mysz_ka85
27.10.10, 14:26
Dziewczyny, mam wrażenie, że zaraz oszaleje. Na dzisiaj mam termin porodu, wczoraj byłam na trzecim (chodzę co 5 dni) KTG i tak: po pierwszym lekarz stwierdził, że dziecko śpi i KTG nie nadaje się do oceny, zdenerwowałam się nie na żarty. Po drugim KTG niby wszystko ok. Mam skurcze ale takie na 60 - 80. Położna stwierdziła, że są to skurcze przepowiadające. Mnie nic kompletnie nie boli, poza plecami i pachwinami. Mam wzmożoną, białą wydzielinę. I to wszystko, czasem jakieś skurcze. Ale powiem szczerze, tych na KTG to nawet nie czuję.
Problem w tym, że moja położna stwierdziła, że mam wziąć w piątek torbę i iść na konsultacje do ordynatora i on zdecyduje co ze mną dalej...
I tu pojawia się mój problem. Pewnie, jak czytałyście czasami moje wątki to wiecie. Tak się cholernie denerwuję, że mam nadciśnienie białego fartucha, skacze mi u lekarza do 160/100. I wiem, że w szpitalu też mi skacze (położna nie mierzy). Boję się, że jak ten lekarz zmierzy to wywołają mi poród 3 dni po terminie ze względu na ciśnienie... A w domu mam 130/80...
Już od wczoraj pocą mi się ręce na samą myśl. Boję się wywoływania, ogólnie wpadłam w jakąś panikę z powodu porodu. Ciągle płaczę, mam wrażenie, że nie mam oparcia ani w mężu (on tylko gada, że chce już zostać ojcem, jak chrapie śpi w drugim pokoju itp.) ani w nikim. Jestem przerażona, chciałabym poczekać jeszcze chociaż tydzień z tym wywoływaniem. Widocznie synkowi się nie śpieszy...
I mam do Was pytanie. Pewnie jak jechałyście na porodówkę też byłyście zdenerwowane, bo to normalne. I co było wtedy z Waszym ciśnieniem??? I jak się zakończyło???
Bardzo proszę o jakieś rady, bo nie wiem co mam zrobić.