clava
22.04.04, 22:37
Moja bliska koleżanka jest w trzecim miesiącu ciąży - ciąży wyczekiwanej,
chcianej i "wystaranej". Dba o siebie aż do przesady, zajada zdrowymi
smakołykami, dużo śpi, niemal co tydzień biega na badania. Kwitnie. Tyle
że... ciągle pali. Co gorsza i co dziwniejsze, nie zaszła w tę ciążę
przypadkiem. Wraz z mężem szykowali się do rodzicielstwa co najmniej rok
wcześniej. Wtedy paliła jak smok, obiecywała, że "jak zajdzie, to rzuci".
Pokrętne myślenie, prawda? Teraz już nie chce mi się z nią o tym rozmawiać.
Śmieszą mnie jej argumenty: "Nie mogę teraz rzucić palenia, bo to będzie zbyt
duży szok dla mnie no i dziecka." A nie jest szokiem ta smoła i zdrowe
spalinki dostarczane dziecku wraz z krwią? "Moja mamusia paliła, będąc w
ciąży ze mną i przecież wszystko ok". Raz, że to było 35 lat temu(!), dwa, że
przyszła mamusia od lat ma kłopoty z kręgosłupem, oczami, cierpiała na
depresję, no i - drobiazg - nadal cierpi na nikotynizm. Słowem okaz zdrowia.
A Wy co o tym sądzicie?
Ja sama paliłam jak smok, ale w chwili, gdy dowiedziałam się o ciąży,
rzuciłam faje z dnia na dzień. Bolało, ale nie o mnie wszak chodziło. Syn
jest zdrowy i fajny. Tego samego życzę koleżance, ale przyznacie, kiedy się
rodzi pierwsze dziecko w wieku 35 lat, warto zwiększyć jego szanse zamiast
przez durne faje zmniejszać, nie?
Pozdrawiam
Zenka