Strach i obawy

13.04.10, 14:51
Witam wszystkie mamy! Piszę, aby podzielić się swoimi rozterkami. Jestem w 33 tc i strasznie mi ciężko ze sobą wytrzymać. Jestem ciągle poddenerwowana, często wybucham - raz złością, raz płaczem, raz euforią. Zaczynam się bać porodu - tego, że będą komplikacje, że dziecko będzie chore. Lekko schizuję, gdy maleństwo mniej się rusza w brzuchu, gdy odczuwam lekkie skurcze. Obawiam się, czy podołam macierzyństwu, czy będę wystarczająco cierpliwa, czy nie zrobię krzywdy maleństwu, czy damy radę finansowo. Od dawna marzymy z mężem o dzidziusiu, ciąża była planowana, wyczekana i już nie mogę się doczekać, aż przytulę mojego synka, ale im bliżej końca tym częściej nachodzą mnie ciemne myśli. Sama siebie nie rozumiem... Do tego te sny, że mąż mnie zostawia z małym dzieckiem, że dziecko mi wypada z rąk, lub, że łamię mu kręgosłup gdy go podnoszę. Eh... Czy Wy też tak macie???
    • gosik126p Re: Strach i obawy 13.04.10, 15:34
      Chyba każda przyszła mama ma takie jazdy. Ja jak byłam w 33 tygodniu to byłam
      taka nieznośna i zrzędliwa że mąż ode mnie uciekał (co też wcale nie pomagało).
      A teraz jestem w 40 tyg, termin za 3 dni i po prostu nie mogę się doczekać aż
      już będzie po wszystkim. Nie martw się, na finiszu wszystkie wątpliwości pewnie
      odejdą zwłaszcza jak już będziesz miała maleństwo w ramionach. Tym bardziej że
      ciąża była planowana (nie to co moja tongue_out). Powodzenia i głowa do górysmile Dacie radęsmile
    • maksi3-2 Re: Strach i obawy 13.04.10, 20:39
      ja jestem w 38tygodniu i pamietam wczesniejsze tygodnie makabra.
      mialam to samo te same odczucia.sama siebie sie balam a teraz jestem
      spokojna. co ma byc i tak bedzie.ratuje mnie pozytywne
      myslenie,dlugie spacery.a co do ruchow to pozniej sa jeszcze mniej
      odczuwalne.bo dziecko ma mniej miejsca.twardnienie brzucha to norma
      pomaga nospa i melisa. a przede wszystkim spokoj.powodzenia.
    • claire1983 Re: Strach i obawy 13.04.10, 20:59
      Ja jestem dopiero w 21 tyg a już tak mam czasami. Czuję się tak
      okropnie nieszczęśliwa, mam wrażenie że mój facet mnie nie rozumie,
      do tego ciągle martwię się o maleństwo i to mnie wykańcza
      psychicznie. Nie rozumiem dlaczego musiałam przejść już prawie
      wszystkie złe objawy ciąży czyli leżenie kilka miesięcy, krwawienia,
      plamienia, bóle podbrzusza, twardnienie brzucha, skracanie szyjki,
      maleństwo się ruszało przez dwa tygodnie a teraz od dawna się nie
      rusza. Bylam na USG i mówią, że ok ale to wszystko wykończyło mnie
      psychicznie. Do tego dzisiaj na usg dowiedzialam się że mój dzidziuś
      ma powiększoną jedną nerkę i musi być dalej kontrolowany. Normalnie
      zwariować można, mam koszmary, najgorsze myśli, napady złości i
      płaczu. Mój facet nigdy tego nie zrozumie. Mam tylko nadzieję że to
      przejdzie bo naprawdę ciężko jest. A mówili że ciąża to
      najpiękniejszy czas w życiu kobiety. Zazdroszczę tym kobietom które
      nie mialy w ogóle żadnych komplikacji, mogly pracować i cieszyć się
      życiem. Ja to mam taki uraz że nawet nie myślę o kupowaniu czegoś
      dla dziecka, tak bardzo się boję sad
    • kawka74 Re: Strach i obawy 13.04.10, 21:31
      Cała druga połowa mojej ciąży to był właśnie taki stan: lęki, dziwaczne sny,
      obawy, czy aby na pewno nadaję się na matkę, czy dziecko nie będzie chore, itd.
      Bardzo często się to zdarza, nie tylko Tobie i mnie.
    • patrycja25.live Re: Strach i obawy 02.06.10, 11:32
      Oj mamy tak samo. U mnie dopiero 11 tydzień, a gdzie tam koniec. Jestem okropna, mój mąż do końca chyba ze mną nie wytrzyma smile Najgorsze są właśnie te "czarne" myśli, czy dziecko będzie zdrowe, czy wogóle donosze te ciąże, strasznie się boję poronienia, jak poradze sobie z dwójka dzieci (mam jeszcze synka 3 latka), czy damy rade finansowo, nigdy nie wiadomo co się wydarzy przeciez. I te ciągłe wizje, ze mój maz ginie w jakims wypadku i ja zostaje sama, to jest chyba najgorsze uncertain Kurde ciąża to powienien być stan całkowitej, nieograniczonej radości, powinnyśmy być w stanie góry przenosić, przeciez to stan błogosławiony, a nie czuć sie jak świnie i w dodatku nic nie cieszy sad
Pełna wersja