claire1983
10.12.10, 17:22
Właśnie przeczytałam cały wątek na temat położnych i jestem zaskoczona. Mieszkam w centrum Wwy, rodziłam na żelaznej, synek jest zapisany do przychodni na Woli a ja na śródmieściu. Tydzień po porodzie zadzwoniła do mnie położna i spytała czy MUSI przyjeżdżać. Ja wtedy dużo się nie zastanawiając powiedziałam że nie musi bo wszystko jest ok. Więc ona na to że jak ok to ok i do widzenia. Więcej się nie odezwała, dzwoniła z zastrzeżonego.
Tak się teraz zastanawiam jak to jest? Czy u każdej z Was była położna? To chyba jej obowiązek prawda? Czy te wizyty Wam w jakiś sposób pomogły czy raczej były zbędne? Czy odbywają się one na zasadzie kontroli (w stylu kuratorskiej) czy macie czysto itp, czy to raczej chęć niesienia pomocy? Dlaczego do niektórych chodzą po 8 razy i co wtedy robią? a do innych w ogóle? Bo ja się już pogubiłam. Dodam że jestem prawie 4 miesiące po porodzie a ona się już nigdy nie odezwała.