ewas79
14.05.04, 10:09
Czesc ! Mam problem wszyscy na mnie krzyczą (no odradzają). A wszytsko
wygląda tak w srode zawiozłam meza do gdyni (200 km) do pracy.
Niespodziewanie się trafiło. Został tam samiutki w obcym miescie i nie
swiadomy wogóle co go jescze czeka (całkiem zilony). Mylseliśmy ze na sobote
i niedzielę wroci) a jak poszedł w czwartek pierwszy dzień do pracy to
sięokazało że w soboty robia do 17 i niedzielie do 15 no i poniedziałek na 7
rano w robocie. Nie ma specjalnie rzeczy bo liczylismy że to bede 3 dni. Chce
jechać do niego na sobote i niedzielę samochodzem. termin mam na 21 czerwca.
maleństwo lezy główką w dół i mam malutkie rozwarcoie ale lekarrz nie kazał
mi tylko dźwigać.Tym bardziej jak teraz nie pojadę to za tyudzień pewni juz
wcale bo to coraz bliżej. A mu naprawde jest tam ciezko to piersze dni zawsze
są najgorsze tym bardzie że jest sam. Czy nikt mnie nie rozumie. Słysze
ciagle pojedziesz a jak się coś stanie(mówie zę przeciezmam tel i szpitale są
wszedzie ) to się bedziesz obwiniała. Nikt nie rozumie że i rzeczy trzeba
dowieźć a poza tym troszke przytulic i pocieszyć. Musi troszkę pogadć bedzie
mu łatwiej
Kurde żałuje że w ogóle pojechał.
Co robić EWA