej książki, bo chociaż czytałam ją dwa lata temu, to nie mając dostępu do internetu nie mogłam jej podziękować tę wspaniałą lekturę. Chciałam to zrobić teraz. I tutaj kolejne dramat. Okazało się, że nie zdążyłm. Dorota Terakowska umarła w styczniu tego roku. Było mi strasznie przykro. Spieszmy się kochać ludzi oni tak szybko odchodzą. Małgorzata Odpowiedz Link Zgłoś
agablues Re: smutne mamy 13.02.04, 09:24 Proponuję przenieść się z tymi smutnymi historiami na edziecko - tam jest wątek STRATA DZIECKA, POWAŻNIE CHORE DZIECKO. Oczywiście jeśli Ania nie ma nic przeciwko temu. Myślę, że nie ma potrzeby stresować mam oczekujących. Co o tym myślicie? Odpowiedz Link Zgłoś
aniao3 przeniesmy sie stad i walczmy o forum smutnych mam 13.02.04, 11:53 Witajcie! mysle Agablues ze to dobry pomysl, bysmy pogadaly na e-dziecko, choc mysle tez ze e-dziecko powinno stworzyc dodatkowe 2 forum. Pornienie (co kilka dni dochodzi kolejny post od kolejnej zrozpaczonej mamy) i forum dla smutnych mam ktore maja chore dzieci, terminalne dzieci, stracily dzieci... Bo wokol tego jest jakas zmowa milczenia a to sie przeciez dzieje... Megida - jestes kohcana, dzieki za ten artykul, u nas bylo troche inaczej: zarodek (dzidzius) przestal sie rozwijac, ale byly osobne, tzn nie wystepowal u nich problem "podkradania krwi". I jak twierdzil moj lekarz (a ufam mu bardziej niz sobie) zwykle w takiej sytuacji rozwijajacy sie dzidzius zajmuje coraz wiecej miejscca i ten pozostaly zarodek zostaje po prostu splaszczony i w koncu jest niewidoczny no i zanika z naszego pola widzenia... Moni - dzieki za slowa otuchy. Dziewczyny - wszystkim ktore do mnie napisaly i tym ktore o mnie myslaly bardzo, bardzo dziekuje. Wasze modlitwy i dobre mysli byly i sa mi bardzo potrzebne. A teraz mysle ze czas, by zyc dalej. I dopoki nie bedzie jawnego i latwego forum dla smutnych mam to bedziemy sie pojawiac to tu, to tam, na razie mysle ze pomysl by przejsc na e-dziecko jest bardzo dobry. Sciskam was bardzo mocno, jestescie wspaniale i ciesze sie, ze was poznalam. Anka i Malgorzatka... Odpowiedz Link Zgłoś