ania579
25.10.10, 15:11
Poniewaz bardzo sie boje nacinania, chcialabym tego uniknac, a argumenty przeciw rutynowemu stosowaniu epizjotomii wydaja mi sie sensowne, postanowilam wykupic sobie indywidualna opieke poloznej w czasie porodu. Wybrana polozna ma bardzo dobre opinie w internecie, dziewczyny pisza, ze robi wszystko, by ochronic krocze, ze udalo im sie urodzic nawet duze dzieci bez naciecia. Poleca ja takze moj lekarz, do ktorego mam pelne zaufanie. Umowilam sie na spotkanie. Kobieta wydaje sie sensowna - konkretna, zrownowazona, sympatyczna. Obiecala, ze zrobimy wszystko, zeby uniknac naciecia, ze zrobi to tylko w ostatecznosci, bo nawet gdybym miala lekko peknac, to i tak lepiej sie goi. Na koncu cos mnie tknelo i zapytalam o jej prywatne statystyki dot. naciec. No i dowiedzialam sie, ze wsrod pierworodek, ktorych porody przyjmuje, bez naciecia rodzi ok. 40% dziewczyn. Jak na polskie standardy to niezly wynik, ale z drugiej strony w porownaniu z rekomndacjami WHO, ktore kaza nacinac nie wiece niz 10-20 % kobiet, to dramatycznie malo. Nie chce mi sie wierzyc, ze az w 60% przypadkow jest ryzyko drastycznego popekania az po odbyt/potrzeba uzycia kleszczy/proznociagu/zagrozenie zycia lub zdrowia plodu.
Troche mi sie to nie podoba, bo cwicze z epino, masuje sie olejkiem, cwicze miesnie Kegla, wybieram sensowna polozna, a i tak mam 60 % szans, ze mnie potna. Pisemnego oswiadczenia o braku zgody na ten zabieg chyba nie zaryzykuje, bo nie wierze w jego skutecznosc. I tak zrobia, co beda chcieli, w ostatecznosci powiedza mi, ze jest zagrozenie dla dziecka albo, ze grozi mi pekniecie 4 stopnia i i tak tego nie zweryfikuje i sie zgodze

.