amitka
02.01.11, 17:12
Powoli tracę swoje szczęście.
Chcieliśmy mieć drugiego dzidziusia. Nasz pierwszy synek (4latka) marzył o braciszku.
Udało się w październiku. Zaszłam w ciążę. Początkowo w to nie wierzyłam. Długo próbowaliśmy i ciągle wychodziła jedna kreska, aż tu nagle niespodziewanie dwie. Radość nie miała granic.
Ciąża zaczęła się jednak pechowo. Nie wiedząc, że jestem w ciąży zgodziłam się na prześwietlenie zęba. Wszyscy lekarze jednak uspokajali, ze tak mała dawka promieni nawet nie dotarła do zarodka, więc przestałam się martwić. Poza tym mój synek, początkujący przedszkolak, przynosił do domu ciągle jakieś infekcje. Podobno to normalne w pierwszym roku. Zaczęły mi się całodniowe mdłości i wymioty. Czasem z łóżka nie mogłam zejść, taka byłam wykończona.
Podczas badania, mój ginekolog zasugerował, że ciąża wydaje mu się większa niż wskazywałby na to tydzień ciąży. zrobiłam szybko usg ( 10tc) , na którym okazało się, że jest to ciąża bliźniacza, dwujajowa, jednak jeden zarodek obumarł. Z drugim było na szczęście wszystko w porządku. Machał do nas rączkami, wierzgał nóżkami, serduszko biło. Było mi smutno, że jednemu maluszkowi się nie udało, ale z drugiego cieszyłam się jak nie wiem co. Lekarz zalecił aby do 14 tygodnia zrobić usg genetyczne. W 13 tc udaliśmy się więc kolejny raz zobaczyć nasze maleństwo. 30 grudnia zostałam całkowicie pozbawiona nadziei. Lekarz powiedział, że jest bardzo duży obrzęk płodu. Obrzęk karku, obrzęk całej górnej powierzchni ciałka, woda w brzuszku. Przezierność karku 10,4mm, nie widać kości nosowej. Poza tym wszystko dobrze. Serduszko bije miarowo, przepływ w żyłach dobry, główka w porządku. Ryzyko trisomii 21, 18,13 1:3 . Dziecko prawdopodobnie nie dożyje 20 tc. Zalecona amniopunkcja, abyśmy wiedzieli co to spowodowało, później terminacja ciąży. Mąż pyta o szanse maluszka - 5%. Co za koszmar. Nie mogłam powstrzymać łez, same płynęły. Wróciliśmy do domu. Całą noc przeryczałam. Przeczytałam wszystko na necie, mając nadzieję, że może to tylko jakaś infekcja, może obrzęk się wchłonie. Przecież wszystko inne jest książkowe, tylko ten cholerny obrzęk. Może to jednak nic strasznego... ale ta przezierność. Klopoty są przy przeziernosci ponad 2, a moje maleństwo ma ponad 10. Nigdzie nie mogę znaleźć informacji o tak dużej. Czytam o terminacji, nie chce tego. Chce zeby malenstwo zylo. Czuje, ze jeszcze żyje. Tylko moja dusza umiera. Nie mogę uwierzyć, że to się skończy. Biorę cały czas duphaston i folik. Moj synek dzisiaj przytulil się i mówi "Czy mogę coś powiedzieć dzidziusiowi?" Nie wiem jak sobie poradzę. Mąż zajmuje się wszystkim, a ja leże, czytam i placze.
c'est ma vie