ciocia_ala
04.05.10, 15:24
Miska urodzila sie prawie dokladnie 2 lata temu. W piatek bylam z
nia na pobraniu krwi z szpitalu, w ktorym przyszla na swiat i
zebralo mi sie na wspomnienia. Zwlaszcza, ze wlasnie zaczynamy
starac sie o drugie dziecko. Dokladnie pamietam tamte dni, pogode i
zapach powietrza, wiem ze to ckliwe, ale tak wlasnie sie czuje. Jak
mala konczyla rok nie mialam takich wspomnien, dopiero w tym roku do
mnie dotarlo.
Dwa lata pod koniec lutego uznalam, ze w marcu nie dam rady pracowac
caly tydzien i za zgoda szefa (jego zona tez byla w ciazy) ucielam
sobie piatki. 3 kwietnia byl moim ostatim dniem. Zupelnie nie
pamietam co robilam przez kolejny miesiac. Pewnie wstawalam pozno,
chodzilam na zakupy, ogladalam glupkowate seriale w TV.
30 kwietnia zaczely sie skurcze. Okolo 12 w nocy wzielam kapiel a
potem zadzwonilam do szpitala. Skurcze byly regularne co 5 minut.
Pani powiedziala, zebym przyjechala. Wiec zapakowalismy sie z mezem
do samochodu i jazda. Przyjecachalismy na miejsce, pierwsza polozna,
gdy mnie zonaczyla, od razu powiedziala: "pani nie rodzi, pani
przeciez swietnie chodzi". Druga mnie zbadala i rozwarcie bylo na
jeden centymetr. Zostalam odeslana do domu. Kazano mi brac panadol,
chyba nawet dostalam jakis srodek przeciwbolowy od pan. Caly dzien
jakos sie przebujalam od fotela do sofy. Maz musial isc do pracy a
ja kategorycznie zabronilam mu wylaczac telefon.
Wieczorem bol byl coraz silniejszy a ja wykorzystalam juz doswolona
dawke srodkow. Okolo 4 nad ranem uznalam, ze czas na nas. Przyjela
nas ta sama poplozna co porzedniej nocy. Przebadala mnie i
stwierdzila 2 cm rozwarcia. A zostac moge dopiero od 3. Pomyslala
chwile, pogrzebala i mowi... ze jest 3 cm

Zaczely dla mnie szukac
sali porodowej. Niestety wszystkie (12) byly zajete. Wiec
zaproponowano mi Centrum Narodzin Naturalnych (w tym samym szpitalu,
ale pietro wyzej). Zgodzilam sie, bo juz nie chcialam wracac do
domu. Panie ulozyly mnie na worku z grochem, daly zastrzyk
przeciwbolowy (dzialajacy okolo 4 godzin) i prosily, zeby sie troche
przespac. Maz o 5.30 odeslany zostal na odpoczynek do domu. Cieszylo
mnie, ze jest 1 maj, wiec bedzie mial bez problmu wolne 3 dni. Na 1
maja zreszta wyznaczono termin porodu (wg. innego usg termin na 2
maja).
Obudzilam sie nieco bardziej wypoczeta, pogoda za onem byla piekna,
brzozy mialy takie jasno-zielone liscie. W pokoju bylo cieplo,
mielismy wlaczona muzyke, pani polozna zagladala od czasu do czasu
sprawdzic tetno i porozmawiac. Ja kiwalam sie na pilce wdychajac gaz
rozweselajacy. Okolo 4 po poludniu zaproponowano mi wanne porodowa.
Panie przekonywaly, ze dam rade urodzic w wodzie i nie ma sie czego
bac. Siedzoalam tam w niebieskim staniki, troche przyciasnawym ze
wzgledu na powiekszajacy sie rozmiar piersi. Wdychalam gaz, maz
dostal kanapki od pan poloznych. Wedlug zalecen pan poloznych
zmienialam pozycje, a maz popijal sobie z nimi kawke. Bylo to
wszysko bardzo przyjemne. A potem niestety nie bylo juz tak rozowo.
W koncu pekly wody. Okazalo sie, ze wwody sa lekko zielonkawe. Okolo
22 zapakowano mnie wozek i wywieziono na porodowke. W pocie czola,
bez znieczulenia, podloczona do jakis kroplowek krzyczalam jak w
amerykanskich filmach. Pani polozna (ta sama, co poprzedniej nocy i
jeszcze wczesniejszej) proponowala zmiane pozycji, ale ja juz nie
mialam na nic sil. Po pierwszej w nocy w koncu dziecko pojawilo sie
na swiecie. Maz przeciac pepowine a mala dossala sie co piersi.
Lezalam calkiem naga pod przescieradlem. Okropnie zmeczona.
Dostalam zastrzyk na wydalenie lozyska. Podczas usowania lozyska
niestety cos poszlo nie tak i trzeba je bylo usunac miechanicznie.
Oznaczlo to podanie znieczulenia. Wiec dostalam znieczuleni PO
porodzie. Pamietam, ze bylo mi slabo, dostalam tlen przez maske,
ktora strasznie smierdziala plastikiem. Maszyna do wyczuwania tetna
coraz bardziej zaciskala mi sie na rece, bo tetno mialam slabe.
Jakos wydukalam do anestezjologa, zeby mi tozdjeli. Po calym zabiegu
odwieziono mnie spowrotem do dziecka i meza. Mezowi dostawili lozko,
zeby mogl zostac z nami na noc. Ja nie moglam nawet ruszyc reka.
Bylam blada jak sciana i oslabiona. Kolo poludnia przetransportowano
mnie na sale poporodowa. Taka wspolna (4 panie z dzieciaczkami,
oddzielone wszysko kotarami). Okolo 2 przyjechala moja przyjaciolka
i zajela sie troszke malutka, ja wciaz nie moglam nawet usiasc.
Polaly mnie rece, w ktore wciaz byly powbijane igly od kroplowek.
Gdy przyjechal moj maz ja zdesperowana byla przeniesc sie na
prywatna sale. Tutaj ktos caly czas stekal, dzieko plakalo, bylo
glosno. Przyszla pani polozna i oznajmila, ze zeby przeniesc sie na
prywatny oddzial musze byc w stanie sama zajac sie dzieckiem, a ja
przeciez wciaz mam kroplowke. Kazalam odlaczyc. Okolo 8n przyszedl
pan,zeby mnie przeniesc. Ale zdziwil sie, ze wciaz mam cewnik.
Kazalm zdjac. Okolo 10 w koncu przeniesiono mnie do mojego pokoju.
Pani pchala przed soba mala w akwarium i ciagnela moje toboly, a ja
czlapalam za nia. Potem powiedziala, ze zajmnie sie mala a ja mam
sie wyspac. Oprocz mnie byla tylko jedna mama, wiec pani miala czas
dla miski. Obudzilam sie o 6 rano. Spedzilam w szpitalu jeszcze dwa
dni, ze wzgledu na ubytek krwi.
A 5 maja bylismy na pierwszym spacerze. Pogoda byla cudowna, tylo ja
baaardzo oslabiona. Ledwo wrocilam do domu. Jednak o bolu i
wszyskich przywarach zapomina sie szybiutko. I dzis, kiedy zamkne
oczy widze mojego meza trzymajacego malutka na rekach pierwszego
wieczory, gdy razem ogladalismy jakis film.
Teraz przygotowujemy sie do nastenej ciazy. Chyba jeszcze bardziej
wyczekiwanej. Wszedzie widze babki w ciazy i juz nie moge sie
doczekac!!! Mimo wszyskich tych przejsc, problemow zdrowotnych
dziecka po porodzie (wychodzilo wszysko podczas wielu miesiecy) mam
nadzieje, ze drugim razem bedzie lepiej.
Odwiedziam forum od nowa i od nowa odkrywam.