klaudusia1523
08.04.10, 21:37
Witam mam na imię Klaudia i mam 20 lat. Dwa tygodnie temu straciłam dziecko w
szóstym miesiącu ciąży ( dokładnie 26 tydzień). Ale może zacznę od początku po
to też by przestrzec inne przyszłe mamy jeśli będą miały podobny problem... 9
marca pojechałam do szpitala w Zgierzu bo nie czułam ruchów dziecka (mieszkam
w małej miejscowości nie daleko Zgierza). Zrobiono mi ktg i powiedziano że
jest wszystko ok... Jak się potem okazało nie było... Dwa dni później czyli 11
marca poszłam do swojego lekarza, opowiedziałam mu co i jak. Chciał mi zrobić
ktg jednak okazało się że to co ma w gabinecie jest popsute (przychodnia
rejonowa). Zbadał mnie tylko przez taki lejek przez powłoki brzuszne i
powiedział że jest wszystko ok, choć też tak naprawdę nie było. Kazał mi się
jeszcze położyć na fotelu ginekologicznym ponieważ skarżyłam się na częste
twardnienie brzucha. Stwierdził że skraca mi się szyjka i mam natychmiast
jechać do szpitala ponieważ jest zagrożenie wczesnym porodem (23 tydzień ciąży
był wtedy). Pojechałam do szpitala do Łęczycy. Był to czwartek. Zrobiono mi
ktg i przyjęto na oddział. W dalszym ciągu wszyscy mi mówili że jest ok mimo
że dziecko już nie żyło gdzieś od tygodnia jak się później okazało... W
piątek, sobotę, niedzielę w dalszym ciągu mi robiono rutynowo ktg i mówiono,
że jest wszystko ok. Myślałam że może to mi się tylko wydaje że nie czuje
ruchów, że przecież jeśli codziennie mi robią ktg i mówią że jest ok to tak
musi być, że jeśli mówiłam lekarzowi że wydaje mi się że ruchów nie czuje a on
mówił, że to bzdura bo na ktg jest to tak w rzeczywistości jest i może nie
powinnam się wogóle martwic... Myliłam się

W poniedziałek 15 marca w końcu
jakaś domyślna pielęgniarka w końcu zauważyła że coś jest nie tak, że to wcale
nie słychać dziecka tętna a moje... Wtedy dopiero zrobiono mi usg i jak się
okazało moje dziecko nie żyło już od jakiegoś dłuższego czasu. Po prostu jak
później mi wytłumaczył ordynator oddziału wcześniej pielęgniarki myliły tętno
moje z dziecka ponieważ jestem szczupła, miałam bardzo mały brzuszek jak na
ten okres i w dodatku po lekach które z początku dostawałam na podtrzymanie
miałam jeszcze większe tętno i z tąd te pomyłki, a że nie miałam zapisu tylko
co rano pielęgniarka dokładała mi głowice ktg na dziesięć sekund do brzucha to
z tąd ta cholerna pomyłka... Co dalej było to chyba każdy może się domyśleć
mój płacz, podawanie leków i kroplówek na wywołanie porodu i w końcu po
tygodniu męki poród... Nie wiem jak sobie teraz poradzić... Jest mi cholernie
ciężko, bo dlaczego nikt tego nie wykrył wcześniej, może dałoby się coś
zrobić...

A teraz już za późno za tydzień mam się zgłosić po odbiór sekcji
zwłok, więc wtedy się dowiem najprawdopodobniej co było przyczyną... Teraz nie
wiem jak mam dalej życ.. Nie potrafię się patrzyć na matki z dziećmi ani na
moje koleżanki co są w ciąży... Po prostu nie wiem jak dalej żyć bo to tak
boli... Nic już nie da się zrobić i nie da się zmienić biegu wydarzeń. Mojego
dziecka już nikt mi nie wróci. Chcę przestrzec inne przyszłe mamy, że jeśli
będziecie mieć kiedyś taki problem jak ja czego oczywiście nikomu nie życzę,
Kiedy przestaniecie czuć ruchy to jedzcie od razu do szpitala i żądajcie nie
tylko od lekarzy ktg ale też usg bo wiem z własnego doświadczenia, że ktg nie
daje wcale pewności, że nasze dziecko żyje...

((