Epilog do mojej smutnej historii...

07.08.10, 22:20
Witam ponownie,

jakiś czas temu pisałam tu o moich obawach związanych z wysokim NT mojego dzidziusia, podczas badania wyszło mu 8mm.
W środę byłam na konsultacji u dr Roszkowskiego, okazało się, że serduszko maluszka przestało bić. Dr stwierdził, że musiało się to stać w niedługim czasie przed wizytą. Zrobił mi tylko biopsję i zaprosił na przyszłość, żebym od razu udała się do niego.

Po początkowym szoku uznałam, że tak było najlepiej. Nie musiałam decydować o życiu maleństwa, odszedł sam. Tego samego dnia pojechałam jeszcze do poradni genetycznej. Na 99% miał zespół Turnera, bo większość maleństw tym dotkniętych umiera właśnie w 15 tygodniu.

W czwartek pojechałam do szpitala na sztuczne wywołanie poronienia. Nie mogę powiedzieć, wszyscy z personelu zachowali się wyjątkowo delikatnie. Pożegnałam maluszka w nocy z czwartku na piątek, od piątku jestem już w domu.

Nie wiem czy to jakiś szok po zabiegu, czy ogólne otumanienie, ale jakoś przyjęłam to do wiadomości. Natomiast moje kochanie przeżywa totalny kryzys i muszę mu pomóc przez to przejść. Boję się tylko czy to nie wpłynie na nasz związek. To było jego pierwsze i bardzo upragnione dziecko...

Pozdrawiam wszystkie forumowiczki.
    • wanioliowa Re: Epilog do mojej smutnej historii... 07.08.10, 22:44
      Ciężko cokolwiek napisać sad Dobrze, ze jesteś silna, że w ten sposób postrzegasz
      tą sytuację. Los zadecydował o twoim dziecku w taki sposób, być moze lepiej że
      nie musiałabyś podejmować tej decyzji sama, codziennie bić się z myślami czy
      dasz radę wychować chore dziecko, lub - jeśli zadecydowalibyście inaczej - kim
      by było, czy może były błędy w badaniu.

      Twój mężczyzna z pewnością też sobie poradzi, musicie się jedynie teraz
      wspierać. Z pewnością niebawem będziecie cieszyć się zdrowym maleństwem i pewnie
      te chwile wynagrodzą wam wszystko.
    • mamma12 Re: Epilog do mojej smutnej historii... 07.08.10, 22:56
      fiona, strasznie mi przykro sad
    • titerlitury Re: Epilog do mojej smutnej historii... 07.08.10, 23:28
      Ponieważ sama przeżywałam pdobne doświadczenia aż 2 x, wiem, ze nie
      ma takich słów, które dały by ci teraz siły, otuchy. Ale wierz mi,
      ten ból, który czujesz mija. Nie szybko, nie od razu, ale mija. Nie
      zapomina się nigdy, ale da się żyć dalej i jeszcze się życiem
      cieszyć. A w chwili, gdy szczęśliwie urodzisz zdrowe i piękne
      dziecko ból ten stanie się bardzo odległy. I jestem pewna, że
      wkrótce przekonasz się, że to co piszę jest prawdą. smile

      Przykre, ze piszesz o lęku o wasz związek. Cierpicie tak samo, ale
      ty jeszcze do tego fizycznie. Nie nalezy nigdy stopniować, czy
      porównywać odczuć dwóch osósb, które spotkało nieszczęście, ale
      wybacz, będę brutalna: jeśli takie wyderzenie miałoby popsuć twój
      związek, to lepiej, żeby się on rozpadł jak najszybciej. Takie
      tragedie ludzi zbliżają, o ile łączy ich dojrzała miłość.
      • brzuszeknatalia Re: Epilog do mojej smutnej historii... 08.08.10, 08:09
        Aż same łzy lecą gdy czyta się Twój post.
        Bardzo Wam współczuję sad
        Jesteś bardzo dzielna.
        Podziwiam Cię.
        Cóż jeszcze mogę napisać? Życzę Wam byż już niedługo na teście
        zobaczyła znowu 2 kreseczki i by tym razem wszystko skończyło sie
        dobrze. Chociaż domyślam się jak będziesz się martwić gdy zajdziesz
        w drugą ciążę. Jakim stresem bedzie dla Ciebie..dla Was pierwsze USG
        i zapewne każde kolejne.
        Trzymam za Was kciuki.
        Tak bym chciała za kilka miesięcy przeczytać na tym forum post że
        jesteście szczęśliwi, bo znowu oczekujecie maleństwa, a za
        kilkanaście miesięcy post w którym chwalicie się ślicznym zdrowym
        dzidziusiem. Czuję że tak włsnie bedzie.
        U mnie jutro zaczyna się 16 tc, i bardzo się martwię, chociaż nasz
        wynik NT był sporo lepszy od Twojego, bo u nas wyszło 5.0.
    • jeza_bell Re: Epilog do mojej smutnej historii... 07.08.10, 23:35
      Podobno czas jest najlepszym lekarzem.
      Trzeba dać sobie prawo do żałoby, do pogodzenia się z tym co ostateczne. Każdy przechodzi ten okres inaczej, najważniejsze żebyście pomimo wszystko trwali z sobą, przy sobie. Wtedy wszystko można przejść, a to co w życiu najcięższe potrafi jeszcze mocniej związać ludzi z sobą.
      Nawet najczarniejsza chmura ma srebrne brzegi...
      Pozdrawiam i dużo sił na najbliższe miesiące życzę.
    • annajustyna Re: Epilog do mojej smutnej historii... 08.08.10, 09:16
      Zycze duzo sil i zdrowego dziecka w jak nablizszej przyszlosci!
      • matylda07_2007 Re: Epilog do mojej smutnej historii... 08.08.10, 09:39
        Drugi raz już się to nie powtórzy (dziecko z zespołem wad). Dobrze, że tak to pojmujesz. To zdecydowanie lepsze i zdrowsze dla Ciebie.
        Z partnerem, cóż, trzeba rozmawiać w miarę możliwości.
        Po pierwszym poronieniu mój mąż za mną rozmawiać nie chciał, nie umiał i cała żałoba trwała dużo dłużej.
    • vet32 Re: Epilog do mojej smutnej historii... 08.08.10, 11:56
      Wyrazy głebokiego współczucia...
      Dobrze że podchodzisz tak racjonalnie. Jak minie już trochę czasu i
      bedziecie umieli spojrzeć na to z dystansem udajcie sie oboje do
      poradni genetycznej na ocenę kardiotypu. Być może że był to
      przypadek, ale istnieje też możliwość że któreś z was jest
      nosicielem wadliwego kardiotypu. Wiem, że taka mysl boli, ale lepiej
      wiedzieć nim spróbujecie być w ciąży po raz drugi. Sciskam mocno
    • kalamara Re: Epilog do mojej smutnej historii... 08.08.10, 12:40
      Mialas szczescie, ze to natura sama podjela za ciebie decyzje.
      Czulabys sie jeszcze gorzej gdybys zdecydowala sie na aborcje lub
      urodzila schorowane dziecko i potem czekala na jego smierc. Zycze ci
      abys w niedalekiej przyszlosci urodzila zdrowego maluszka a twoj
      zwiazek sie umocnil.
    • kameleon_f1 Re: Epilog do mojej smutnej historii... 08.08.10, 14:05
      trzymaj się. dobrze że tak zdrowo do tego podchodzisz, jestem pełna
      podziwu. mam nadzieję, że taka sytuacja już się nie powtórzy. ale po
      takich przejściach mimo prawidłowego NT w kolejnej ciąży
      zdecydowałabym się na amnio.
    • agaja5b Re: Epilog do mojej smutnej historii... 08.08.10, 14:48
      Witaj. Współczuję przeżyć bo 2 lata temu też czekałam na taki wyrok,
      stało się inaczej i nie miałam na to żadnego wpływu. Po prostu
      niektóre płody z ZT mają taki obrzęk (stąd min wysokie NT )że
      uniemożliwia dalszy rozwój narządów, a u tych nielicznych ( w tym u
      mojej córki)pomimo bardzo złych początkowych rokowań obrzęk
      ustępuje. Jeżeli to był zespół Turnera to dotyczy on tylko
      dziewczynek. Wystąpienie ZT nie zależy szczególnie od wadliwego
      kariotypu rodziców może się zdarzyć każdemu i to w różnych
      kombinacjach, kiedy w momencie załodnienia jeden z chromosomów x był
      uszkodzony lub jedna z gamet jakoś go utraciła. To sie dzieje na
      takim etapie że nie masz na to żadnego wpływu Ty ani Twój partner i
      nie wyklucza to wcale posiadania zdrowego potomstwa. My np mamy
      pierwszą dziewczynke zdrową. Teraz jest ciężko ale znów zaświeci Wam
      słońce. Życzę sił i nadziei a póki co musicie psychicznie pożegnać
      swoje dziecko. Pozdrawiam
      • annie_laurie_starr Re: Epilog do mojej smutnej historii... 08.08.10, 16:27
        Bardzo wspolczuje Tobie i Twojemu partnerowi. Bardzo smutne zakonczenie, ale
        natura tutaj zadecydowala o losie tego malenstwa. To musi byc bardzo bolesne,
        ale rana sie zagoi. Daj czas sobie i partnerowi na przezycie zaloby. Potem na
        pewno przyjdzie czas na kolejne ukochane malenstwo.
    • your.edzia Re: Epilog do mojej smutnej historii... 08.08.10, 16:25
      fiona.sheville to było lepsze zło...

    • fiona.sheville Re: Epilog do mojej smutnej historii... 08.08.10, 19:11
      Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa,

      Za miesiąc będę miała wyniki z biopsji i wtedy dowiem się co było przyczyną.
      Byłam w poradni genetycznej i tam mi wytłumaczyli, że to prawdopodobnie
      chromosomy się źle połączyły. Pocieszam się faktem, że poza tym dzidziuś miał
      prawidłową budowę, wszystkie narządy w porządku, więc mam szansę na kolejne
      dziecko.

      Ja miałam więcej czasu na przygotowanie się do takiego końca, już w czasie
      badania USG powiedziano mi o problemach i o tym co może mnie czekać. Mój
      mężczyzna nie dopuszczał do siebie myśli o tym, pewnie dlatego gorzej mu to
      przechodzić. Z drugiej strony czuję bezsilność, że nie potrafię mu pomóc, ale
      staram się zrozumieć jego zachowanie. Zamknął się w sobie i nie chce nawet z
      nikim rozmawiać.

      Miałam to szczęście, że trafiłam na życzliwych lekarzy i nie mam żadnych
      niemiłych doświadczeń. Poza tym, jeśli wada się potwierdzi, to przy następnej
      ciąży przysługuje mi od razu amniopunkcja. Ale faktem jest, że zadra tkwi gdzieś
      głęboko. Patrzenie na kobiety oczekujące na poród wcale nie pomagało mi w tych
      trudnych chwilach...
      Widać takie było przeznaczenie.

      Pozdrawiam wszystkich i życzę dużo zdrowia.
      • rupiowa Re: Epilog do mojej smutnej historii... 08.08.10, 23:09
        Po poronieniu z przyczyn nieznanych w 9 tc (w zasadzie po zabiegu bo byl pusty
        pecherzyk ciazowy) urodzilam bez problemow dwojke zdrowych dzieci. Trzymam
        kciuki zeby wszystko bylo ok i mimo ze wiem, ze to nie jest latwe mnie pomoglo
        to, ze nie zadreczam sie pierwsza ciaza, trudno, cos poszlo nie tak, widocznie
        tak bylo lepiej.
      • lilka69 niezly partner... 10.08.10, 13:30
        wlasnie zastanawiaja mnie tacy faceci, ktorzy osobiscie w ciazy nie
        sa ale potem bardziej przezywaja sytuacje niz sama kobieta. i
        jeszcze trzeba im pomagac przez to przejsc! a ty to co? tobie
        pomocy, opieki i czulosci nie trzeba?
    • malinka_w_szkocji [...] 08.08.10, 23:38
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • fruzielka27 Re: Epilog do mojej smutnej historii... 09.08.10, 00:52
        Współczuję, wiem co możesz czuć. Sama przechodziłam przez to 2 razy,
        tyle, że na ciut wcześniejszym etapie 9 i 10 tc.
        U nas było odwrotnie - pozornie mąż trzymał się dzielnie, ale po
        czasie okazało się, że i on przeżył to bardzo.
        To nie musi być otumanienie, może być tak, że na razie jest nieźle.
        Potem może być lepiej, a może nie, zależy od Twojej psychiki i że
        tak powiem ogólnie otoczenia.
        Ja po pierwszym poronieniu najpierw wpadłam w rozpacz (jeszcze przed
        zabiegiem), nie miałam siły wstać z łóżka, mimo że starsza córka
        była w domu. Potem po zabiegu już było lepiej, strasznei chciałam
        mieć to za sobą, wydawało mi się, że będzie już ok. Było lepiej, ale
        nie całkiem dobrze. W zasadzie było różnie. Niby dobrze, a widok
        ciężarnej lub noworodka czy niemowlaka wywoływał płacz. Potem znowu
        lepiej i znowu poród w jakimś serialu i znowu to samo.
        Szybko chciałam zajść w kolejną ciążę, szybko chciałam mieć dziecko.
        Chyba myślałam, że to całkiem zatrze wspomnienia.
        Potem poroniłam 2 raz i załamałam się całkiem. Nie miałam sił, nie
        umiałam spotykać się z cieżarnymi, ze znajomymi, którzy mają małe
        dzieci, było to ode mnie silniejsze. Zaczęłam w głowie układać sobie
        życie bez drugiego dziecka, przekonywać siebie, że bycie mamą
        jedynaczki też jest fajne, a że na plakatach zazwyczaj jest rodzina
        z dwójką dzieci? Bo to presja społeczna... I wierz mi, że zaczęłam
        wreszie w to wierzyć.
        Dlaczego to wszystko piszę? Nie żeby Cię załamać, absolutnie! Po
        chyba 9 miesięcach od poronienia coś mnie ruszyło. Pomyślałam sobie,
        że jak teraz (miałam 36 lat) nie spróbuję jeszcze raz zawalczyć, to
        nigdy się nie dowiem czy było warto, że będę miała do siebie żal, że
        nie zrobiłam wszystkiego co mogę. Postanowiłam spróbować raz
        jeszcze. Udało się prawie od razu od decyzji. Zaszłam w ciążę. Nie
        umiałam się nią cieszyć, bo paraliżował mnie strach. Poza tym
        plamiłam od skończonego 4 tc do mniej więcej połowy ciązy, wizyty na
        IP i USG co 2-3 tygodnie. Potem były podejrzenia skracającej się
        szyjki, a jak okazało się, że jest ok, to zaczęłam mieć twardnienia
        brzucha i miałam tak do końca. W międzyczasie miesiąc przed porodem
        miałam wypadek, jakieś ostanie 5 tygodni było ciepło, dziecko się
        słabo ruszało, więc znowu co i rusz IP i kontrolne KTG. Ciąża jak
        horror, nerwowa, przepłakana itd.
        Ale prawie rok temu urodziła się moja druga córka smile)) Moje małe
        szczęście! Nawet sobie nie wyobrażałam ile radości i szczęścia
        wniesie w moje życie. Pierwsza ciąża była prawie bezproblemowa, choć
        na początku miesiąc musiałam leżec, ale dziś z perspektywy czasu, to
        było nic, bo w ostatniej ciąży musiałam się oszczędzać, polegiwać i
        nie mogłam nic robić cały czas. Ale to nic w porównaniu z tym, że
        Ona z nami jest!

        Więc jeśli będzie Ci smutno i źle, to sobie popłacz. Jeśli nie, to
        nie miej wyrzutów, swoje i tak już przeszłaś. Ale pamiętaj, że
        utrata jednej ciąży nie przekreśla szans na kolejną, zdrową, a jak
        nie zdrową, to szczęśliwie zakończoną ciążę! Wiem co mówię smile
    • ewa1842 Re: Epilog do mojej smutnej historii... 09.08.10, 18:29
      bardzo mi przykro. Wiem co czujesz, sama przez to przeszłam dwa razy
      ale ból został do dziś. Już sobie nie radzę czasami . Płaczę i muszę
      żyć dalej. Ale co my kobiety możemy zrobić w takiej sytuacji.
      • zabcia35 Re: Epilog do mojej smutnej historii... 09.08.10, 18:46
        Nie znajduję słów, zeby wyrazić jak bardzo mi przykro... Napisałam
        do Ciebie na priv.
        Przytulam
        • karolina.and Re: Epilog do mojej smutnej historii... 09.08.10, 19:19
          Tak naprawdę nie ma słów by wyrazić jak mi przykro a juz jak Ty sie czujesz wolę
          sobie nie wyobrażać szczerze wspólczuję i mam nadzieję,że wkrótce będziesz mogła
          urodzić zdrowe dzieciątko czego ci serdecznie życzę.
    • marta_mamamaciunia Re: Epilog do mojej smutnej historii... 09.08.10, 19:37
      Bardzo mi przykro.
      Jesteś bardzo mądrą i silną kobietą.
    • kamelia04.08.2007 Re: Epilog do mojej smutnej historii... 09.08.10, 23:40
      współczuje, bo sytuacje miałas cięzka, albo chore dziecko, albo poronienie. I
      tak xle i tak niedobrze.

      mam nadzieję, że wrócicie powoli do siebie i niedługo uda sie wam miec zdrowe
      dziecko
      • ewa1842 Re: Epilog do mojej smutnej historii... 10.08.10, 20:20
        dziękuję wam wszystkim za wsparcie. Niczego więcej nie pragnę
    • malinka_w_szkocji Re: Epilog do mojej smutnej historii... 10.08.10, 22:22
      To straszne. Nie ma słów, którymi można ukoić ból osieroconych rodziców.

      "Wierzę,z e jesteś, że gdzieś tam istniejesz
      i że rozumiesz dlaczego.
      Wierzę, że nic się bez celu nie dzieje
      tyle spotkało nas złego.
      Żyję nadzieją, że znów się spotkamy
      a wtedy światu wybaczę.
      Żyję nadzieją, ze nie brak Ci mamy
      nie mogę myśleć inaczej.
      Niewiele czasu nam było dane
      zaledwie kilka tygodni
      to jakby nuty raz tylko zagrane
      fragmentu twojej melodii
      lecz ja nauczyłam się ich na pamięć
      i będę po cichu nucić
      czasami tylko mój głos się załamie
      bo wiem, ze nie możesz wrócić"
Pełna wersja