Jak to jest z nacinaniem krocza?

24.04.04, 19:11
No wlasnie, mam pytanie do wszystkich. Jak to jest z tym nacinaniem
krocza?
Gdzie rodzilyscie? Czy pytaja o zgode? A moze nacinaja bez pytania?
Co o tym myslicie?
Jak czulyscie sie po nacieciu?
    • amama2 Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 24.04.04, 21:25
      Witaj!
      Rodziłam dwa razy: pięć lat temu, a drugie dziecko trzy tygodnie temu. Za
      pierwszym razem nikt o nic nie pytał, a ja uważałam, że tak trzeba. Za drugim
      razem położna powiedziała, że będą chciały ochronić krocze - żebym urodziła bez
      nacięcia. Niestety nie udało się - tętno maleństwa było coraz słabsze i ze
      względu na to, żeby ułatwić małemu wyjście na świat zostałam nacięta.
      Sam moment nacinania naprawdę nie boli. Do szycia podano mi znieczulenie.
      Najgorzej jest natomiast przez pierwsze doby po porodzie bo po prostu szew boli
      i ciężko jest usiąść.
      Nie martw się - nacięcie to naprawdę "pikuś" przy całym porodzie. Jesli
      oczywiście da się go uniknąć jestem za ale jeśli coś w czasie porodu idzie nie
      tak, to nie ma się nad czym zastanawiać - trzeba nacinać!
      Pozdrawiam cię i życzę szybkiego i łatwego porodu, najlepiej bez nacinania.
      aneta z kielc
    • gosiash Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 24.04.04, 22:50
      Ja rodziłam w lutym. Przed porodem naczytałam się na tym forum i nie tylko o
      nacinaniu krocza. Za i przeciw. Generalnie byłam przeciw. Nawet zobowiązałam
      męża, żeby rzucił się na położną i wydarł jej nożyce z ręki, gdyby mnie chciała
      nacinać smile I on prawie to zrobił smile))) Bo, niestety - a może "stety" zostałam
      nacięta.
      Po pierwsze - jak już akcja porodowa była w toku, to mi było wszystko jedno, a
      nawet chciałam, żeby mnie nacięli, żeby szyko urodzić. Zresztą poród
      rzeczywiście miałam szybki.
      A po drugie i chyba najważniejsze - olśniło mnie parę dni po porodzie. To
      nacinanie krocza to nie było dla mnie żeby mnie się lepiej rodziło, albo żeby
      mnie coś tam nie popękało. To nacięcie to było dla mojej córeczki, żeby jej się
      łatwiej na ten świat przyszło. No i urodziła się pysia jedna bez jednego
      siniaka,czy krwiaka. I wydaje mi się, że z tej perspektywy, nacinanie krocza
      nabiera zupełnie innego wymiaru...
      A co do fizyczności wydarzenia, to rzeczywiście naprawdę nacinanie nie boli,
      zszywają w znieczuleniu, a najbardziej boli-ciągnie te parę dni po. Ale bez
      przesady. Pamiętaj tylko, żeby pięć dni po szyciu zgłosić się na zdjęcie szwów,
      nawet jeżeli masz rozpuszczalne (ja takie miałam). Bo rozpuszczalne
      rozpuszczają się dłużej niż pięć dni (czasami dużo dłużej), a zdjęcie szwów
      przynosi ogromną ulgę.
      Oczywiście, życzę porodu bez konieczności nacinania, ale w zasadzie zdaj się na
      położną niech ona zadecyduje.
      • ular1 Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 26.04.04, 08:40
        No i to jest właśnie różnica między teorią a praktyką smile
        Przeczytałam już na tym forum mnóstwo listów na różne tematy (nacinanie,
        znieczulanie, itp.) od dziewczyn, które jeszcze nie rodziły, ale już miały
        świetne teorie na wszystko.
        A praktyka często weryfikuje te teorie - okazuje się, że nie taki diabeł
        straszny... Cieszę się, że tak było w Twoim przypadku. Miło przeczytać taki
        list, naprawdę!

        Pozdrawiam serdecznie!
    • anula-3012 Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 24.04.04, 23:21
      Nie jest to przyjemne, ale czasami konieczne. Samo naciecie nie jest bolesne,
      położna robi je w czasie skurczu. Wprawdzie nie pytał mnie nikt o zdanie, ale
      myślę, że u mnie nie byłoby żadnej dyskusji - urodziłam dużą dziewczynkę - 4010
      g.Nacięcie miałam więc też duże. Mąż mówił mi póżniej, że położna "ciapnęła"
      kilka razy. Najważniejsze jest to, żeby maleństwu było łatwiej, bo przecież
      przyjście na świat to ogromny wysiłek również dla dzieciątka. Szycie też nie
      boli, pod warunkiem oczywiście, że sie trafi na lekarza, który rozumie jak się
      mu mówi, że znieczulenie przestało działać (mój nie rozumiał, dopiero jak na
      niego wrzasnełam, kazał podać kolejną dawkę zzo). A później, no cóż, przez
      pierwsze dni nie jest przyjemnie, ale zaraz po zdjęciu szwów robi się o niebo
      lepiej.
      Ogólnie myślę, że w moim przypadku położna dobrze zrobiła. Dużo pewnie zależy
      od szpitala. Dodam, że mi nawet nikt nie zawracał głowy pytaniami o żadną
      lewatywę, po prostu nie było tematu, a wiem, że w niektórych szpitalach stosują
      bez pytania. Wszystko więc zależy.
      A- dodam, ze w szpitalu położne trąbiły wciąż o szarym mydle - tak, tak, zwykłe
      szare mydło pt. biały jeleń, czy jakoś tak. Podobno o wiele szybciej krocze się
      goi. Niestety ja nie wypróbowałam, bo mąż nie mógł nigdzie dostać. Ale
      koleżanka uzywała i była zadowolona z rezultatów.
      Życzę malutkiego nacięcia i dzidziusia poniżej 4 kg.
      • elve Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 25.04.04, 13:23
        no właśnie: czasami jest konieczne. tylko niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego
        ponad 90% pierworódek w polskich szpitalach jest nacinanych. to jest
        to "czasami"? wrrrrrr...
    • a.l.o.e.s Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 25.04.04, 01:42
      Rodziłam dwa razy i dwa razy byłam nacinana. Moim zdaniem nie w nacięciu
      problem, a w zszyciu. Za każdym razem na drugi dzień mogłam swobodnie siedzieć
      i karmić dziecko, szwów nie czułam i w niczym mi nie przeszkadzały, nie
      wiedziałam, że je mam, zdejmować też nie musiałam, rozpuściły się same. Równie
      komfortową sytuację miały mamy, które nie były nacinane i nie popękały oraz te,
      które były szyte przez mojego gina. Te, które popękały lub były nacinane i były
      szyte przez innych ginów w szpitalu, gdzie rodziłam, przeżywały mniejsze lub
      większe katusze. Jeśli wiesz, że gin, który będzie prowadził twój poród jest
      naprawdę dobry i wie co i jak zrobić, zdaj się na niego, jeśli nie, upieraj się
      przy tym, żeby cię nie cieli. Nawet jeśli pękniesz, szycie jest mniejsze niż
      przy nacięciu (pomijając skrajne przypadki) i mniej dokuczliwe.
    • sly11 Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 25.04.04, 07:54
      tak naprawde wszystko zależy od learza.
      Byłam nacinana 2 razy. Pierwszy raz 1,5 roku temu - tak mnie zszyli i nacięli,
      że przez 2 tygodnie nie mogłam usiąść. Przeżyłam koszmar.
      Drugi raz 2,5 tygodnia temu - po porodzie mogłam usiąść, chodzić, prawie
      biegać. Czułam się świetnie.
      Warto dodać, że częsty problem po porodzie to hemoroidy... Nawet nie
      wiedziałam, że je mam. Przy 2 porodzie zaopatrzyłam się w maść i czopki.
      Pomogło po 2 dniach.
    • domali Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 25.04.04, 13:15
      Ja rodziłam dwa i pół roku temu. Nie nacinano mi krocza, w ogóle nie było
      takiego pytania.
      • jola.wie Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 26.04.04, 09:42
        Dopisuję się do elve.
        I w ogóle mnie zastanawiają różnice w budowie anatomicznej miednicy mniejszej
        europejek, a nawet Polek w różnych regionach kraju, a nawet rodzących w różnych
        szpitalach (co poniekąd może wynikać z poprzedniego). I gabarytów dzieci -
        widocznie są bardzo rozbieżne. No bo przecież skoro wszędzie wykonuje się
        nacięcia tylko wtedy kiedy trzeba, to tylko niepodatności tkanek lub rozmiarom
        dziecka je zawdzięczamy! A podawane statystyki bardzo się od siebie różnią,
        zwłaszcza te na skalę poszczególnych krajów. A może jednak jakąś rolę odgrywa
        przygotowanie do porodu? Albo wybór pozycji do porodu?

        wink
        jola
        (1 nacięcie, 1 cesarka)
    • magdabi Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 26.04.04, 09:48
      W szpitalach akademickich nacinają częściej. Taka pokazówka dla studentów
      obecnych przy porodzie. Znajoma przy pierwszym porodzie była nacięta, przy
      drugim gdy rodziła wcześniaka 2400 miała nadzieję, że jej darują, że jest już
      na tyle "luźna" a dziecko w końcu małe. Tymczasem zanim się zorientowła już
      było po.
      • jola.wie Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 26.04.04, 13:27
        Gdzies przeczytałam, że poród naturalny przed 34 tygodniem ciązy ZAWSZE
        przebiega z nacięciem, niezależnie od wielkości i wagi dziecka.
        Ale na pewno jest dużo racji w tym, co piszesz, zapewne w klinikach, do
        celów "pokazowych" jest stosowanych więcej "potrzebnych" zabiegów (np. masaż
        szyjki), przypuszczam też, że swoboda wyboru pozycji jest ograniczona, żeby
        było "lepiej widać". Ale może się mylę. Jednak właśnie zupełnie świadomie nie
        do kliniki się wybieram rodzić.
    • klara72 Kochane jestescie! Prosze o jeszcze... 26.04.04, 21:54
      Kochane dziewczyny! Piszcie jeszcze, bardzo mnie interesuja wasze wrazenia.
      Czy mialyscie okazje wyraznie poprosic, ze nie chcecie naciecia?
      Czy zdarzylo sie, ze nacieli WBREW waszej prosbie?
    • marzek2 Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 26.04.04, 22:18
      To i ja dodam "e grosze" choć nie swoje. Ja osobiście nie byłam nacinana, raczej
      "cięta" wink bo miałam 2 cesarki. Ale chciałabym tu opowiedzieć historię znajomej,
      która niedawno rodziła w Niemczech. Ta historia zmieniła trochę moje patrzenie
      na tą kontrowejsyjną praktykę. Wiem, że może czasem jest to nadużywane, ale...
      otóż moja znajoma rodziła w Niemczech (wyszła za mąż za Polaka, który tam
      mieszka) dużego chłopca (ok. 4 kg). Ale w dobrych, zachodnich szpitalach "nie
      nacinają w ogole". Jasne, są bardzo postępowi i "zachodni". Jak się skończyło?
      Dziewczyna męczyła się przez 30 godzin, a w efekcie owego "postępowego"
      postępowania miała pęknięte krocze, pęknięty odbyt, obniżoną macicę i obniżony
      pęcherz moczowy po porodzie!!! Horror, prawda? Więc jednak, czasem może udać się
      bez, ale czasem lepiej to, niż takie komplikacje.
      • brn Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 27.04.04, 09:06
        A jak bardzo "znajoma" była ta "znajoma", bo ta opowieść to mi coś wygląda na
        taką w stylu "jedna pani drugiej pani...".
        • marzek2 Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 27.04.04, 19:23
          To jest moja koleżanka, choć nie rozmawiałam z nią osobiście na ten temat, nie
          było okazji, ale historię znam od dziewczyny, która ją od niej usłyszała.
          Zresztą napisałam tylko jako kolejny argument na to, że z nacinaniem krocza bywa
          różnie i czasem potrzebne jest i tyle. Nie przekazuję plotek tylko staram się
          poszerzyć wiedzę na ten temat, a o to chyba autorce wątku chodziło, o różne
          spojrzenie na tę sprawę?
          • jola.wie Re: o co autorce wątku chodziło? 27.04.04, 20:40
            Wydaje mi się, że precyzuje to bardzo jasno: o odpowiedź na konkretne pytania:
            "1. Gdzie rodzilyscie?
            2. Czy pytaja o zgode? A moze nacinaja bez pytania?
            3. Co o tym myslicie?
            4. Jak czulyscie sie po nacieciu?"

            A więc (o ile nie jest to "ankieta" ograniczona w czasie):
            1. w Nowym Sączu w szpitalu gin-poł
            2. nikt nie pytał, połozna z lekarzem spojrzeli na siebie i lekarz przystawił
            się z nożycami
            3. myślę o tym źle, bo nacięcie bardzo mnie bolało, było wykonane w
            niewłaściwym momencie, po 10 minutach zaledwie parcia, dziecko w terminie,
            tętno w normie, brak próby ochrony krocza
            4. fizycznie kiepsko bo ani siedzieć, stać trudno, leżeć tez problem, jeden
            szew spuchł i dawał mi się we znaki, reszta szybko się zagoiła, po dwóch
            tygodniach mogłam usiąść z rodziną do obiadu przy stole. Psychicznie: j.w.
      • elve Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 27.04.04, 19:48
        nie nacinanie w ogóle to przeginka w druga stronę, o której nikt tu nic nie
        pisał. przyznasz jednak, że "czasami" za cholerę nie powinno oznaczać 90%? a w
        Polsce właśnie oznacza. ciekawe jak radziły sobie nasze przodkinie, kiedy
        nacinania nie było: jak one rodziły? dziewczyny, konieczność nacięcia
        spowodowana jest najczęściej pozycją, w której musi rodzić kobieta: leżącej lub
        półleżącej. gdyby nikt nie kazał przeć w tej zupełnie niewygodnej i BLOKUJĄCEJ
        MOŻLIWOŚCI POSZERZENIA SIĘ KANAŁU RODNEGO pozycji, pęknięć i konieczności
        nacięć byłoby dużo mniej. przeciez leżąc lub półleżąc przemy pod górkę,
        grawitacja nam nie pomaga, a w dodatku zakończenie kęgosłupa jest (pod wpływem
        ciężaru ciała) ustawione pod takim kątem, że uzyskanie pełnego otwarcia kanału
        rodnego jest niemożliwe. polecam poczytać sobie o szpitalu w Pithiviers we
        Francji, gdzie stosuje się metody porodu aktywnego, w tym pozycję spionizowaną
        przy porodzie, ktora pozwala na szybsze i bezpieczniejsze (również dla krocza)
        urodzenie dziecka.
    • aprze Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 27.04.04, 18:59
      Witam
      Ja dwa razy rodziłam i dwa razy nacinali mi krocze. Przy pierwszym i przy drugim porodzie nie czułam kiedy mi nacinali, dowiadywałam się w momencie kiedy mieli mnie zszywać. Za każdym razem rana wygoiła mi się bardzo szybko.
      Pozrawiam
      Agnieszka
    • gandzia4 Re: Jak to jest z nacinaniem krocza? 27.04.04, 22:02
      Rodziłam dwa razy w Lublinie, dwa razy w szpitalu na Lubartowskiej. Pierwszy
      poród 14lat temu córka 2950g, bez nacinania lekkie pęknięcie, trzy szwy
      rozpuszczalne siedzieć nie mogłam przez tydzień. Drugi dwa lata temu syn 3450g,
      położna starała się ochronić krocze (czułam jak co jakiś czas próbuje jakby
      odciągać lekko skórę). Nie wiem po jakim czasie powiedziała, że niestety ale
      mocno popękam jeśli nie natnie czekała z cięciem na moją odpowiedź. Zgodziłam
      się, cięcie nie bolało, zszywanie też. Siadałam na kilkanaście minut całą pupą
      już pod koniec drugiej doby. W październiku będę rodzić trzeci raz w tym samym
      szpitalu jestem ciekawa. A na sali leżało nas 5 z jednej doby 3 nacinane, 2 nie.
      tu statystyka raczej nie jest 90%smile))
Pełna wersja